Chciałabym poznać Wasze zdanie na ten temat.
Zacznę od tego, że jestem osobą nieśmiałą, nie potrafię tego przełamać. Mam przez to w życiu naprawdę ciężko, zwłaszcza jeżeli chodzi o życie towarzyskie, którego z powodu mojej dolegliwości praktycznie nie mam.
W tym roku zdawałam maturę. Nie zdecydowałam się na studia, jednak teraz skończyła się szkoła i nie wiem co dalej. Siedzę w domu, bezrobotna, przygnębiona, bez żadnej nadziei na przyszłość. Mam wykształcenie średnie z maturą z samych podstawowych i obowiązkowych przedmiotów, które zdałam dość dobrze, ale nie pozwoli mi to dostać się na żadne studia, prawie wszędzie wymagane są rozszerzenia albo przedmioty dodatkowe. Niedawno spotkałam wychowawczynię z liceum, pytała, co u mnie. Stwierdziła, że powinnam iść na studia, namówiła mnie na złożenie deklaracji maturalnej, żebym mogła sobie pozdawać dodatkowe przedmioty.
Złożyłam, wybrałam rozszerzony polski, angielski i podstawę z WOSu. Tylko że tak naprawdę dalej nie wiem, na co mogłabym iść. Niektórzy od dziecka marzą, żeby zostać lekarzem, prawnikiem, ja nigdy w te sposób nie myślałam. Moja była nauczycielka mówiła, że mam się nie łamać, mam jeszcze czas, żeby się zastanowić. Chwilami żałuję, że nie poszłam do zawodówki, byłoby łatwo, szybko i miałabym zawód. A tak nie wiem co dalej.
Jaką ścieżkę dalszej edukacji byście wybrały będąc na moim miejscu? A może osoba nieśmiała, taka jak ja, powinna darować sobie studia i iść do pracy? Chociaż szczerze przyznam, że szukałam i nigdzie nie potrafię znaleźć, nawet w ofertach dla kelnerki preferowane wykształcenie to licencjat. Lubię się uczyć języków, sprawia mi to przyjemność, ale mam duże opory przed mówieniem, nawet myślałam o studiach filologicznych, ale to chyba jednak nie dla mnie. Czasem myślę, że przez mój beznadziejny charakter do niczego się nie nadaję.
Może podpowiecie też, jak walczyć z nieśmiałością? Jest na to jakiś sposób? Chodziłam swojego czasu do psychologa, ale niewiele to dało.
Podobne tematy
A dlaczego nie filologia, a potem praca jako tłumacz pisemny? Siedzisz w domu, teksty dostajesz i odsyłasz mailem...
3 2011-11-09 18:24:26 Ostatnio edytowany przez lewa4444 (2011-11-09 18:25:39)
Miałam chyba podobny problem...ze szkołą, jak i z nieśmiałością. Do liceum byłam chyba zbyt słaba, a jeśli chodzi o zawodówkę, to do końca nie wiedziałam kim chciałabym być. Tak więc przez moje niezdecydowanie zostałam bez niczego. By nie siedzieć w domu i nie wysłuchiwać wiecznie pijanego ojca, poszłam do szkoły rolniczej. W sumie, to wybrałam dobry kierunek- Wiejskie Gospodarstwo Domowe. Po półrocznym uczęszczaniu na zajęcia, dowiedziałam się, że niestety WGD(szycie, gotowanie, pieczenie itp.) zostało wycofane, a nasza klasa automatyczne stała się Zasadniczą Szkołą Rolniczą. Uczyłam się o krówkach, świnkach, ziemniakach, burakach itp. Początkowo myślałam, żeby wiać z tej szkoły, ale z uwagi na to, że dobrze mi szło, zaaklimatyzowałam się tam, a moja nieśmiałość już nie była tak dotkliwa, postanowiłam dokończyć tę szkołę, później zrobić technikum rolnicze, podczas którego miałam się namyślić, co dalej. Prawie mi się udało dojść do wyznaczonego celu, tylko poznałam chłopaka, zaszłam w ciążę i szlag trafił moją dalszą karierę naukową na etapie pierwszego roku technikum. Znikąd pomocy, trzeba było zostawić szkołę i zająć się dzieckiem.
Minęły lata i znów stanęłam przed wyborem: szkoła, czy praca. Z uwagi, że sama utrzymywałam dwoje dzieci musiałam wybrać pracę... i tak, już zostało...
Ale może kiedyś moja sytuacje się unormuje i już nie będę musiała wybierać między pracą, a wykształceniem. Podobno na naukę nigdy nie jest za późno, a wiedza, to jedyny karb, którego człowiekowi nikt nie odbierze...
Jeśli nie wiesz, co jeszcze chcesz w życiu robić, kim chcesz być, to zrób sobie przerwę, znajdź pracę, gdzie będziesz miała duży kontakt z ludźmi np. sprzedawca, a nieśmiałość już Ci nie będzie dokuczać. Mi pomogła zmiana szkoły, a najbardziej moja praca
A dlaczego nie filologia, a potem praca jako tłumacz pisemny? Siedzisz w domu, teksty dostajesz i odsyłasz mailem...
Tylko tym tłumaczem to trzeba jeszcze zostać. A co mamy na pierwszym roku? Fonetykę. Tzn. błaźnienie się publicznie przy wszystkich, gdy wykładowca wytyka Ci błędy, każe wykrzywiać usta inaczej i powtarzać na głos ileś razy przy całej grupie aż będzie dobrze. Też jestem nieśmiała i nie wiem jakim cudem to przetrwałam. Chyba tylko dlatego, że wszyscy inni byli równie przerażeni co ja...
A bardziej do tematu: idź do pracy, odłóż trochę kasy, popraw maturę i zastanów się porządnie czego właściwie chcesz od życia.
