Poznaliśmy się na koncercie, a raczej na imprezie po koncercie. Nie zwracałam na niego uwagi, ale on na mnie chyba od początku, bo zaraz po tym jak pojawiłam się na afterze zaczął robić podchody, później zagadywał, tańczyliśmy i był luz. Nie brałam tego do głowy zupełnie, ot kolejna znajomość na jedną noc - myślałam.
I chyba przez moje "zlewające" podejście tak się stanie... niestety ![]()
Dużo rozmawialiśmy, pytał o coraz bardziej osobiste sprawy, był baardzo miły, jednocześnie nie stronił od zaciętej dyskusji, czym zyskał sobie u mnie wielkiego plusa
Kiedy byliśmy sami atmosfera tężała coraz bardziej, lecz ja nie pozwalałam na kolejne - odważniejsze kroki...
Nad ranem wracałam taksą z nim i ze znajomymi, proponował spacer - chciałam pójść a mimo tego odmówiłam, namawiał mnie, ale i tak stanowczo odmówiłam, czego teraz żałuję. Nie chciałam wyjść na taka łatwą, kolejny raz popełniłam ten sam błąd, zawsze udaję, że mnie ktoś mało obchodzi i że mam luźne podejście do wszystkiego, a tak naprawdę mnie też to kosztuje wiele emocji... Jednak nigdy nie czułam takiej ciągoty do nikogo, jak teraz do niego...
Wróciliśmy więc do hotelu, wykorzystałam jego nieuwagę i wkurzona na siebie zwiałam do swojego pokoju.
Rano (na śniadaniu) okazało się, że mnie szukał po pokojach, (miałam jedynkę) ale nikt nie wiedział gdzie byłam, powiedzieli mu, że i tak pewnie mam 2 z koleżanką i żeby dał ludziom spać. Towarzystwo słabo mi znane, pytało co ja z nim zrobiłam wieczorem, że wrócił taki "mega zauroczony" a ja na każdy ich tekst miałam swoją inteligentną ripostę sugerującą, że nie warto się przejmować tym chłopakiem... znowu wbrew sobie. On wcześniej była na śniadaniu (obowiązki pokoncertowe) więc się nie spotkaliśmy. Kilka dni później napisał do mnie na społecznościówce, że chciałby się spotkać i takie tam, dowiedziałam się też, że ma narzeczoną. Zasugerowałam, że to raczej nie jest fair, a on, że nie widzi problemu. Kilka dni później napisał, że ma cenzurę i nie może pisać otwarcie.
Co mam o tym myśleć, czy jeszcze da się coś z tym zrobić? Może nie jest mu super w związku skoro proponował spotkanie, tym bardziej, że mamy do siebie daleko...