netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

32 odpowiedzi4 007 wyświetleńzałożony przez Ginevrah, 08.09.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

1

Temat: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Witam Wszystkich bardzo serdecznie smile
Jestem już jakiś czas na forum, może nie udzielam się, ale czytam wszystko co mnie interesuje i staram się być na bieżąco.
Postanowiłam założyć ten temat, ponieważ jest tutaj wiele mądrych i doświadczonych kobiet, które, mam nadzieję, pomogą mi przetrwać w moim miłosnym życiu smile Tytuł jest ogólny, ponieważ nie chcę zakładać nowych wątków za każdym razem, gdy będę miała jakiś problem tylko wszystko co mnie dotyczy opisywać tutaj. Mam nadzieję, że nie jest to wbrew regulaminowi smile

Zacznę od tego, że mój kochany wyjeżdża. Wyjeżdża za granicę zarabiać i to już za kilka dni. Wszystko było ustalone, omówione więc żadnych niespodzianek nie ma. Chodzi o to, że na razie jest dobrze. Mieszkaliśmy ze sobą ostatnie pół roku, można powiedzieć, że mam "zapas uczucia" na jakiś czas smile Nie panikuje, jestem spokojna wszystko gra tylko nie wiem jak długo... sad
Chodzimy ze sobą ponad 6 lat. Mieszkał ode mnie stosunkowo niedaleko, spotykaliśmy się w sumie kiedy chcieliśmy, dzwoniłam jak mi się nudziło, jak było mi smutno czy wesoło. Wszystko jedno o której bym nie zadzwoniła i nie zapytała czy mogę przyjechać on zawsze się zgadzał. Jest taką moją odskocznią.
I teraz zastanawiam się kiedy pęknę. Kiedy uświadomię sobie, że nie będę mogła zadzwonić w każdej chwili, przyjechać itp... (dlatego zawczasu założyłam ten wątek, żeby móc się gdzieś wypłakać tongue ).
On nie jest typem, który dzwoni i wysyła smsy bez powodu, a raczej przestał już to robić. Tak w sumie osiadł w tym uczuciu, ale nie dziwie się, bo to tyle lat tongue Chodzi o to, że obawiam się, że będąc za granicą będzie się rzadko do mnie odzywał. Postanowiłam sobie, że będę twarda i ja też nie będę się odzywać, bo zwykle robiłam to trochę za często tongue Tylko nie wiem ile dam rade i jak to się skończy... smile

Jest jeszcze jedna kwestia. Jestem jeszcze młoda, ale nie młodnieje. Nie będę ukrywać, że po tylu latach w sumie szczęśliwego związku oczekuję deklaracji, bo nie chce być, że tak powiem "wpędzona w lata". Te deklaracje są, on się nie broni, ale to wszystko jest "kiedyś", "później", "jak się dorobię". Z jednej strony myśli racjonalnie, ponieważ mówi mi, że teraz nic obiecać nie może, że podstawą jest dobra praca, wykształcenie, żeby założyć rodzinę. Zgadzam się jak najbardziej i popieram tylko widzę, że to wszystko jest dla niego w dalekiej przyszłości, bo nic nie robi właściwie, żeby coś się w tym temacie ruszyło. No ok, wyjeżdża z przyjaciółmi zarabiać, po lepsze życie, "żeby się dorobić" jak on to mów. I wtedy ja się pytam: "A na co Ty się chcesz dorabiać?" "No nie wiem, na coś tam sobie chce odłożyć" - on odpowiada... Nie powiem, że jest to pocieszające.
Wierzcie mi ja naprawdę nie naciskam na ślub, na nic. Ot, pytam się od czasu do czasu, żeby wybadać grunt więc do muru nie jest przyparty, ale patrząc w moją metrykę i jego podejście coraz częściej obawiam się, że nic się nie zmieni...
Owszem, raz mi powiedział, że popracuje tam, rozejrzy się, zbada rynek, ja za rok do niego dołączę (ponieważ mam zaległe tutaj sprawy dlatego nie mogłabym teraz wyjechać), że uzbieramy i wróciły do Polski urządzić wielkie wesele smile Miła perspektywa i w sumie powinna być to satysfakcjonująca mnie deklaracja, ale powiedziana była po długiej rozmowie, moich wątpliwościach i smutkach. Za jakiś czas znów go podpytałam, tak dla sprawdzenia i niestety nie potwierdził swoich słów. Nie zaprzeczył definitywnie, nie, nic właściwie nie powiedział, co w sumie utwierdziło mnie w przekonaniu, że tamto powiedział tylko żeby mnie uspokoić...
Może dramatyzuję, może nikt z Was nie zrozumiał nic z tego co napisałam tongue Ale musiałam to z siebie wylać smile

2

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Wbrew Twym obawom, zrozumiałam.