BabaOsiadła napisał/a:A dlaczego nie filologia, a potem praca jako tłumacz pisemny? Siedzisz w domu, teksty dostajesz i odsyłasz mailem...
Tylko tym tłumaczem to trzeba jeszcze zostać. A co mamy na pierwszym roku? Fonetykę. Tzn. błaźnienie się publicznie przy wszystkich, gdy wykładowca wytyka Ci błędy, każe wykrzywiać usta inaczej i powtarzać na głos ileś razy przy całej grupie aż będzie dobrze. Też jestem nieśmiała i nie wiem jakim cudem to przetrwałam. Chyba tylko dlatego, że wszyscy inni byli równie przerażeni co ja...
A bardziej do tematu: idź do pracy, odłóż trochę kasy, popraw maturę i zastanów się porządnie czego właściwie chcesz od życia.
Fonetykę, PNJ (w tym mówienie) i egzaminy ustne, i referaty. Wiem. I też jestem nieśmiała. Ale pamiętam, że błaźnili się wszyscy, nieśmiali i przebojowi, bo każdy robił jakieś tam błędy - a reszta wybuchała śmiechem. Bycie nieśmiałym nie równa się podejrzliwości, że wszyscy ŚMIEJĄ SIĘ ZE MNIE. Śmieją się, bo sytuacja jest śmieszna, jak się taki jeden z drugim jąka i stroi zabawne miny.
I zanim mi ktoś zarzuci, że widocznie wcale nie jestem taka nieśmiała - jestem. Makabrycznie. Do jednego telefonu do urzędu zbieram się miesiąc (serio)
Ale nie rujnuję sobie przez to całego życia, tylko brnę do przodu. Nie wymądrzam się, tylko doradzam z własnego doświadczenia - wystarczy zmienić myślenie!
A z takim myśleniem, jakie ma autorka, to wszystko będzie nie do przejścia - i doradzana przez Ciebie praca (w każdej branży), i ponowne podejście do matury, i nawet zawodówka, o której ona sama pisze, że by było szybko i łatwo. Akurat! W zawodówce też są egzaminy ustne, praktyki, podczas których trzeba wyjść do ludzi, itd.
kaisa_malene napisał/a:BabaOsiadła napisał/a:A dlaczego nie filologia, a potem praca jako tłumacz pisemny? Siedzisz w domu, teksty dostajesz i odsyłasz mailem...
Tylko tym tłumaczem to trzeba jeszcze zostać. A co mamy na pierwszym roku? Fonetykę. Tzn. błaźnienie się publicznie przy wszystkich, gdy wykładowca wytyka Ci błędy, każe wykrzywiać usta inaczej i powtarzać na głos ileś razy przy całej grupie aż będzie dobrze. Też jestem nieśmiała i nie wiem jakim cudem to przetrwałam. Chyba tylko dlatego, że wszyscy inni byli równie przerażeni co ja...
A bardziej do tematu: idź do pracy, odłóż trochę kasy, popraw maturę i zastanów się porządnie czego właściwie chcesz od życia.
Fonetykę, PNJ (w tym mówienie) i egzaminy ustne, i referaty. Wiem. I też jestem nieśmiała. Ale pamiętam, że błaźnili się wszyscy, nieśmiali i przebojowi, bo każdy robił jakieś tam błędy - a reszta wybuchała śmiechem. Bycie nieśmiałym nie równa się podejrzliwości, że wszyscy ŚMIEJĄ SIĘ ZE MNIE. Śmieją się, bo sytuacja jest śmieszna, jak się taki jeden z drugim jąka i stroi zabawne miny.
I zanim mi ktoś zarzuci, że widocznie wcale nie jestem taka nieśmiała - jestem. Makabrycznie. Do jednego telefonu do urzędu zbieram się miesiąc (serio)
Ale nie rujnuję sobie przez to całego życia, tylko brnę do przodu. Nie wymądrzam się, tylko doradzam z własnego doświadczenia - wystarczy zmienić myślenie!
A z takim myśleniem, jakie ma autorka, to wszystko będzie nie do przejścia - i doradzana przez Ciebie praca (w każdej branży), i ponowne podejście do matury, i nawet zawodówka, o której ona sama pisze, że by było szybko i łatwo. Akurat! W zawodówce też są egzaminy ustne, praktyki, podczas których trzeba wyjść do ludzi, itd.
Ale gdybym poszła np. na kucharkę, nie musiałabym mieć aż tak dużego kontaktu z ludźmi. Swoją szkołę też musiałam jakoś przebrnąć, było ciężko bo w liceum trzymałam się na uboczu, nie miałam tam nikogo, wręcz nie lubili mnie z powodu mojej odmienności i tego, że z nimi nie trzymałam. Zdarzały się różne przykre sytuacje, ale dałam radę. Nawet chciałam się z nimi zaprzyjaźnić albo chociaż być na neutralnych stosunkach, ale nie odzywałam się, bo wydawało mi się, że nie będziemy mieć wspólnych tematów. Ale że mam dość silną psychikę mimo wszystko, przetrwałam. Ale teraz już nie wiem co dalej.. zdaję sobie sprawę, że studia będą cięższe i mogę nie dać rady, poza tym 3 razy większa uczelnia niż moje liceum, 3 razy więcej ludzi. Czasem mi się wydaje, że dla takich ludzi jak ja nie ma "ratunku".
Aby być kucharką musiałabyś ukończyć np. technikum gastronomiczne. Czym by się ono różniło od liceum czy studiów? Tam też są inni uczniowie/studenci i nauczyciele. A zawodów bez konieczności kontaktowania się z ludźmi jest mnóstwo. Tylko najpierw trzeba jakiś zdobyć, bo co zamierzasz robić całe życie?
I nie myśl o sobie jako o nieudaczniku, dla którego nie ma ratunku, bo to jest pójście na łatwiznę. Mówi Ci to osoba, która była taka jak Ty, ale, powtarzam, ZMIENIŁA MYŚLENIE.
