netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Zdrajca,kłamca...

5 odpowiedzi3 197 wyświetleńzałożony przez mojekochanie1, 01.12.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: Zdrajca,kłamca...

Witam Was,jestem tutaj po raz pierwszy,nigdy na forach żadnych nie pisałam...mam problem a mianowicie taki; Byłam szaleńczo zakochana w udanym zwiazku"tak bynajmniej sadzilam"chcielismy miec dziecko,on byl jak ksiaze z bajki...wciskał mi takie kity ze ja glupia wierzylam we wszystko<wstyd>,wszystko sie zmienilo jak zaszlam wciazy,a mianowicie zaczely sie zdrady...emaile smsy,wyzwiska kierowane w moja strone,szarpanie,pamietam raz nawet jak bylam w 8 miesiacu to potrafil przewrocic mnie;/ ja nie pozostawalam mu dluzna,to byl toksyczny zwiazek,jestem silna kobieta ale nie potrafie sobie z tym czlowiekiem dac rade...gdy dziecko przyszlo na swiat,coreczka miala 2 miesiace a ja go przylapalam na zdradzie na goracym uczynku,nie wiedzialam co mam zrobic,ani pracy ani wsparcia w mojej rodzinie,jego rodzice zadzwonili i zaproponowali ze pomoga mi abym tylko tam przyjechala ze moge tam pomieszkac z dzieckiem<oczywiscie jego tam nie bylo bo pracowal za granica a zjawial sie tylko sporadycznie> wiec dlatego sie zgodzilam,lubial wypic i to duzo i czest,juz nawet chowal puste piersiowki u swoich rodzicow po szufladach,jestem dziewczyna prosta ze wsi moze nie bogata i dlatego uwaza sie za kogos lepszego bo jego rodzina jest dobrze postawiona,bylam u jego rodzicow 6 miesiecy,mialam nadzieje ze cos sie zmieni ze moze bedzie lepiej,myslilam sie narobil mi dlugow,ukradl becikowe z naszego wspolnego konta,jego rodzina strasznie na niego byla wsciekla,wyzywali go itd...wkoncu odwazylam sie zlozyc wniosek o alimenty...i tutaj sie zaczela wojna,z chwila gdy jego rodzina sie o tym dowiedziala,stalam sie tam wrogiem nr jeden,nikt ze mna gadac nie chcial,wiec wyjechalam,okazalo sie pozniej ze ma on syna w wieku 9 lat ktorym sie wcale nie interesuje....a mieszka od niego zaledwie 15km a ja mieszkam ok 450km...jego rodzina ze mna wojuje od 3 lat,po sadach mnie ciagaja,gdyby nie oni pewnie juz dawno by mial dziecko w du...ie! z tego co wiem to im tylko zalezy nie jemu, w t ciagu 2 lat w sadach bylam ok 6-7razy...sprawe alimentacyjna wygralam co go rozwscieczylo,wynajal adwokata,i zalozyl sprawe o widzenia,mial przyznane 2 weekendy w kazdy miesiacu a potrafil 2 razy do roku przyjezdzac <np mowie o tym roku> wiec zlozylam wniosek o uchylenie widzen ale on w tym samym czasie czego nie wiedzialam zlozyl o rozszerzenie widzen<nie wiem po jakiego grzyba skoro i tak ma to w dupie> ja mi nigdy nie zabranialam widzen,a on tlumaczy w sadzie tym ze ma za daleko i ze go nie stac na takie dojazdy a jak dzwoni do mnie to przez tel mi sie smieje i gada ze on jest "kims"ze jego stac na to na co mnie nie stac;/z tego co wiem boli go fakt ze wyszlam za mąż,sąd polaczyl nasze sygnatury w jedna,odbyla sie rozprawa ze swiadkami,sciagnelam jego "byla" co ma z nia tego syna (jego mina w sadzie byla niezapomniana;))namowilam ja by takze wystapila o alimenty czego do tej pory nie robila bo nie musiala(znow bylam wrogiem)sąd nakazal specjalistyczne badania bysmy z nim i dzieckiem sie zglosili,wyszly na moja korzysc bo dziecko za kazdym razem plakalo ze nie chce do niego i go nie znalo,wiec odwolal sie na kolejnej rozprawie i mamy powtorke badan ale w innym osrodku,ostatnio byly te badania...ja przejechalam z chorym dzieckiem po to by sie stawic a on nie przyjechal tylko wyslal im L4,szkoda gadac,z tym ze mala ma ponad 3 lata teraz i on caly czas dziecko przekupuje,ma ja gdzies bo zadko dzwoni,a jak zadzwoni narobi jej nadzieji i tyle...proponowalam mu by dal sobie spokoj,ze ja zrezygnuje z pieniedzy od niego z tych rozpraw byle by dal nam spokoj lub pozwolil mojemu mezowi adoptowac mala jako swoja corke,wiem ze gdyby nie jego rodzinka to by sie zgodzil ale duma mu nie pozwala,teraz mam miec powtorne badania a potem rozprawe...co ja mam zrobic?by ten koszmar sie skonczyl???a tm bardziej ze mam dopiero 23 lata a juz takie mialam przezycia...adwokata sad mi nie przyznal bo jak stwierdzil...nie jest mi potrzbny i sama potrafie sie bronic...niewiem jakie kolejne mam podjac kroki...czy moze czekac...

