Moja matka byla, jest i bedzie alkoholiczka....Wychowalam sie bez ojca...Zle sobie dobieram partnerow,Obecny, z ktorym mam dziecko, dominuje nade mna, jest bardzo silna osobowoscia, natomist ja zalamuje sie za kazdym razem gdy on jest niezadowolony..Robie to co mi karze, jesli cos jest nie tak to on sie wscieka....Znajmoni twierdza ze sie bardzo zmienilam i zrobilam sie bardzo klotliwa. Co gorsze, swojenerwy i stresy wyladowuje na swojej malej coreczce....JUz nie mam sily, nie wierze w siebie, nie moglam przez 2 lata znalezc pracy choc mam wyzsze wyklsztalcenie. Boje sie ludzi, boje sie rozmow kwalifikacyjnych...Ciagle porazki...Jestem ciagle na utrzymaniu mojego partnera, z czym najgorzej chyba sobie radze....Czy fakt ze moja matka pila przez cale zycie na moich oczach ma wplyw na to jaka jestem???Czy to ze nie mialam ojca tez???? Czy ktos moze mi pomoc? Czy sa jakies warsztaty pomocy psychologa gdzies?? Niech mi ktos podpowie? Jest mi tak ciezko. Wydaje mi sie ze nikt sie ze mna nie liczy...Nawet nie potrafie zalatwic sprawy w urzedzie. Brakuje mi cwaniactwa i "łokci". Jestem ciagle przestraszona.....Prosze o pomoc..Jakies dobre słowo...ZAŁaMANA>>>
Podobne tematy
Poszukaj poradni uzależnień i zapytaj o pomoc psychologiczną dla dorosłych dzieci alkoholików (DDA).
W wielu poradniach mają programy dla DDA i co wazne nie płacisz za terapię. A nawet jeśli w najbliższej poradni nie będą mogli Ci pomóc, to wskażą inne miejsce.
Słaba Psyche, miałaś trudne dzieciństwo i powiem Ci, że to, że przetrwałaś świadczy o tym, że wcale nie masz słabej psyche.
Dzieci wychowane w zdrowej rodzinie idą w życie ze swojego rodzaju "mapą drogową". Tą mapą są przykłady zdrowych zachowań rodziców, role które pełnili w rodzinie, środowisku. Ty tego nie dostałaś, a jesli już, to ta "mapa" jest fałszywa, pełna ślepych zaułków i labiryntów. Ojca nie miałaś, matka piła i nie nauczyli Cię jak żyć. To smutne, jednak nie beznadziejne jesli podejmiesz własną terapię.
Wiesz, kiedyś usłyszałam od bardzo mądrego psychologa, że dzieci z rodzin alkoholowych przypominają kwiat mleczu. Niepozorny, ale niezwykle żywotny wyrośnie tam, gdzie szans nie mają róże i gożdziki. Wyrosną w najmniejszej szczelinie betonu, asfaltu, na piasku i żwirze. taką mają siłę i wolę zycia. Chodzi tylko o to, żeby w dorosłym życiu wykorzystały swoją siłę nie na PRZETRWANIE jak w dzieciństwie, kiedy to było konieczne, ale na WZRASTANIE. I do tego jest potrzebna terapia.
Więc do przodu, moja droga! Trzymam za Ciebie kciuki.
Dziekuje, nie spodziewałam sie tak szybkiej odpowiedzi. Mysle ze rozwiazanie porblemów z przeszłości pomoze mi w uporaniu się ze sobą i swoimi obecnymi problemami.Przede wszystkim nie chce skażać swojego dziecka swoja złością, ktora zapewne ma swoje podstawy w zamierzchłym dzieciństwie. Jestem zła na samą siebie , swoją bezsilność i bycie bierną. Dziekuje za słowa otuchy i postaram sie poszukać ośrodka terapeutycznego w moim mieście.
Prosze również o kontakt od osób z podobnym problemem jak mój.
Nigdy nie patrz na to co było , tez miałem ojca pijaka ale ja sam wiem czego chce , kup książkę Dale carnage przez allegro , czy w księgarni a nauczysz się na nowo patrzeć inaczej. Te zadania jakie on sam w książce pokazuje " Jak przestać się martwic i zacząć żyć " naprawdę się sprawdzają w życiu codziennym. Kiedyś miałem depresje malą , tez się balem wszystkiego , odkąd powiedziałem dość moje życie diametralnie się zmieniło i fizycznie i psychicznie.Nie patrz na psychologów bo co dadzą ci relanium i tyle , lub inne badziewie.