Aby być kucharką musiałabyś ukończyć np. technikum gastronomiczne. Czym by się ono różniło od liceum czy studiów? Tam też są inni uczniowie/studenci i nauczyciele. A zawodów bez konieczności kontaktowania się z ludźmi jest mnóstwo. Tylko najpierw trzeba jakiś zdobyć, bo co zamierzasz robić całe życie?
I nie myśl o sobie jako o nieudaczniku, dla którego nie ma ratunku, bo to jest pójście na łatwiznę. Mówi Ci to osoba, która była taka jak Ty, ale, powtarzam, ZMIENIŁA MYŚLENIE.
Tym by się różniło, że zawodówka trwałaby tyle co moje liceum albo i 2 lata, czyli krócej, a miałabym już zawód.
Fakt, tam też są nauczyciele, jak wszędzie, bo trudno, żeby było inaczej. Praca przy garach nie musi oznaczać kontaktu z ludźmi, kontakt jakiś trzeba mieć wszędzie, ale może on być ograniczony do minimum.
Jaki zawód np. jest zawodem bez konieczności kontaktowania się z ludźmi? Może jakaś księgowa, ale ja się do tego nie nadaję.
A czy Twoim zdaniem w ogóle DO CZEGOKOLWIEK się nadajesz? W pierwszym poście napisałaś, że chyba do niczego, konkretne pomysły kwitujesz, że to nie dla Ciebie (filologia nie, księgowa nie)... Bo wiesz, jeżeli mamy Ci wypisywać wszelkie zawody po kolei, a Ty każdy podsumujesz tak samo... ![]()
A czy Twoim zdaniem w ogóle DO CZEGOKOLWIEK się nadajesz? W pierwszym poście napisałaś, że chyba do niczego, konkretne pomysły kwitujesz, że to nie dla Ciebie (filologia nie, księgowa nie)... Bo wiesz, jeżeli mamy Ci wypisywać wszelkie zawody po kolei, a Ty każdy podsumujesz tak samo...
Właśnie nie. Dlatego myślałam o jakimś mało ambitnym zajęciu, np. jako sprzątaczka, ale wszędzie w takich ogłoszeniach zaznaczają, że taka osoba musi mieć jakiś tam stopień inwalidzki albo góra po podstawówce. Za to kelnerki już licencjat. Sama nie wiem.
Żeby być kelnerką, to trzeba nie bać się ludzi. Jak sobie wyobrażasz donieść tacę z kawą trzęsącymi rękoma ? Poza tym trzeba też liczyć się z ludzką krytyką, bo takich niezadowolonych nie brakuje. Musisz się przełamać, zawsze pierwszy krok jest najtrudniejszy. Ja też, gdy miałam jakieś opory wewnętrzne, to tłumaczyłam sobie, że przecież w gębę nikt mi nie da, jak się odezwę.
Język mi się strasznie wyostrzył i na wszystko chyba mam odpowiedź, a kiedyś by powiedzieć komuś "dzień dobry" od razu paliłam buraka.
Trochę wiary w siebie ![]()
Żeby być kelnerką, to trzeba nie bać się ludzi. Jak sobie wyobrażasz donieść tacę z kawą trzęsącymi rękoma ? Poza tym trzeba też liczyć się z ludzką krytyką, bo takich niezadowolonych nie brakuje. Musisz się przełamać, zawsze pierwszy krok jest najtrudniejszy. Ja też, gdy miałam jakieś opory wewnętrzne, to tłumaczyłam sobie, że przecież w gębę nikt mi nie da, jak się odezwę.
Język mi się strasznie wyostrzył i na wszystko chyba mam odpowiedź, a kiedyś by powiedzieć komuś "dzień dobry" od razu paliłam buraka.Trochę wiary w siebie
Łatwo powiedzieć;)
Akurat kelnerka to chyba najbardziej kontaktowy zawód jaki mogę wymyślić. No, może jeszcze hostessa, telemarketerka lub handlowiec
A nie myślałaś o jakiejś przedszkolance lub nauczycielu najmłodszych klas? Wprawdzie tam ludzi masz obfitość, ale głównie kontaktujesz się z małymi ludkami, więc nieśmiałość nie powinna Ci przeszkadzać.
Co Wy macie z tym wymaganym licencjatem, żeby być kelnerką? Szczerze powiedziawszy jeszcze się z czymś takim nie spotkałam. Jak dla mnie, autorko tematu, powinnaś zastanowić się co Cię interesuje, pasjonuje. Potem zdecydować jaki konkretnie byś chciała mieć związany z tym zawód, a potem zacząć walczyć z nieśmiałością. Naprawdę, ja też jestem strasznie nieśmiała, mam wręcz fobię społeczną od czasu do czasu (taka huśtawka), ale jakoś sobie na tych studiach filologicznych poradziłam. A właśnie największą traumą dla mnie była fonetyka, bo nie dość, że trzeba było na głos mówić to jeszcze nagrywać się w domu i wysyłać nagrania wykładowcy. A potem wspólne odsłuchiwanie tego cuda i wytykanie błędów. Teraz zaczęłam inną filologię i zauważyłam jak bardzo się po moich studiach uodporniłam na tego typu krytykę. Wszyscy strasznie speszeni, skrępowani, a ja już jakoś nie mam problemu. Nawet ze słuchaniem swojego nagranego głosu. Po prostu się przyzwyczaiłam i zaczęłam na to patrzeć bardziej fachowo. I jakoś już mi nie robi np. dzwonienie po urzędach, jak to BabaOsiadła wspomniała, a też miałam z tym problem. Publiczne wypowiadanie się i prezentacje: masakra. A teraz jakoś mi przeszło. Może właśnie zmierzenie się z własnym strachem by Ci pomogło?
