W moim mieście (ok. 150 tys. mieszkańców) kluby nocne i dyskoteki w zasadzie opanowane są przez małolaty i osoby w przedziale wiekowym 20-25 lat, wydaje się zresztą, że na tę grupę wiekową miejsca te są nastawione. Fakt jest jednak taki, że ktoś kto ,,dobija" lub już przekroczył czterdziestkę zwyczajnie nie ma się gdzie zabawić, chcąc równocześnie potańczyć. Nie mówię tu o zwykłych knajpkach, bo z tym jest całkiem w porządku, ale właśnie o typowych miejscach do zabawy. Docierają do mnie co prawda sygnały świadczące, że inne osoby również zauważają tę niszę, niemniej czyżby brak jej wypełnienia wynikał z mentalności, że osoby w średnim wieku nie potrzebują już rozrywki, a jej jedynym dostarczycielem powinna być TV? Teorii tej zdają się jednak przeczyć piątkowe tzw. ,,retro party" (na które to zdecydował się tylko jeden (!!!) z nocnych klubów), kiedy to dominuje muzyka pop, a klub i parkiet pełen jest 35-45 latków.
A jak Wy podchodzicie do tematu? Czy czterdziestolatek powinien zamknąć swoje życie w obszarze pracy i domu, bo na życie nocne jest już zbyt późno? Jak ta sytuacja wygląda w Waszej miejscowości?