To tak moi drodzy zajmie to trochę miejsca ale postanowiłem po przeczytaniu waszych wątków opisać co mi się przytrafiło, może komuś to pomoże, mnie wasze rady wsparły i dodawały otuchy w trudnych chwilach.
Swoją miłość poznałem 3 lata temu, znacie to uczucie?? motyle w brzuchu , emocje, każdy sms wywołuje uśmiech na twarzy, miesiące wakacyjne zleciały bardzo szybko, spacery rozmowy, ogólnie rzecz biorąc świat nabrał kolorów. W życiu nie wiedzie mi się lekko, po liceum zaraz poszedłem do pracy wiedziałem też że będę musiał studiować zaocznie, moja wybranka dziennie w mieście oddalonym o 200km. Przyszedł paź czas rozstania, było ciężko płacz rozmowy, ale postanowiliśmy się rozstać, bo odległość tęsknota i w ogóle. Nie mija tydzień bach telefon ,,nie mogę bez Ciebie żyć, próbujmy" No i tak zleciało 2 lata, 10 miesięcy na odległość 2 wakacyjne razem. Tysiące wspomnień radości miłości szczęścia. Tegoroczne wakacje: coś chyba w niej pękło nie wiem dlaczego, nie jedną noc nie przespałem myśląc o tym. Ale walczyłem szukałem w sobie błędu starałem się, jak się okazało później na marne. Zacząłem szukać pracy w mieście gdzie studiowała, pokazywałem na każdym kroku że chcę do niej że zrobię wszystko by ją uszczęśliwić.
Paradoks wszystkiego ??????? Jestem o włos od zwolnienia od przenosin do miasta gdzie studiuje, a ona z dnia na dzień mówi mi że się wypaliła że chcę przerwy, że nie o mnie tu chodzi że jestem wspaniały że nie ma nikogo tylko chcę czasu, no jakby mnie kto w jaja kopnął. Tydzień później 3 minutowe spotkanie, : poznałam kogoś kilka dni temu rozmawia mi się z nim super zrywam z Tobą żeby Cię nie ranić....
Wiecie jestem silnym człowiekiem, ale ze szkła hartowanego, jak się wulgaryzm to na wszystkie kawałki. Nie przespane noce szukanie w sobie błędu płacz, stany lękowe, brak apetytu. Ogólnie żal nie chęć do życia, nie umiejętność dostrzeżenia sensu w niczym.
Od razu spaliłem wszystkie zdjęcia wszystkie rzeczy związane z nią, usunąłem z gg telefonu z każdego miejsca z którego mogła by mnie ,,wołać"Mija już kilka tygodni od rozstania. Nie raz biłem się ze sobą żeby dzwonić prosić się błagać, zaklinać się żeby tylko wróciła czasem dalej chcę to robić. Wiem że gdybym to zrobił wyszedłbym na mega żałosnego człowieka, Kobieta która zdmuchuję Cię ze swojego życia po 3 latach jak jakiś suchy liść jest nie dojrzała nie warta każdej łzy. Co pomogło ?? Inwestycja w siebie, siłowania basen jakiś ciuch najmniejsze pierdoły. Praca, Studia każda rzecz która odrywa choć na chwilę od myślenia. Mega wsparcie od znajomych i rodziny.
Jeżeli czyta to jakiś porzucony osobnik niech wie że nie jest sam, takie problemy to codzienność, trzeba po prostu ścisnąć poślady. Jak jesteś na dnie to masz tylko jeden kierunek : do góry.
Czego nauczyłem się po tych przejściach ?? Wszystko jest ulotne, nie można planować na zaś, miłość to bardzo piękne uczucie, ale czasem może zranić tak że w pale się to nie mieści,
Jeżeli ktoś potrzebuje pomocy niech piszę xmen135,,małpa''interia, postaram się wesprzeć radą pomóc.
Opisałem się jak głupi nie chcę mi się tego czytać, zamykam ten rozdział życia.
To kulturalne forum, dlatego nie używamy wyrażeń obelżywych bądź wulgarnych.
Moderatorka apoteoza