Witam.Znalazłam na forum wątek pt "Grupa wsparcia dla kobiet kochających za bardzo".A ja nie wiem czy umiem kochać.Ja ostatnio pisałam w innym wątku jeśli ktoś chce możne poczytać.Moje pytanie jest takie: dlaczego ja nie czuję tego co powinna czuć osoba która kogoś kocha.Chodzi o mojego męża,myślę ze go kocham,ale nie czuję się zakochana?Jesteśmy razem 8 lat po ślubie.W związku z ostatnimi "przejściami" w naszym związku oboje staramy się bardzo o nasz związek,rodzinę.Czy ktoś ma podobny problem?Bardzo proszę o pomoc.
1 2011-10-21 13:33:39 Ostatnio edytowany przez Rudas1983 (2011-10-21 13:34:29)
Podobne tematy
2 2011-10-21 13:40:03 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-10-21 13:47:02)
W kwestii formalnej.
Co powinna czuć osoba, która kogoś kocha?
Bo sama nie wiem, czy to co czuję, to powinnam czuć, czy powinnam czuć coś innego.
Rudas1983,
proszę. Mieć przeklęte "motyle w brzuchu" po 8 latach? Z tych wszystkich kłopotów, zmartwień i rozterek zrobiłaś groch z kapustą w swoim rozumie i sercu. Wszystko dokładnie wymieszane.
"Myślę, że go kocham"? Miłość to uczucie, nie myślenie.
Czy Ty kochasz męża, czy myślisz, że go kochasz?
Oboje dbacie teraz o związek po długim czasie, gdy żyliście osobno. Daj czasowi czas. Nie ma żadnego wzornika, do którego przyłożysz wasze życie, wasze uczucia. Nie ma z czym, na szczęście, porównywać.
Trzymam kciuki.
W kwestii formalnej.
Co powinna czuć osoba, która kogoś kocha?
Bo sama nie wiem, czy to co czuję, to powinnam czuć, czy powinnam czuć coś innego.Rudas1983,
proszę.
Mieć przeklęte "motyle w brzuchu" po 8 latach? Z tych wszystkich kłopotów, zmartwień i rozterek zrobiłaś groch z kapustą w swoim rozumie i sercu. Wszystko dokładnie wymieszane.
"Myślę, że go kocham"? Miłość to uczucie, nie myślenie.
cC
No wlasnie ja tez sie zapytam bo nikt mi nie powiedzial jak mam sie czuc jak jestem zakochana. Jesli masz na mysli ten mlodzienczy szal zakochania to zawsze byl mi on obcy. Co to sa te cholerne motyle w brzuchu? Bo ja to czulam tylko raz po ciezkim zatruciu pokarmowym...
Kazdy milosc odczuwa inaczej, nie znaczy zle.
Te motyle, to taka nazwa na to, co się dzieje przy dość zaraźliwej chorobie "zakochanie".
Gdy siadają wszystkie zmysły, nie widzi się rzeczywistości, ukochana osoba ma wyłącznie same zalety, nigdy nie chodzi do WC, i w ogóle nie chodzi, tylko unosi się nad ziemią.
Taki ciężki obłęd.
Czasami przeradza się w miłość.
"Motyki w brzuchu" - cóż za piękny stan obłędu gdy wydrapałabyś oczy każdemu kto choć próbuje powiedzieć krytyczne słowo na twego wybranka, gdy jego dotyk wręcz parzy, gdy dzwięk głosu wywołuje drżenie rąk i wiele innych irracjonalnych subiektywnych odczuć związanych z nim/nią.
A potem czasem przychodzi milość gdy jego wady widzisz i onich wiesz ale godzisz się z nimi, gdy wiesz gdzie poełnił/a błąd ale wiesz że każdy je popełnia, gdy patrzysz jak śpi zmęczony z siwizną a ty nadal widzisz uśmiechniętą beztroską twarz młokosa z czrną czupryną, to wtedy gdy głaska cię po twarzy i nie wyczuwa kolejnej zmarszczki tylko twoje znane ciepło.
To wtedy gdy mimo upływu wielu lat nadal masz niedosyt spędzonego razem czasu mimo problemów i różnych kryzysów.
