Zauważyłam tu już sporo osób mniej więcej w moim wieku będących w związkach małżeńskich. I zastanawia mnie: skąd decyzja, by wziąć ślub? Czy to nie za wcześnie? Często piszecie, że jesteście razem np. 2 lata, dla mnie to strasznie krótko. Po co ten pośpiech? Jak tak patrzę na to forum to wielu z Was ma problemy w swoich małżeństwach. Czy aby nie zbyt pochopnie przysięgacie sobie miłość i wierność aż po grób? I jeszcze jedna kwestia: skąd finanse na zorganizowanie uroczystości? Zakładam, że nie jesteście jeszcze w pełni niezależni finansowo, a raczej dopiero wchodzicie na rynek pracy, więc jedyny logiczny wniosek, który mi się nasuwa, to że rodzice Wam ten ślub fundują. Nie lepiej na ślub samemu zapracować zamiast wyciągać kupę pieniędzy od rodziców? Wybaczcie krytykę, po prostu tego nie rozumiem i jestem ciekawa dlaczego postępujecie tak, a nie inaczej.
Podobne tematy
Wiesz, nie ma reguły, czy za wcześnie, czy nie. ja byłam ze swoim 3,5 roku, miałam 26 lat. Nie udało się, szczęścia nie zaznałam.
Moja koleżanka chodziła ze swoim chłopakiem 2 miesiące, pobrali się, jest im dobrze ze sobą, sa bardzo za sobą, żyją biednie, on miałby możliwość polepszenia finansów wyjeżdżając do matki za granicę, ale zrezygnował z tego, bo jego matka nie akceptuje jego zony ze względu na to, że jest starsza o 2 lata od niego.
Więc został przy żonie.
Pieniądze - mąż miał od matki, a ja swoją połowę...miałam z odszkodowania za "wypadek". Gdyby nie ten wypadek - nie miałabym pieniędzy na wesele. I tak było b. skromnie, około 30 osób (na więcej nie było nas stać), ale było kameralnie, każdy z każdym się znał.
Uważam, że powinno się mieć swoje pieniądze (bynajmniej część), by potem nie słyszeć, że ktoś nam zrobił wesele.
U nas było tak, że po 3miesiacach znajomości mąż oświadczył się, następnie zaszłam w ciąże. Mam tylko lub aż 20lat, mój m. ma 23 ale jest w stanie utrzymać mnie, naszego szkraba i dom. Wesele? u nas mamy tylko cywilny i mieliśmy skromne przyjęcie. Ale już wiemy, że rodzice zafundują nam wesele po kościelnym
I nikt z nich nie wyciąga, sami zaproponowali- kwestia poglądów. U mnie i m. rodzice powiedzieli ze nie wyobrażają sobie byśmy mieli sami płacić za wesele, bo niby obowiązek rodziców.Ale znam też osoby co biorą kredyty by mieć wesele. Co do dojrzałości to wszystko zależy od człowieka. A i jeszcze problemy... a kto ich teraz nie ma. Nie ma co się oszukiwać, że w małżeństwie jest różowo i słodko są tez gorsze chwilę takie jest życie.
Co prawda nie jestem młodym małżeństwem
ale też mnie pare kwestii zastanawia.
Wiadomo, że wszystko zależy, a każdy związek czy małżeństwo jest inne.
Jestem ciut od Ciebie starsza. To 'ciut' ma tu znaczenie o tyle, że niedawno pokończyliśmy ze znajomymi studia. I teraz to się zaczął prawdziwy boom na małżeństwa. Część moich znajomych decyduje się na ślub, bo 'jesteśmy ze sobą tyle lat', 'skończylimy studia to wypada', a najlepsza jest koleżanka, która mi się zwierzała pare lat temu, że ona swojego chłopaka nie kocha, że ona jest jego jedynym zainteresowaniem, co ja męczy, ale że on taki dobry. No i teraz się dowiedziałam, że się zaręczyli. Bo on taki DOBRY!
Koleżanka (też ciut ode mnie starsza) opowiadała, że u niej po studiach też był szał na śluby. A teraz sporo z tych par jest rozwiedzionych.
Sama uważam, że do takiej decyzji trzeba dojrzeć. Jedni potrzebują więcej czasu, inni mniej, ale śluby z powodów jakie opisałam wyżej są takie, że głowa boli.
A co do organizacji wesela, to uważam, że rodzice mogą pomóc, bo młode małżeństwo zawsze będzie miało na początku dużo wydatków. No, ale bez przesady, że sytuacja wygląda tak, że młoda para nie pracuje, a rodzice i teściowie organizują wesele i jeszcze utrzymują swoje dzieci.
Nie ma na to reguły ślubujemy wtedy kiedy jesteśmy na to gotowi . ja mam 22 lata a ślubuję teraz we wrześniu i bardzo się z tego ciesze i wiem że jestem na to gotowa ... fakt dopiero wchodzimy na rynek pracy a ślub organizują nam rodzice i co...coś w tym złego?? ja swoim dzieciom też na pewno zorganizuje ślub a jak nie będa chciały to dam im tak kasę w prezencie... myślę że to nic złego rodzice to rodzice a nie obcy ludzie żeby zastanawiać się czy brać od nich , jeśli są w stanie i sami się na to zgadzają to ja jakoś problemu w tym nie widzę. Każdy ma inny pogląd na to...
Wiesz, nie da się jednoznacznie odpowiedzieć- jedni czują się gotowi na małżeństwo, chociaż tak naprawdę chcą spełnić jakąś fantazję o białej kiecce i wystawnym weselu (jakkolwiek by nie było, to dziewczyny szybciej dążą do takich sytuacji), inni naprawdę są gotowi, bardziej trzeźwo patrzą na przyszłość, inni zaś nie są gotowi wcale, ani teraz, ani kiedykolwiek. To nic dziwnego, każdy z nas jest różny
Teraz powiem Ci tak po sobie, co widzę- ja wcześnie musiałam pozbyć się złudzeń, ze będzie różowo, bo szybko miałam dziecko. Tzn szybko wg opinii innych, bo ja akurat czułam, ze podołam i nie będzie to dla mnie problemem. Szkołę zaliczyłam, egzamin zawodowy też. Na studia postanowiłam pójść później- najpierw chciałam się usamodzielnić.
Mnie,a raczej nam, na szczęście się udało. Stać nas teraz po prostu, a to, co razem musieliśmy pokonać, bardziej nas do siebie zbliżyło, niż lata sielankowego szczęścia. Jestem szczęśliwa, że przetrwaliśmy wiele razem i nie było między nami wielkich różnic w poglądach, czy w planach na przyszłość.
Jeszcze ślubu nie mamy, ale nie dlatego, że nie chcemy, czy nie czujemy się gotowi. Rodzice chętnie by nam wszystko sponsorowali. Ale nie taki mamy plan- nie chcemy ani brać wielkiego kredytu, ani całkowicie poddawać się woli rodziców. Oczywiście, jeśli będą usilnie chcieć, dopuścimy ich do naszych przygotowań, niech swój wkład mają. Ale większość pieniędzy chcemy wyłożyć sami.
Najpierw jednak chcemy mieć coś swojego- mieszkanie (własne, nie wynajmowane), pieniądze, by wystarczało na więcej, niż do pierwszego i pewność, że podołamy. Dużą rolę odgrywają pieniądze- nie ma co się oszukiwać- u nas nie ma z tym problemu ze względu na spadek i zaoszczędzone pieniądze z wykonywanych prac za granicą. Zastanawiamy się, czy nie zamieszkać za granicą na stałe- tam się bardziej czujemy "u siebie" niż tutaj.