Słaba Psyche, niektorym ludziom pomagają książki, które przeczytali. Tak jak xxx999. Nie zrażaj się jednak tym co on pisze o psychologach. Oni nie dają relanium ani innego badziewia z prostej przyczyny, nie mogą wypisywać recept bo nie są lekarzami.
Ja Cię bardzo zachęcam do terapii dla DDA w poradni leczenia uzależnień. I nie ma ona nic wspólnego z lekami.
Witam wszystkich, jestem nowa tu, czy ma ktoś e-book Katarzyny Miller "Chcę być kochana tak jak chcę" pozdrawiam
Powiem Ci tak : ja też miałam nie fajne dzieciństwo Mój Ojciec zabił się, a matka mnie zostawiła, wychowywała mnie siostra, która była wredna a jej mąż nie lepszy, i mimo,że życie daje mi kopa do teraz nie łąmie się, szukaj osób na których możesz polegać, oni bedą wsparciem
nie mozesz sie załamywać i wcale nie masz słabej psychiki ponieważ jestes z nami! masz dla kogo zyc! masz dziecko co jest najwspanialszym darem
dasz sobie rade napewno :* 3 mam kciuki za Ciebie :**
Hej!
Dzięki za wsparcie. Nie łamię się, zyje i daje sobie rade. Problem w tym ze widze swoja słabosc na codzien w stosunkach miedzyludzkich
Nie umiem byc asertywna, zawsze na wszystko sie zgadzam, mam bardzo słaby charakter i zle na tym wychodzę. Nie miałam w zyciu wzorca ani autorytetu, dlatego nikt nie nauczyl mnie walczyc o swoje. Czuje sie unoszona przez fale zycie, gdzie mnie wyrzuci tam jestem.....Zaluje prawie kazdego kroku, kazdej decyzji w swoim zyciu. Chce miec dla kogo zyc, kocham moje dziecko chodz uwazam sie za kiepska matke......Szukam przyjaciol ktorzy mnie zrozumieja, moi realni , nawet nie wiedza o moich problemach, bo wstydzilam sie opowiadac ze moja matka cale zycie pila i ponizala sie w mojej obecnosci...Poprostu wstydze sie za nia i nie mam z kim o tym rozmawiac. Chcialabym znalezc jakas grupe takiego psychicznego wsparcia dla wszystkich z podobnymi problemami.
Trzymaj sie, pozdrawiam.
Powiem Ci tak : ja też miałam nie fajne dzieciństwo Mój Ojciec zabił się, a matka mnie zostawiła, wychowywała mnie siostra, która była wredna a jej mąż nie lepszy, i mimo,że życie daje mi kopa do teraz nie łąmie się, szukaj osób na których możesz polegać, oni bedą wsparciem
nie mozesz sie załamywać i wcale nie masz słabej psychiki ponieważ jestes z nami! masz dla kogo zyc! masz dziecko co jest najwspanialszym darem
dasz sobie rade napewno :* 3 mam kciuki za Ciebie :**
Witam
Myślę,że mnie prześladuje też nieudane dzieciństwo. Mój ojciec był twardym człowiekiem i siał postrach w domu, wszyscy się go bali, nie szanował nas ani trochu wręcz przeciwnie. Pewnie dlatego ja w dorosłym życiu nie potrafię się ustabilizować. Poczucie własnej wartości poniżej zera a to niestety uniemożliwia życie w społeczeństwie. Dlatego jestem samotna i zrozpaczona,że przegrałam życie.
Aga71 mam do Ciebie kilka pytań jeżeli mozna...masz swoją rodzinę tzn męża,dziecko-dzieci? Masz znajomych takich do których możesz wpaść,takich z którymi dobrze sie rozumiesz? Te pytania wynikają z ciekawości i nadzeii na znalezienie istotnych odpowiedzi w mojej całej rozwalonej układanki...
NIestety jestem kolejną osobą zaglądającą na ten wątek poniewaz także miałam dramatyczne dziciństwo co teraz przenosi się na moje dorosłe życie...lawiruję tak pomiędzy tym rzeczywistym a wyimaginowanym życiem.
Ja mam same złe wspolmnienia z lat dorastania...nie mam żadnego dobrego przykładu jak iść przez życie-uczę się teraz zamiast już tworzyć dalszą swoją historię!
Mój ojciec strasznie mnie bił-pięściami jak byłam dzieckiem i starsza-dwa razy bałam się o swoje życie a matka była bierna i tylko wciąż płakała i wpadała w soje uzależnienia...miała czas na kawkę,fajkę koleżanki tylko nie na nas-soje dzieci.Moja mama jest bradz wulgarna i obrzydliwa.Nie sprząta.Dom jest zapuszczonyJuz w ogóle o siebie nie dba...zachowuje się jak z kamienia łupanego.Odwiedzam ją co pół roku chociaż chciałabym częściej.Nie mam żadnego miejsca gdzie mogłabym pojechac do rodziny...nie mam dziadków,ciotek żadnej rodziny.Smutne to bo mam syna a nie mam co mu dać.
