Cześć drogie Netkobiety!,
Zajrzałam tutaj, bo potrzebuję jakiejś podpowiedzi, jak postępować z moim 25-letnim narzeczonym.
P. jest jedynakiem i ma naprawdę cudownych rodziców. Niestety, oni chyba zapomnieli nauczyć go, co to znaczy być facetem. Czasami mam wrażenie, że rękę oddałam komuś, kto zatrzymał się na etapie przedszkola. Chodzi o to, że w bardzo wielu sytuacjach on zachowuje się bardzo niedojrzale i wciąż myśli, że rodzice będą ratować mu tyłek.
Nie mówię nawet o tym,że opowiada rodzicom wszystkie nasze (nieraz intymne) sprawy. Kilkakrotnie byłam świadkiem jego choroby i tego, że mama latała wokół niego, a on - niczym władca, wydawał rozkazy. Wtedy też uderzyło mnie bardzo jego dziwne zachowanie: był przeziębiony, miał gorączkę i uważał, że wobec tego wszystko mu się należy. Tak więc krzyczał, o coś się burzył, kaprysił - jakbym to ja była winna sytuacji, w jakiej się znajduje. Krzątałam się wkoło niego jak głupia i ciągle słyszałam tylko, że coś robię nie tak. Zero wdzięczności, ciągłe cięgi.
Jeśli ja mam okres, to nawet nie chce się ze mną widywać, bo uważa, że wtedy przesadzam. Czyli nawet jeśli czuję się naprawdę źle, nie mam prawa się skarżyć, bo "jego mama też ma i jakoś tak nie przeżywa".
To są tylko maleńkie przykłady, stać go na więcej i ciągle przekonuję się, że...to ja jestem większym facetem w naszym związku.
Czy można to jakoś zmienić?
Podobne tematy
Zwróciłam uwagę nie na Twojego narzeczonego, tylko jego rodziców, nazwanych przez Ciebie cudownymi. Kilka zdań o efekcie ich cudownego wychowania:
(...)ma naprawdę cudownych rodziców.
(...) w bardzo wielu sytuacjach on zachowuje się bardzo niedojrzale i wciąż myśli, że rodzice będą ratować mu tyłek.
(...)opowiada rodzicom wszystkie nasze (nieraz intymne) sprawy.
(...)mama latała wokół niego, a on - niczym władca, wydawał rozkazy.
(...)uważał, że wobec tego wszystko mu się należy. Tak więc krzyczał, o coś się burzył, kaprysił - jakbym to ja była winna sytuacji, w jakiej się znajduje. Krzątałam się wkoło niego jak głupia i ciągle słyszałam tylko, że coś robię nie tak. Zero wdzięczności, ciągłe cięgi. (...)
Jeśli jego rodzice byliby cudowni, ich ukochany jedynak, w wieku 25 lat, byłby dojrzałym człowiekiem.
Jeśli jego rodzice byliby cudowni, ucięliby jego wywody o waszych intymnych sprawach po pierwszym zdaniu.
Jeśli jego rodzice byliby cudowni, jego matka wylałaby na niego kubeł zimnej wody, w chwili jego rozkazywania i strofowania.
Jego rodzice są nadopiekuńczy, Ty wchodzisz w podobną rolę chcąc wychowywać 25-letniego mężczyznę.
3 2011-10-28 21:12:40 Ostatnio edytowany przez młody-stary (2011-10-28 21:13:12)
Zgadzam się z powyższym.
Doskonale Cie rozumiem.
Moj ostatni zwiazek zakonczyl sie wlasnie z takiego powodu.
Facet mial 26 lat, ale zachowywal sie, jak nastolatek w okresie buntu. Nie pomogly ani prosby, ani grosby, dla niego w ogole nie bylo problemu, zupelnie nie docieralo co wyprawia...
Moja rada: pogadaj z nim. Po prostu. Wyjasnij, ze wiek do czegos zoobowizuje. Istnieje szansa, ze wezmie pod uwage Twoje uczucia i sprobuje byc powazniejszy.
Jesli nie, to pozostaje Ci sie pogodzic z takim stanem rzeczy i za pare lat wychowywac i dzieci, i meza. Albo rozstanie.