Te motyle, to taka nazwa na to, co się dzieje przy dość zaraźliwej chorobie "zakochanie".
Gdy siadają wszystkie zmysły, nie widzi się rzeczywistości, ukochana osoba ma wyłącznie same zalety, nigdy nie chodzi do WC, i w ogóle nie chodzi, tylko unosi się nad ziemią.
Taki ciężki obłęd.
Czasami przeradza się w miłość.
Eeeee brzmi jak ta historia "Zmierzch"
Chyba nie jestem fanem tego typu odretwienia. ![]()
"Motyki w brzuchu" - cóż za piękny stan obłędu gdy wydrapałabyś oczy każdemu kto choć próbuje powiedzieć krytyczne słowo na twego wybranka, gdy jego dotyk wręcz parzy, gdy dzwięk głosu wywołuje drżenie rąk i wiele innych irracjonalnych subiektywnych odczuć związanych z nim/nią.
A potem czasem przychodzi milość gdy jego wady widzisz i onich wiesz ale godzisz się z nimi, gdy wiesz gdzie poełnił/a błąd ale wiesz że każdy je popełnia, gdy patrzysz jak śpi zmęczony z siwizną a ty nadal widzisz uśmiechniętą beztroską twarz młokosa z czrną czupryną, to wtedy gdy głaska cię po twarzy i nie wyczuwa kolejnej zmarszczki tylko twoje znane ciepło.
To wtedy gdy mimo upływu wielu lat nadal masz niedosyt spędzonego razem czasu mimo problemów i różnych kryzysów.
Boze chron mnie przed czyms takim. Brzmi jak jakies szalenstwo z otchlani. ![]()
Ty piszesz "Boże chroń", a Rudas1983 o czymś takim marzy.
No cóż są tacy którzy właśnie tak przeżywają swoją miłość i powiem szczerze życzę każdemu (kto tego chce) właśnie takiej milości oczywiście z wcześniejszym obłędem "matylków w brzuchu":P
Kazdy ma inne potrzeby ![]()
11 2011-10-21 14:36:54 Ostatnio edytowany przez Rudas1983 (2011-10-21 14:39:08)
Ty piszesz "Boże chroń", a Rudas1983 o czymś takim marzy.
Nie marzę o czymś takiem i nigdy nie byłam ślepo zapatrzona w jakiegokolwiek faceta.Zawsze potrafiłam zauważyc "braki",wady i zalety.Tak jest do dziś.Nie marzę o motylach w brzuchu.Nie lubie gfłupich romansideł,o "Zmierzchu" ktoś wspomniał.Chodzi o to że ja nie wiem czy wogóle potrafię kochac,nie byc zakochana,zauroczona itp.Tylko czy ja jeszcze potrafię wykrzesac z siebie uczucie.
Tak myślę że go kocham,i doskonale wiem jaka jest różnica między myśleniem a kochaniem,a ja poprostu nie wiem co to znaczy kochac.
Chba skończę to pisanie,bo sądzę że nie rozumiecie o co mi chodzi,same sobie dopisałyście motyle w brzuchu i tp sprawy.
12 2011-10-21 14:41:29 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-10-21 14:43:16)
Rudas1983,
niejeden raz napisałam, ale powtórzę ponownie: jesteś mądrą kobietą.
Daj czasowi czas. I sobie.
Twierdzisz, że nie wiesz na czym polega miłość.
Ja twierdzę, że to nieprawda.
A Twoje dzieci? Ich nie kochasz?
Rozumiem, bo tez tak mam, że czasami mam/miałam ochotę ich udusić ze złości, bezsilności. Masz pewnie podobnie. Ale nie znaczy, że ich nie kochasz.
A mąż to taki sam człowiek.
Edycja
Masz rację, motyle dopisałam. Nie wymażę.
A rozumieć Cię rozumiem. Po tylu przejściach - masz wątpliwości.
Powoli.
Wielokropek napisał/a:Ty piszesz "Boże chroń", a Rudas1983 o czymś takim marzy.
