Mam 21 lat. Niby jestem młoda, ale przeżyłam już bardzo dużo. Trochę niezręcznie pisać tu swoją historię, ale chcę obiektywnego spojrzenia ludzi którzy mnie nie znają.
Mojego pierwszego chłopaka poznałam w wieku 17 lat, byłam zakochana do szaleństwa, ale to nie było to rozstaliśmy się po pół rocznym związku.
Później zaprzyjaźniłam się z pewnym chłopakiem. Uwielbiałam z nim spędzać czas. No i też każda wolną chwilę spędzaliśmy razem.Byliśmy przyjaciółmi na dobre i złe, ale jak to bywa przyjaźń między mężczyzna i kobietą nie istnieje. Zaczęłam czuć do niego coś więcej, nie chciałam by był tylko moim przyjacielem. No i zostaliśmy parą. Było wspaniale. Lecz po paru tygodniach On wyjechał i nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. Po trzech tygodniach wrócił zmienił się nie do poznania. Był zupełnie inny. Zerwaliśmy. Ale dalej coś nas do siebie ciągnęło. Spotykaliśmy się coraz częściej i częściej, aż znów zostaliśmy parą. Wyjaśniliśmy sobie wszystko. Lecz będąc z nim bałam się czegoś nie wiem jak to nazwać, może że znów mnie zostawi. Byłam jak by nie obecna. Robiłam wszystko co było w mojej mocy by było dobrze. Zarywałam studia, zmieniałam plany, odstawiłam przyjaciół tylko po to by spędzać z nim jak najwięcej czasu. Od kilku dni nam się nie układało i 26 grudnia zerwaliśmy. Byłam załamana, był moim pierwszym facetem w dosłownym znaczeniu tego słowa. Kochałam go. Lecz nigdy sobie tego nie powiedzieliśmy. Gdy W styczniu zobaczyłam go z inną dziewczyną, poczułam się jak szmata. I jak okazało się później chodził z nią jak był jeszcze ze mną. Zdradził mnie.
Przez rok nie mogłam patrzeć na facetów.
No i wtedy poznałam mojego pana M. Spotkaliśmy się u naszych wspólnych znajomych na imprezie. Był cudowny. Od razu się sobie spodobaliśmy. Moja przyjaciółka opowiedziała mu moją historię i prosiła go by mnie nie skrzywdził. Powiedział, że nigdy w życiu mi czegoś takiego nie zrobi. Spotykaliśmy się, rozmawialiśmy przez telefon, pisaliśmy sms-y. Czułam że to jest to. Mówił że tęskni gdy nie widzieliśmy się raptem jeden dzień. Była sobota przyjechał do mnie, był bardzo zdenerwowany. Porozmawialiśmy. Uspokoił się. Zaczęliśmy się wygłupiać. No i pojechał do domu. Nie odzywał się cały następny dzień. wieczorem przepraszał, że po spotkaniu ze mną pojechał do kumpla i się napił. W poniedziałek zachorował i przestał się do mnie odzywać. Pojedyńcze wiadomości. Wieczorem przepraszał. Gdy pytałam się go czy coś jest nie tak? Mówił że wszystko gra. No i w piątek dostałam od niego wiadomość że wszystko jest ok i nie mam się martwić. No i to była ostatnia wiadomość od niego. Zerwał ze mną wszelki kontakt. Nie wiem co się dzieje, dlaczego tak postąpił. Po prosty przestał się odzywać. Gdy dowiadywał się że jestem w PUBIE z jego znajomymi a On też tam miał być, to nie przychodził. Uciekał przede mną. Chyba się mnie bał. Gdzie byłam ja tam nie było jego.Nasza znajomość trwała dwa miesiące. no i właśnie dziś się dowiedziałam że ma dziewczynę po dwóch miesiącach ze mną miesiąc przerwy i następna... ( Nie spałam z nim jak kogoś nurtuje to pytanie)
CZy może mi ktoś wyjaśnić co ja takiego ZROBIŁAM? CO JEST ZE MNĄ NIE TAK??
Co robię źle.?
Chcę znaleźć tego jednego jedynego ale chyba mnie ta pieprzona miłość nie dotyczy.