Myślę że to najlepsze forum na uzyskanie pomocy.
Żona nie chodzi do pracy ,ja utrzymuję całą rodzinę i mieszkanie .
Sprawa wygląda tak:
Dzieci do szkoły chodzą niedomyte i często w wczorajszych ciuszkach,lub nie dopranych .
W domu sprząta codziennie jednak dużo kątów (niewidocznych ) nie sprząta przez pół roku mimo że jest bałagan.Na początku myślałem że
ma ciężko bo przeprowadziła się do dużego mieszkania 150 m2 z bloków ok 50 m2 .Potrafi też potykać się o niektóre przedmioty i tego nie sprząta.
Okłamuje mnie w codziennych sprawach ,zmienia wersję wydarzeń ,doszło do tego że wypiera się z tego co powiedziała minutę wcześniej .
W oczach dzieci robi ze mnie tyrana rodzinnego który za byle co się doczepia i robi awanturę.
W szkole dzieci mają słabe oceny ,jednak postanowiłem posiedzieć z córką przy lekcjach przez trzy dni i już dostała oceny o dwa stopnie wyżej .
Sama o siebie nie dba, potrafi wyjść na miasto nieuczesana,już nie mówię o fryzjerze .Dzieci tak samo nieuczesane ,nawet w święta nie zrobiła córce jakiejkolwiek fryzury.
Dziecko ma 7 lat i juz się żali że dzieci w szkole jej dokuczają ,że chodzi w brudnych rajstopkach ,moja żona w takiej sytuacji potrafi powiedzieć :"daj spokój dziecko ","przesadzasz","taka mała plamka"
Dziwne dla mnie jest to że nigdy nie upomina się o jakieś ciuchy dla siebie czy dzieci ,fakt jest też taki że dzieci wszystko mają ,tak czy inaczej zawsze jestem gotowy kupić co potrzebne ,jej też nigdy nie odmówiłem co było potrzebne i ona o tym wie .
Dziwną sprawą jest że czasami długo namawiam ją do kupienia dla niej coś fajnego ,twierdzi że nie potrzebuje bo pieniądze są potrzebne na opłaty mieszkania ,mediów itp. jednak wie że starczy na wszystko .
Wśród znajomych uważa się za skromną i niewymagającą którą nie stać na lepsze rzeczy ,a za chwile potrafi się pochwalić gdzie była na wakacjach lub co kupiliśmy fajnego do domu .
Doszło do tego że sąsiedzi nie odpowiadają mi dzień dobry ,a szczególnie koleżanki żony .
Nie wiem co o tym myśleć ,nie jestem z nią szczęśliwy ,jestem z nią dla dzieci .
jej kłamstwa doprowadzają mnie do szału ,często wybucham i denerwuję nie potrzebnie dzieci .
Byliśmy u psychologa ,tylko jedna wizyta poczułem się jak tyran który wszystkiego sie czepia ,a żona jest pokrzywdzoną biedulką ,mimo że mam cały tydzień z weekendami zaplanowany w pracy ,to mam jeszcze zaopiekować się żoną bo ona jest słaba psychicznie i jej więcej pomagać ,mimo że dużo sam robię przed domem ,płot ,domek z drewna dla dzieci,oranżeria ,ogród i pomagam rodzinie czasami w polu -dosłownie .
Nie wiem jak dalej żyć nie chcę stracić dzieci,wiem że rozwód nie wchodzi w grę bo żona zabierze dzieci 300 km do rodzinnego miasta i do jej rodziny która równie nie dba o dom ,dzieci i jest nieodpowiedzialna
Nie mam zamiaru szukać innej kobiety bo nie chcę żyć w konkubinacie ,ale kłótnie są coraz bardziej wybuchowe i działają mi na nerwy które już mam zszarpane przez rozwód moich rodziców .
Żonę juz traktuję jak kulę u nogi ,ona wiecznie o czymś zapomina przez co już straciliśmy sporo pieniędzy ,czasu i nerwów np.prawojazdy robi juz dziesięć lat z przerwami i oczywiście jeszcze nie ma .
Nie wiem jak z taka kobietą żyć
ja pracuję w dwóch firmach , w tygodniu po 10 godzin i w weekendy w nocy piątek -sobota po 8 godzin.
Z dziećmi bawię się w tygodniu po pracy średnio 2 godziny ,latem rower i zabawy na działce ,jednak cały czas jestem popołudniami w kontakcie z dziećmi ,ale nie mam siły żeby codziennie sprawdzać co było w szkole ,o której idą spać,czy nie siedzą za długo przy komputerze .
Coraz częściej wstydzę się za żonę ,im więcej zwracam uwagę tym bardziej napięta jest sytuacja .Co raz częściej dostaję znaki od rodziny na temat dzieci że są zaniedbane .Co robić ?