Moim zdaniem najlepszym wyjściem dla autorki będzie pójście na jakieś studia. Wszystko jedno jakie. KAŻDE studia rozwijają. Będzie miała szansę swoją nieśmiałość trochę wśród ludzi przetestować, będzie też więcej czasu na wybór dalszej drogi. Bo w tym momencie Evve jest zagubiona jak dziecko we mgle.
Co Wy macie z tym wymaganym licencjatem, żeby być kelnerką? Szczerze powiedziawszy jeszcze się z czymś takim nie spotkałam. Jak dla mnie, autorko tematu, powinnaś zastanowić się co Cię interesuje, pasjonuje. Potem zdecydować jaki konkretnie byś chciała mieć związany z tym zawód, a potem zacząć walczyć z nieśmiałością. Naprawdę, ja też jestem strasznie nieśmiała, mam wręcz fobię społeczną od czasu do czasu (taka huśtawka), ale jakoś sobie na tych studiach filologicznych poradziłam. A właśnie największą traumą dla mnie była fonetyka, bo nie dość, że trzeba było na głos mówić to jeszcze nagrywać się w domu i wysyłać nagrania wykładowcy. A potem wspólne odsłuchiwanie tego cuda i wytykanie błędów. Teraz zaczęłam inną filologię i zauważyłam jak bardzo się po moich studiach uodporniłam na tego typu krytykę. Wszyscy strasznie speszeni, skrępowani, a ja już jakoś nie mam problemu. Nawet ze słuchaniem swojego nagranego głosu. Po prostu się przyzwyczaiłam i zaczęłam na to patrzeć bardziej fachowo. I jakoś już mi nie robi np. dzwonienie po urzędach, jak to BabaOsiadła wspomniała, a też miałam z tym problem. Publiczne wypowiadanie się i prezentacje: masakra. A teraz jakoś mi przeszło. Może właśnie zmierzenie się z własnym strachem by Ci pomogło?
Widziałam często w ogłoszeniach takie wymagania. I wymagana biegła znajomość angielskiego, a najlepiej dwóch języków. Wymagają coraz więcej, bo coraz więcej osób ma wyższe wykształcenie a pracy brak, więc wiedzą, że mogą się "cenić".
Moim zdaniem najlepszym wyjściem dla autorki będzie pójście na jakieś studia. Wszystko jedno jakie. KAŻDE studia rozwijają. Będzie miała szansę swoją nieśmiałość trochę wśród ludzi przetestować, będzie też więcej czasu na wybór dalszej drogi. Bo w tym momencie Evve jest zagubiona jak dziecko we mgle.
No i jeszcze problem w tym, że nie wiem na jakie studia. Zdaję rozszerzony polski, angielski i podstawowy WOS. Może coś zaproponujecie? Nie chodzi o to, żebyście za mnie wybrały, tylko może podacie jakieś propozycje.
kaisa_malene napisał/a:Co Wy macie z tym wymaganym licencjatem, żeby być kelnerką? Szczerze powiedziawszy jeszcze się z czymś takim nie spotkałam. Jak dla mnie, autorko tematu, powinnaś zastanowić się co Cię interesuje, pasjonuje. Potem zdecydować jaki konkretnie byś chciała mieć związany z tym zawód, a potem zacząć walczyć z nieśmiałością. Naprawdę, ja też jestem strasznie nieśmiała, mam wręcz fobię społeczną od czasu do czasu (taka huśtawka), ale jakoś sobie na tych studiach filologicznych poradziłam. A właśnie największą traumą dla mnie była fonetyka, bo nie dość, że trzeba było na głos mówić to jeszcze nagrywać się w domu i wysyłać nagrania wykładowcy. A potem wspólne odsłuchiwanie tego cuda i wytykanie błędów. Teraz zaczęłam inną filologię i zauważyłam jak bardzo się po moich studiach uodporniłam na tego typu krytykę. Wszyscy strasznie speszeni, skrępowani, a ja już jakoś nie mam problemu. Nawet ze słuchaniem swojego nagranego głosu. Po prostu się przyzwyczaiłam i zaczęłam na to patrzeć bardziej fachowo. I jakoś już mi nie robi np. dzwonienie po urzędach, jak to BabaOsiadła wspomniała, a też miałam z tym problem. Publiczne wypowiadanie się i prezentacje: masakra. A teraz jakoś mi przeszło. Może właśnie zmierzenie się z własnym strachem by Ci pomogło?
Widziałam często w ogłoszeniach takie wymagania. I wymagana biegła znajomość angielskiego, a najlepiej dwóch języków. Wymagają coraz więcej, bo coraz więcej osób ma wyższe wykształcenie a pracy brak, więc wiedzą, że mogą się "cenić".
Ależ mnie wcale nie dziwi, że wymagają angielskiego, to przecież standard. W końcu do restauracji przychodzą także obcokrajowcy. Ale z tymi ukończonymi studiami to jakaś bzdura, co ma wyższe wykształcenie do noszenia tacy i uśmiechania się? Ja bym się nie zrażała i i tak składała CV nawet jeśli piszą takie bzdury. Co do Twoich możliwości studiowania... lepiej wybierz jakąś filologię. Przynajmniej coś z tych studiów będziesz miała: znajomość języka. Na tzw. studia humanistyczne w ogóle nie warto iść, bo nie dają Ci żadnych kompetencji. A nie byłabyś w stanie zdać czegoś bardziej ścisłego i iść w tym kierunku? Paradoksalnie łatwiej się na kierunki ścisłe dostać, a i wiedzę konkretną byś miała po takich studiach. Ja np. zdałam podstawową chemię na ok. 60% (nie pamiętam dokładnie ile) i bez problemu dostałam się na chemię na UAM z pierwszego rzutu.