Czuję wstręt do matki...boję się ze jestem do niej podobna-cały czas sie do niej poruwnuję czy oby nie robie tak jak ona!!!!!
Ona mnie przesladuje wciąż!!!!
Witam was wszystkich.
Ja sama nie miałam dzieciństwa,jak każde dziecko przystało, pochodzę z rodziny alkoholików,nie miałam miłości,nigdy nie usłyszał kocham czy zostałam przytulona,zawsze słyszał ty głąbie,tumanie,jesteś tępa,wiecznie bita za błahostki i błahe sprawy ,i wychowywana w rogoże wszystko musiało być tak jak mama chciała i jak grało jej:((Musiałam wyciągać mamę z melin aby wróciła do domu nie raz,nauka szła mi bardzo ciężko słyszałam ty głąbie i biła mnie nie raz po głowie , żeby mi wbić,ale nie pomyślała że może ma dysleksję sam chciała mnie wyleczyć ,zawsze musiało być tak jak ona chciała ,nigdy nie zdawałam sobie sprawy że odbije mi się to na moim życiu osobistym i życiowym,mam teraz 37 lat ,moja mama umarła na udar,kocham ją ale skrzywdziła mnie,teraz próbuje realizować swoje marzenia, chodź boje się ze mi się nie uda.Ukończyłam szkole średnią,p poszłam na studia,ale nadal boje się porażki,boje się wypowiadać miedzy ludźmi,ze będą się ze mnie śmiać swoje problemy dusze w sobie ,nie udaje mi się w związkach bo szukam miłości której nie doznałam , kiedyś byłam wrogiem alkoholu,bo nie nawiedziłam jak moja mama piła,a teraz częściej zaglądam,nie potrafię odnajmując się w tym co jest i istnieje.Mam 37 lat ,jestem po rozrodzie ,ma synka dla którego powinnam się ogarnąć i żyć,ale brak mi na to sil,znajomi uważają ze wyglądam na silna kobietę , która sobie radzi,a wgłębi duszy nie umiem,zawsze pomagałam innym, nie potrafiłam odmówić a ja nie potrafię poradzić samym sobą,nie dawno pozostawił mnie facet, którego kocham ,on był pierwszy któremu się otworzyłam, powiedział o swoim życiu, mówiłam o problemach,ale chyba nie zniósł tego,bez słowa zostawił mnie, załamałam się psychicznie, wzięłam urlop,nie chodzę do pracy,pije zalewam smutki, zapisałam się na terapie DDA,ale muszę czekać na wizytę ,wiem ze życie polega od dzieciństwa po dorosłe życie, czytałam tez książki na ten temat,ale sam sobie człowiek nie po może i jak nie ma wsparcia zrozumienie,nie będzie miał rodziny,dobrej pracy,i osób którzy kochają ja.
Witam wszystkich!!!
Zupełnie przypadkiem otworzyłam tę stronę i to był strzał w 10-tkę...czytając wasze posty widzę siebie i swoje dzieciństwo z każdego postu po trochę, też miałam ciężki start...(trochę opowiem o sobie), jak moja mama miała mnie urodzić, mojemu ojcu coś się nie powiodło więc głośno powiedział, cyt. ...lepiej żeby to dziecko się nie urodziło a...potem oczywiście żałował ale słowo się rzekło, jak miałam około3-ch miesięcy jakaś kobieta rzuciła na mnie uroki, tak że zaczęłam tracić przytomność wpadać w bezdechy itp,lekarz nie pomógł napatoczyła się znachorka odprawiła jakieś"czary" i wszystko przeszło, ale co jakiś czas przytrafiało mi się coś innego niż wszystkim, byłam ambitnym, mądrym dzieckiem ale to da mnie brakowało czerwonych pasków( pisze o świadectwach w szkole podstawowej)itp. pisze o tym bo do dzisiaj jest mi źle, mam męża doje dzieci dobre wykształcenie, ale zawsze wiatr wieje mi w oczy...też szukałam pocieszenia w alkoholu-nic nie pomogło, zamykałam się w sobie na długi czas nadal tkwię w dziwnym letargu na jawie wiem że muszę żyć, pracować opiekować się domem, rodziną ale nie czuję się pod żadnym pozorem szczęśliwa...Przepraszam, że weszłam z własna historia, ale może to będzie odrobiną pocieszenia, że nie jesteś sama z takim problemem-jest nas więcej, możne to będzie jakąś otuchą. Trzymajmy się!!!
