Hej.
Kolejny raz spróbuję opisać co czuję i może w końcu ten wątek założę, bo do tego czasu się z tym tylko czaiłam. Wątek pasuje i do tego działu, i do działu o zazdrości, ale jednak założyłam tutaj, bo przecież podstawą tego wszystkiego są kompleksy...
Mam chłopaka. Hm... miałam. Zostawiłam go parę dni temu, ale wciąż piszemy do siebie, dzwonimy. Bardzo go kocham. Czemu zerwałam? Męczy mnie jego przeszłość - przespał się z kimś ot tak, bez miłości, dla mnie jest to brak zasad. Było między nami mnóstwo kłótni z tego powodu, wiem, źle robiłam, ale tak strasznie było mi przykro... Nie umiem tego zaakceptować. Po drugie, nie potrafię mu zaufać. Bo jak zaufać komuś, kto jest w stanie być z kimś bez miłości? Nie dam rady. Nie wierzę w jego słowa, że jestem najpiękniejsza i inne "naj", które mi mówi. Bo przecież ktoś inny też był kiedyś dla niego naj, a naj jest tylko jedna, prawda? Oczywiście, on twierdzi, że nikomu tak nie mówił. Ale ja uparcie twierdzę, że kłamie... Nie jestem tego pewna, ale boję się, że kłamie, może tak. Przez to też były kłótnie. Bo ja chciałabym być dla kogoś jedyną, nie kolejną i jedną z wielu. Nie wiem, jak Wy to ocenicie, ale ja myślę, że to wynika z kompleksów. Mam niską samoocenę. Nie są w stanie mnie przekonać żadne komplementy, nic. Przez rok związku było super. Nie raziła mnie przeszłość, byłam szczęśliwą osobą. A potem coś się stało. Nie wiem jak i dlaczego, zaczęłam tracić pewność siebie, bez powodu, bo on naprawdę nic nie zrobił. Boję się, że mnie zdradzi. Nie, nie tak fizycznie od razu itd, ale np. pomyśli o jakiejś dziewczynie na ulicy, że jest ładna. Nie mogę tego znieść,a wiem, że jest to nieuniknione. Przestaliśmy chodzić na imprezy, na dyskotekę żadną siłą się mnie nie zaciągnie - bo on może patrzeć tam na inne, może się do nich ślinić. Wiadomo, w domu go nie zamknę, chodzi do pracy itd, ale po co stwarzać okazje? Wiem, jak na dyskotece są ubrane dziewczyny... Również po ulicach razem nie chodzimy, po niedzielnym wyjściu do kościoła przeżywam męki, ciągle muszę go obserwować, czy na kogoś nie zerka, czy nie patrzy zbyt długo. To utrudnia mi życie. Albo uniemożliwia. Boję się, że nie jestem zbyt mądra. Że kłócąc się o rzeczy wyżej wymienione tracę jeszcze w jego oczach i w końcu on znajdzie sobie kogoś, kto nie będzie robił takich chorych akcji. Błędne koło. Bo ja nie umiem o tym nie myśleć, nie bać się i tak dalej. Oczywiście to tylko niektóre sytuacje, jest ich jeszcze masa... potrafię się uczepić nawet tego, że zbyt miłym głosem powiedział koleżance "cześć"... Dziewczyny, nie daję rady, naprawdę. Czuję, że wariuję, to nie tak miało być. Czy już nigdy nikomu nie zaufam? Teraz nie jestem z nim. I boję się znowu, że znajdzie sobie lepszą i będzie jej mówił to samo, co mówił do mnie... Zabija mnie to. Chciałabym wrócić, bo mi na nim zależy i on również mnie kocha [jest załamany z powodu rozstania], ale jak pomyślę, że będę tak dalej żyć... Proszę, pomóżcie, co ja mam robić? Jak zabić te myśli, jak zwalczyć tak niską samoocenę?
Mam jeszcze dodatkową wątpliwość, już do działu niekoniecznie pasującą : on miał do mnie pretensje, że nie chcę jeszcze wziąć ślubu, pomimo tego, że już ponad 2 lata byliśmy razem, a ja nie czuję, że to ten jedyny. Poczuję? Czy to się czuje od razu? [Oczywiście zakładając, że byłabym z nim nadal]. Jak to było u Was?