Nie marzę o czymś takiem i nigdy nie byłam ślepo zapatrzona w jakiegokolwiek faceta.Zawsze potrafiłam zauważyc "braki",wady i zalety.Tak jest do dziś.Nie marzę o motylach w brzuchu.Nie lubie gfłupich romansideł,o "Zmierzchu" ktoś wspomniał.Chodzi o to że ja nie wiem czy wogóle potrafię kochac,nie byc zakochana,zauroczona itp.Tylko czy ja jeszcze potrafię wykrzesac z siebie uczucie.
Tak myślę że go kocham,i doskonale wiem jaka jest różnica między myśleniem a kochaniem,a ja poprostu nie wiem co to znaczy kochac.Chba skończę to pisanie,bo sądzę że nie rozumiecie o co mi chodzi,same sobie dopisałyście motyle w brzuchu i tp sprawy.
No to o czym marzysz? Czemu sie martwisz ze nie potrafisz "wykrzesac" z siebie uczucia? Jesli masz ochote na kilka godzin wybiec z domu i zapomniec o wszystkich to jeszcze nie tragedia. Jesli myslisz zeby wyjsc i juz nie wrocic aaa to juz inszej. ![]()
Mniej więcej to chciałm napisac.Z dzieciakami też jest Wielokropku jak napisalaś.Mam wątpliwości ale nie co do męża,tylko do tego że jestem tak zablokowana w sobie i nie wiem czy potrafię się otworzyc na miłośc,żeby ona wróciła,żebym mogłła tęsknic,kochac,pożądac .....
Rudas1983 napisał/a:Wielokropek napisał/a:Ty piszesz "Boże chroń", a Rudas1983 o czymś takim marzy.
Nie marzę o czymś takiem i nigdy nie byłam ślepo zapatrzona w jakiegokolwiek faceta.Zawsze potrafiłam zauważyc "braki",wady i zalety.Tak jest do dziś.Nie marzę o motylach w brzuchu.Nie lubie gfłupich romansideł,o "Zmierzchu" ktoś wspomniał.Chodzi o to że ja nie wiem czy wogóle potrafię kochac,nie byc zakochana,zauroczona itp.Tylko czy ja jeszcze potrafię wykrzesac z siebie uczucie.
Tak myślę że go kocham,i doskonale wiem jaka jest różnica między myśleniem a kochaniem,a ja poprostu nie wiem co to znaczy kochac.Chba skończę to pisanie,bo sądzę że nie rozumiecie o co mi chodzi,same sobie dopisałyście motyle w brzuchu i tp sprawy.
No to o czym marzysz? Czemu sie martwisz ze nie potrafisz "wykrzesac" z siebie uczucia? Jesli masz ochote na kilka godzin wybiec z domu i zapomniec o wszystkich to jeszcze nie tragedia. Jesli myslisz zeby wyjsc i juz nie wrocic aaa to juz inszej.
Moja droga ja nie mam możliwości wybioec z domu,poprostu nie mam.nie chcę uciekac.Ja się nie martwię,mnie to przeraża że nie mogę otworzyc się na drugiego człowieka.I w moim temacie nie pisałam o czym ja marzę tylko o tym że nie wiem czy potrafię kochac.
Kochana,
Ty umiesz kochać.
Naprawdę.
Ale tą miłość starannie ukryłaś. Na nią nałożyłaś mnóstwo niepokoju, strachu i wiele innych niezbyt przyjemnych uczuć. Dokopiesz się do tej miłości.
Przy kopaniu potrzebne Ci będą chusteczki i worek treningowy, Wysyłam duży zapas i największy worek. Użyj obu zgodnie z przeznaczeniem.
Przytulam Cię. ![]()
Sadie napisał/a:Rudas1983 napisał/a:Nie marzę o czymś takiem i nigdy nie byłam ślepo zapatrzona w jakiegokolwiek faceta.Zawsze potrafiłam zauważyc "braki",wady i zalety.Tak jest do dziś.Nie marzę o motylach w brzuchu.Nie lubie gfłupich romansideł,o "Zmierzchu" ktoś wspomniał.Chodzi o to że ja nie wiem czy wogóle potrafię kochac,nie byc zakochana,zauroczona itp.Tylko czy ja jeszcze potrafię wykrzesac z siebie uczucie.