Evve napisał/a:kaisa_malene napisał/a:Co Wy macie z tym wymaganym licencjatem, żeby być kelnerką? Szczerze powiedziawszy jeszcze się z czymś takim nie spotkałam. Jak dla mnie, autorko tematu, powinnaś zastanowić się co Cię interesuje, pasjonuje. Potem zdecydować jaki konkretnie byś chciała mieć związany z tym zawód, a potem zacząć walczyć z nieśmiałością. Naprawdę, ja też jestem strasznie nieśmiała, mam wręcz fobię społeczną od czasu do czasu (taka huśtawka), ale jakoś sobie na tych studiach filologicznych poradziłam. A właśnie największą traumą dla mnie była fonetyka, bo nie dość, że trzeba było na głos mówić to jeszcze nagrywać się w domu i wysyłać nagrania wykładowcy. A potem wspólne odsłuchiwanie tego cuda i wytykanie błędów. Teraz zaczęłam inną filologię i zauważyłam jak bardzo się po moich studiach uodporniłam na tego typu krytykę. Wszyscy strasznie speszeni, skrępowani, a ja już jakoś nie mam problemu. Nawet ze słuchaniem swojego nagranego głosu. Po prostu się przyzwyczaiłam i zaczęłam na to patrzeć bardziej fachowo. I jakoś już mi nie robi np. dzwonienie po urzędach, jak to BabaOsiadła wspomniała, a też miałam z tym problem. Publiczne wypowiadanie się i prezentacje: masakra. A teraz jakoś mi przeszło. Może właśnie zmierzenie się z własnym strachem by Ci pomogło?
Widziałam często w ogłoszeniach takie wymagania. I wymagana biegła znajomość angielskiego, a najlepiej dwóch języków. Wymagają coraz więcej, bo coraz więcej osób ma wyższe wykształcenie a pracy brak, więc wiedzą, że mogą się "cenić".
Ależ mnie wcale nie dziwi, że wymagają angielskiego, to przecież standard. W końcu do restauracji przychodzą także obcokrajowcy. Ale z tymi ukończonymi studiami to jakaś bzdura, co ma wyższe wykształcenie do noszenia tacy i uśmiechania się? Ja bym się nie zrażała i i tak składała CV nawet jeśli piszą takie bzdury. Co do Twoich możliwości studiowania... lepiej wybierz jakąś filologię. Przynajmniej coś z tych studiów będziesz miała: znajomość języka. Na tzw. studia humanistyczne w ogóle nie warto iść, bo nie dają Ci żadnych kompetencji. A nie byłabyś w stanie zdać czegoś bardziej ścisłego i iść w tym kierunku? Paradoksalnie łatwiej się na kierunki ścisłe dostać, a i wiedzę konkretną byś miała po takich studiach. Ja np. zdałam podstawową chemię na ok. 60% (nie pamiętam dokładnie ile) i bez problemu dostałam się na chemię na UAM z pierwszego rzutu.
Właśnie nie.. pisałam już, że zdawałam na maturze tylko podstawowe obowiązkowe przedmioty. A we wrześniu złożyłam deklarację i zdaję te, które wymieniłam, nie ma szans, żebym zdała coś ścisłego, jak fizyka czy chemia, a już tym bardziej żebym jakiś ścisły kierunek studiowała, nie nadaję się na to, wiem co mówię.
Evve a co powiesz na pielęgniarstwo?Ja jestem pielęgniark i też byłam kiedyś bardzo nieśmiała.Praca pielęgniarki i kontakt z ludżmi wyleczyła mnie z nieśmiałości całkowicie.Dodatkowo możesz uczyć się np.języka angielskiego .Po skończeniu tego kierunku niepowinnaś mieć problemu za znalezieniem pracy nawet za granicą.W pozzbyciu sie nieśmiałości pomaga kontakt z ludżmi a nie unikanie ich.
Evve a co powiesz na pielęgniarstwo?Ja jestem pielęgniark i też byłam kiedyś bardzo nieśmiała.Praca pielęgniarki i kontakt z ludżmi wyleczyła mnie z nieśmiałości całkowicie.Dodatkowo możesz uczyć się np.języka angielskiego .Po skończeniu tego kierunku niepowinnaś mieć problemu za znalezieniem pracy nawet za granicą.W pozzbyciu sie nieśmiałości pomaga kontakt z ludżmi a nie unikanie ich.
Na pielęgniarstwo nie dostanę się z maturą z angielskiego, polskiego czy wosu
Poza tym zawód pielęgniarki jak i studia mi nie odpowiadają. Nie jestem wybredna, ale naprawdę, nie widzę siebie w tym zawodzie. Od zawsze miałam awersję do starszych ludzi, nie tyle do nich, co do pomocy im, po prostu nie wyobrażam sobie, że miałabym jakiejś starszej kobiecie podstawiać basen pod tyłek brzydko mówiąc.
22 2011-11-11 00:22:52 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-11-11 00:24:06)
Przeczytałam wszystkie posty w tym wątku. I oto moja refleksja.
Nikt tutaj nie wymyśli (ja nawet nie spróbuję) rozwiązania zadowalającego Ciebie, gdyż odrzucasz k a ż d ą propozycję.
Wychowawczyni namówiła Cię na podjęcie dalszej nauki. Problem w tym, że sama nie wiesz czego chcesz.
Do wyboru kierunku studiów jest jeszcze trochę czasu. Może popracuj do tej pory nad zmianą swego sposobu myślenia? Ono jest zależne wyłącznie od Ciebie. Możesz widzieć szklankę do połowy pustą, ale możesz tę samą szklankę spostrzegać jako do połowy pełną.
Ty jesteś na razie nastawiona na spostrzeganie negatywne. Wszystko widzisz przez czarne okulary. Wszystko "na nie". Współczuję.
Przeczytałam wszystkie posty w tym wątku. I oto moja refleksja.
Nikt tutaj nie wymyśli (ja nawet nie spróbuję) rozwiązania zadowalającego Ciebie, gdyż odrzucasz k a ż d ą propozycję.Wychowawczyni namówiła Cię na podjęcie dalszej nauki. Problem w tym, że sama nie wiesz czego chcesz.