Ale gdyby nie było tych pieniążków, nie decydowalibyśmy się na drugie dziecko, czy zakup czegokolwiek poważniejszego. Rodzice pomagają nam tylko przy synku, innej pomocy nie chcemy- to takie miłe uczucie, że naprawdę radzimy sobie sami.
Z drugiej strony znam ze swojego otoczenia przypadki, gdzie osoby w naszym wieku biorą ślub, bo wydaje im się to zabawne i ekscytujące. Spełniają jakieś tam swoje marzenia o "dorosłości" a gdy przychodzi spłata pośpiesznie zaciągniętego kredytu na mieszkanie, gdzie pod jednym dachem tak naprawdę zaczynają dopiero się poznawać- wtedy zaczynają się kłótnie i robi się problem. Czasem przeszkodą staje się nawet nieszkodliwe przyzwyczajenie kochanej osoby, bo następuje konfrontacja z rzeczywistym obrazem człowieka, którego się do tej pory idealizowało. Z drugiej strony, wcześniej ludzie zawierali śluby w podobnym wieku, a było zdecydowanie mniej rozwodów- rzecz w tym, że teraz ludzie zamiast dbać i walczyć o swoje związki, kiedy zaczynają się problemy, zbyt szybko rezygnują, nie chcą ze sobą rozmawiać i uciekają w swoją stronę. Nie mówię oczywiście o jawnych poniżeniach, czy patologiach, czy długotrwałym kryzysie. Ale poza tym wszystkim- teraz się ludziom chce mniej starać- łatwiej znaleźć kochankę, czy "przyjaciela" który pocieszy i zrozumie. Bo obraz człowieka, który sobie wykształciliśmy przed małżeństwem jest trochę różny od tego, jak faktycznie sprawa wygląda.
7 2012-01-07 03:18:04 Ostatnio edytowany przez kaisa_malene (2012-01-07 03:21:13)
McMiodek, trafiłaś w sedno. Właśnie odniosłam takie wrażenie, że wiele dziewczyn ma straszne parcie na kieckę ślubną, chcą żyć jak w bajce, idealizują w związek, a potem pojawia się stwierdzenie, że ludzie po ślubie się zmieniają, bo tak naprawdę para nie znała się dobrze zanim się pobrali. Jak dla mnie ślub w wieku 20-23 lat to bardzo pochopna decyzja. Jakoś nie wierzę, że można w tym wieku dorośle oceniać życie, to, z czym przyjdzie nam się zmierzyć zarówno w kwestiach finansowych, jak i w pracy i samym dzieleniu dachu z drugą osobą. Zauważyłam też, że tu gdzie mieszkam nie ma wielu małżeństw w tym wieku. Dlatego tym bardziej zaciekawił mnie ten fenomen. Norwegowie zwlekają z małżeństwem, dłużej się zastanawiają zanim powiedzą sobie ostatecznie "tak" i zalegalizują związek. Czy my jesteśmy bardziej konserwatywni, nasza rodzina tego wymaga, czy jesteśmy bardziej dziecinni, romantyczni i nieodpowiedzialni? Sama nie wiem...
sandra.sandra, oczywiście, że to wszystko zależy, czekanie ze ślubem nie daje gwarancji szczęścia, tak samo jak szybki ślub nie oznacza od razu porażki. Niemniej jednak myślę, że są większe szanse na powodzenie w związku, gdy się z tym ślubem trochę jednak poczeka. I też właśnie jestem zdania, że powinno się wyłożyć własne pieniądze na własne wesele ![]()
Nie moja wina, to bardzo dobrze, że Wam się układa, niemniej jednak oświadczyny po 3 miesiącach znajomości to dla mnie ekstremalnie szybko. Jeszcze pół biedy jak mąż może Was razem z dzieckiem utrzymać, ale czy po tych 3 miesiącach byłaś na 100% pewna, że to ten jedyny? Miałaś poczucie, że go znasz i wiesz czego się po nim spodziewać? Ja bym się bała z kimś związać tak szybko.
mata hari, aaano właśnie, kolejna rzecz: po studiach wszyscy się nagle pobierają. I właśnie często tak jak piszesz z przyzwyczajenia, bo i tak nikogo już nie spotkają. I ja się znowu pytam: po co ten pośpiech? 25 lat to przecież nadal młoda osoba, która ma całe życie przed sobą! Takie śluby to dla mnie strasznie niedojrzała decyzja i głupota. Sama mam koleżankę, która zaraz po studiach wyszła za mąż, a już jej się znudziło i dopiero teraz widzi, że to chyba jednak nie to.
TinkaTineczka, oczywiście, że nie ma reguły. Ale też mam 22 lata i nie widzę sensu w braniu ślubu teraz. Jestem na to jeszcze za młoda, muszę doświadczyć więcej życia, by móc się zdecydować na ten krok, bo biorę tę sprawę dość poważnie. Za dużo jest księżniczek i księciów na białym koniu, a potem po kilku latach rozwód, bo bajka okazała się nie być bajką w rzeczywistości. Po prostu mnie zastanawia jaki procent tych dwudziestolatków biorących ślub zdaje sobie sprawę co tak naprawdę sobie ślubują i co to w praktyce oznacza? I tak, uważam za niewłaściwe czerpać kasę od rodziców na własny ślub. Dlatego ja mój ślub wezmę, gdy będę na niego emocjonalnie i finansowo gotowa. Nie wyobrażam sobie oświadczyć rodzicom "zamierzam się pobrać z moim chłopakiem, chcecie mi zafundować wesele?". Jeśli jestem na tyle dorosła, by zakładać nową rodzinę to powinnam być też niezależna finansowo. I tak samo za niewłaściwe uważam, że rodzice utrzymują swoje dzieci podczas studiów. Wspomóc można, ale co innego leżeć, leniuchować i imprezować za kaskę rodziców, a co innego pracować 2-3 razy w tygodniu i choć trochę ich odciążyć.
ja wyszłam za mąż w wieku 21 lat(brakowało 5 dni do 22 urodzin).maz jest 6 lat starszy ode mnie.
z mezem znałam sie 2,5 roku zareczylismy sie po 1,5.
za wesele placili rodzice (jak to w zwyczaju starszych poznaniaków jest) czesc moi rodzice czesc meza. w tej kwesti nie bylo zadnej dyskusji nikt nas nie pytal czy sami placimy czy nie. decyzje podjeli oni.
kaisa_malene a wg mnie slub to nie kwestia tego ile ma sie lat tylko co sie ma w glowie.
choc powiem szczerze ze po 2,5 roku mieszkania z tesciami to wlasnie tescia mam dosyc i szwagra.
wydaje mi sie ze najlepiej mieszkac samemu poniewaz nikt sie nie "wtraca" do zycia.
najwiecej mlodych malzenstw wlasnie rozwodzi sie z powodu hmm "tesciow" z korymi mieszka.
choc moja tesciowa do rany przyloz kobieta tesciu w sumie tez, ale zgrzyty sa i tego sie niestety nie zmieni.
dlatego mlodzi uciekajcie od tesców!!! takie moje zdanie.
ja najczesciej wlasnie z mezem nie kłóce sie o sprawy miedzy nami tylko wlasnie o jego rodzicow (a on na moich)
klara88, ano właśnie o jeszcze jednej rzeczy zapomniałam wspomnieć: młode małżeństwa rzadko mają fundusze, na własne mieszkanie, więc zamieszkują u rodziców jednej ze stron. Tego sobie w ogóle nie potrafiłabym wyobrazić: zwalić się na głowę obcym ludziom! Jeśli już małżeństwo i wspólne mieszkanie, to mieszkanie tylko dla nas 2. Po to, by ludziom problemu na starość nie robić i właśnie jak wspomniałaś: kłótnie i rozwody są zwykle spowodowane tematem teściów. Mama mojego chłopaka jest kochaną kobietą, ale nie wyobrażam sobie mieszkać z nią w jednym mieszkaniu.