Zrozumiałam, że decyzja o jego wyjeździe była wspólna, ale Ty już zakładasz, że będzie trudno. I że "pękniesz". Niejasny jest tylko termin.

Zrozumiałam, że obawiasz się braku jego częstych telefonów. I zrozumiałam, że masz na to receptę - obrazisz się.

Zrozumiałam, że nie jest Ci spieszno do ślubu, ale chciałabyś znać jego dokładny termin, bo lata lecą.

Zrozumiałam, że jesteś pełna sprzeczności. Przedstawiasz się jako osoba ułożona, dobrze zorganizowana, spokojna, pod spodem zaś jesteś panikarą.

3

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.
Wielokropek napisał/a:

Zrozumiałam, że decyzja o jego wyjeździe była wspólna, ale Ty już zakładasz, że będzie trudno. I że "pękniesz". Niejasny jest tylko termin.

No nie tak do końca "wspólna", ponieważ on sam postanowił, a mi oznajmił decyzję. Oczywiście rozmawialiśmy na ten temat i mnie przekonał do słuszności decyzji.

Wielokropek napisał/a:

Zrozumiałam, że obawiasz się braku jego częstych telefonów. I zrozumiałam, że masz na to receptę - obrazisz się.

Znaczy nie, on nigdy nie wykonywał do mnie częstych telefonów ^^ Chodzi bardziej o to, że ja go znam i wiem, że jak nie ma mnie w pobliżu i nie przypominam mu się swoją obecnością to on się zawsze czymś zajmie i zwyczajnie zapomni, że wypadałoby raz w tygodniu wysłać choć smsa z zapytaniem "co tam?" Ja się nie obrażę, nie, nie. To ja zawsze dzwoniłam, pisałam, domagałam się uwagi raz bardziej raz mniej. Chodzi o to, że teraz tego nie chcę, nie chcę, żeby to działało w jedną stronę jak do tej pory.

Wielokropek napisał/a:

Zrozumiałam, że nie jest Ci spieszno do ślubu, ale chciałabyś znać jego dokładny termin, bo lata lecą.

Dokładnego terminu znać nie chcę, ale dobrze by było wiedzieć na czym stoję. Kocham go, ale to taki typ człowieka, że wcale bym się nie zdziwiła gdyby za następne 6 lat powiedział mi, że nic z tego nie będzie, a zrobiłby to tylko dlatego, że nie chciałoby mu się postarać bardziej, albo zorientowałby się, że on dalej tkwi w jednym punkcie i zamiast się z niego ruszyć to lepiej "dać mi wolność". To dobry chłopak tylko czasem leń bierze nad nim górę i przez to wiele traci w życiu, dlatego muszę czasem go podkręcić, żeby nie stał w miejscu.

Wielokropek napisał/a:

Zrozumiałam, że jesteś pełna sprzeczności. Przedstawiasz się jako osoba ułożona, dobrze zorganizowana, spokojna, pod spodem zaś jesteś panikarą.

Nie wiem czy jestem panikarą, raczej nie... Po prostu nie wiem co będzie. Fakt, możesz powiedzieć, że nikt nie wie co będzie... No taki trochę kołtun tongue Może rzeczywiście trochę panikuję tongue

4 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-08 23:27:00)

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.
Ginevrah napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Zrozumiałam, że decyzja o jego wyjeździe była wspólna, ale Ty już zakładasz, że będzie trudno. I że "pękniesz". Niejasny jest tylko termin.

No nie tak do końca "wspólna", ponieważ on sam postanowił, a mi oznajmił decyzję. Oczywiście rozmawialiśmy na ten temat i mnie przekonał do słuszności decyzji.

No popatrz, a w pierwszym poście napisałaś tak:

Ginevrah napisał/a:

Wyjeżdża za granicę zarabiać i to już za kilka dni. Wszystko było ustalone, omówione więc żadnych niespodzianek nie ma.

Według mnie jest to wspólna decyzja.



Ginevrah napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Zrozumiałam, że obawiasz się braku jego częstych telefonów. I zrozumiałam, że masz na to receptę - obrazisz się.