Do wyboru kierunku studiów jest jeszcze trochę czasu. Może popracuj do tej pory nad zmianą swego sposobu myślenia? Ono jest zależne wyłącznie od Ciebie. Możesz widzieć szklankę do połowy pustą, ale możesz tę samą szklankę spostrzegać jako do połowy pełną.Ty jesteś na razie nastawiona na spostrzeganie negatywne. Wszystko widzisz przez czarne okulary. Wszystko "na nie". Współczuję.
Chyba pójdę na filologię, obejrzałam przed chwilą ofertę uczelni w moim mieście i są do wyboru różne języki i specjalności, niektóre też od podstaw, przeglądałam też oferty uczelni ekonomicznych i medycznych, ale kompletnie nie widzę tam niczego dla siebie, ta filologia chyba będzie najlepszym rozwiązaniem.
Gratuluję podjęcia decyzji.
Wiem też, że wiele osób traktuje same studia jako możliwość uzyskania tzw. wyższego wykształcenia, a pracę podejmują w zawodzie mało albo w ogóle nie związanym z kierunkiem ukończonych studiów.
Wreszcie zaczynasz gadać jak człowiek ![]()
Jeśli jesteś na tyle zdesperowana, żeby rozpatrywać pracę sprzątaczki (bez urazy dla pań w ten sposób zarabiających na życie, ale wątpię, żeby któraś wybrała taką pracę bo to jej pasja) to możesz iść na jakiekolwiek studia. Będziesz mogła być kelnerką z licencjatem
I całkiem serio: dobrze, że masz już pierwszy pomysł. Masz wystarczająco dużo czasu, żeby się z tym pomysłem zaprzyjaźnić, może poszukać jeszcze innych alternatyw? Nie ustawiaj swojego życia pod kątem nieśmiałości. Za 3 czy 5 lat, po studiach, prawdopodobnie będziesz inną osobą. Lepiej się zastanawiać pod kątem: czy te studia/ta praca będzie sprawiać mi przyjemność?
Gratuluję podjęcia decyzji.
Wiem też, że wiele osób traktuje same studia jako możliwość uzyskania tzw. wyższego wykształcenia, a pracę podejmują w zawodzie mało albo w ogóle nie związanym z kierunkiem ukończonych studiów.
Czasem pracują nie w zawodzie bo nie na wyboru
Bądź też nie chcą, uczą się czegoś, co jest zgodne z ich zainteresowaniami, żeby poszerzyć wiedzę, mam koleżankę, która studiuje filozofię (jest mądra, maturą zdała śpiewająco, mimo to wybrała kierunek mało oblegany bo ją to interesuje). Wspomniana koleżanka nie chce pracować w zawodzie związanym z tą dziedziną.
Wreszcie zaczynasz gadać jak człowiek
Jeśli jesteś na tyle zdesperowana, żeby rozpatrywać pracę sprzątaczki (bez urazy dla pań w ten sposób zarabiających na życie, ale wątpię, żeby któraś wybrała taką pracę bo to jej pasja) to możesz iść na jakiekolwiek studia. Będziesz mogła być kelnerką z licencjatem
![]()
I całkiem serio: dobrze, że masz już pierwszy pomysł. Masz wystarczająco dużo czasu, żeby się z tym pomysłem zaprzyjaźnić, może poszukać jeszcze innych alternatyw? Nie ustawiaj swojego życia pod kątem nieśmiałości. Za 3 czy 5 lat, po studiach, prawdopodobnie będziesz inną osobą. Lepiej się zastanawiać pod kątem: czy te studia/ta praca będzie sprawiać mi przyjemność?
Myślałam też o dziennikarstwie, ale to raczej nie jest dobra decyzja. Bardzo chciałabym zostać dziennikarką, uwielbiam pisać, ale szanse na zostanie nią po studiach są marne. Zresztą po filologii mam chyba więcej możliwości, między innymi mogę zostać dziennikarką (nie chodzi mi tu o radiową czy telewizyjną, ale taką, która pisze do gazety).
Myślicie, że ta filologia to będzie dobry pomysł?
Biorą pod uwagę ewentualnie filologię polską, angielską, rosyjską albo włoską. Te dwie ostatnie od podstaw.
Dzisiaj mi koleżanka powiedziała, że się nie nadaję na żadne studia.Nauczyciele jeszcze za czasów liceum mówili mi co innego, wychowawczyni też powiedziała, że powinnam iść i czasem już nie wiem kogo słuchać. Taka mała dygresja. ;]
29 2011-11-12 00:25:38 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2011-11-12 00:26:11)
Odradzam filologię od podstaw, szkoda 5 lat. Jeśli chcesz po prostu nauczyć się nowego języka, więcej osiągniesz na zwykłym kursie.
Fajną masz koleżankę...
Odradzam filologię od podstaw, szkoda 5 lat. Jeśli chcesz po prostu nauczyć się nowego języka, więcej osiągniesz na zwykłym kursie.
Fajną masz koleżankę...
A dlaczego od podstaw odradzasz?
BabaOsiadła napisał/a:Odradzam filologię od podstaw, szkoda 5 lat. Jeśli chcesz po prostu nauczyć się nowego języka, więcej osiągniesz na zwykłym kursie.
Fajną masz koleżankę...
A dlaczego od podstaw odradzasz?
Filologia to nie nauka języka, tylko bardziej nauka O JĘZYKU. Są zajęcia praktyczne, owszem, ale i historia, literatura, gramatyka opisowa... Filologia to studia dla pasjonatów danego języka, a ten nowy wymysł urządzania filologii od podstaw jest kompletnie chybiony, moim zdaniem. Po takich studiach nie dość, że nie będziesz umiała porządnie języka (bo czego można się nauczyć w 5 lat, kiedy nauka mówienia to tylko jedne z wielu zajęć?), to jeszcze nie będziesz miała żadnego doświadczenia zawodowego = czyli dla potencjalnego pracodawcy będziesz NIKIM.
