eastwood4us napisał/a:Fitiana, nie mam pojęcia co było źle, nie przypominam sobie żadnego kryzysu w tym okresie, było dobrze nawet wspaniale, choć jak teraz o tym myślę to te wszystkie chwile które z nią przeżyłem są pewnie spowodowane wyrzutami sumienia. Łapię się na tym, że zaczynam szukać winy w sobie, powinienem dać sobie w twarz za to, ona teraz chce naprawić związek, skoro czegoś jej brakowało tego czegoś co popchnęło ją do zdrady, to dlaczego wtedy nie chciała rozmawiać stanąłbym na rzęsach żeby miała wszystko i chyba to jest moją wadą, bo tamten drugi zlewał ją totalnie, a ja głupi byłem przy niej zawsze, ale PRZYRZEKAM że nigdy więcej. Teraz liczę się tylko ja i moje problemy...
Mam zamiar wyjechać na drugi koniec Polski(co planowaliśmy wspólnie) i tam ułożyć sobie życie na nowo, ale kur... tak mi jej brakuje, właśnie teraz przydałaby mi się najbardziej, paranoja.
Mówi, że z nim to był tylko raz, później ryczała, że to zrobiła, zwolniła się z pracy i już nigdy nie miała z nim kontaktu, przez te pół roku była najlepszym wydaniem siebie, może chociaż po części odkupiła swoje winy. Już staram się ją tłumaczyć, phuu.
Muszę odejść, nie chować dumy do kieszeni tylko normalnie odejść z klasą bez łaszenie się, a ona musi wiedzieć że straciła coś na czym jej zależało, to będzie też nauczka dla niej by na przyszłość takich rzeczy nie robiła.
Tylko do cholery to takie trudne??
estwood. Tak czytam ten wątek i ciągle dostajesz jednoznaczne, mozne, pewne i zdecydowane odpowiedzi... raz to zrobiła, nic nie jest warta,... odejdżź, daj jej nauczkę...
ale czy miłośc polega na dawaniu nauczki??
pisze inaczej, niż wszyscy, bo ja mojemu męzowi, który znalazł sobie obiekcik na wyjeździe słuzbowym.. dałam szansę.
Dałam szansę nam. z różnych powodów.
na początku dlatego, bo bylismy razem wiele lat, kochalismy się i wiedziałam, że to była piekna miłość - więc dlatego, bo go jeszcze kochałam....
potem byłam z nim dalej dlatego, bo cierpiałam strasznie i uważałam, że on, jako przyczyna i skutek mojego cierpienia - ma obowiązek pomóc mi przejść przez moją traumę.. a ja mam prawo z niego korzystać. że jak mi źle, to nie będe gryźć poduszki, ale płakać, mówić, czekać na jego słowa, starac się tłumaczyć i tak dalej...
Potem byułam z nim, bo nie wiedziałam,, czego tak naprawde chcę dla siebie, czego oczekuję i nie byłam gotowa podjąc żadnej decyzji..
potem by łam z nim, bo tak mi było wygodniej, bo znamy się dobrze, bo oprócz tego, że raz mnie zawidódł - mogłam zawsze na niego liczyć.. więc to była dopbra opcja na przeczekanie
a teraz jestem z nim, bo - po malutku - uczę się kochać go od nowa...
proces trwa długo i nie wiem kiedy się skończy...
ale nie uznaję tekstów w rodzaju... jak raz zrobił, to będzie zawsze... jak się zdarzyło, to już nigdy... i tak dalej..
Głupia ta twoja żona, może niedoświadczona, trafiła na sprytnego podrywacza i dała się złapać...
żałuje, żałowala, nie chciała do tego wracać
wiesz dlaczego ci powiedziała?? bpo obiecała sobie, że cię nie okłamie.. i chociaż teraz cierpi.. zdradziła cię tylko raz.... ale nie kłamała - a więc zdecydowała, że kolejnej zdrady wobec ciebie nie popełni...
pewnie, że żadne wyjście z sytuacji nie będzie proste.
Ale - CZEGO TY CCHESZ? dopóki tego nie wiesz... nie decyduj się, nie musisz. Co ma do tego urazona duma.... ma do tego urażone zaufanie i poczucie lojalności.. pewnie
pewnie, że cięzko ci będzie zaufać, że przed wami, jeśli zdecydujecie się spróbować, wiele trudnych cghwil...
ale te łatki w rodzaju - jak raz zdradził, to zrobi to po raz kolejny... raczej są tak zwanymi prawdami życiowymi, które powtarzamy wkoło... są kobiety i mężczyźni, którzy zdradę traktują jak najpoważniejszy błąd i są gotowi ponieśc wszystkie jego konsekwencje. Czy nie uważasz, że ta twoja żona taką właśnie postawę reprezentuje??
daj szansę temu, czego chcesz i potrzebujesz Ty, a nie jakimś prawdom objawionym.
Daj czasowi czas, jak mówi Kriss;)
daj sobie czas na to, żeby wiedzieć, czego sam chcesz dla siebie.
Dbaj o siebie.
ja tak robiłam i robię prawie od dwóch lat (7 stycznia będzie moja druga rocznica zycia po zdradzie... i ze zdrajcą...
czy żałuję tych lat? nie. Ale to wcale nie oznacza, że jestem na prostej. To oznacza, że jestem gotowa próbować. dla siebie samej, dla nikogo innego.
I nie dam sobie głowy nabić prawdami...
jakbym takich prawd słuchała, to musiałabym uznać, że ludzie wszyscy to debile i złodzieje... co nie???;) a ja się nie zgadzam. jeśli chcę ufać, że moje życie ma sens i jestem wartościową jednostką - to takie prawo chcę dac innym