Witam,
poczytalam sobie posty zanim zdecydowalam sie podzielic moim nieszczesciem. Otoz rozpada sie moje malzenstwo po 25 latach.
Najgorsze jest to, ze uwazalam meza za krysztalowo uczciwego, dobrego czlowieka, a on jest takim samym przecietniakiem jak wszyscy inni ktorzy klamia i nie dotrzymuja slowa.
Wielokrotnie mnie zdradzal (oczywiscie zawsze zaprzeczal). Teraz tez mnie zdradza (sms-y "jak cudownie jest kiedy mnie przytulasz, trzymasz za reke i calujesz"), ale twierdzi, ze to niewazne - bo chodzi o to, ze ze mna nie moze wytrzymac! Nie rozumiem tylko, dlaczego nie stac go bylo na rozmowe. Musial sobie znalezc kobiete? W tym samym bloku, dwa poietra wyzej. Ona jest rowodka ale rozbija cudza rodzine. Ja chyba jestem niezyciowa, bo dziwie sie strasznie, jak komus mozna robic cos takiego??
Nasze malzenstwo bylo trudne. Od 10 lat maz ze mna nie spi - tlumaczy, ze jest chory (rzeczywiscie jest chory na przewlwkla chorobe), nie jezdzil ze mna na wakacje, wrzeszczal na syna i nie chcial miec wiecej dzieci.
Reraz syn ma 24 lata i widzi sam, jak jest. Mowi mi, ze dawno powinnam sie rozstac, ale dla mnie to jak koniec swiata. Oczywiscie, chyba bede musiala odejsc, bo przeciez nie bede trzymac nieszczesliwego czlowieka na sile...
poradzcie, co zrobic, bo sie strasznie miotam. Dodam, ze z mezem sie nie da rozmawiac. On nie chce rozmawiac, a wine za obecny stan rzeczy ponosze jego zdaniem WYLACZNIE ja.