A ja apeluje do Ciebie,bys nie wyładowywała swoich nerwów i stresów na córeczce !!! Nic nie tłumaczy takiego zachowania.Robisz jej krzywde i sobie.Przecież nie chcesz, by była"skrzywiona" w swoim życiu.Sama widzisz jak trudno się żyje po przejściach w dzieciństwie.
Ja też łatwego życia nie mam od początku.W domu rodzinnym miałam jako dziecko przerąbane:ojciec alkoholik,matka nadpobudliwa i znęcająca się nademną.Też nie łatwo mi żyć w dorosłym życiu,do tego mam "trudnego"męża.Mam córeczke i obiecałam sobie,że jej nigdy nie skrzywdze wyżywając się w jakikolwiek sposób na niej,by nie powielać tego co ja dostałam od rodziców,głównie matki.I co,da się? da!!! Przemyśl prosze to co napisałam,niech córcia będzie dumna z mamusi i wszystkim do okoła mówi jaką to ma wspaniała mamusie.
Witam wszystkich
Jestem zszokowana iloscia roznych odpowiedzi i nawiazan do mojego posta.Mam swiadomosc ze otacza mni bardzo duzo takich samych zagubionych duszyczek wywodzacych sie z popapranego dziecinstwa....Ja codziennie walcze ze swoimi demonami. Staram sie byc dobrym czlowiekiem i widze ze jest mi to odplacane dobrym losem jak np moja córeczka. Niestety moj zwiazek nie nalezy do udanych , jak i rowniez nie jestem osoba niezalezna finansowa i to sie juz cyba nie zmieni. Ale jedno moge powiedziec, pomimo tych wszystkich upokorzen od losu i dziecinstwa , warto starac sie byc dobry i ozytywnym czlowiem. Jest to bardzo trudne, ale sama zauwazylam ze im bardziej pesymizuje i neguje tym gorzej mi sie dzieje. Z matka zamiast lepiej to jest coraz gorzej, a nasze stsunki raczej naleza do chlodnych. Jej alkoholizm juz osiagnal apogeum a ja nadal wstydze sie z nia o tym rozmawiac...Wstudze sie nawet jej powiedziec jak bardzo mnie skrzywdzila w dziecinstwie.....Jak bardzo jej sie balam. Martwi mnie ze nasze relacje juz sie nie zmienia, a mam wrazenie ze ona dlugo nie pozyje....Za bardzo kocha wodke......I to jest u niej silniejsze niz milosc do dziecka lub wnuczki.
Zycze wszystkim sily.
niestety nasze dzieciństwo i osoby nas wtedy otaczające mają potężny wpływ na nasze przyszłe życie.. i NIESTETY jest wtedy gdy nie jest to pozytywny wpływ.. tak samo jak przedmówcy miałam niezbyt radosne dzieciństwo.. wychowywałam się razem z siostrą bez ojca.. nie mówie że było źle.. ale odkąd miałam powiedzmy 4-5 lat matka związała się z kolejnym mężczyzną.. z tego związku jest zresztą mój brat przyrodni.. no i zaczęło się.. dodam że mieszkałam na zaściankowej wsi, gdzie priorytetem dla ludzi było poplotkowac o innych i napić się taniego wina pod sklepem.. no i z takim facetem związała się moja matka.. zaczeli coraz czesciej pić.. wiele razy byłam bita o cokolwiek, dodam że zawsze świadectwo musiało być z paskiem.. a uczylam się tylko po to by przypodobać się rodzicom i chyba to zawsze ma duży wpływ na nasze życie.. teraz też staram się przypodobać innym by zasłużyć na ich uczucie.. z powodu mojego niższego poczucia wartości zawsze byłam wyśmiewana przez kolegów i koleżanki z własnego otoczenia, a słuzyłam im tylko po to by mogli ściągnąc coś na sprawdzianie i wtedy byłam dobrą koleżanką.. mniej to zauważałam jak byłam dzieckiem, teraz to widze wyraźnie kim byli moi "niby przyjaciele".. wtedy jeszcze ludzie się ze mną zadawali bo byłam dobra w sporcie w czasach szkolnych i tylko to mnie ratowało od "bycia odludkiem" ale mialam wtedy duże kompleksy.. niestety trądzik i inne mankamenty urody.. ale się nie poddawałam.. dziś mam wyzsze wykształcenie inzynierskie i bogatsza jestem o wiele doswiadczeń.. mam swoje hobby i zainteresowania... jednak widmo mojej matki się ciagnie.. mój brat teraz 