Ech... czuję się jak bohaterka filmu klasy c: 15 lat w związku, dziecko w wieku szkolnym, mała stabilizacja, a w pewnym momencie wielka nowina od małżonka pewnej pani, że ona i mój partner... podczas służbowej delegacji... i jakiś czas potem... Kiedy już wylazło to przysłowiowe szydło z nie mniej przysłowiowego worka, zaczęły się zapewnienia, że liczę się tylko ja, że ona to tylko taki tam wybryk. Te argumenty mnie nie przekonały, więc zaczęło się z innej beczki: jeśli odejdziesz, zniknę z waszego życia (czyli z życia mojego i dziecka), więcej mnie nie zobaczycie, zabiję się albo stoczę się na dno, odbierzesz synowi ojca. Złamał mnie. Zostałam. Od chwili ujawnienia całej sprawy minął prawie rok. Jestem wrakiem człowieka, zasypiam i budzę się z jej twarzą pod powiekami (znałyśmy się, mój partner i ona nadal zresztą pracują razem), przeraźliwie schudłam, zawalam pracę zawodową, a zawód mam dobry i odpowiedzialny... Uporczywie myślę o rozstaniu, podjęłam jeszcze dwie próby, ale jego reakcja zawsze była taka sama - emocjonalny szantaż: rozbijesz rodzinę, zabierzesz dziecku ojca, sprowadzisz na wszystkich wielkie zło. Mój partner zachowuje się teraz, chyba, bez zarzutu, w tym sensie, że skończyły się późne powroty z pracy i częste wyjazdy służbowe. A mimo to nie potrafię ani się wyleczyć z poczucia krzywdy i z braku zaufania, po to, żeby zacząć żyć normalnie, ani też nie umiem wprowadzić w życie decyzji o odejściu. Z pewnością już go nie kocham, nie myślę o nim ciepło, nie troszczę się o jego zdrowie (emocjonalnie się nie troszczę, bo w praktyce pomagam, kiedy trzeba-tak mnie wychowano). Czy ktoś może był w podobnej sytuacji i zna rozwiązanie...?
Podobne tematy
2 2011-12-13 16:31:56 Ostatnio edytowany przez atmosfere (2011-12-13 16:32:42)
Mam podobną sytuację, borykam się z decyzją odejścia już prawie 2 lata. Teraz kiedy postanowiłam mu powiedzieć, że nie kocham, że nic dobrego mi nie daje, on wylądował w szpitalu z dość poważną chorobą.
Sama teraz się waham. Moje współuzależnienie nakazuje mi zostać i być z nim bo to było by świństwo(ja myślę, że inni tak by o mnie pomyśleli) porzucać go gdy bez pracy i w chorobie. Gdy miał dużo kasy to go przy mnie nie było-szalał z przyjaciółkami po hotelach, porzucił mnie i dziecko na ponad 2 lata. Teraz jak on spłukany i żadna panna na niego nie poleci to jego miłość do mnie jest wielka.
Kamyk77 a on się dobrze z tym czuje że jesteś z nim z litości?? bo tak napisałaś że go nie kochasz a nie odejdziesz bo Cie straszy...
On nic sobie pewnie nie zrobi tylko Cię straszy żebyś nie odeszła wraz z synem .... wnieś sprawe o rozwód z orzeczeniem że z jego winy bo Cię zdradzał i zgłoś że Cię szantażuje...Nie daj się mu ...Mógł pomyśleć o tym wcześniej a nie po fakcie zn. zdradzie ... wtedy Go nie interesowałaś ani twój synek ...Widać że jesteś silna nie daj się mu zastraszyć ...Ja bym nic nie pisała o rozwodzie ale po twoim poście widać że nie chcesz z nim być ...Życzę powodzenia
Bardzo przepraszam, ale uśmiałam się
Wiesz na czym polega jego szantaż? Na starym "zrobie mamie na złość i złamię SOBIE nogę". No proszę Cię! Jak ja bym coś takiego usłyszała, to bym padła ze śmiechu.
Chcesz zniknąć z życia naszego dziecka?! Bardzo proszę! Idź i mu to powiedz, że bzykałeś obcą babę, a teraz przestaniesz się ze swoim dzieckiem kontaktować, bo mama chce odejść.
Chcesz się zabić? A bardzo prosze! Tylko łaskawie nie zabrudź mieszkania.
Ja rozbijam rodzinę?! To ja sie za byle dupskiem puszczałam? Nie sądzę.
Wyśmiej go i wnieś sprawę o rozwód. Im szybciej tym lepiej.
Popieram Teo, niestety na własnych doświadczeniach, albo będziesz potrafiła się pozbierać i rzeczywiście zapomnisz o tym co zrobił, albo za jakiś czas będziesz na niego syczeć z byle powodu i tak się skończy że i tak zrobi kolejny skok w bok. To moja historia, nie polecam jej powtarzać, nie warto. W moim przypadku już po 2 latach doświadczam znów tego samego, trochę z mojej winy bo nie potrafiłam jednak przebaczyć, bo chyba się nie da. to wszytko. Życzę dużo siły
Dzięki Wam, Dziewczyny! Ja sama wiem, że to jakaś kompletna paranoja. Tylko tak się panicznie boję tego poranka, kiedy się mój dzieciak zbudzi spyta mnie: "A gdzie tata?" i będę musiała szczerze odpowiedzieć. Najchętniej bym poleciała gdzieś w kosmos. Bez skafandra. Ale najnormalniej w świecie kocham tego swojego dzieciaka i muszę zostać na ziemi.
Myślę, że syn wyczuwa tą napiętą sytuację w rodzinie. Patrzy na Ciebie nieszczęśliwą i to przeżywa. Dziecko jest szczęśliwe widząc mamę w dobrym humorze, zostając z mężem i tak syn będzie cierpiał.Z tej sytuacji nie ma idealnego wyjścia dla dziecka ale myślę , że najlepiej będzie jak odejdziesz od męża.Syn będzie to przeżywał ale jak dorośnie to zrozumie twoją decyzję.To nie ty jesteś temu winna tylko twój mąż.
kamyk77- co do zabicia gdyby każdy emocjonalny szantażysta spełniał swoje groźby Matka Ziemia była by mniej zaludniona ze dobrym skutkiem dla srodowiska. A co do odcięcia się od dziecka - skubaniec dobrze wie gdzie uderzyć - ty kochasz syna więc on to perfidnie wykorzystuje ale czy faktycznie nie odezwałby się do dziecka szczerze wątpię (jeśli mieli normalne relacje ojciec - syn)
Dlatego mysle że nic złego nie zrobi sobie ani waszemu synowi on po prostu czuje że traci grunt pod nogami, że zawalił na całej linii i próbuje wszystkich -nawet tych niemoralnych sposobów aby cię zatrzymać.
Co do ciebie powiem ci że zawsze radzę walcz o rodzinę, małżeństwo ale jest to możliwe tylko wtedy gdy obie strony bardzo tego chcą, obie nad tym pracują i potrafią sobie wybaczyć to co ich poróżniło w innym wypadku to się nie uda.
Chcesz się zabić? A bardzo prosze! Tylko łaskawie nie zabrudź mieszkania.
Popieram. Ja od takiego szantażysty uwolniłam się dopiero, gdy kolega wyrwał mi komórkę z ręki i wrzasnął do niej: "Chłopie, idźże się wreszcie zabić, jak obiecałeś, i daj ze spokojem wypić piwo." ![]()