Oczywiście masz rację, że wiek i dojrzałość emocjonalna nie zawsze idą w parze. Nie każdy w wieku lat 30 jest dojrzały emocjonalnie do małżeństwa, mogą się też zdarzyć osoby świeżo po 20tce, które sobie z tym poradzą. Po prostu zastanawiam się czemu ludziom się tak spieszy do zobowiązań i problemów. Ja jestem bardzo przezorna i wolę trochę więcej poczekać, żeby się potem nie okazało, że się za bardzo pospieszyłam. I jak już wspomniałam: oświadczenie rodzicom, że zamierzamy się pobrać, choć nie mamy za co wyprawić wesela jest dość egoistycznie, bo stawiamy wtedy rodziców pod murem. To miłe, gdy zaoferują pomoc finansową i uważam, że strasznie kłócić się nie trzeba, można przyjąć ich pomoc, ale to co innego niż zakładanie, że skoro my postanowiliśmy się pobrać to niech rodzice teraz wyłożą kasę, bo to ich rodzicielski obowiązek. Więc fajnie, że macie taką tradycję, ale ja bym się czuła głupio nie mogąc choćby zaproponować, że my sami pokryjemy wszystkie koszty.
Pamiętaj, że tak jak młode kobiety idealizują życie w małżeństwie, tak Ty idealizujesz poniekąd organizację ślubu i reszty życia. Pewne, że fajnie jest gdy młoda para ma swoje własne fundusze na zorganizowanie uroczystości, a po ślubie od razu wprowadza się do własnego gniazdka, ale niestety rzeczywistość dla większość jest zdecydowanie inna. Pomimo tego, że ja wyszłam za mąż w nieco starszym wieku, niż podawane przez Ciebie przykłady, to wiem, że gdyby rodzice nie pomogli nam zorganizować uroczystość nie mielibyśmy pieniędzy na budowę własnego domu (a i tak jesteśmy w niezłej sytuacji). Dużo młodych małżeństw, aby dzisiaj dorobić się czegoś samemu, musi na początku zamieszkać z rodzicami bo nie stać ich na własne M lub nie chcą brać kredytu na całe życie.
Podobnie jak ty uważam, że bardzo młody wiek, nie jest odpowiedni do tego, aby składać sobie deklaracje na całe życie, gdy dodatkowo nie zna się jeszcze dość dobrze swojej drugiej połowy. Myślę, że duży wpływ na to w jakim wieku wychodzimy za mąż / żenimy się mają środowiska z których pochodzimy i to na ile tradycyjnie, bądź nie, jesteśmy wychowani. Ale mit białej sukni, zużył się już na tyle, że młodzi ludzie na szczęście coraz rozsądniej podchodzą do tych kwestii. Uważam, też, że nie można demonizować żadnej ze stron, czyli i tych którzy młodo biorą ślub, ani tych, którzy z tym czekają. To osobista decyzja każdego człowieka i należy pamiętać, że wiek nie decyduje o tym czy małżeństwo będzie kiedyś szczęśliwe czy nie.
11 2012-01-07 18:52:06 Ostatnio edytowany przez flores18261 (2012-01-07 18:56:39)
Moja koleżanka wyszła za mąż w wieku 22 lat mają już pierwszą rocznicę ślubu za sobą w tym roku idzie na drugą... Ona zarabia ma pracę niestety jej mąż nie ma pracy siedzi w domu ma gospodarstwo też choruje na oczy tak jak ja ale on nie chce renty co gorsza wydaje mi się , że nawet nie chce pracować tylko żeruje na mojej koleżance . Ona pochodzi z wielodzietnej rodziny więc ma we krwi wpojone , że trzeba się dzielić ok ja to rozumiem sama się dzielę tym co mam i jak mogę to pomogę. Ale ona to już przesadza on po prostu siedzi w jej kieszeni ona tego nie widzi bo jest młoda dużo nie rozumie cieszy się swoim szczęściem. Szkoda mi jej bo tak wszystko robi pochopnie nie przemyślanie ach może jeszcze oczy otworzy... oby jak najszybciej... .
Lusia, ja wiem, że jest ciężko. Dlatego uważam, że z taką decyzją należy poczekać, by właśnie nie żerować na innych. I po co wprowadzać się do rodziców? Nie lepiej wynająć własne mieszkanie? Ja wynajmuję mieszkanie z chłopakiem, oboje studiujemy i pracujemy i jakoś sobie radzimy. A jak już skończymy studia i będziemy pracować na pełen etat to już tym bardziej nam starczy, a nawet będzie co odłożyć.
Zgadzam się, że wszystko zależy też od środowiska. Ja pochodzę z całkiem dużego miasta, więc nigdy nie przejmowałam się plotami i tym co ludzie powiedzą, bo mogę sobie pozwolić na to, by mieć to gdzieś... Obstawiam, że dla ludzi urodzonych na wsi lub w małych miasteczkach jest to trudniejsze. Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy młodzi, którzy biorą ślub są naiwni i głupi, ale niestety duża ich część jest przynajmniej bardzo naiwna i kieruje się bajkami disnejowskimi...
flores, no właśnie o to mi m.in. chodzi. Ludzie są ze sobą za krótko, by się dobrze poznać, pobierają się i nagle zdziwienie, że książę nie taki...
wyszłam za mąż w wieku 21 lat. studiowałam zaocznie i pracowałam na pełny etat. wesele zasponsorowali rodzice tłumacząc że za ich wesele płacili ich rodzice itp. znalismy się 6 lat. mąż jest starszy o 3. wynajmowaliśmy mieszkanie, niedawno kupiliśmy dom. i powiem szczerze że lepiej wybrać nie mogłam. gorzej jak dziewczyna ma "ambicję" życia zmienić nazwisko. tu juz gorzej dla każdej ze stron. moim zdaniem wszystko zależy od tego co ma się w głowie a nie od metryki.
A ja nie lubię wesel jako takich..... zupełnie tego typu balangi mnie nie pociągają....Mam nadzieję, że jak kiedyś będzie mi dane wyjść za mąż
to będzie to coś oryginalnego, ale nie wesele !!!! Ślub owszem, skromny . Wszystko w odpowiednim czasie
i z odpowiednią osobą.Wiek nie ma tu nic do rzeczy.
Co prawda nie jestem w młodym małżeństwie, jednak pozwolę sobie w tej kwestii zabrać głos
.
Wyszłam za mąż kiedy miałam 22 i pół roku, mój mąż trzy i pół więcej
. Dziś myślę, że to mało, ale jak na swój wiek oboje byliśmy dojrzali. Znaliśmy się zaledwie półtorej roku, ale była to bardzo intensywna znajomość, oparta na fundamencie silnego uczucia. Poznaliśmy się zupełnie przypadkowo, po dwóch tygodniach umówiliśmy się na pierwszą randkę, po kolejnych dwóch byliśmy parą, po dwóch miesiącach usłyszałam ,,kocham cię" i ,,chciałbym z Tobą spędzić życie", po pół roku zaręczyny, po półtorej ślub.