15letni nie ma ojca, bo popełnił samobójstwo.. matka przestała się nim zajmować, związała się z kolejnym facetem, również alkoholikiem.. i ciężar wychowania brata spadł na mnie.. matka nigdy nie miala własnego zdania.. zawsze zalezna od facetów.. pamiętam te nieprzespane noce gdy czuwalam żeby znów jej nie pobił ojciec mojego brata.. zawsze musiałam ją prowadzić nawaloną do łóżka.. a ona tylko płakała i przepraszała i użalała się nad soba.. i obiecywała że juz tak nie bedzie.. ale kilka dni później znowu.. mimo tego że jej się mówiło nie pij z nim.. moja siostra nigdy się tym nie przejmowała.. miała gdzieś co się dziej nocą.. do dzis mam o to żal.. a dodam że jest ode mnie starsza.. wtedy to ja się czułam powiedzmy "obrońcą swojego rodzenstwa i matki" przed "pijakiem tyranem".. tyle razy ratowałam mojego malutkiego brata przed wielkim pasem jego ojca.. matke przed jego pięściami.. tyle razy sie szarpalam z nim i obrywalam za to.. a mnie nikt przed niczym nie ratował.. wiec w wieku 16lat gdy zaczynalam liceum wyprowadzilam sie do ojca, a wlasciwie ojciec przyjal mnie pod swoj dach.. i zaczal sie kolejny koszmar.. zauwazylam ze ojciec codziennie po pracy musi wypic kilka kieliszkow wódki.. nie zwracalam na to uwagi.. tłumaczylam sobie ma prawo.. mieszkal tam z konkubina, która mnie nienawidzila.. co wieczor musialam wysłuchiwac co ona o mnie nagaduje ojcu, jaka to ja jestem, jak źle wychowana itp.. a potem on mi narzekał dlaczego to i tamto.. nie wychodzilam nigdzie z domu, bo wtedy miałaby temet co ja moge robic wieczorami.. i tak mnie zeszmacila.. poznalam starszego mezczyzne.. on byl moim oparciem, bylismy ze soba kilka lat.. tak naprawde dzieki jego wsparciu wyrwalam sie z domu, ze szponów ojca i jego konkubiny, ale nasze drogi sie rozeszly podczas moich studiów.. jak przyjezdzalam podczas studiow do domu na weekend to slyszalam znow to samo wieczorami.. jak to ja jestem ladacznica.. bo jej córka to studiowala zaocznie i nie mogla wychodzic tak jak ja.. nie malowala sie tak.. nie ubierala sie tak.. a dodam ze w mini nie chodzilam i nie robilam ostrego makijażu.. a jej nagonka wynikała z zazdrosci o to że ojciec wogole łóży na moje studia jakiekolwiek pieniadze (chodzi o utrzymanie w innym miescie) mimo to ze zfinansowal jej corce 5 lat studiow zaocznych.. ona zawsze miala pretensje o wszystko co mnie dotyczylo.. zawsze ja bylam tą złą.. i wkońcu sama tak o sobie zaczelam myslec.. nie wiem co we mnie jest nie tak.. teraz jestem z innym chłopakiem i wcale sie komfortowo nie czuje.. i z calych sił nie chce byc taka jak matka.. i tak jak ojciec.. apodyktyczny i nie znoszący sprzeciwu.. a przez jego wpływ robie to samo.. wszystko co nie jest po mojej mysli jest źle.. ciągła kontrola.. jaką niestety mój ojciec musial mieć nade mną ciągle.. pytał co robie to mu mówiłam prawde.. a on mówił że kłamie.. i teraz ja tak samo.. jak moj partner cos mowi to ja mówie mu że i tak kłamie.. ale to tez wynika z kilkukrotnego zawiedzenia mojego zaufania.. i w chwilach depresyjnych sięgam po alkohol bo wiem że na chwile to ukoi mój mózg.. i przesnane myśleć.. przestane czuć.. i najgorsze że zdaje sobie z tego sprawe... i nie moge sie zmienic.. nie ufam juz facetowi mimo kochania go.. albo też kochania z dwoje i starania się by on mnie kochał.. to wszystko jest takie trudne.. jak sie uwolnic od przeszlosci?? nie da się.. ona się bedzie za nami ciągła i odciskała piętno na naszym dalszym zyciu.. a na pytanie dlaczego? nie ma odpowiedzi.. to co przezyliśmy napewno bedzie dla nas cennym doswiadczeniem, ale ja bym wolała nie mieć takiego bagażu ze sobą..