Witajcie Panie i Panowie.
W pigułce przedstawię moją historię i liczę, że spojrzycie na to obiektywnie i pomożecie mi pojąć pewną sytuację.
Otóż poznałem 22-letnią dziewczynę (ja mam 30 lat). Spotykaliśmy się raz w tygodniu w miejscu pracy - zauroczyłem się jej urodą i zaproponowałem kawę. Zgodziła się. Potem były 2 kolejne spacery z mej inicjatywy, a następnie trzeci (łącznie czwarte spotkanie) spacer wyszedł z jej strony - co mnie ucieszyło bo jestem zwolennikiem okazywania zainteresowania przez obie strony i uważam że jednostronne staranie się o relację nie ma sensu.
Ostatnie zdanie w powyższym akapicie jest istotne, gdyż na koniec 4tego spotkania zapytałem ją dlaczego zaprosiła mnie na spacer - na co dostałem odpowiedź: "no ja jestem towarzyską i otwartą osobą więc czemu się nie spotkać jak jest taka możliwość". Przyznam że wewnętrznie 'zwaliło mnie to z nóg' i dodając do tego moje obserwacje że spotkań (jak słuchała, czy oglądała się po kątach jak rozmawialiśmy czy też na mnie etc.) nie dawała sygnałów aby moja osoba ją zainteresowała. Na spotkaniach mówiła też, że zawsze można tak się spotykać aby poznawać nowych ludzi, kolegów, koleżanki. Pomyślałem sobie - no tak 22-letnia dziewczyna może jeszcze nie wie czego w życiu chce?
Podsumowałem sobie to wszystko i na koniec 4tego spotkania dyplomatycznie i taktownie podziękowałem jej za mile spędzony czas, informując że nie szukam kolejnej koleżanki/przyjaciółki (bo takowe już mam) tylko kobiety z którą stworzę trwałe/biskie relacje. Chwilę czasu mi zajęło aby 'odchorować' tę (jak wtedy myślałem) nieudaną próbę.
Mija pełen tydzień i w kolejnym tygodniu w pracy już patrzałem na nią jak na koleżankę i zachowywałem się inaczej i na pewno to zauważyła, gdyż....
Tego dnia wieczorem dostałem sms'a o treści że ona dziwnie się czuje z tym wszystkim, bo przekreśliłem ją nie dając nam szansy na poznanie się. Więc zadzwoniłem tego wieczoru do niej i powiedziałem to co wyczytacie w 3cim akapicie. Przyznała mi rację i powiedziała że jest to dla niej lekcja. Rozmowę skończyłem tak, że ma do mnie numer i zawsze może do mnie zadzwonić jak będzie miała ochotę.
Mijają 3 dni i dostaję sms'a z zapytaniem o możliwość spotkania.
W końcu spotkaliśmy się - wyjaśnilliśmy tę sytuację i wtedy powiedziała że chciała mnie bliżej poznać dlatego był z jej strony ten 4rty spacer, że musiała sobie ułożyć w głowie różnicę wieku etc. Nie ukrywam że coś wtedy we mnie znowu "odżyło" Po spotkaniu ( u mnie w mieszkaniu) odwiozłem ją do domu i były całusy w policzki na pożegnanie.
Następnego dnia rano (poniedziałek) napisałem sms'a, a ona odpowiedziała. Tego samego dnia późnym wieczorem zadzwoniłem do niej i chwilę rozmawialiśmy. We wtorek zaś nie wysłałem nic rano i z jej strony do końca dnia nie było ani sms'a ani telefonu - czyli cisza. Pomyślałem sobie, chłopie masz 30 lat - jesteś za stary na takie gry damsko-męskie. Dodam jeszcze że ona ma w zwyczaju pisać sms'y, nie dzwoni (może nie ma kasy?)
Źle się z tym czuje bo uważam że jak ktoś kogoś interesuje to chce wiedzieć co u niego?
Proszę o pomoc w zrozumieniu tej sytuacji.
Dzięki za doczytanie dla wytrwałych.