Ślub i wesele w połowie sfinansowali moi rodzice, a połowę ze spadku i własnych oszczędności wyłożył mój mąż. Od początku byliśmy samodzielni, mieszkaliśmy sami, bo tak zdecydowaliśmy. Oboje byliśmy bardzo świadomi i odpowiedzialni, doskonale wiedzieliśmy czego chcemy, do czego dążymy, jakie są nasze cele i plany, przede wszystkim jednak bardzo się kochaliśmy. W domu moich rodziców czekało na nas całe wykończone piętro, ale mieliśmy świadomość, że tam nigdy do końca nie będziemy u siebie, a wiele rzeczy będzie się odbywać na warunkach mojego taty. W ten sposób trudno stworzyć własny dom, dotrzeć się, czuć u siebie i w pełni swobodnie.
Finansowo nieraz bywało ciężko, trzeba było spłacać kredyt na mieszkanie, ja studiowałam, za jakiś czas na świecie pojawiło się dziecko. Nigdy nie żałowałam jednak swojej decyzji, zawsze byłam dumna z tego, że do wszystkiego dochodziliśmy sami, a trudne chwile, wzajemna troska i zrozumienie po prostu nas do siebie zbliżyły, pokazały, że możemy sobie ufać i na siebie liczyć, a to zwyczajnie procentuje.
Tak, byłam pewna
a czy możesz powiedzieć, że znasz kogoś tylko dlatego że jesteś z nim kilka lat? a późnij okazuje się zupełnie inny.
TinkaTineczka, oczywiście, że nie ma reguły. Ale też mam 22 lata i nie widzę sensu w braniu ślubu teraz. Jestem na to jeszcze za młoda, muszę doświadczyć więcej życia, by móc się zdecydować na ten krok, bo biorę tę sprawę dość poważnie. Za dużo jest księżniczek i księciów na białym koniu, a potem po kilku latach rozwód, bo bajka okazała się nie być bajką w rzeczywistości. Po prostu mnie zastanawia jaki procent tych dwudziestolatków biorących ślub zdaje sobie sprawę co tak naprawdę sobie ślubują i co to w praktyce oznacza? I tak, uważam za niewłaściwe czerpać kasę od rodziców na własny ślub. Dlatego ja mój ślub wezmę, gdy będę na niego emocjonalnie i finansowo gotowa. Nie wyobrażam sobie oświadczyć rodzicom "zamierzam się pobrać z moim chłopakiem, chcecie mi zafundować wesele?". Jeśli jestem na tyle dorosła, by zakładać nową rodzinę to powinnam być też niezależna finansowo. I tak samo za niewłaściwe uważam, że rodzice utrzymują swoje dzieci podczas studiów. Wspomóc można, ale co innego leżeć, leniuchować i imprezować za kaskę rodziców, a co innego pracować 2-3 razy w tygodniu i choć trochę ich odciążyć.
Ale nie każdy ma takie podejście jak ty i nie każdy jest taki sam jedni w wieku 22 lat są na to gotowi a jak nie jesteś to już tylko i wyłącznie twoja sprawa .
Zależy od tego jakiego ma się partnera i jak tak naprawdę czuje się sama na to gotowa .I wcale nie poszłam do rodziców i im nie powiedziałam że maja mi fundować , każda rodzina ma swoje przyzwyczajenia u nas jest tak że rodzice robią młodzi sią ubierają , a jeśli cię to zdziwi to mam najwiecej koleżanek które ślubowały zanim ukończyły 24 lata i jakoś żadna nie jest rozwiedziona więc niema reguły i zależy jak się pielęgnuje związek jakoś 30latki tez się rozwodzą i co??za pochopnie podjeły decyzje???
Myślisz że jak ma prawie 30 to lepiej niż 20???Mylisz się bo czasami te starsze są mniej przygotowane niz te młodsze , ja popieram małżeństwa nawet jak maja po 20 lat jeśli tylko się kochają i są siebie pewni .
jesli sie naprawde kochacie to decyzja o slubie tak wczesnie nie musi byc zla. Pomysl o tym, ze kazdy sie zmienia pod wplywem innych ludzi czy rzeczywistosci w jakiej zyje. Pamietaj, ze zawsze bedzie inaczej po tym jak sie pobierzecie. Wiele rzeczy sie zmieni. Moze byc bardzo dobrze, ale moze tez sie zepsuc.
Ja wyszlam za maz pol roku temu, wczesniej zerwalam ze swoim chlopakiem, zeby po pewnym czasie wrocic (dal mi druga szanse). Jestem w nim tak mocno zakochana, ze swiata poza nim nie widze. Nasz slub przyspieszylismy zaraz po zareczynach bo oboje tego chcielismy.
Na to nie ma i nigdy nie bedzie reguly. Jesli oboje tego chcecie to nie zastanawiajcie sie nad tym za dlugo.
_________________________________________________
Wieczne Miasto BG
TinkaTineczka, raczej mało kto wychodzi za mąż czując się nieprzygotowanym, niestety przyszłość i idąca z nią w parze dojrzałość często ten pogląd weryfikują. Dziś po prostu takie są Twoje cele i priorytety, być może dziś tak to widzisz, a za 10-15 lat dojdziesz do wniosku, że byłaś w błędzie.
Piszesz o koleżankach, które brały ślub przed ukończeniem 24 roku życia - ile dziś mają lat, jak długi staż małżeński? Jeśli mają tylko kilka lat więcej, myślę, że raczej trudno już oceniać ich życiowe wybory.
Nie zrozum mnie źle, ja sama wyszłam za mąż w wieku 22 lat, dziś mam ich piętnaście więcej, a na koncie całkiem spory bagaż doświadczeń życiowych i wyraźnie widzę, że w tym wieku bardzo pobieżnie oceniamy rzeczywistość. Wraz z upływem lat sami siebie lepiej poznajemy, a widząc czego od życia oczekujemy, świadomiej też wybieramy partnera na życie. To dlatego mówi się, że z czasem stajemy się mniej elastyczni, bowiem wówczas nasze oczekiwania są zdecydowanie bardziej sprecyzowane i w ważnych życiowych wyborach coraz trudniej idziemy na kompromisy.
Nie chodzi mi o to, że w tym wieku źle podejmujemy decyzje, bo to zależy od człowieka, okoliczności i wielu innych czynników, ale o to, że często błędnie oceniamy własne przygotowanie do kroku małżeństwa, inaczej też pojmujemy miłość, odpowiedzialność za drugiego człowieka, gotowość do założenia pełnej rodziny i stworzenia prawdziwego domu.
Mam taką propozycję - wydrukuj sobie swój post i przeczytaj za 10 lat, może się okazać, że wówczas zupełnie zmienisz zdanie.
Z tymi 30latkami jak widać dałam przykład koleżanki?jedna jest 5 lat po ślubie a druga 7 lat te co maja młodszy staż nie wymieniam , jednej urodziło się dziecko niepełnosprawne rok po ślubie miała 23 lata i do dziś są razem i za dzieckiem wskoczyli by w ognień , bała się że on ją zostawi , bo on lubił imprezy itp wyjścia a jak co do czego doszło to z podziwu wyjść nie mogła , ze wszystkiego zrezygnował byle dziecko w domu ojca miała a żona męża i tak trwa to 6 lat i ja wierze że im się uda .
W każdym jednym związku są kłótnie , spory , jakieś ciężkie dni ale to nie jest powodem aby wszytko odkładać bo ,,może za parę lat będzie lepiej'' . Moim zdaniem to każdy sam wie najlepiej jak jest w jego związku i czy robi dobrze czy zle za parę lat możemy tego żałować ale nie musimy .