2 Ostatnio edytowany przez lewa4444 (2011-12-01 15:31:23)

Odp: Zdrajca,kłamca...

Postaraj się nagrać, którąś z waszych rozmów, może to stanowić kluczowy dowód w sądzie, by można było stwierdzić, o co jemu tak naprawdę chodzi.
Według mnie, to jakiś chory typ. Chyba alkoholizm wywołuje u niego takie skutki uboczne.
Ja też miałam przejścia ze swoim byłym, ale on był tylko w gębie mocny. Straszył i tylko na tym zaprzestał, choć i to jego straszenie było strasznie irytujące.
Czasem też miałam wrażenie, że to jego uprzykrzanie życia nie jest warte tych pieniędzy, które miałam zasądzone na dzieci.
Współczuję Ci bardzo.
Nie rozumiem, po co mu widzenia, skoro go nawet na to nie stać. Chyba trafiasz na nieodpowiednich sędziów. Czasem warto stracić parę groszy i mieć adwokata


Podobno atak jest najlepszą obroną...

3 Ostatnio edytowany przez Vuk (2011-12-02 10:25:25)

Odp: Zdrajca,kłamca...
lewa4444 napisał/a:

Chyba trafiasz na nieodpowiednich sędziów.

A może właśnie na odpowiednich? To że jego rodzina wojuje, a on ma to gdzieś, to z czegoś to też wynika. Bo nie tylko ojciec, ale i dziadkowie mają prawnie zagwarantowane prawo do kontaktów z wnukiem. Natomiast z postu mojekochanie1 dla mnie wyraźnie wynika, że chciałaby, żeby cała rodzina jej byłego faceta "odczepiła" się od dziecka. Więc takie pytania do mojekochanie1:
O co dokładnie wojuje jej ex i jego rodzina (jak to jest sformułowane w pozwie)?
Z postu wnoszę, że dziecko ma prawie 4 lata, więc jest dość duże, żeby np. spędzić kilka dni u dziadków, czy dziadkowie domagają się takich spotkań i czy mojekochanie1 wyraża na nie zgodę?
Jak w ogóle wyglądają kontakty dziadków z dzieckiem, a jeśli w ogóle nie wyglądają, to dlaczego? Jakie oczekiwania w tej sprawie mieli wobec mojekochanie1 dziadkowie i jaka była jej odpowiedź na te oczekiwania?

I jeszcze jedno: z czego się utrzymywała mojekochanie1, gdy mieszkała z dzieckiem u jego rodziców?

