Moja koleżanka ma "patową" sytuację - rozpadające małżeństwo, problemy z pracą, a ostatnio pojawiły się również problemy ze zdrowiem - skutek zbyt długiego, silnego stresu w dużej mierze. Osobie z zewnątrz łatwo powiedzieć, że powinna zrobić coś, by zmienić tę sytuację, ale rozumiem, że nie łatwo jest zrobić następny krok, jak wszystko się sypie, kiedy nie ma ani jednego stałego punktu pod nogami.
Myślicie, że lepiej trwać - poddawać się temu co następny dzień przyniesie, czy zrobić krok do przodu nie wiedząc w co się wdepnie?
Podobne tematy
Z tego co piszesz owa sytuacja niszczy twoją koleżankę... Według mnie powinna zacząć działać, a nie jeszcze bardziej się pogrążać. Może niech zacznie od swojego zdrowia, bo to najważniejsze. Ja ta sprawa się ustabilizuje powinna szukać nowej pracy. A Ty w tym wszystkim powinnaś ją wspierać, skoro nie ma tego wsparcia od rodziny.
Averyl,
myślę, że sama koleżanka, mimo bardzo trudnej i złożonej sytuacji, najlepiej zna odpowiedź na pytanie, co chciałaby zmienić. Co ciąży jej najbardziej, jaki pierwszy najmniejszy krok sprawiłby, że poczułaby się lepiej. Wiele osób za kwestię podstawą i najistotniejszą uznałoby zdrowie. Mam jednak wrażenie, że najczęściej, kiedy dotyka nas seria problemów, to w jakiś sposób są one ze sobą związane, wzajemnie z siebie wynikają. Być może dotknięcie na początek tylko jednego problemu, zmieniłoby wiele - jak domino - również we wszystkich pozostałych kwestiach?