Witam wszystkich. Już w dwóch tematach wspominałam o moim problemie, ale postanowiłam utworzyć oddzielny temat, żeby poznać opinię innych osób.
Otóż przez wakacje spotykałam sie z pewnym chłopakiem. Nie byliśmy razem, spotykaliśmy sie na zasadzie braku zobowiązań. M.in. dlatego, że nie chciałam tworzyć związku, nie czułam tego czegoś. Dobrze było jak było, choć było mi chwilami smutno, że nie potrafię poczuć do neigo czegoś więcej. Poznałam go na wiosnę na portalu randkowym, od poczatku wydawal sie mna zainteresowany, na poczatku napisał że zaczyna mu chyba zależeć, natomiast ja go traktowałam jak kolegę tylko. Tak sie stało, że na poczatku lipca zaczeliśmy sie widywać z dodatkiem pocałunków, przytulania itd. Do seksu we właściwym znaczneiu słowa nie doszło, zresztą nie namawiał mnie, stwierdził wręcz, że woli żebym była gotowa. Caly czas wydawało mi się, że zależy mu na tej znajomości, był pierwszym facetem w moim życiu, przy którym mogłam być sobą, czułam sie swobodnie przy nim, mogłam zawsze napisać, zadzwonić. Niby też nie chciał związku( chciał odpocząc od tego), ale nie zachowywał sie jak ktoś, komu nie zależy. 2 razy na początku mnie zapytał co by było, gdyby sie we mnie zakochał. Popsuło sie w drugiej połowie września, poszedł na studia i już od samego poczatku roku akademickiego zachowywał sie dziwnie, był mrukliwy, nerwowy, zdystansował sie również do mnie, nie przytulał, nie był taki wylewny jak wcześniej. Powiedział, że chyba woli żebyśmy zostali znajomymi zwykłymi, że on nie chce kontynuować takiego układu. Związku też nie chciał( zaproponowałam mu to, bo poczułam, że bardzo brakuje mi tego co było i może to znak, że jednak chcialabym czegos wiecej). Zaczeło być coraz gorzej, praktycznie sam nie pisał, odpisywal dwoma słowami czesto juz pod koniec. Mielismy sie spotkac w moje urodziny,które były tydzien temu. 2 dni przed nimi zpaytalam, czy wkoncu planuje przyjechać. Już nie odpisał...i tak jest do dziś. Nie odpisał, nie odbierał tel, nie przyjechal w moje urodziny, nie złożył życzeń...porpsotu zerwał znajomość przez milczenie:/ mam u niego jeszcze 3 swoje rzeczy, napisałam żeby mi oddał, to nawet oddać mi sie nie chciał, nie odpisał również na to .Nie odzywa sie juz 1,5 tygodnia a mi go strasznie brakuje. Wiem, że nikt nie siedzi mu w głowie, ale proszę o jakieś pomysły, czemu przestał sie odzywać... przychodzi mi do głowy, że sie mną bawił, ale ciezko mi uwierzyć, bo to nie w jego stylu.. myslalam również o innej dziewczynie, ale zanim zerwał kontakt to prosiłam go o szczerosć i pytalam o inna dzieczyne, mówił, że nie ma nikogo. Nie chce mi sie wierzyć, że mógł to wszytsko zaplanować, okłamywać cały czas. Chociaż odświeżył konto na portalu na którym sie poznalismy, twierdził, ze to po to żeby pokazac kumplowi, bo on tez planuje założyć, ale nie do końca w to wierze, bo ma do konto do teraz i w dodatku odświeżoną jedną daną.
Była bym wdzięczna za wasze opinie w tym temacie:) pozdrawiam
Podobne tematy
Przyczyna jest banalna - przestał się Tobą interesować. Możliwe, że ugania się teraz za inną internetową znajomością. Ty angażowałaś się w tą znajomość dużo bardziej niż on. Wśród internetowych mężczyzn (i kobiet też) jest dużo wytrawnych graczy, którzy nawiązują wiele znajomości, niekoniecznie poszukując księcia czy księżniczki na resztę życia. Dla Ciebie to pierwsza taka znajomość, tak już jest, że do tej pierwszej podchodzimy z dużym zaangażowaniem. Ale mając za sobą wiele takich znajomości zaczynamy umieć oddzielać te, które naprawdę są przyszłościowe, od tych, które są stratą czasu. No i uczymy się, że są też inne relacje niż tylko te zmierzające do założenia rodziny. Internet to przecież też fajne źródło nowych znajomości na stopie wyłącznie koleżeńskiej. Więc nie zastanawiaj się dlaczego tak się to potoczyło. Po prostu zaakceptuj, że z tej znajomości nic nie wyszło. I bądź ostrożna, jeśli on by jednak za jakiś czas postanowił się odezwać.
Dziękuję Ci za opinię:) wiesz, mam za sobą same nieudane znajomości(to szósta), w których faceci nie byli mną naprawde zainteresowani, tu było inaczej, miałam wrażenie że wkońcu trafiłam na kogoś, kto szczerze sie mną interesuje, że inni mnie nie docenili a on tak. I znowu rozczarowanie, tym większe, że chyba był kimś w rodzaju bratniej duszy, rozumiał mnie, na poczatku mówił że ma nadzieje,że dzieki niemu bede czuła sie mniej samotna( a bardzo potrzebowałam kogoś, kto mnie wyciągnie z samotności), że czuje do mnie coś w rodzaju zaufania, że czuje że może ze mną o wszystkim porozmawiać. Dlatego teraz od tygodnia ponad jestem w sporym dołku
nie zaufam już chyba facetowi.
