"Jestem tak uwiklana w chore malzenstwo, ze probowalam popelnic samobojstwo. Czulam sie zapedzona w rog i wiedzialam, ze ani chwili nie moge juz tkwic w tym, w czym obecnie sie znajduje."
Od razu przepraszam, za to, że uogólnię - dla mnie samobójcy to najwięksi egoiści. Myślą tylko o sobie. Myślą żeby im było dobrze, żeby uciec od zmartwień i aby innym było źle po ich stracie (najczęściej rodzinie). Znam przypadki gdzie dzieci po stracie rodziców w ten sposób kończyły na ulicy albo w psychiatryku brr
Większość osób w przypadku tak trudnych problemów małżeńskich - po prostu się rozstaje. Tobie też bardziej polecam.
Wyjedź w ulubiony zakątek kraju - zastanów się spokojnie jak chciałabyś żeby wyglądało Twoje życie, co chciałabyś zobaczyć (heh ja mam nadzieję zobaczyć kiedyś 7 cudów świata), zwiedzić, zdobyć, osiągnąć- jak chciałabyś żyć.
Życie jest tylko jedno, nie szkoda Ci go tracić?
Inna sprawa, że miałaś dużo szczęścia, że piszesz, czytasz i czujesz- jesteś zdrowa. Mój znajomy też usiłował popełnić samobójstwo - nie udało mu się, ale w jego wyniku chodzi teraz w pampersach, nie może sam jeść, nie poznaje ludzi i mózg ma jak u 5 latka. Tak już będzie trwał do końca życia - jego rodzice, którzy mają już swoje lata opiekują się nim, ale nie chcą nawet myśleć co będzie gdy ich zabraknie..
Terapia pomaga tylko tym, którzy chcą się leczyć.