Nie sadze, zeby rozmowa z "cudownymi rodzicami" cos dala, oni zapatrzeni w swojego jedynaka rowniez nie dostrzega problemu.
Zwiewaj! A nie za mąż wychodzisz!! Po co Ci to?! On będzie Cię traktował tak samo jak matkę, bo mu się należy, bo Jaśnie Pan ma katar! Więcej nieszczęścia będziesz miała z tego małżeństwa niż szczęścia.
Na zmianę bym nie liczyła.
Jest dorosłym facetem, który ani myśli o zmianie. Taki jest i jest mu wygodnie.
Radziłabym Ci kopnąć Go w cztery litery.
I On nie jest "mało męski", ale źle wychowany i rozpieszczony.
W takim związku nie możesz liczyć, że będziesz doceniana, to On zawsze będzie chciał grać pierwsze skrzypce. Ty masz Go ciągle podziwiać, Ty masz latać koło Niego jak [o zgrozo] dopadnie Go śmiertelny katar, Ty masz mu zawsze gotować jak zamieszkacie razem i nie masz prawa się poskarżyć, że np jesteś zmęczona. W sensie, że On będzie Ciebie traktował jak popychadło i już traktuje.
Jego rodzice popełnili ogromne błędy wychowawcze, rozpuścili Go jak dziadowski bicz, przez co chłopak zachowuje się jak się zachowuje.
Jeżeli chcesz dom pełen ciepła i miłości, to zdecydowanie z Nim zerwij. Z Nim tego nie zaznasz.
Nie ma sensu próbować Go zmieniać, bo to nierealne. Ratuj się po prostu póki możesz.
Na szczęście, nie jesteś Jego żoną, więc jeśli postanowisz odejść [i słusznie], to ominie Ciebie wszelka biurokracja, walka o domowe sprzęty, dobytek itp. Z tego można się cieszyć. Nie bierz z Nim ślubu, bo naprawdę nie warto marnować sobie z Nim życia. Ty już widzisz jaki On jest, myślenie życzeniowe nic nie da.
Mam kumpla - jedynaka, który też ma "cudownych" rodziców, ktorzy cale dotychczasowe zycie ratuja mu tyłek (a ze jest niepokorny - doszło do tego , ze płaca jego mandaty tranwajowe, płaca za jego imprezy, urzadzaja huczne urodziny 30 latkowi w restauracji, slą na wakacje, karmią, kupują papierosy, gadżety). Dodam ze facet nawet nie pracuje, bo po co? Ma "cudownych" i bogatych rodziców...
Twój nie ejst takim skrajnym przypadkiem, ale jego rodzice popełnili wielki błąd wychowawczy - taki facet zawsze bedzie mial tylko żadania wobec wszystkich. Chyba ze wplyniesz na niego? wychowanie zmienic jest trudno.
Czy można to jakoś zmienić?
Witaj, postaw go w takich sytuacjach aby sie sam nauczyl ze nie jest panem i wladca. Zamiast latac dookola niego jak jego mama, zrob tak aby zrozumial, ze nie jest twoim synem tylko facetem. Niech podejmuje decyzje. Im mniej bedziesz dominowac (jezeli to robisz) tym lepiej dla niego.
On sam musi zobaczyc ze zachowuje sie jak dziecko, zyciowe sytuacje musza go tego nauczyc i nie powinnac mu w tym pomagac ![]()
Rozmowa nic nie da, faceci maja za duze ego, ktore tylko sie powieksza jak dziala sie na nie agresja.
serdecznie pozdrawiam
Radek
Mój chłopak zachowuje się podobnie,co chłopak fruitelli. Z tym, że on sam przyznaje, że nie chce dorosnąć! Uważa, że mając 24 lata, ma prawo zachowywać się jak małolat i ani w głowie mu "dorosłe sprawy". Prawda jest taka, że nie czuję się z nim bezpiecznie, tzn. nie mam oparcia, nie wiem, czy mogę na niego liczyć w danej sytuacji. Ciągle popełnia jakieś głupoty i imponują mu koledzy, którzy pomimo swojego wieku, zachowują się niedojrzale. Jeśli coś zrobi źle i zwrócę mu uwagę, to od razu przypomina mi, jak ja kiedyś się zachowałam. Bo skoro ja kiedyś zrobiłam coś źle, to nie mam prawa mu zwracać uwagi. Jego rodzice też są w niego zapatrzeni i też im się wydaje, że powinnam wokół niego skakać i służyć.