Tak myślę że go kocham,i doskonale wiem jaka jest różnica między myśleniem a kochaniem,a ja poprostu nie wiem co to znaczy kochac.Chba skończę to pisanie,bo sądzę że nie rozumiecie o co mi chodzi,same sobie dopisałyście motyle w brzuchu i tp sprawy.
No to o czym marzysz? Czemu sie martwisz ze nie potrafisz "wykrzesac" z siebie uczucia? Jesli masz ochote na kilka godzin wybiec z domu i zapomniec o wszystkich to jeszcze nie tragedia. Jesli myslisz zeby wyjsc i juz nie wrocic aaa to juz inszej.
Moja droga ja nie mam możliwości wybioec z domu,poprostu nie mam.nie chcę uciekac.Ja się nie martwię,mnie to przeraża że nie mogę otworzyc się na drugiego człowieka.I w moim temacie nie pisałam o czym ja marzę tylko o tym że nie wiem czy potrafię kochac.
Nie mialam na mysli ucieczki tylko na przyklad wyjscia z domu do fryzjera/na zakupy/do przyjaciolki. Cokolwiek co pozwala ci wrocic do rownowagi.
nie ma sie co dziwić,że pojawiaja sie :motyle,iskry,strzały i wystrzały;wszyscy sie pogubili czytając twoje posty.
przejrzalam je jeszcze raz...;sama sie w tym wszystkim zgubiłas wiec co sie dziwić innym ,obcym ludziom;
sądzę , ze problem lezy głębiej aniżeli tobie samej sie wydaje;przytloczona problemami,obarczona natłokiem spraw,stalaś sie matka i opiekunką(nikt nie zrozumie jak cieżko jest opiekować sie chorym dzieckiem,poki sam tego nie doświadczy);i ...moment kiedy pozostając w tym kieracie -odsuwasz gdzieś myslenie o sobie;po dłuższej chwili pojawia sie orzenikliwa iskierka:
1/.ja już nie oge
2/.ja już nie daje rady
3/.ja sie poddaje
4/.on mnie nie kocha
5/,coś sie wypaliło
6/.pojawia sie przyjaciel
7/.robi sie miło,ale pojawiaja sie nowe wątpliwości ...
umiesz i potrafisz kochać;kochasz swoje dziecko,kochałaś kiedy mówiłaś TAK;teraz zaprzepasciłaś ten stan;sama w swoim sercu znajdz na nowo:pojecie kochania;i nie mów ,że nie umiesz tego zrobić;
pozdrawiam
Rudas1983 napisał/a:Sadie napisał/a:No to o czym marzysz? Czemu sie martwisz ze nie potrafisz "wykrzesac" z siebie uczucia? Jesli masz ochote na kilka godzin wybiec z domu i zapomniec o wszystkich to jeszcze nie tragedia. Jesli myslisz zeby wyjsc i juz nie wrocic aaa to juz inszej.
Moja droga ja nie mam możliwości wybioec z domu,poprostu nie mam.nie chcę uciekac.Ja się nie martwię,mnie to przeraża że nie mogę otworzyc się na drugiego człowieka.I w moim temacie nie pisałam o czym ja marzę tylko o tym że nie wiem czy potrafię kochac.
Nie mialam na mysli ucieczki tylko na przyklad wyjscia z domu do fryzjera/na zakupy/do przyjaciolki. Cokolwiek co pozwala ci wrocic do rownowagi.
Ja przez 8 lat byłam zmknięta w domu.Moi przyjaciele to radio,telewizor,cztery ściany na które nie mogę już patrzec....Maż zapracowany,całe dnie w samotności z dziecmi.Syn leżący(niepełnosprawny-jestem od niego uzależniona,bo wszystko zrobię najlepiej,wiadomo).Tak sobie przejśc się nie mogę,chodzę do fryzjera,na kurs prawa jazdy...Tylko czy to coś daje?Spieszę się do domu,jakby miał nastąpic koniec świata.......
Zamknęłam się w sobie i nie wiem kiedy będę potrafiła jak Wielokropek napisała "odgrzebac" się z tego wszystkiego.A to mnie przeraza ze nie ma we mnie emocji.Wszystko przyjmuję tak jakbym była pozbawiona ludzkich uczuc...