Znaczy nie, on nigdy nie wykonywał do mnie częstych telefonów ^^ Chodzi bardziej o to, że ja go znam i wiem, że jak nie ma mnie w pobliżu i nie przypominam mu się swoją obecnością to on się zawsze czymś zajmie i zwyczajnie zapomni, że wypadałoby raz w tygodniu wysłać choć smsa z zapytaniem "co tam?" Ja się nie obrażę, nie, nie. To ja zawsze dzwoniłam, pisałam, domagałam się uwagi raz bardziej raz mniej. Chodzi o to, że teraz tego nie chcę, nie chcę, żeby to działało w jedną stronę jak do tej pory.

No popatrz, a w pierwszym poście napisałaś o tym:

Ginevrah napisał/a:

Chodzi o to, że obawiam się, że będąc za granicą będzie się rzadko do mnie odzywał. Postanowiłam sobie, że będę twarda i ja też nie będę się odzywać, bo zwykle robiłam to trochę za często tongue Tylko nie wiem ile dam rade i jak to się skończy... smile

Teraz napisałaś, że chcesz zmienić tę tradycję, tzn. by on dzwonił częściej. Czy Twój luby cokolwiek o tym wie?



Ginevrah napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Zrozumiałam, że nie jest Ci spieszno do ślubu, ale chciałabyś znać jego dokładny termin, bo lata lecą.

Dokładnego terminu znać nie chcę, ale dobrze by było wiedzieć na czym stoję. Kocham go, ale to taki typ człowieka, że wcale bym się nie zdziwiła gdyby za następne 6 lat powiedział mi, że nic z tego nie będzie, a zrobiłby to tylko dlatego, że nie chciałoby mu się postarać bardziej, albo zorientowałby się, że on dalej tkwi w jednym punkcie i zamiast się z niego ruszyć to lepiej "dać mi wolność". To dobry chłopak tylko czasem leń bierze nad nim górę i przez to wiele traci w życiu, dlatego muszę czasem go podkręcić, żeby nie stał w miejscu.

Wcześniej napisałaś tak:

Ginevrah napisał/a:

Owszem, raz mi powiedział, że popracuje tam, rozejrzy się, zbada rynek, ja za rok do niego dołączę (ponieważ mam zaległe tutaj sprawy dlatego nie mogłabym teraz wyjechać), że uzbieramy i wróciły do Polski urządzić wielkie wesele smile Miła perspektywa i w sumie powinna być to satysfakcjonująca mnie deklaracja, ale powiedziana była po długiej rozmowie, moich wątpliwościach i smutkach. Za jakiś czas znów go podpytałam, tak dla sprawdzenia i niestety nie potwierdził swoich słów. Nie zaprzeczył definitywnie, nie, nic właściwie nie powiedział, co w sumie utwierdziło mnie w przekonaniu, że tamto powiedział tylko żeby mnie uspokoić...

Taaak, zapytałaś - dostałaś odpowiedź, po pewnym czasie zadałaś pytanie sprawdzające (będąc spokojną i nienaciskającą). Facet egzaminu nie zdał. Czy on wie o Twojej interpretacji jego zachowania i Twoich wyobrażeniach?



Ginevrah napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Zrozumiałam, że jesteś pełna sprzeczności. Przedstawiasz się jako osoba ułożona, dobrze zorganizowana, spokojna, pod spodem zaś jesteś panikarą.

Nie wiem czy jestem panikarą, raczej nie... Po prostu nie wiem co będzie. Fakt, możesz powiedzieć, że nikt nie wie co będzie... No taki trochę kołtun tongue Może rzeczywiście trochę panikuję tongue

Nie, nie jestem panikarą, ale panikuję. I Ty tego nie nazywasz sprzecznością?

5

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.
Wielokropek napisał/a:

pierwszym poście napisałaś tak:

Ginevrah napisał/a:

Wyjeżdża za granicę zarabiać i to już za kilka dni. Wszystko było ustalone, omówione więc żadnych niespodzianek nie ma.

Wielokropek napisał/a:

Według mnie jest to wspólna decyzja.

To źle to sformowałam. Decyzja była jego, ja zostałam przekonana do słuszności tej decyzji. Pisząc, że "wszystko było ustalone itp" miałam na myśli bardziej to, że nie oznajmił mi tego tydzień temu i nie postawił chamsko przed faktem dokonanym.


Wielokropek napisał/a:

No popatrz, a w pierwszym poście napisałaś o tym:

Ginevrah napisał/a:

Chodzi o to, że obawiam się, że będąc za granicą będzie się rzadko do mnie odzywał. Postanowiłam sobie, że będę twarda i ja też nie będę się odzywać, bo zwykle robiłam to trochę za często tongue Tylko nie wiem ile dam rade i jak to się skończy... smile

Wielokropek napisał/a:

Teraz napisałaś, że chcesz zmienić tę tradycję, tzn. by on dzwonił częściej. Czy Twój luby cokolwiek o tym wie?

