Wiem, że to może już znudzony temat, ale mam problem, a mianowicie - studniowka. Tak się sklada, że nie mam chłopaka. Mam natomiast wielu kolegów, z których wybralam jednego jako mojego studniowkowego partnera. Zgodził się bez żadnego "ale". Problem pojawił się teraz. W sylwestra poznalam świetnego chłopaka, pocałowaliśmy się kilka razy, było cudownie, czułam się szczęśliwa jak nigdy. Poprosił mnie o chodzenie a ja mu odmowilam, bo stwierdziłam ze mam za dużo na głowie. Teraz jednak po głębszym przemyśleniu tej sytuacji, doszłam do wniosku, że ten poznany w Sylwestra chlopak jest dla mnie ważny, chyba się zakochalam... Pytanie brzmi: Co zrobić z tą przekletą studniówką? Wiem, że chłopak który zgodził się ze mną iśc też się we mnie "buja" już od dłuższego czasu. Nie powiem mu przecież: "Sorry, głupio wyszło ale jednak ze mną nie pojdziesz" Zgodził się na samym początku i ok. Chciałabym zeby studniówka byla dla mnie wydarzeniem szczęśliwym, które będę miło wspominać. Co w tej sytuacji powinnam zrobić? Dodam też, ze obaj chlopcy się znają, nie są przyjaciółmi ale kolegami. Sama nie wiem jak postąpić... Odechciało mi się już tej całej szopki....
Podobne tematy
Szopkę to sama robisz, zupełnie niepotrzebnie. Jak już kogoś zaprosiłaś to chyba już trochę za późno by zmieniać plany, nie? Przelizałas się z chłopakiem na sylwestra, prawie go nie znasz i już się zakochałaś? Zauroczyłaś raczej. Na studniówkę idź z tym, którego zaprosiłaś. Po studniówce umów się na randkę z tym z Sylwestra. Nie wiem jaki masz problem...