Witam
Jak zobaczyłem adres forum, byłem pewien, że będę tu jedynym facetem, ale z tego co widzę jest więcej biednych i porzuconych. Więc i jak spróbuje...
Mam 32 lata 4 lata temu poznałem ją, to ona zabiegała o moje względy. Na początku łączył nas tylko sex nic więcej. Po kilku miesiącach usłyszałem od niej" kocham cie". Ja powiedziałem jej to samo dużo później. Byliśmy z innych miast, przyjeżdżalismy do siebie, po kilku miesiącach wynajeliśmy razem mieszkanie we Wrocławiu. Ja już byłem pewien, że to właśnie ona i że to coś poważnego. Byliśmy szczęśliwi, ona kochała koty, dzięki niej też je pokochałem. Była szczęśliwa, że nauczyła mnie jak się nimi zajmować i że pokochałem tez zwierzaki. Mówiła, że to nasza mała kocia rodzina. Były tematy dziecka, ślubu. Ja to odwlekałem bo uważałem, że nas nie stać. Ona jeszcze studiowała, tylko ja pracowałem. Po 2 latach on już pracowała więc problem finansowy przestał istnieć. Ale ja nadal odwlekałem. Ona cały czas mi wmawiała, ze to ona zmusiła świat do tego żebym z nią był. Pół roku temu kupiliśmy wspólnie mieszkanie. To była poważna decyzja dla nas. Oboje pytaliśmy się siebie czy jesteśmy tego pewnie. I zrobiliśmy to. Od tego momentu zaczęły się problemy. Ja poświęciłem się pracy, żeby to wszystko pociągnąć finansowo, ona się starała a ja tego nie widziałem. Uświadomiłem sobie jej próby ratowania związku dopiero jak odeszła miesiąc temu. Mówiła, że miała depresja i ja też jej w tym nie pomogłem. Byłem u psychologa, okazało się że popadłem w pracoholizm. I to było przyczyną, że nie widziałem " jej" w tym wszystkim. Nawet w łóżku nie miała ze mnie pożytku, bo byłem wiecznie zmęczony. W końcu Ona powiedziała, że musi się wyprowadzić i przemyśleć sobie to wszystko , tzn czy chce tak żyć.Jak wychodziła płakaliśmy jak dzieci, ściskaliśmy się i zalewaliśmy łzami. W nocy napisała mi" trzymaj się proszę" Prosiła o spokój.. Nie dałem go Jej. Już następnego dnia zacząłem mieć do niej pretensje, że odeszła. Później prosiłem, przepraszałem, męczyłem telefonami i smsami. Pisałem jej o tym wszystkim co mi uświadomiła swoim odejściem, to jak żyliśmy. Spotkaliśmy się raz w tym czasie i powiedziała, że nie chce już, że jest jeszcze młoda i chce być z kim naprawdę szczęśliwa. Powiedziała, że nie chce ślubu, dziecka, nie chce dawać mi szans na zmiany, bo miałem je już. Tylko że ja ich nie byłem świadomy przez mój pracoholizm. Minął miesiąc, łączy nas tylko kredyt i mieszkanie. Ona napisała mi, że tęskni czasem za mną. Teraz trochę egoistycznie o mnie...
Jestem wrakiem człowieka, nie radze sobie z tym, że straciłem kobietę którą kochałem i z którą chciałem spędzić resztę życia. Kocham ją nadal i wiem, że to moja wina. Nie zastosowałem się do żadnych rad, które znalazłem w nacie w temacie jak odzyskać miłość. Nie dałem jej spokoju.... Wiem, że ona nie ma nikogo, ale czy jest szansa żeby ją odzyskać??? Nie powiedziała mi gdzie się przeprowadza, nie pozwoliła widywać kotów do których też bardzo się przywiązałem.
1 2011-10-02 16:55:39 Ostatnio edytowany przez akrzys (2011-10-02 17:10:01)
Podobne tematy
Skoro mowi ze odchodzi, ze nie chce, to niestety tak tez jest. Milosc nie wybiera, albo trzyma sie mocno, albo w pewnym momencie gasnie. Przykro mi dla ciebie, was, ze pozwoliliscie sobie na to. Jesli ona bedzie czuc cos do cb, to sama sie odezwie, jesli nie, to "." Jesli miales jakies wizyty, i ona o tym wiedziala, to znaczy ze wie ze sie starasz, sam ten fakt jest na tyle mocny, ze gdyby kochala to wroci. Nie walcz z tym, poczekaj i pogodz sie z jej decyzja.