Rudas1983,
chcesz się odgrzebać, to się odgrzebiesz.
Nie twierdzę, że jest to łatwe zadania czy przyjemne, ale zamroziłaś się, by niektórych uczuć nie przeżywać. Ale tak się nie da. Przy okazji zamroziłaś serce na miłość, pożądanie, radość. itd. "Musisz" wleźć do jakiegoś piekarnika, ogrzać się i powoli pozwolić sobie na przeżycie tych uczuć. Przeżyjesz, wierz mi.
Wielokropku,
co, wg Ciebie, należałoby zrobić, żeby się odgrzebać? Czego symbolem jest ten Twój piekarnik?
Mi się wydaje, że faktycznie miłość to bardziej ucuzcia niż myślenie, chociaż czasami się zastanawiam czy osoby kochające nie mają podobnych zachowań co do osoby kochanej.
Chodzi mi o to, że w sumie wszystkie takie osoby jak kochają to dbają i o związek i o drugą osobę.
Każdy ma wady, lecz jeśli jakaś by na prawdę przeszkadzała ukochanej to starałbym się ją usunąć a przynajmniej zniwelować.
Chociaż mówi się też, że jeśli kocha to akceptuje.
Tylko czy chcemy być akceptowani tylko czy kochani?
Wbrew miłości jednak tutaj bym się nieco trzymał rozsądku - jakieś zmiany w sobie, lecz może np. niekoniecznie operacje plastyczne i niech ta druga osoba bo zapewne też będzie miałą wady tez postara się je zlikwidować - by nie było to jednostronne staranie się by w związku było lepiej.
23 2011-10-21 16:58:03 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-10-21 16:59:07)
Wielokropku,
co, wg Ciebie, należałoby zrobić, żeby się odgrzebać? Czego symbolem jest ten Twój piekarnik?
Ten piekarnik, to miejsce bardzo bezpieczne, zaufana osoba, u boku (na ramieniu), której można wypłakać się, odkrzyczeć, odzłościć, poprzeżywać wszystkie ukryte uczucia.
Można też, w prostszy sposób, opisać to wszystko w liście do...
Można też uświadomić sobie, będąc sama ze sobą, te wszystkie uczucia i pozwolić, by je poczuć, nie tylko o nich myśleć. Odważyć się na spotkanie ze swoim sercem.
Trzymam kciuki. ![]()
Miłość wiele ma imion.....Jeżeli przestaniesz o niej myśleć,przyjdzie sama... bo "takie emocje" pojawiają się nagle....o motylach nie bedę pisać.Wydaje mi się,że aby kogoś pokochać trzeba się najpierw zakochać...nie można "tak na skróty".Jedynie,co do miłosci z mojej perspektywy to: kochać to nie czuć upływu czasu przy drugiej osobie ( 5 godzin przeżywane jest jakby trwało 10 min ),to rozmowy - nawet na trywialne tematy,to chęć szczęścia dla drugiej osoby...to bycie przyjacielem! W życiu bywają ciężkie chwile...ale nigdy nie jest tak żeby cały czas było zle i cały czas dobrze.Po dolinie jest pagórek.
Pozdrawiam i życzę więcej patrzenia sercem ![]()
A ja doskonale rozumiem o co ci chodzi.
Tak jak napisała Wielokropek jest to rodzaj zamrożenia uczuć, też to mam. Przez pewne przejscia w życiu człowiek by nie oszaleć, nie wpaść w nałogi itp. blokuje się na uczucia. Bo przeciesz wszyscy w około mówią "poradzisz sobie", "jesteś silną kobietą"- no więc my się tak nastawiamy, że nie damy się zyciu bo jestesmy silne, tylko niestety przychodzi moment, że zapominamy o uczuciach, stajemy się jak roboty, które zamykają się w 4 ścianach po ty by spełnic jak najlepiej swoje obowiązki i w tym wszystkim gubimy samych siebie.
Ja również nie potrafię, nie lubię i nie chce uzewnętrzniać swoich uczuć. Jak się załamię to płacze tak żeby nikt tego nie widział, przy innych jest mi wstyd i sama się czasem zastanawiam czy miłość to poświęcenie.
