Witam... nie radzę już sobie z tym obciążeniem... musiałam napisać, podzielić się z kimś moją historią.
Właściwie nawet nie wiem od czego zacząć?
Jeszcze jedną nogą jestem mężatką...byłam z moim mężem przez 8 lat, 5 lat po ślubie. Krótko po ślubie podkreślam przypadkowo znalazłam odnośnik na czat z jego nickiem "zdradzę żonę". Tłumaczył się, że przeczytał artykuł i chciał sprawdzić czy to działa.. Nadwyrężył moje zaufanie. Niemniej wybaczyłam. Były głuche telefony. Była rezygnacja z pracy bez konsultacji ze mną niby przez kobietę, która "chciała od niego czegoś więcej". Później był okres spokoju..Walczyliśmy o byt, kończyliśmy studia, mieliśmy plany. On... był wpatrzony we mnie, nie miał planów, ambicji, brał życie prosto (nie jest to złośliwość, po prostu staram się wyjaśnić różnice), przysłowiowo "ciągnęłam go za uszy", pomogłam skończyć studia, zaciągnęłam na kolejne. Nie wymuszałam, proponowałam. Nie miał własnych planów, propozycji życia. Musiałam być motorem, napędem bo On do niczego nie miał zapału, mógłby żyć tylko miłością. Długi czas nie pracował, a kiedy podjął jakąś pracę szybko ją tracił,był na utrzymaniu moim i moich rodziców. Po 3 latach małżeństwa nie mieliśmy nic...nawet własnego kąta. W końcu wzięłam byka za rogi i będąc jedynym żywicielem kupiliśmy własne M. został współwłaścicielem. Samochód dostał od ojca. Zawarłam z nim umowę, że będę przez rok utrzymywać Nas, a on ma znaleźć pracę taką która da jemu satysfakcję i dobre wynagrodzenie (nie chciał podjąć pracy dorywczej bądź takiej, która przynosiłaby niskie dochody). Znalazł taka.. był szczęśliwy, w krótkim czasie awansował, zmienił się. Dotychczasową bierność w związku tłumaczył brakiem pieniędzy (dla mnie liczył się pomysł). Przez cały okres związku ani razu nie zabrał mnie na kolację, nie zrobił żadnej niespodzianki, nie kupił kobiecego drobiazgu. Później kiedy przyszły pieniądze...również nie... twierdził, że nie umie ofiarować prezentów, nie wyniósł tego z domu. Wreszcie mogliśmy zaplanować urlop. Krótko przed... nie wiem co mnie tknęło.. wzięłam jego tel. do ręki i przeglądnęłam, znalazłam bardzo namiętnego sms-a od innej kobiety. Zapewniał, że to pomyłka itd. itp. klasyka. Wybaczyłam, staraliśmy się odbudować wszystko, oboje uciekaliśmy w pracę. Sex co raz rzadziej, miałam do Niego wstręt. Nie miałam siły odejść (był kochającym, czułym mężem, szanował mnie). Przestałam go kochać tak jak kiedyś. Nie chciałam walczyć. Żyliśmy jak brat z siostrą, obok siebie. Potem dotarła do mnie informacja, że gdzieś po internecie krążą jego nagie zdjęcia. Niepotwierdzona. Jednak dalej trwaliśmy w tym marazmie. On był głuchy na moje prośby, próby ratowania małżeństwa. Nie czułam się kobietą. Nie miałam sił odejść. Właściwie nie wiem co mnie powstrzymywało, teraz już wiem-obawa przed samotnością. Wreszcie coś w Nim zaskoczyło. Zaczął się starać ,taaa... kupił piękny pierścionek i myślał, że to wystarczy, planował wyjazdy, rozrywki itd. Niemniej mojego zaufania nie było, kochałam ale obserwowałam. Cały czas nosił przy sobie telefon, z laptopem chodził do łazienki- tak wiem, klasyka, bałam się znowu coś znaleźć. Jednak pewnego dnia kiedy zasnął twardym snem chwyciłam ze telefon i znowu znalazłam znaczącego sms-a- wysłał komuś swoje zdjęcie. Miałam dość. Odeszłam. Szalał. Próbował wszystko uratować. Nie chciałam. Zaczęłam spotykać się z innym, połączyła nas bardzo emocjonalna znajomość (nie mylić z romansem). Poczułam się kobieca. Odzyskałam to co utraciłam.Miałam poczucie zdrady. Zresztą nie wyszło. Mój mąż nie walczył, wysyłał tylko tkliwe e-maile. Było kulturalnie. Przyjacielsko. W pewnym momencie postanowiłam dać jemu ostatnią szansę. Był wniebowzięty,niemniej robił z siebie ofiarę mojej pogoni za marzeniami. Przyznał się, że "zaczął spotykać się" z inną- wprowadził obcą kobietę do naszego mieszkania, ja też postawiłam na szczerość. Wszystko dobrze układało się. Sex z fajerwerkami. Aż nagle pięknego dnia rzucił mnie. Sprowadził do domu i rzucił.Twierdził, że powodem nie jest inna kobieta, lecz to, że nie może poradzić sobie z tym, że umawiałam z innym. Nie rozumiał, że do niczego nie doszło. Wyobraźnia jemu pracowała.
Zostawiłam jemu mieszkanie, zresztą nie mogłabym już tam przebywać, gdzie sprowadził inną kobietę.
Wyrządził mi wiele krzywdy, czuję się wykorzystana. Miał wszystko. Na nic nigdy nie narzekał. " byłam żoną, kumplem i dziwką w sypialni". Miał wsparcie, byłam z nim w trudnych chwilach i w chorobie. Nadal powtarza, że jestem miłością jego życia.
Nie jestem księżniczką. Od Niego i innych mężczyzn słyszałam, że jestem piękną i mądrą kobietą i co najważniejsze dobrą. Więc dlaczego porzucił mnie dla brzydszej, starszej od siebie kobiety? Zupełne przeciwieństwo fizyczne mnie (kolor włosów, proporcje)
Brzydsza- tak to pojęcie względne. To nie jest opinia moja lecz jego, osób które jego z nią widziały. Doznały szoku.
Staram się zrozumieć gdzie popełniłam błąd? On twierdzi, że nigdzie, czego jemu nie dałam, nie wiem, twierdzi że dla Niego jestem Naj, ale za dużo wydarzyło się po drodze. Wczoraj oświadczył, że nie kocha tej kobiety, nie jest w niej zakochany (zaprzeczył domniemanej ciąży). Zapytałam czy byłam harpią? Zaprzeczył. Dla Niego jestem miłością jego życia- wiem, że w tym nie kłamie. Tamta kobieta wiedziała, że on ma żonę.
Więc o co tutaj chodzi? Dałam siebie tyle, a otrzymałam w zamian..
Znajomi, rodzina są w szoku. Nie rozumieją jego postępowania, czego on szukał..
Nie wyobrażam sobie życia z Nim, ale staram się odnaleźć odp. na moje pytania, popadam w kompleksy. Nie wiem po co żyć. Straciłam zaufanie do ludzi, facetów.