3 2011-10-03 19:00:19 Ostatnio edytowany przez akrzys (2011-10-03 19:00:41)
Tylko, że tak trudno się z tym pogodzić. Jestem wrakiem człowieka. Sypiam po parę godzin, budzę się w środku nocy zlany potem. Śni mi się co noc. Teraz dopiero wiem, że kocham ją, jak tylko można kogoś kochać. Nawet jeśli nie wróci to jak mam sobie z sobą radzić ?
trzymaj się - nic więcej ci nie napiszę - historia smutna - ja najczęściej słucham rad starszych doświadczonych ludzi - jeżeli jesteście sobie pisani to będziecie razem....może to była tylko życiowa lekcja - może masz z tego wyciągnąć wnioski na przyszłość....wiem boli i może cię drażnić takie moje pisanie...ale wyjdziesz z tego....jest takie powiedzenie "jeżeli kochasz pozwól odejść, jeżeli wróci to znaczy że była i jest to miłość, jeżeli nie to znak że to nie było to...." pozdrawiam
Docenia się najczęściej coś wtedy kiedy się to już straci.. Myślę, że sygnały, że jest jej źle dawała Ci już dawno, a Ty albo tego nie zauważałeś albo widziałeś ale nic sobie z tego nie robiłeś. Bedzie Ci teraz źle ale musisz to przetrwać, nie ma innego wyjścia. Będą ciężkie nieprzepsane noce, samotne dni, ale to minię. Myślę, że jak się uspokoisz to może zadzwoń do niej, zaproponuj spotkanie, rozmowę. Może wtedy na spokojnie, już bez takich emocji dojdziecie do porozumienia. Powodzenia.
Dziękuje za wszystko słowa. Mam nadzieje, że to kiedyś minie.
Akrzys,
rozstanie zawsze jest kryzysem, który niesie za sobą cierpienie, smutek, wątpliwości. Zazwyczaj dotyczą one obydwu stron. To naturalne, że czujesz się samotny, przygnębiony.
Być może warto - za kilka dni, tygodni - kiedy emocje nieco już opadną, zaproponować partnerce spotkanie. Na neutralnym terenie (kawiarnia, park) poprosić o ostateczną decyzję, czy jest pewna, że chce zakończyć tą relację czy może widzi jeszcze szansę na powrót. Co takiego mogłoby się stać aby chciała kontynuować Wasz związek? Jakie są jej oczekiwania? Myślę, że istotny może być tu fakt Twojej ograniczonej kontroli nad sobą - pracoholizm. Przekonujący może być argument, że jesteś gotowy podjąć leczenie, być może również terapią wspólną, jako para.
Jeśli jej decyzja będzie odmowa czekają Was wciąż ustalenia co do wspólnego kredytu, wspólnej własności (kredyt, mieszkanie) czy podziału opieki nad zwierzętami.
Choć teraz wydaje Ci się, że jest to najtrudniejszy moment w Twoim życiu, czas koi ból, emocje słabną. Znaczna większość dorosłych ludzi ma w swojej historii kilka związków, a więc i kilka trudnych rozstań. Nie są to więc doświadczenia, które sprawiają, że już nigdy więcej nie można być szczęśliwym.
W kim możesz obecnie znaleźć wsparcie? W rodzinie, znajomych, sąsiadach, kolegach z pracy, psychologu?
8 2011-10-05 17:27:52 Ostatnio edytowany przez akrzys (2011-10-05 20:42:49)
To już zaszło tak daleko, że nie ma szans na danie nam drugiej szansy. Bo tylko ja tego chce, ona już nie. To była jej ostateczna decyzja. Co do mojego pracoholizmu to usłyszałem od psychologa, że taka terapia szokowa jest jednym ze sposobów wyjścia z tego. Sam też widzę po sobie, że praca dla mnie teraz kończy się razem z zamknięciem drzwi, kiedyś tak nie było. Nawet przed snem myślałem o niej.Dlatego też wierzyłem, że jak teraz Ona uświadomiła mi jak żyliśmy, to może być tylko lepiej. Ja nie byłem świadomy jej prób ratowania związku. Wydawało mi się, że przecież ze mną jest wszystko OK, a to Ona coś sobie wymyśla. Miała rację, nie było dobrze z nami i miała prawo odejść. Mam trochę żalu, że jak już wiedziałem co mi jest nie dała mi tej szansy. Ale przecież nie można kogoś pokochać tak z dnia na dzień tylko ze względu na diagnozę lekarza.
Niestety nie mogę liczyć na wsparcie prawie nikogo. Rodzina i przyjaciele daleko, w pracy koledzy, mówią, że nie ta to następna, korzystaj z życia teraz. Ja tak nie potrafię myśleć niestety. Musiałbym przestać kochać. Teraz nawet sexu sobie nie wyobrażam. Psycholog to niestety koszty. Byłem 3 razy bo tyle miałem darmowych wizyt, a ja nadal nie radzę sobie z tym. Do tego przerasta mnie sytuacja mieszkaniowo kredytowa, bo jest bez wyjścia.Mam problemy ze snem, najpierw z zaśnięciem, a później budzę się około 4 rano bo o tej godzinie budziły nas nasze koty.