Mamy po 23 lata. Tworzymy parę od 17 roku życia. Mieszkamy oddzielnie. Każde u rodziców. Zawsze jednak marzyłam o usamodzielnieniu. Mój tata jest dość apodyktyczny. Za chwilę kończę studia. Partner wie, jak to wszystko funkcjonuje. Mimo to, stwierdził niedawno, że nie zamierza mi się oświadczać ani ze mną zamieszkać, a jeśli ten stan rzeczy mi nie odpowiada, możemy ze sobą zerwać.
Dodam jeszcze tylko, że rok temu rozstaliśmy się na kilka miesięcy. Dowiedziałam się wówczas, że mój luby smsował z inną dziewczyną, a poza tym, nie był gotów na planowanie, choćby wspólnych wakacji. Zeszliśmy się po prawie pół roku. Przepraszał za incydent z tamtą dziewczyną, tłumacząc, że zrozumiał, że jestem dla niego najważniejsza. Obiecywał zmiany. Na pierwszym spotkaniu po kilku miesiącach rozłąki usłyszałam od niego ze łzami w oczach "wyjdziesz za mnie?". Ale nie były to zaręczyny. Wtedy rozważałam powrót. Był czuły i kochający. Niezwykła odmiana po tym, jak w pewnym momencie naszego związku, widział tylko siebie. Z czasem poddałam się temu. On stał się pewniejszy siebie. Pojawiły się nawet plany wspólnego życia, (nie ukrywam, dlatego, że ja poruszałam temat). Teraz słyszę, że były to zabiegi konieczne do pozyskania mnie na nowo. Facet elegancko wycofuje się w tej chwili ze wszystkiego. Mam wrażenie, że ktoś robi mi wodę z mózgu.
Nie zależy mi na ślubie. Jesteśmy na to za młodzi. Chciałabym, abyśmy zamieszkali razem, bo to czuję. Kiedy jest między nami dobrze, chciałabym, abyśmy zasypiali obok siebie, byli ze sobą i obok siebie. Po 6 latach związku wychodzę z założenia, że spacery za ręce i wypady do kina to trochę mało. Jeśli nie jest gotów na wspólne zamieszkanie na chwilę obecną, chciałabym, abyśmy coś ustalili, zaplanowali. Chciałabym usłyszeć choć jedno zapewnienie. Tego nie tylko brak, ale i zostały złamane obietnice sprzed powrotu.
Dlaczego z nim wciąż jestem? Bo go kocham i zastanawiam się, czy ta sytuacja jest spowodowana tylko i wyłącznie jego niedojrzałością i brakiem odpowiedzialności, czy może wymagam zbyt wiele.
Jeśli naciskałam, domyślam się, że to jeden z powodów oporu. Ale czy mężczyzna, który kocha swoją dziewczynę nie powinien pomagać jej w realizacji także jej marzeń? Czy po takim stażu i on nie powinien zacząć myśleć innymi kategoriami?
Proszę o pomoc. Pilnie.