No to i ja się wypowiem jako facet. Mam nadzieję, że wybaczycie bo temat ciekawy ![]()
Otóż sam nie jestem po ślubie i w najbliższym czasie raczej nie będę więc to tylko moje przemyślenia. Uważam, że każdy sam powinien oceniać kiedy chce wejść w związek małżeński. Chyba nie ma reguły wiekowej. Nieraz osoby w wieku 20 lat są bardziej dojrzałe niż te dobiegające trzydziestki. Myślę jednak, że warto dobrze się poznać, pomieszkać razem i zobaczyć co i jak, by potem nagle nie okazało się że braliśmy ślub z obcą osobą.
Co do kwestii finansowych to nigdy nie wezmę od rodziców żadnej kwoty na organizację wesela i tyle. Nie wiem może to głupie, ale mam swój honor i dumę. Zorganizuję sam (tzn z przyszłą żoną) za tyle ile będziemy mieli. Znam wiele przypadków, że młodzi dostawali kasę na wszystko i nagle wszystko było z górnej półki. Miał być zespół za 1500 a będzie za 3500zł. Miał być fotograf kolega, który po znajomości skasuje mniej, a był fotograf artysta robiący zdjęcia gwiazdom na ślubach celebrytów. Miało być na 40 osób, było na 120. Przykłady można mnożyć. Młodzi często nie szanują pieniędzy rodziców, którzy przecież także na te pieniądze muszą pracować. Ponadto ja wychodzę z założenia, że odkąd stałem się samodzielny liczę tylko na siebie i rodzice mogą mi ewentualnie dawać drobne prezenty, nic ponadto. Dlaczego rodzice mają wydawać całe życie pieniądze na swoje dzieci? Naprawdę wychowanie dziecka, finansowe wsparcie na studiach itp to takie nakłady w dzisiejszych czasach, że ciężko wymagać więcej od własnych rodziców.
A co do parcia na szybki ślub, to często tak jest i dotyczy znacznie częściej kobiet
Ja to widzę tak, że taka kobieta nie chce np czekać ze ślubem kilka lat, bo załóżmy że pozna faceta mając 22 lata i niech dajmy na to czekają do ślubu 6 lat. Jest 28letnią mężatką, ale co jak nie wyjdzie jednak? Bo przecież zawsze może nie wyjść. Wtedy jest np prawie trzydziestoletnią rozwódką. I w swoim mniemaniu ma już bardzo mało czasu, by kogoś poznać i ułożyć sobie na nowo życie. Oczywiście nie twierdzę, że kobiety kierują się takim myśleniem, ale jest to coś w rodzaju instynktu - chęć jak najszybszego ustabilizowania własnego życia uczuciowego. Dlatego mamy obecnie całkiem sporo przypadków rozwódek w wieku 21-25 lat. Ale generalnie wiadomo, że nie ma reguły. Rozwody zdarzają się także w małżeństwach z wieloletnim stażem.
Wreszcie w kwestii mieszkania wspólnie z rodzicami (czy to po ślubie czy też przed) mam wyrobione od dawna zdanie i nigdy go nie zmienię. Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie po to się wyprowadzałem od moich rodziców kiedyś parę lat temu, by teraz tam wrócić. I nie wyobrażam sobie także mieszkać z teściami. Mogłoby to prowadzić do niepotrzebnych konfliktów, wtrącania się w nieswoje sprawy itp. Uważam, że dorośli ludzie powinni sobie jakoś radzić w życiu no chyba, że dotknęły ich jakieś przykre problemy życiowe jak np wypadek uniemożliwiający dalszą pracę. Życie dostarcza nam różnych scenariuszy i nie można nigdy zakładać czegoś na 100%.
Tyle ode mnie.
Rafix, wydaje mi sie, ze chec do wczesniejszego zawarcia malzenstwa u kobiet moze byc podyktowana jeszcze jedna kwestia. Najlepiej, jesli kobieta rodzi pierwsze swoje dziecko do 25 roku zycia, bo potem moze miec wieksze problemy z donoszeniem ciazy. Tymczasem kobieta majaca trzydziesci pare lat funduje swojemu dziecku dziesieciokrotnie wieksze prawdopodobienstwo wystapienia wad genetycznych i niepelnosprawnosci, w tym uposledzenia umyslowego. Wlasnie przez to "czekanie" (oczywiscie miedzy innymi) rodzi sie obecnie coraz wiecej ciezko chorych i niepelnosprawnych dzieci z coraz powazniejszymi wadami genetycznymi i niepelnosprawnoscia zlozona (np. jednoczesnie niewidomych i uposledzonych umyslowo). Taka jest natura i moim zdaniem czasami nie warto zbyt dlugo czekac.
Iskra1221 - Niby nie mogę się z Tobą zgodzić, a jednak troszkę polemiki będzie
Te poglądy, że kobieta powinna urodzić pierwsze dziecko najlepiej przed 25 rokiem życia może i sprawdzały się kiedyś bardziej. Teraz medycyna poszła do przodu to raz i nie jest problemem urodzić i po trzydziestce. Po drugie ambicje kobiet sięgają dalej niż kiedyś i nie twierdzę, że kiedyś kobiety były mniej ambitne. Po prostu kiedyś nie było normą, że kobieta idzie na studia. Tak więc po skończeniu szkoły średniej kobieta szukała męża i robiła dzieci. Teraz kobiety chcą się uczyć, zdobywać wykształcenie, szukają pracy i próbują się realizować w tej pracy. Mają że tak powiem ambitne plany, które sięgają daleko dalej niż tylko dom, facet i dzieci (w dowolnej kolejności). Tak więc gdyby było tak, że kobieta powinna rzeczywiście urodzić przed 25 rokiem życia pierwsze dziecko, to kobiety kończąc studia w zasadzie powinny już o tym myśleć (najpóźniej wtedy). A co jak któraś do tej pory nie znalazła odpowiedniego faceta? Kobietami steruje natura, ale facetami także. Kobiety w pewnym wieku chciałyby już stabilizacji a faceci o tym nawet jeszcze nie myślą. A wiele kobiet nie chce mieć dzieci nim będzie ślub - ot taki tradycjonalizm. Także reasumując uważam, że lepiej przeczekać do 30tki nawet i mieć dziecko będąc szczęśliwą z tym właściwym facetem niż spieszyć się bo zegar tyka. Z doświadczenia wiem, że wyznaczanie w życiu jakichkolwiek granic czasowych mija się z celem. Z jednym się zgodzę na pewno. Nie warto zbyt długo czekać. Tyle że ludzie w większości nie czekają bez powodu, ale dlatego że czegoś im w życiu brakuje.
Pozdrawiam
Teraz medycyna poszła do przodu to raz i nie jest problemem urodzić i po trzydziestce.
Problemem nie jest, ale natury i tak nie zmienisz - to nie jest juz tak dobre srodowisko do donoszenia dziecka jak cialo 20-latki.
Tyle że ludzie w większości nie czekają bez powodu, ale dlatego że czegoś im w życiu brakuje.
Zalezy od czlowieka. Oczywiscie, ze czasami lepiej jest zaczekac, ale mnie dziwi, ze koniecznie chca czekac ludzie (mezczyzni glownie) bedacy juz po slubie, majacy prace, mieszkanie itp. Nie, oni nie chca dzieci i juz, bo to odpowiedzialnosc, bo kobieta moze przytyc, bo to problem. A potem, jak sie w koncu zdecyduja, to dziecko moze urodzic sie ciezko chore lub niepelnosprawne, bo tatus/mamusia chcieli sobie jeszcze poczekac, zeby kariere zrobic.
jesli ludzie by mieli prace taka ktora by pozwolila na godne wychowanie dziecka i zapewnieniu mu godnego zycia to pewnie kobiety rodzily by zaraz po 20 ...