Chcesz nauczyć się NOWEGO języka, idź na kurs, a nie na studia!
Jeśli filologia, to tylko takiego języka, który już teraz znasz bardzo dobrze. I UWAGA: na filologię idzie się, jeśli:
- chcesz zostać nauczycielką języka obcego
- chcesz zostać tłumaczem
- planujesz zostać na uczelni i robić karierę naukową.
W innym przypadku kompletnie się to nie opłaca, bo po filologii angielskiej znasz TYLKO angielski. A do każdej ambitniejszej pracy oprócz tych, które wymieniłam, sam angielski to za mało. Kto i do czego Cię zatrudni?
Evve napisał/a:BabaOsiadła napisał/a:Odradzam filologię od podstaw, szkoda 5 lat. Jeśli chcesz po prostu nauczyć się nowego języka, więcej osiągniesz na zwykłym kursie.
Fajną masz koleżankę...
A dlaczego od podstaw odradzasz?
Filologia to nie nauka języka, tylko bardziej nauka O JĘZYKU. Są zajęcia praktyczne, owszem, ale i historia, literatura, gramatyka opisowa... Filologia to studia dla pasjonatów danego języka, a ten nowy wymysł urządzania filologii od podstaw jest kompletnie chybiony, moim zdaniem. Po takich studiach nie dość, że nie będziesz umiała porządnie języka (bo czego można się nauczyć w 5 lat, kiedy nauka mówienia to tylko jedne z wielu zajęć?), to jeszcze nie będziesz miała żadnego doświadczenia zawodowego = czyli dla potencjalnego pracodawcy będziesz NIKIM.
Chcesz nauczyć się NOWEGO języka, idź na kurs, a nie na studia!
Jeśli filologia, to tylko takiego języka, który już teraz znasz bardzo dobrze. I UWAGA: na filologię idzie się, jeśli:
- chcesz zostać nauczycielką języka obcego
- chcesz zostać tłumaczem
- planujesz zostać na uczelni i robić karierę naukową.W innym przypadku kompletnie się to nie opłaca, bo po filologii angielskiej znasz TYLKO angielski. A do każdej ambitniejszej pracy oprócz tych, które wymieniłam, sam angielski to za mało. Kto i do czego Cię zatrudni?
To ja już nie wiem co wybrać, naprawdę.
Macie jakieś inne propozycje? Oczywiście uwzględniając przedmioty zdawane przeze mnie na maturze.
To ja już nie wiem co wybrać, naprawdę.
Macie jakieś inne propozycje? Oczywiście uwzględniając przedmioty zdawane przeze mnie na maturze.
Mam najprostszą propozycję.
Znając swoje wymagania, swoje zainteresowania, przedmioty zdawane przez siebie na maturze.... poszukaj samodzielnie kierunku studiów, który będzie Ci pasował.
Evve napisał/a:To ja już nie wiem co wybrać, naprawdę.
Macie jakieś inne propozycje? Oczywiście uwzględniając przedmioty zdawane przeze mnie na maturze.Mam najprostszą propozycję.
Znając swoje wymagania, swoje zainteresowania, przedmioty zdawane przez siebie na maturze.... poszukaj samodzielnie kierunku studiów, który będzie Ci pasował.
Tylko, że ja jestem typową humanistką, a te kierunki są "be", bo przecież po tym nic nie ma, cokolwiek bym wybrała to i tak będzie niedobrze. Filologia-źle, reszta humanistycznych albo ogólnych kierunków typu pedagogika, dziennikarstwo, źle. Przecież nie zmienię swojego mózgu na bardziej ,,ścisły'', wiem, że gdybym nawet poszła na jakieś inżynierskie studia to sobie nie poradzę na pewno. Sama nie wiem, naprawdę żałuję że nie poszłam do tej zawodówki.
Tylko, że ja jestem typową humanistką, a te kierunki są "be", bo przecież po tym nic nie ma, (...)
No popatrz, że ja o tym nie wiedziałam, że nic po kieunkach humanistyczncyh nie ma. Całe życie humanistką, cala praca zawodowa - humanisty, a tu dzięki Tobie dowiedziałam się, że to jest nic. Muszę opowiedzieć o tym moim znajomym humanistom. Tez się tym zdziwią.
(...)cokolwiek bym wybrała to i tak będzie niedobrze. (...)
I tu dotknęłaś sedna problemu.
Sugerowałam to ciut wyżej. Świetnie, że sama masz świadomość swego sposobu myślenia.
Jeszcze się taki nie urodził, który by Tobie dogodził.
Tylko, że ja jestem typową humanistką, a te kierunki są "be", bo przecież po tym nic nie ma, cokolwiek bym wybrała to i tak będzie niedobrze. Filologia-źle, reszta humanistycznych albo ogólnych kierunków typu pedagogika, dziennikarstwo, źle. Przecież nie zmienię swojego mózgu na bardziej ,,ścisły'', wiem, że gdybym nawet poszła na jakieś inżynierskie studia to sobie nie poradzę na pewno. Sama nie wiem, naprawdę żałuję że nie poszłam do tej zawodówki.
Ma wrażenie (graniczące z pewnością), że NIC nie zrozumiałaś z tego, co napisałam. Ręce opadają.
No tak, nie jesteście na moim miejscu, nie macie takich problemów, więc nic dziwnego, że nie możecie mnie zrozumieć.
Żałuję, że założyłam tu ten wątek bo i tak żadnej konkretnej porady. Do moderatorów: można już go usunąć albo zamknąć jeżeli istnieje taka możliwość.
Ależ ja doskonale Cię rozumiem.
Rozumiem, że nie chcesz podjąć sama decyzji o wyborze swej drogi życiowej.