Jak na to zaradzić? nie jest łatwo się otworzyć przed całym "złym" światem, to tak jakbyś miała zdąć swój pancerz ochronny. Ale najważniejsze pomyślec o sobie, najpierw musisz na nowo pokochac siebie, bo mim zdaniem w tym tkwi problem- źle się ze sobą czujesz. Myślę, że dobrym rozwiązaniem byłby psycholog, bo jednak Twoje poświęcenie wymaga nie lada energii, ktorą na codzień oddajesz.
Czy masz szansę wyjśc do ludzi? ,np. spotkania matek z niepelnosprawnymi dziećmi, zawsze to jakas lternatywa i spotkasz osoby które Cię w pełni zrozumieją.
nie ma sie co dziwić,że pojawiaja sie :motyle,iskry,strzały i wystrzały;wszyscy sie pogubili czytając twoje posty.
przejrzalam je jeszcze raz...;sama sie w tym wszystkim zgubiłas wiec co sie dziwić innym ,obcym ludziom;
sądzę , ze problem lezy głębiej aniżeli tobie samej sie wydaje;przytloczona problemami,obarczona natłokiem spraw,stalaś sie matka i opiekunką(nikt nie zrozumie jak cieżko jest opiekować sie chorym dzieckiem,poki sam tego nie doświadczy);i ...moment kiedy pozostając w tym kieracie -odsuwasz gdzieś myslenie o sobie;po dłuższej chwili pojawia sie orzenikliwa iskierka:
1/.ja już nie oge
2/.ja już nie daje rady
3/.ja sie poddaje
4/.on mnie nie kocha
5/,coś sie wypaliło
6/.pojawia sie przyjaciel
7/.robi sie miło,ale pojawiaja sie nowe wątpliwości ...umiesz i potrafisz kochać;kochasz swoje dziecko,kochałaś kiedy mówiłaś TAK;teraz zaprzepasciłaś ten stan;sama w swoim sercu znajdz na nowo:pojecie kochania;i nie mów ,że nie umiesz tego zrobić;
pozdrawiam
Kto chciał ten zrozumiał
Kurde jaka ja jestem dziwna,jasne ze umiem kochac:))Kocham męża,KOCHAAM:):):) NO I DZIECIAKI,:)
Wiedziałam
![]()
Jesteś mądrą kobietą, nie dziwną. ![]()
Ale sztuką jest sobie to uświadomic po tylu latach:) Ja czasem jestem DZIWNA Wielokropku
Ale kocham męża z jego wadami,zaletami i on mnie też bo wytrzymac ze mną mógłby mało kto ![]()
(...) Ale kocham męża z jego wadami,zaletami i on mnie też bo wytrzymac ze mną mógłby mało kto
Na tym właśnie polega miłość. Że kocha się kogoś mimo jego wad.
Uściski dla Ciebie ![]()
Na tym właśnie polega miłość. Że kocha się kogoś mimo jego wad.
Byle nie do przesady. Granice rozsadku tez nalezy przy tej tolerancji wad zachowac:)
Ależ o prawdach oczywistych nie piszę w każdym swym poście. ![]()
Zawsze twierdzę, że rozum powinien kontrolować emocje i uczucia. Nigdy odwrotnie.
I zachęcam do egoizmu, czyli dbania o siebie, też w granicach rozsądku. ![]()
To jasne że wady powinny byc w graniocach rozsądku i są przynajmniej u nas,choc z moim charakterem-MASAKRA.Mało kto jest tak cierpliwy żeby ze mną wytrzymac:) Ale widocznie się wzajemnie uzupełniamy,bo mój mąż jest spokojny ![]()
I niech tak zostanie.
Trzymam kciuki za was oboje. ![]()
Dobraliście się jak w korcu maku.
I niech tak zostanie. ![]()
Hej właśnie przeczytałam komentarz do filmiku na You Tube o moim niepełnosprawnym synku.Sidzę i ryczę.Proszę wszystkich którzy mają konto na You Tube o komentarze do filmiku
http://www.youtube.com/watch?v=C9lfz91PNCw