hej.. mam problem. Mój chłopak ma takie wahania nastrojów ze juz nie wiem co robic... Raz jest cudowny, dba o mnie, stara się, jak nieraz jestem zmęczona albo źle się czuje to się mną opiekuję, robi mi jedzenie, wspiera mnie przede wszystkim i wiele wiele innych rzeczy takich dnia codziennego niby zwykłych a niezwykłych bo czuję się kochana i doceniona. A nieraz przychodzi taki okres ze jest nie do zniesienia... Nic mu nie pasuje. Wszędzie widzi jakiś problem, jak próbuję mu humor poprawić to nie bardzo to wychodzi, zazwyczaj kończy się to kłótnią.. czasem czuje ze to przeze mnie, chociaż nic złego nie zrobiłam... nie mam pojęcia o co mu chodzi... i dlaczego sie tak zachowuje.. Wtedy bywa czasem chamski. Dodam ze nie mieszkamy razem, czasem nocujemy u siebie, jesteśmy ze sobą od 5 lat a i oboje jesteśmy w tym samym wieku.
I naprawdę chcesz takiego maminsynka? Jeśli się tak koniecznie uparłaś, zeby z nim być, to proponuję:
Krótki i trafiający do mózgownicy opieprz za dzielenie się intymnymi sprawami z teściami.
Ignorowanie jego jęków jaki jest biedny gdy zachoruje.
Nie pozwalanie na brak szacunku z jego strony (strofował Cię, kazał usługiwać).
Aha, rodzice najwidoczniej będą ratować mu tyłek. Bo tak już jest z rodzicami, którzy są nadopiekuńczy- ratują tyłek swojej nieporadnej pociechy, jeszcze i Tobie nie raz się opieprz dostanie, że synek się poskarżył, że zeszłej nocy nie chciałaś w łóżku "zejść na południe" i jak Ty tak możesz syneczka zaniedbywać, że obiadu biedaczek nie dostał (to nic, że akurat miał wolny dzień, a Ty siedziałaś 12h w robocie).
Odradzam małżeństwo z nim. Jak się matuli nie spodobasz to zobaczysz jakie Ci piekło zgotuje. Zacząwszy od codziennego zapraszania Twojego męża (koniecznie bez Ciebie) na obiad, "bo Ty mu wcale nie gotujesz/ bo Ty źle gotujesz", poprzez stary obrus w ramach prezentu ślubnego, aż po "źle wychowujesz moje wnuki".
Pingwinea ... ale to wątek sprzed 5 lat, wątpię żeby jego autorka jeszcze tu zaglądała ....
Taaa... Zauważyłam... po wysmarowaniu kilometrowej odpowiedzi. Ktoś odświeżył stary temat, a ja nie spojrzałam na datę.
hej.. mam problem. Mój chłopak ma takie wahania nastrojów ze juz nie wiem co robic... Raz jest cudowny, dba o mnie, stara się, jak nieraz jestem zmęczona albo źle się czuje to się mną opiekuję, robi mi jedzenie, wspiera mnie przede wszystkim i wiele wiele innych rzeczy takich dnia codziennego niby zwykłych a niezwykłych bo czuję się kochana i doceniona. A nieraz przychodzi taki okres ze jest nie do zniesienia... Nic mu nie pasuje. Wszędzie widzi jakiś problem, jak próbuję mu humor poprawić to nie bardzo to wychodzi, zazwyczaj kończy się to kłótnią.. czasem czuje ze to przeze mnie, chociaż nic złego nie zrobiłam... nie mam pojęcia o co mu chodzi... i dlaczego sie tak zachowuje.. Wtedy bywa czasem chamski. Dodam ze nie mieszkamy razem, czasem nocujemy u siebie, jesteśmy ze sobą od 5 lat a i oboje jesteśmy w tym samym wieku.
Załóż własny wątek, bo jak widać, tu się ludzie plączą i nie widzą, że wskrzesiłaś stary wątek żeby obgadać własny problem. I opisz sprawę dokładniej - jak często on ma humory, co wtedy robi, jak się zachowuje, jak ty próbujesz mu humor poprawić.