''I bądź ostrożna, jeśli on by jednak za jakiś czas postanowił się odezwać.'' najgorsze,że ja w duchu marze o tym, by sie odezwał bo tak mi tego wszystkiego brakuje,ech.
Bo Ty uparcie szukasz związku. I w ten sposób przywiążesz się do każdego, który wyrazi chociaż trochę zainteresowania wobec Ciebie. A to najgorsze co można zrobić. Ja mam na koncie chyba kilkadziesiąt znajomości więcej niż Ty. Tyle że ja nigdy nie szukałam w internecie związku (sam się znalazł, tak na marginesie). Zawsze należy być krok za facetem. Chłodno obserwować i decydować, czy decydujesz się na kolejny krok, który on robi. Na przykładach: rozmawiacie na gg, fajnie się rozmawia, niech on zdecyduje, czy znajomość przenieść do reala. Spotykacie na koleżeńskiej kawie, niech on zdecyduje, czy Wasza znajomość zacznie wykraczać poza koleżeńską. A Ty tylko masz za zadanie zgadzać się lub nie
Oczywiście nie mówię, że nie wolno Ci pierwszej się do niego odezwać, Ty możesz nawet pierwsza zaproponować spotkanie, jeśli czujesz, że on ma na to ochotę. Ale cały czas musisz obserwować i nie narzucać się, kiedy widzisz, że jego zainteresowanie słabnie. Jeśli trudno Ci zrobić to "na wyczucie" możesz przyjąć jakąś sztuczną zasadę, np, że Twoje propozycje nie mogą być częściej niż 3 propozycje jego. I w żadnym wypadku nie angażuj sie uczuciowo bardziej od owego faceta. I nie wierz ślepo w każde słowo o jego zainteresowaniu. A bratnich dusz znajdziesz jeszcze dużo.
Tylko wiesz, ja nie chciałam z nim być jak sie spotykaliśmy, mówiłam mu o tym, żeby sie nie nastawiał, że narazie nic do niego nie czuję, na poczatku( zanim przeszliśmy do fizyczności) pamietam jak któregoś dnia sie spotkalismy to złapałam sie na myśli, że wole z koleżanką sie spotkać niż z nim siedzieć( a przywiózł mi wtedy własnorecznie zrobione spaghetti,heh) . Ale potem chcialam sie spotykać,przyzwyczaiłam sie, wszytsko sie toczyło od spotkania do spotkania, ale dopóki był zainteresowany to nie musiałam walczyć. Zaczełam wariować dopiero jak on zdystansował(tak, wiem jak to wygląda, coś ala gonienie za króliczkiem).
Niestety nie znajde tych bratnisz dusz dużo. Jestem zamknieta w sobie i z mało kim sie dogaduję, u mnie trafienie na ''swojego'' to jak trafienie w totka ;p
Masz rację z tymi zasadami, na poczatku byłam zdystansowana i równocześnie on sie bardziej starał. I ten mój dystans trwał łącznie prawie 5 miesięcy, szkoda, że to sie zmieniło...bo może gdybym go olewała po tym jak zaczął sie zmieniać, to by teraz było inaczej
Przecież nie można się bawić w "olewanie" latami
To dobre na początku znajomości. Po jakimś czasie jednak ludzie się deklarują, jak widzą dalszą znajomość. I on się właśnie zdeklarował. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jak przestaniesz za nim latać, to on się Tobą ponownie zainteresuje. Tylko po co Ci to? Przecież widać, że on nie traktuje Cię poważnie, a Ty byś chciała go poważnie traktować. Z tego nic dobrego nie może wyniknąć. Odpuść sobie i poszukaj innej bratniej duszy. Zapewniam, ze posiadanie kilku fajnych kolegów skutecznie zabija poczucie samotności
A związek sam się w końcu nie wiadomo skąd wykluwa ![]()
Wiem, że związek sie wykluwa z koleżeństwa często, nie mam niestety kolegów, faceci mnie niezbyt lubią, ale cóż,może kiedyś....
Nie odzywa sie 1,5 tygodnia już, wiec pewnie nie odezwie sie, nie mówiąc już o zainteresowaniu( choć mógłby mi moje rzeczy oddać łaskawie), nawet gdyby sie odezwał to wiem, że nie mogło by być tak jak było.
Cóż,dzięki ![]()
Mimo że nie byłam z nim to od 2 tygodni sie strasznie męczę
ciągle mam jakąś pustkę w duszy, płaczę( nawet teraz) i nie moge zapomnieć o nim... to nie jest tak, że nie chce nic zmienić, porpostu codziennie mam ostrego doła i nic nie pomaga, nie mam ochoty na poznawanie nikogo,imprezy...teraz sie czuje fatalnie, musiałam tu napisać, nie mam z kim o tym pogadać w realu.. nie wiem czemu sie tak czuję:( jakaś nieokreślona pustka zjada mnie od środka i nie moge tego wytrzymać. I nadal nie umiem sie pogodzić ze stratą tej znajomości chyba