Witam Was po mojej dłuższej nieobecności ![]()
Od ponad pół roku jestem w poważnym związku ze swoim chłopakiem. Od kilku lat ma przyjaciółkę. Zanim się spotykaliśmy, ona spotykała się z nim bardzo rzadko, to się zmieniło. Potrzebuje więcej jego uwagi i nagle hasła jakimi to wielkimi przyjaciółmi oni nie są. Próbowałam ją polubić, tzn. na początku szczerze chciałam, ale wzięła mnie na dystans i wciąż parła do mojego K. Czasami robiła sceny, ze siedzi u mnie, a nie u niej, obrażała się za pierdoły. Kiedy zaczęła mi przeszkadzać, denerwować mnie swoim zachowaniem wobec niego (niby przyjacielskie okazywanie uczuć...ale ja jakoś nie obśiskuję się ze swoimi męskimi przyjaciółmi), wychodzę na histeryczkę, osobę z problem i tak dalej i nie rozumie dlaczego nie akceptuję takiego zachowania. Tak, znam to "nienawidzę takich desperatek co chcą uwięzić swoich facetów". Ja nie chcę go więzić, chce by O. trzymała ręce przy sobie.
Jak wygląda jego zachowanie? Rozumie mój pogląd i faktycznie się stara, ale nie bardzo wie co robić, bo nie może jej zmienić... myślał nad ograniczeniem kontaktu (sam na to wpadł). Od jakiegoś czasu między mną, a K jest dobrze i spokojnie, ale moje pytanie brzmi:
Co zrobić by panować nad złością kiedy ona jest w pobliżu? Unikanie jej jest niemożliwe, a nie chcę się denerwować i później wyżywać na K. Jestem dość impulsywną osobą i abym ochłonęła potrzebuję co najmniej kilku miesięcy...przynajmniej tak było w przypadku ekspartnerów. Zwykłe metody typu "policz do 10" nie działają.
Jakieś pomysły dotyczące panowania nad emocjami?
Pozdrawiam, C.