Mój pracodawca (człowiek obdarzony społecznym autorytetem) zatrudniał mnie przez 8 miesięcy na umowę o dzieło (w sumie było ich trzy - na 1 miesiąc, 3 miesiące i potem znów 3 miesiące), po czym wystąpiłam o podwyżkę i umowę o pracę. Zaproponował mi 3 wyjścia: We wszystkich kwotą wyjściową był 3 000 brutto. Mogłam wybrać umowę o pracę, o dzieło lub "samozatrudnienie" (założenie własnej działalności)...Zadzwoniłam do znajomej księgowej która wyliczyła mi ze wszystkich tych wariantów kwotę, którą dostałabym na rękę. Zależy mi na umowie o pracę, więc po bardzo długim zastanowieniu (bo była to najmniejsza kwota) się na nią zdecydowałam. Wyszło mi, że będę dostawać 2156zł na rękę. Cieszyłam się jak głupia...tydzień później gdy miało dojść do podpisywania umowy szef powiedział, że źle sobie wyliczyłam, bo on mi mówiła o całkowitej kwocie, którą będą we mnie inwestować (tzn zarobki netto + składki płacone z kwoty brutto + opłaty które (on) jako pracodawca musi ponieść do ZUS-u. Odebrało mi mowę...
Po długich negocjacjach mój szef stwierdził, że więcej mi nie da. Ale może mi dać umowę o pracę na kwotę minimalną i drugą umowę o dzieło (lub zlecenie - już nie wiem przez moją wściekłości). I tu pytanie i prośba o Waszą pomoc ----> Czy da się mieć 2 różne umowy u jednego pracodawcy i na jakie kwoty miałyby one być podpisane, żebym ja miała z tego jak najwięcej na rękę (muszę kosztować pracodawcę max. 3000 <łącznie z jego podatkiem.). Będę bardzo wdzięczna za pomoc...