Niemal codziennie słyszę, że coś ze mną nie tak-ze mam niewłaściwy wyraz twarzy, ze za cicho mówię, że jestem taka czy siaka...
nie słyszę komplementów-nie słyszę, żadnych pozytywnych komunikatów na swój temat.
on jest niemal wieczni9e niezadowolony z tego jaka jestem-czuję się przy nim pod każdym wzgl nieatrakcyjna.
Nawet nie stać go by powiedzieć mi, że mnie ...choćby lubi.
O innych wyznaniach nie mam co marzyć.
Nie umie mi okazać czułości, nie umie być łagodny...to jest zarezerwowane dla "przyjaciółek" i kota.
dochodzi do absurdalnej sytuacji gdy jestem zazdrosna o kota, którego trzyma na kolanach, którym zachwyca sie kilka/kilkanascie razy dziennie....
i może bym dała radę znieść ten deficyt uznania z jego strony gdyby nie to, że sama mam problem z akceptacją siebie...a dodatkowo dosć często słyszę w kłotni (jest cholerykiem-gwałtwony, impulsywny...)najgorsze obelgi i zarzuty pod swoim adresem-więc tym bardziej podkopuje to moje poczucie wratości...nawet jeśli wiem że to tylko wywalenie z siebie emocji, ale w tajkiej formie jaka mocno mnie dotyka i poniża.
a jesteśmy ze sobą zaledwie 1-5 miesiąca...mi zalezy na tym by budować coś razem, wspierać sie a nie nokautować...ale on nie potrafi zapanować nad językiem, jest sfrustrowany i lubi upuszczać z siebie jad, szydząc i okazując pogardę...najbliższym A że jestem obok-zbieram to na siebie.
Pomimo swojego gwałtownego charakteru, wybuchowości i braku kontroli nad sobą (choć zaczynam myślec, że jednak może się powściągnać-ale wie, że nie musi...bo ja to zniosę, pozwolę sie sponiewierać) zawsze za konfliktową sytuację obarcza odpowiedzialnością mnie-mówiąc, żę to ja powoduję w nim takie gwałtowne emocje, że ja swoim głosem, sposobem mówienia, wyrazem twarzy powoduje, że on się wscieka...i juz to wystracza, żeby mnie obrażac i nazwać popaprańcem i to uprawnia go do deptania po mnie...)
jak się zachowac wobec takiej osoby, nie raniąc jej w ten sam sposób, nie robiąc wyrzutów.
bo kiedy tylko ja wyraże swoje niezadowolenie z powodu jego zachowania-odbiera to jako zamach na swoją osobe-dzika awantura....po jakiej nie mogę się pozbierac...
tak, wiem-ten człowiek mnie zniszczy
tak wiem-to toksyczny zwiżek-bez 2 zdań.
ale w nim jestem i wierzę..jeszcze...że może moglibyśmy być dla siebie ...dobrzy....
lubię go, cenię, inspiruje mnie, jest...obok....
nie jestem sama...