No i stało się tak... wreszcie powiedziała "Kocham Cię". Ale... no właśnie. Zacznę może od początku.
Przez kilka dni nie działo się dobrze. Znalazła archiwum moich rozmów z koleżanką, gdzie dużo sobie pisaliśmy (mieliśmy romans). Wkurzyła się o to bardzo. To nic, że to było kiedyś, ale ona jest baaardzo zazdrosna. Prawda jest taka, że miałem coś tam z nią wspólnego, ale teraz już nie - teraz już tylko piszemy i gadamy na stopie koleżeńskiej - i o to się chyba czepia.
Wypominała mi to cały czas. W końcu wczoraj powiedziała "może lepiej dajmy sobie spokój".
Cały czas chyba o tą zazdrość chodziło, bo stwierdzała: "widziałam, że dla niej się poświęcałeś, nie tak jak dla mnie", "widziałam że była odemnie ważniejsza".
Nie dało się niczym jej przekonać, że już tak nie jest...
Potem dodała, że traktuje ją tylko "ot tak, bo jest - nic więcej". Chodziło jej, że nie czuje się ważna, że jest tylko dla mnie dla zabawy, do przytulania itd.
Przejąłem się tym, bo wiedziałem że chce już zakończyć związek. Przytuliłem się mocno w Nią i zacząłem płakać. Mówiłem, że nie może mnie zostawić bo się zabiję itd.
Fakt jest taki, że mocno ją kocham i nie pozwoliłbym na to, żeby mnie za takie coś, za taką moją przeszłość\, mnie zostawiła.
Po tym jak to zrobiłem, chwyciła mnie za rękę, poszliśmy na ławkę i powiedziała coś takiego:
"wiesz że miałam wielu facetów, którzy mówili że mnie nie zdradzą, że jestem dla nich najważniejsza, a po jakimś tam czasie zawsze było tak samo. Dlatego właśnie jestem taka zazdrosna. Od tego momentu zawsze chciałam być taka zimna... bez uczuć. Nie chciałam się angażować, by potem jak ktoś mnie zostawi nie cierpieć. Nie chciałam znowu całymi tygodniami płakać z poduszkę, dlatego Ci tego nigdy nie mówiłam, ale teraz Ci powiem..." No i powiedziała, że mnie kocha.
Rozumie ją absolutnie. Nie ufa do końca facetom, bo nie chce się znowu zranić.
Nie rozumie jednak jednego. Chciała dać sobie spokój, aż tu nagle wyznaje mi miłość. Co by było, gdybym się jej nie wypłakał? Powiedziała by mi to, poczym nigdy więcej się nią nie widział?
Czy to nie dziwne? Czy aby nie wzieła tego na litość?
Jak myślicie, tylko to mnie teraz trapi...