Rozumiem, że nie masz konkretnych zainteresowań.
Rozumiem, że boisz się prowadzić nieciekawe życie.
Rozumiem, że zależy Ci na pracy przynoszącej duże dochody.
Porad dostałaś tutaj kilka, ale zgodnie z Twym myśleniem, wszystko przyjmujesz "na nie".
Życzę powodzenia w osiąganiu celów życiowych. ![]()
Ależ ja doskonale Cię rozumiem.
Rozumiem, że nie chcesz podjąć sama decyzji o wyborze swej drogi życiowej.
Rozumiem, że nie masz konkretnych zainteresowań.
Rozumiem, że boisz się prowadzić nieciekawe życie.
Rozumiem, że zależy Ci na pracy przynoszącej duże dochody.Porad dostałaś tutaj kilka, ale zgodnie z Twym myśleniem, wszystko przyjmujesz "na nie".
Życzę powodzenia w osiąganiu celów życiowych.
Nie wydaje mi się, żebyś mogła zrozumieć. Może po części, ale pewnie nigdy nie miałaś takich dylematów jak ja, więc nie wiesz jak to jest być w mojej sytuacji.
Nie zależy mi na pracy, która będzie przynosić duże dochody, a na jakiejkolwiek. Mogłabym być nawet sprzątaczką albo kelnerką, ale wszędzie trzeba doświadczenia/osobowości/komunikatywności/wykształcenia/grupy inwalidzkiej. Można wymieniać w nieskończoność. Naprawdę przeszukałam wiele ofert i takie mają wymagania.
Pierwsze trzy punkty jakie wymieniłaś się zgadzają.
I doradzajmy tu takiej, Wielokropku, przez dwie strony, to bezczelnie napisze, że żadnej konkretnej porady
Dziecko strzeliło focha, bo nie wypełniłyśmy jej podania na konkretny kierunek studiów. Cóż poczniemy?
41 2011-11-12 16:00:21 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-11-12 16:20:09)
Evve
jeżeli potwierdzasz trzy z czterech wymienionych punktów, to znaczy, że Cię nie rozumiem? Statystykę biorąc pod rękę, potwierdziłaś 75% moich myśli. Ale cóż, Ty, dla lepszego samopoczucia chcesz myśleć, że nikt Cie nie rozumie. Że tylko Ty przeżywasz dylematy związane z pracą. Że pod tym względem jesteś jedyna na świecie.
Współczuję, radzę - dla Twego dobra - zmień swe myślenie. Ono najbardziej Cię ogranicza, nie wymagania ewentualnych pracodawców. Pracodawcy zawsze przedstawiają swoje maksymalne wymagania i wiedzą też, że takiej osoby prawdopodobnie nie znajdą. Nie wysyłając swojego cv (nie zanosząc go osobiście) sama eliminujesz się z możliwości podjęcia pracy. Praca do Ciebie nie przypełznie, a pracodawca nie będzie błagał Cie na kolanach o to, byś raczyła pracować.
BaboOsiadła,
cóż, młodość ma swoje przywary.
Ja wypisuję się, bo walczyć z autorką wątku o nią samą, to cokolwiek za dużo. ![]()
Mnie też już się nie chce. Faktycznie najlepiej zamknąć temat.
A ja bym Ci właśnie odradziła popularne filologie typu angielska, bo w dzisiejszych czasach praktycznie każdy mówi po angielsku i ciężko się przebić. Odnośnie kwestii kurs językowy, czy filologia: zgadzam się z BabąOsiadłą, że filologia to nie tylko nauka języka, ale ma się też mnóstwo przedmiotów językoznawczych, literaturoznawczych etc. Jeśli Cię to nie interesuje, to nie idź na takie studia. Niemniej jednak kurs językowy nie da Ci tytułu licencjata, a to niby jest istotne w dzisiejszym świecie. No i znowu nie zgadzam się, że po 5 latach nauki nowego języka nic się nie umie. Ja robiłam tłumaczenia na zlecenie już na trzecim roku studiów... Ale to oczywiście zależy od tego jak bardzo się przykładasz do studiów i jak szybko chłoniesz język.
Wracając jednak do pierwotnego tematu, czyli doradzenia Tobie w wyborze studiów: po studiach humanistycznych jest się zazwyczaj nikim. Nie warto zatem na takie studia iść, jeśli się nie czuje do tego powołania (a Ty nie czujesz, bo nawet nie wiesz czego chcesz). O dziennikarstwie w ogóle zapomnij, nikt po tym kierunku nie zostaje dziennikarzem. Masz zatem do wyboru takie opcje: iść na filologię (na filologii jest chyba największy odsetek osób, które nie wiedzą co zrobić z życiem, więc może będzie Ci raźniej), przyłożyć się do choćby jednego przedmiotu ścisłego i złożyć na tego typu studia (dla chcącego nic trudnego, ja byłam w klasie lingwistycznej i jakoś tę chemię zdałam) albo zwyczajnie przestać biadolić, że życie jest ciężkie i iść do pracy. Nie uważam, żeby to była jakaś ujma na honorze, bo ktoś nie ma wykształcenia wyższego. A jak się sprawdzisz jako taki sprzedawca, to może potem zostaniesz managerem, kierownikiem regionu etc etc. Wcale nie musisz zatrzymać się na najniższym stopniu. Jeśli jednak zdecydujesz się na jakieś studia to może po kilku latach sama wpadniesz na to co byś chciała robić w życiu. Ja się obecnie przymierzam do informatyki, a jestem po filologii i rozważałam chemię, farmację i ostatnio nawet psychologię. Bezpośrednio po liceum nie ma się w ogóle pojęcia o świecie i rzadko dokonuje się trafnego wyboru, więc się nie łam. Masz jeszcze kupę czasu, żeby zmienić swoją decyzję, młoda jesteś. Nawet kilka lat w plecy to nic strasznego.