Tak, ja sobie zdaję sprawę, że tak jest najprościej, mieć nowego faceta, a starego i jego rodzinę odciąć od dziecka. Tylko czy taka postawa jest skutkiem myślenia o dziecku, czy o sobie, swojej wygodzie i swojej zemście?

4

Odp: Zdrajca,kłamca...

A więc odpowiem,tu wcale nie chodzi o Moja wygode,lecz szczescie dziecka,wiem ze ona tutaj jest szczesliwa i jest wszystko dobrze,zdrowa,zadbana,gdyby u niego i jego rodzicow bylo dobrze to bym wcale nie wojowala z nimi bo zalezalo mi na kontaktach dziecka z ojcem bo jaka byla bym matka zabraniajac dziecku poznac ojca...???nie jestem z takich,ale za kazdym razem jak zabieral dziecko na weekend to dzieckiem opiekowali sie dziadkowie bo go nie bylo w domu i z tego co wiem od jego szwagierki to jezdzil do innej kobiety zamiast siedziec z dzieckiem,jak dzwonilam zapytac o mala to nie dawali mi jej do telefonu twierdzac caly czas ze mala spi,lub odbieral tel i mi ublizal tylko,odgrazal sie ze nie przywiezie jej na czas ze bedzie u niego kilka dni dluzej mimo iz sad inaczej ustalil,on jest osoba ktora ustala wlasne zasady i niewazne ze cos jest biale bo on widzi to jako czarne!i tak ma zostac,dziecko jak wracalo od nich do mnie bylo przestraszone,plakala w nocy i wolala "mama",zaczela bic inne dzieci i nie moglam przez pierwsze 2 dni sobie z mala poradzic od jej powrotu,poniewaz robili wode z mozgu dziecku(to nie jest wporzadku)Jemu chodzi tylko o zemste na mnie i nic pozatym"bo jak by to bylo jakby on przegral,przeciez tak byc nie moze",sluchajcie,jesli bylby naprawde wspanialym ojcem dzwonilby,pytal,czy przyjezdzal czesciej niz dwa razy do roku to dlaczego nie?ale boje sie mu dawac dziecko,jest nieodpowiedzialny,dwa razy juz jak ja zabral musialam wysylac patrol policji by sprawdzili czy z dzieckiem jest dobrze bo od kiedy ja zabral odemnie nie dawali znaku zycia,powylanczane tel itd (a poszlam mu wtedy pierwszy i ostatni raz na reke i pozwolilam mu dziecko na tydzien zabrac bo chcialam sie przekonac czy sie sprawdzi,jesli by sie sprawdzil to dawala bym mu mala raz w miesiacu na tydzien) gdy policja tam zawitala,to bylo po godz 21,jego nie bylo,a dziecko spalo,za kazdym razem mowil mi ze chce poznac dziecko itp...ale co do czego to go nigdy nie bylo,prawie za kazdym razem wracala od niego chora(potrafil MNIE obwiniac za to ze ona szybko lapie infekcje,paranoja)zawsze ja jestem winna!dowiedzialam sie pozniej ze jak mala mu dalam na tydzien czasu to byla codziennie oddawana do przedszkola,sadze ze to powinno wystarczyc,wiec mam swoje powody.kazda matka bala by sie w takich sytuacjach o wlasne dziecko...

5

Odp: Zdrajca,kłamca...

On wojuje w pozwie o rozszerzone kontakty z dzieckiem,jego rodzice mimo ze go naciskaja by do dziecka jezdzil to olewa sprawe na calej linii,za niego alimenty placila od dluzszego zcasu matka,ale od 3 miesiecy ona nie placi bo z tego co wiem to i ona ma jego dosc,a jak ona przestala placic to i on nie placi...a wszystkie pozwy pisala jego siostra z tego co mi wiadomo,on jedynie co to satwia sie w sadzie i tyle!

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026