Ja nie rozumiem, co ma ślub do rodzenia dzieci? Ślub nie jest gwarancją, że kobieta będzie lepszą matką, czy mężczyzna lepszym ojcem. No, chyba, że ksiądz na naukach przedmałżeńskich coś wspomina o idealnym wychowaniu, ale co ja mogę wiedzieć?
Owszem, istnieje niby tradycja, że to rodzice fundują ślub. U nas też chcą fundować juz od dawna. Ale mamy na to takie samo zdanie, jak Rafix- NIE! Nie chodzi nam jednak o nadużywanie pieniędzy rodziców, bo nie korzystamy z tego rodzaju pomocy od nich... (no, skoro zdecydowaliśmy mieszkać oddzielnie od nich, to ma to świadczyć o dorosłości, a nie o tym, że taki mieliśmy kaprys a oni niech dalej pomagają i płacą) ale o to, ze gdybyśmy im pozwolili na jakikolwiek wkład, na 100% byłyby kwasy o dosłownie duperele- jakie dekoracje, o suknię, o budżet, muzykę... Wydaje mi się, ze jak rodzice chcą sponsorować, to właściwie po to, by i swoje 5 groszy dorzucić i spełnić jakieś tam swoje fantazje na temat idealnego ślubu. Dziękuję bardzo- mamy własne wyobrażenie na temat ślubu i jak tylko uzbieramy pieniążki, zrobimy sobie wszystko po swojemu.
Chociaż ja osobiście, to tak szczerze nie mam ochoty na wesele- wolałabym kasę na to przeznaczyć na jakąś egzotyczną podróż dla dwojga.
No,a co do zawierania małżeństw, nie chce mi się wierzyć, że chodzi tylko o bardzo szczere uczucie. Gdyby tak było, to wystarczyłby sam ślub bez tej całej zbędnej szopki naokoło ![]()
To dobrze, że ci wybaczył. Nie rób więcej takich głupot. Skup się przede wszystkim na odbudowaniu swojego poczucia własnej wartości.
Ślub wzięłam w wieku 26 lat, po 10 latach związku, z czego większość mieszkaliśmy razem, nadszedł czas i stwierdziliśmy oboje, że chcemy wziąć ślub ![]()
właściwie nawet nie było zaręczyn po prostu wspólna decyzja i planowanie daty ![]()
na ślub oczywiście uzbieraliśmy sami, nie było to huczne, wesele, zaprosiliśmy najbliższe nam osoby, skromnie bez jakiegoś szaleństwa, strojenia sali, fotografa , kamerzysty, sukni ślubnej, też nie miało być- miała być zwykła biała wiosenna sukienka,ale znajoma w prezencie ślubnym zaprojektowała mi piękną prostą i skromną suknie ![]()
ale uważam, że to zależy od tego kto co i jak chce, my chcieliśmy skromnie w gronie najbliższych nam osób /nikogo z dalszej rodziny, bo tak wypada albo rodzice tego chcą, żadnego wtrącania i warto było/ inni wolą huczne na 150 osób z wszystkimi dodatkami ![]()
czas jaki trwa związek i wiek nie ma tutaj znaczenia, myślę, że to zależy od partnerów, od tego co czują wzajemnie, jeśli ich związek i uczucie jest prawdziwe i silne i jest między nimi uczciwość i zrozumienie, to potrafią podjąć odpowiednią decyzję w odpowiednim czasie ![]()
niestety czasem jest tak, iż partner albo partnerka nie są gotowi i pod naciskiem zgadzają się na ślub, a mówiąc to przed ołtarzem zastanawia się co ja tu robię? to nie moja decyzja? itp przypadki z życia wzięte; albo jak ślub jest brany pod naciskiem tego, iż partnerka jest w ciąży - teraz to trzeba, wypada, do tego często nacisk rodziców,rodziny; niestety tak też często jest ![]()
hiena, właśnie taki ślub mi się marzy. I tak polowy dalszej rodziny nie znam ![]()
I masz rację, ze jak nie ma się jednak mocnych nerwów i kręgosłupa, to nacisk najbliższych jest bardzo deprymujący i-właśnie- często się ludzie uginają pod ich wpływem.
Chociaż ja osobiście, to tak szczerze nie mam ochoty na wesele- wolałabym kasę na to przeznaczyć na jakąś egzotyczną podróż dla dwojga.
można połączyć 2 w 1
są firmy, które organizują śluby np. na Jamajce...wyjeżdżasz tylko z ukochaną osobą, świadkowie to miejscowi..cała ceremonia ma miejsce na plaży...
hiena, właśnie taki ślub mi się marzy. I tak polowy dalszej rodziny nie znam
I masz rację, ze jak nie ma się jednak mocnych nerwów i kręgosłupa, to nacisk najbliższych jest bardzo deprymujący i-właśnie- często się ludzie uginają pod ich wpływem.
Było cudownie
właściwie nawet nie spodziewałam się , że będzie tak jak było
życzę Tobie McMiodek wymarzonego ślubu, takiego jakbyś Ty chciała! Pozdrawiam
Pozwole sobie sie wypowiedziec mimo ze tez nie jestem mlodym malzenstwem.
Tez sie czasem zastanawiam dlaczego ludzie w wieku 20-21-22 lata podejmuja takie powazne decyzje ale od mojego zastanawiania sie nic sie nie zmieni ![]()
Teoretycznie tez nam z mezem malo czasu zajelo podjecie decyzji o slubie. Po 3.5 roku bylismy juz malzenstwem. Mieszkalismy ze soba jeszcze wczesniej.
Pobralismy sie jak ja mialam 28 lat a maz prawie 30 (2 mce mu braklo) Czemu podjelismy taka decyzje? Byla to dla nas niejako naturalna kolej rzeczy. Zawsze wiedzialam ze wyjde za maz (poza jakimis dark moments jak mialam 15 lat i zyczylam smierci calemu rodzajowi meskiemu
) Ciezko mi wlasciwie wyjasnic geneze tej decyzji...
Co do finansowania wesela i slubu to mysle tak. Najpierw patrzmy ile mamy, a potem planujmy. Czyli jesli z wlasnych srodkow mamy 15 tysiecy to postarajmy sie w nich zmiescic. Mysmy od rodziny nie wzieli grosza na slub. Dlaczego mialabym tak postapic? Mialam 28 lat czemu kazac rodzicom placic za moje decyzje kiedy sama moge za nie zaplacic? Plus omijaja mnie te wszystkie uzerania sie pt: skoro placimy my to my wymagamy kogo zaprosicie, ile osob zaprosicie i jakiego fotografa bedziecie mieli. Placilismy sami i nikomu nic do tego kto byl a kto nie. Uzgodnilismy za to ze jesli rodzice beda na tyle uprzejmi to moga nam pomoc w finansowaniu podrozy poslubnej. Dom juz mielismy wiec nie bylo sensu kupowac sprzetow, mebli czy innych takich.
