Hej. Od ponad 2 lat jestem w niemalże idealnym związku. Obecny partner jest opiekuńczy, rozsądny, uczciwy, inteligentny.. niczego mu teoretycznie nie brakuje. Mamy już za sobą okres zakochania i motylków w brzuchu. Widzę z nim wspólną przyszłość. Czuję się stabilnie.
Jednak jeszcze wcześniej byłam w dwuletnim nieudanym związku. Tamten facet miał za sobą przeszłość z nałogiem, z którego wyszedł zanim zaczęliśmy być razem. Jednakże nie odbył żadnej terapii, leczenia, czy też konsultacji z psychologiem. Na początku było super. Z czasem zaczęło się psuć. Nasze rozmowy były wielką jedną kłótnią i krzykami. Nie czułam z jego strony wsparcia, oparcia i wiedziałam, że nie mogę na nim polegać. Jednak nie powiem - był dobrze zbudowany, seks był nieziemski. On miał problemy jeśli chodzi o poczucie własnej wartości, czy ciężki okres nastoletni jak i ja. Podczas rostania miałam przede wszystkim poczucie winy, że może znów popaść w nałóg, ale na szczęście z pomocą bliskich osób udało się skończyć ten rozdział życia.
Obecny partner jest w tych tematach nowicjuszem. Jest drobniejszy ode mnie. Jest między nami dysproporcja jeśli chodzi o wagę (wzrost ten sam).
Niestety w chwilach jak ta, gdy spędzam samotnie weekend wracam myślami do poprzedniego związku "co by było gdyby..."... czasem podczas seksu z obecnym partnerem zdarza mi się wizualizować w myślach byłego partnera. Często też dostrzegam, że z obecnym partnerem nie czuje tego ci czułam z poprzednim, a za czym tęsknię.
To wszystko nie oznacza, że nie kocham obecnego i mi nie zależy.. Nie chce rozstawać się z obecnym partnerem, ale nie chcę go też ranić siadając do szczerej rozmowy...
Jak mam sobie z tym poradzić? Jak zacząć żyć obecnym związkiem na 100% i go doceniać.
Dodam że jestem osobą z brakiem poczucia własnej wartości, brakiem samoakceptacji i nadwagą.
Jeśli są ważne jeszcze jakieś kwestie, oczywiście odpowiem.