Odnosnie mieszkania z tesciami to uwazam to za zlo najgorszego gatunku
Mlodzi ludzie powinni sie moc dotrzec, poznac doglebnie, poklocic z raz czy dwa. A jak niby maja to robic kiedy z kuchni co chwile wyglada tesciowa a tesciu pod prysznicem pierdzi? Mloda para powinna ustalac swoje male zwyczaje i rytualy ktore pomoga im zaciesnic zwiazek a nie wpasowywac sie w cudze reguly w mysl zasady "tesciow dom, tesciow prawa". Dlatego wolalabym na ulicy niz z tesciami ![]()
Co do dzieci to ile glow tyle pomyslow. Kazdy ma swoja droge zycia. Ale gdyby kazda kobieta chciala sie trzymac zasady ze dziecko do 25 roku zycia to swiat by oszalal
Przeciez to czas kiedy sie albo dopiero co skonczylo studia albo dopiero sie je konczy (kierunki medyczne np). I co juz do pieluch? No i jak ktos slusznie zauwazyl co jesli nie spotkalo sie jeszcze tego jedynego? Ja majac 25 lat dopiero wyruszylam na poszukiwania po dewastujacym rozstaniu
Ale przeciez nie dam sie przeleciec pierwszemu lepszemu na dyskotece tylko po to zeby moje dziecko mialo jak najmniejsza szanse wad wrodzonych czy uposledzenia
Wiele kobiet rodzi zdrowe dzieci w wieku 28-35 lat i wiecej. Moze nie jest to najlepsze przewidziane przez nature wyjscie ale my tez w koncu nie jestesmy az tak bardzo zwierzetami ![]()
Może zacznę od krótkiej polemiki ze zdaniem Rafix na temat rodzenia pierwszego dziecka do 25 roku życia - po 1/ może medycyna poszła do przodu ale natura ludzka od wieków jest taka sama i faktem jest że z biologicznego punktu widzenia ciało kobiety jest najmocniejsze i najlepiej przygotowane do rodzenia dzieci właśnie do 25 lat i dzieci tych matek mają najlepsze warunki do rozwoju od poczęcia aż do narodzin jak i w późniejszym życiu. To tak a propo macierzyństwa.
Po 2/ posiadanie męża , dziecka i domu nie świadczy że kobieta nie ma ambicji innych ponad bycie "kurą domową" większość posiada rodziny a mimo to realizuje się doskonale w pracy zawodowej, kształci i rozwija a do tego są świetnymi pracownikami bo przez fakt dużej ilości obowiązków są odpowiedzialne, punktualne i dobrze zorganizowane. Oprócz tego często widzę tendencje że młodzi ludzie mają taką gradację w dzisiejszych czasach:
1/studia, kursy itd...potem
2/praca, kariera , szczeble jeden za drugim byle wyżej
3/mieszkanie, samochód
4/wakacje na ciepłych wyspach, narty w Alpach bo coś im się od życia należy
i.................................... dopiero na końcu dziecko jako dodatek do całości i czasem okazuje się że jest wszystko ale ostatniego nie można już osiągnąć bo organizm się starzeje i zegar tyka - przynajmniej u kobiet i zaczyna się rozpacz, szaleństwo itd....
Co do tematu głównego wychodziłam za mąż gdy miałam 22 lata mąż 29 ślub po 5 miesiącach znajomości, dziecko po roku dziś 15 lat po ślubie i jak u większości raz lepiej , raz gorzej ale zawsze razem.
Nie ma reguły ile lat trzeba mieć i ile trzeba się znać żeby małżeństwo było udane bo są pary znające się np. 7 lat potem ślub i po 2 - 5 latach od ślubu rozwód.
Atinasarz.
Po pierwsze zauważ, że ja pisałem swoje zdanie na temat jako facet. Co ja mogę w sumie wiedzieć na temat ciała kobiety, jej gotowości na ciążę, stanu hormonów itd? Niewiele, w każdym razie na własnym przykładzie tego nie przerobię. Uważam jednak, że nie ma wielkiej różnicy między ciałem kobiety w wieku 25 a 30 lat. Tak mi się wydaje. Wiele zależy od ogólnego stanu zdrowia, a ten może być fatalny w wieku 20 lat i doskonały w wieku lat 40. Nie zmienia to jednak faktu, że medycyna poszła do przodu i moim zdaniem kobieta po trzydziestce ma spore szanse na zdrową i spokojną ciąże. Oczywiście jeśli będzie o siebie dbać.
O tych ambicjach kobiet napisałem w innym znaczeniu i chyba nie do końca mnie zrozumiałaś. Moim zdaniem to kobiety same odwlekają w czasie temat macierzyństwa, bo studia, bo praca, bo kariera itd. Dziecko pojawia się w planach za tym wszystkim i nieraz faktycznie za późno. Z drugiej strony taka postawa nie dziwi mnie, gdy pomyślę sobie w jakich czasach żyjemy. Ciężko o dobrą pracę, ciężko o dobre zarobki. Ludzie chcą sobie najpierw zapewnić odpowiedni standard życia, dopiero potem myślą o powiększaniu rodziny. Kiedyś normą było, że rodzina, w której pracował tylko facet zaś żona zajmowała się domem i dziećmi, mogła się spokojnie utrzymać. A teraz? Pewnie także znajdziemy przykłady, ale generalnie w większości przypadków pracować muszą oboje. Nie dziwie się, że niektóre kobiety zdają sobie sprawę, że jeśli nie osiągną tyle ile mogą przed macierzyństwem, to potem będzie znacznie trudniej. Nie uważam, że kobieta która nie ma żadnych planów zawodowych i marzy o mężu, dziecku i spokojnym życiu w domu (jeśli pozwala na to sytuacja materialna) nie ma ambicji. Po prostu każdy ma swoje priorytety. A jeśli kobieta potrafi godzić wszystko ze sobą to super. Ale niestety ja znam wiele kobiet, które boją się zajść w ciążę bo np stracą pracę albo szansę na awans. Albo po prostu pracodawca źle patrzy na urlop macierzyński. Absurd, ale i polskie realia.
Co do stażu małżeńskiego, to gratuluję Tobie. Miło czytać, że niektórym się udaje i to mimo stosunkowo krótkiego czasu bycia razem przed ślubem. Moim zdaniem ślub niczego nie zmienia. Dosłownie niczego. Stając przed ołtarzem należy się zastanowić po co znaleźliśmy się w tym miejscu. Jeśli powodem jest np presja rodziny, bo wypada, bo ciąża, bo wiek już po trzydziestce to szanse, że się uda są minimalne.
Mnie też się nie spieszy- ani do ślubu, ani do dzieci, ani kredytów na mieszkanie. Może to dlatego, że mam w głowie zakorzeniony stereotyp- po ślubie i dzieciach jest już tylko katorżnicza praca, by jakoś to wszystko w miarę sprawnie działało. Przeraża mnie to, że w momencie założenia rodziny pewne drogi i możliwości po prostu są już niedostępne- albo wymagają o wiele więce zachodu niż jak się jest wolnym. Tak, dzieci i ślub kojarzą mi się z niewolą, i będę ten moment odsuwać od siebie jak najdłużej.
Tym bardziej dziwię się osobom w moim wieku, które tak szybko decydują się na ograniczanie siebie. To rzeczywiście może być kwestia różnicy w priorytetach- niektóre kobiety chcą mieć dzieci i tyle, to jest ich cel i to je uszczęśliwia. Dla takich kobiet to pogoń za karierą i pieniędzmi będzie czymś niezrozumiałym.
Niestety, w moim środowisku nie znam szczęśliwych par małżeńskich w moim wieku. Większość padłą ofiarą niedojrzałości i hurra-optymizmu pt. 'kochamy się, to jakoś to będzie'.
36 2014-07-03 23:02:58 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-07-04 00:38:35)
Nie wydaje mi się aby sam ślub był ograniczaniem siebie. Ja ślub wzięłam niedawno- mając 24 lata.
Studiowałam zaocznie i pracowałam. Mąż po licencjacie też pracował (biorąc ślub miał 26 lat).
- stąd pieniądze na wesele czy utrzymanie się samodzielnie.
A co do ograniczeń. Jesteśmy młodzi dlatego trochę czekamy z dzieckiem - chcemy się sobą nacieszyć.
Jesteśmy super szczęśliwi i zwariowani. Wkrótce wyjeżdżamy razem do Glasgow aby spróbować jak żyje się w innym miejscu. W planie jest też Australia ![]()
Ślub wzięliśmy po prawie 5 latach znajomości, ale już po 3 miesiącach znajomości o nim rozmawialiśmy. Czasem po prostu się to wie.
Czekaliśmy żeby skończyć studia - to chyba było trochę dla rodziców.
Ślub w młodym wieku nie musi stanowić ograniczeń. Najważniejsze czy kochamy drugą osobę? Czy ona też nas kocha? Czy ta druga osoba nas szanuje czy też jej miłość jest toksyczna?
trzeba zadać sobie kilka pytań przed taką decyzją. W końcu mamy z kimś spędzić resztę życia! ![]()
Wesele, każdy może zrobić takie na jakie go stać - moi znajomi zrobili obiad dla rodziców i imprezę na działce dla znajomych. dlaczego nie?
A jeśli ktoś ma zamożnych rodziców, którzy chcą zrobić wielkie wesele to nie wiem czemu ktoś miał by nie skorzystać.
My wesele finansowaliśmy sami. Wszystko było wybrane w dobrej jakości ale w cenie w granicy rozsądku.
Chętnie polecę zespół, który u nas grał: spam
Kwiaty wykonała nam florystka spam - naprawdę dobre ceny jak za jakość jaką oferuje.
Domu weselnego nie polecę bo mieliśmy kilka nieprzyjemności.
Suknia kupiona rok wcześniej w salonie spam - przeceniona 70%, powystawowa
Wszystkim planującym ślub życzę powodzenia i dużo dużo cierpliwości dla drugiej osoby - ale takiej w granicach rozsądku.
Post został edytowany ze względu na naruszenie regulaminu forum. Bardzo proszę o zapoznanie się z jego zapisami.
Zauważyłam tu już sporo osób mniej więcej w moim wieku będących w związkach małżeńskich. I zastanawia mnie: skąd decyzja, by wziąć ślub? Czy to nie za wcześnie? Często piszecie, że jesteście razem np. 2 lata, dla mnie to strasznie krótko. Po co ten pośpiech? Jak tak patrzę na to forum to wielu z Was ma problemy w swoich małżeństwach. Czy aby nie zbyt pochopnie przysięgacie sobie miłość i wierność aż po grób? I jeszcze jedna kwestia: skąd finanse na zorganizowanie uroczystości? Zakładam, że nie jesteście jeszcze w pełni niezależni finansowo, a raczej dopiero wchodzicie na rynek pracy, więc jedyny logiczny wniosek, który mi się nasuwa, to że rodzice Wam ten ślub fundują. Nie lepiej na ślub samemu zapracować zamiast wyciągać kupę pieniędzy od rodziców? Wybaczcie krytykę, po prostu tego nie rozumiem i jestem ciekawa dlaczego postępujecie tak, a nie inaczej.
Ja wzięłam ślub w wieku 26 lat,mąż miał 24, bylismy ze saoba 2 lata - dla mnie to wystarczający czas,dla Ciebie może być krótki, dla kogoś innego długi, kwestia poglądów. Oboje byliśmy już niezależni fanansowo, ja w sumie od 17 roku życia, więc nikt nam niczego nie sponsorował, mogliśmy zrobić sami za swoje pieniądze wielkie i huczne wesele ale to nie w naszym stylu i było małe skromne wesele na 40 osob. Nawet jesli komus ślub zasponsorowano i są to młode osoby to nie moja sprawa aby to komentować, każdy robi po swojemu, ja bym sie wstydzila brac kase na cokolwiek od kogoś, ale każdy ma swój system wartości i należy to uszanować.
P
Odnosnie mieszkania z tesciami to uwazam to za zlo najgorszego gatunkuMlodzi ludzie powinni sie moc dotrzec, poznac doglebnie, poklocic z raz czy dwa. A jak niby maja to robic kiedy z kuchni co chwile wyglada tesciowa a tesciu pod prysznicem pierdzi? Mloda para powinna ustalac swoje male zwyczaje i rytualy ktore pomoga im zaciesnic zwiazek a nie wpasowywac sie w cudze reguly w mysl zasady "tesciow dom, tesciow prawa". Dlatego wolalabym na ulicy niz z tesciami
W pełni się zgadzam. Mieszkanie z teściami może popsuć wiele w świeżym małżeństwie - zresztą w każdym chyba.
Jak nie ma się innego wyjścia to trzeba ale jak się ma odradzam.
My mieszkaliśmy na czas remontu z moimi rodzicami 2 tygodnie.
Mąż chciał być uprzejmy i nie sprawić przykrości mojej mamie co generowało dziwne problemy.
Moja mama wtrącała się w nasze kłótnie przekonując mnie, że powinnam zrobić tak jak mąż chce. A ten chciał coś zrobić np tylko z uprzejmości dla mojej mamy...
strasznie to się nakręcało. kłóciliśmy się o bzdury. a jak już się godziliśmy to Mama nam przypominała, że się pokłóciliśmy...
i tak w kółko...
nie polecam.
kocham moich rodziców. Ale dorośli ludzie jeśli mają możliwość powinni mieszkać sami.
kaisa_malene napisał/a:Zauważyłam tu już sporo osób mniej więcej w moim wieku będących w związkach małżeńskich. I zastanawia mnie: skąd decyzja, by wziąć ślub? Czy to nie za wcześnie? Często piszecie, że jesteście razem np. 2 lata, dla mnie to strasznie krótko. Po co ten pośpiech? Jak tak patrzę na to forum to wielu z Was ma problemy w swoich małżeństwach. Czy aby nie zbyt pochopnie przysięgacie sobie miłość i wierność aż po grób? I jeszcze jedna kwestia: skąd finanse na zorganizowanie uroczystości? Zakładam, że nie jesteście jeszcze w pełni niezależni finansowo, a raczej dopiero wchodzicie na rynek pracy, więc jedyny logiczny wniosek, który mi się nasuwa, to że rodzice Wam ten ślub fundują. Nie lepiej na ślub samemu zapracować zamiast wyciągać kupę pieniędzy od rodziców? Wybaczcie krytykę, po prostu tego nie rozumiem i jestem ciekawa dlaczego postępujecie tak, a nie inaczej.
Nawet jesli komus ślub zasponsorowano i są to młode osoby to nie moja sprawa aby to komentować, każdy robi po swojemu, ja bym sie wstydzila brac kase na cokolwiek od kogoś, ale każdy ma swój system wartości i należy to uszanować.
Czasem to rodzice upierają się, że zapłacą za ślub. Jeśli ich na to stać i uważają, że tak powinno być. Czemu na siłę im odmawiać. Czasem można ich tym wręcz urazić.
spotkałam się z takimi sytuacjami.
Warto jednak mieć możliwość zrobienia tego za swoje pieniądze bo czasem rodzice w zamian za robienie wesela narzucają swoje zasady - nie można nikomu pozwolić sobie wejść na głowę.
To WASZ DZIEŃ ![]()
co innego jeśli to ktoś sam prosi rodziców o pomoc w opłaceniu wesela.
rodzice owszem mogą zapłacić, dorzucić trochę kasy - ale to jest dzień Młodej Pary i to oni powinni organizować w 100% wesele.
U mnie było tak że część wesela pokryli rodzice z obu stron, ale nikt się nie wtrącał co do organizacji.
Jeśli chodzi o teściową to mam super, ale teraz po urodzeniu dziecka widzę (mimo iż razem nie mieszkamy) jak wtrąca się w wychowywanie. Więc nie polecam mieszkać razem, tylko w sytuacji bez wyjścia.
Młodzi powinni mieszkać osobno.!!