Tak wie, poinformowałam go o moich postanowieniach smile Powiedziałam mu, że w sumie to on mnie zostawia więc on ma się starać. Może brzmi to głupio, ale zrozumiał przesłanie smile W każdym razie jest świadomy, że nie będzie już z mojej strony takiego "parcia" na niego. Oczywiście nie będzie tak, ze ja dla zasady nie będę się odzywała i czekała tylko na jego ruch. Chce to wszystko znormalizować, bo mówiąc szczerze nieco go rozpuściłam przez te lata. smile


Wielokropek napisał/a:

Taaak, zapytałaś - dostałaś odpowiedź, po pewnym czasie zadałaś pytanie sprawdzające (będąc spokojną i nienaciskającą). Facet egzaminu nie zdał. Czy on wie o Twojej interpretacji jego zachowania i Twoich wyobrażeniach?

Tak on zna moje oczekiwania i jak już wcześniej pisałam nie broni się przed nimi. Postanowienia są on ma problem tylko wcielić je w życie...

Wielokropek napisał/a:

Nie, nie jestem panikarą, ale panikuję. I Ty tego nie nazywasz sprzecznością?

Może ujmę to tak, nie panikuję, ale "głośno" myślę i analizuję, o. To nie jest jeszcze panika smile może czasem mam problem z przelaniem myśli na papier.

6

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Dobrze.
Nie będę zatem wtrącała się do Twoich "głośnych" myśli i analiz, bo Ty masz obiektywne spojrzenie na swoje sprawy, ja zaś tego nie zrozumiałam.
Żegnam Cię.

7

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.
Wielokropek napisał/a:

Dobrze.
Nie będę zatem wtrącała się do Twoich "głośnych" myśli i analiz, bo Ty masz obiektywne spojrzenie na swoje sprawy, ja zaś tego nie zrozumiałam.
Żegnam Cię.

Ależ nie mówię żeby się nie wtrącać, przecież po to założyłam ten wątek, żeby się wtrącać smile Odpowiadam Ci tylko na Twoje pytania i staram się rozwijać myśli. I nie twierdzę, że nie zrozumiałaś nic, czemu tak sądzisz?

8 Ostatnio edytowany przez Sadie (2011-09-09 02:34:10)

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

A ja sie wtrace....Albo nie cos ci opowiem.
Mam kuzynke. Nazwijmy ja Ala. Majac 19 lat spotkala chlopaka, nazwijmy go Marcin. Ala i Marcin byli razem przez okres studiow potem Ala zdecydowala sie na emigracje do Francji. W celach zarobkowych, podrozniczych generalnie lubi zmiany otoczenia. Po krotkim okresie rozlaki Marcin dojechal do niej do Francji. Spedzili tam 4 lata. Jak latwo sie zorientowac po tym czasie Ala miala juz 28 lat. Marcin tez. Sa rownolatkami. Ala w pewnym momencie stwierdzila podobnie jak ty. Lata leca, mloda jeszcze ale nie mlodnieje...cos z tym trzeba zrobic. Przemyslala sprawe. Postawila facetowi ultimatum. Jestesmy juz razem 9 lat-powiedziala.- Co masz zamiar z tym zrobic? Bo ja wiecznie czekac nie bede. Nie moge zyc w zawieszeniu do 40stki a potem ty sie nagle zdecydujesz na cos innego i ja zostane w latach. Facet cos tam bakal ze jeszcze nie bo to, tamto, sramto. Ala stwierdzila- Masz miesiac. Jesli przez 9 lat sie nie zastanowiles to juz twoj problem. Masz miesiac.
Po miesiacu facet przyniosl w zebach pierscionek, kwiaty i butelke szampana. Wesele odbylo sie w 2008 roku. Nadal sa razem.
Teraz tak, wiele kobiet moze sie oburzyc. Jak to tak zmuszac itd. Skad ona wie ze ten facet ulegl bo chcial czy ulegl bo tak mu bylo wygodnie? Czesto sie slyszy ze to nieromantyczne, ze takie ultimatum jest ponizej pasa, wiele oburzenia. Sama tak myslalam. Ale wiesz co? Zastanowiwszy sie nad tym glebiej uwazam ze Ala ma racje.
Ty jestes w podobnej sytuacji. Chodzi mi o ten aspekt ze chcesz trwalszych deklaracji, zapewnienia, ze ten zwiazek dokads zmierza a nie jestes tylko kolejna stacja w cudzym zyciu.Ze marzysz o wspolnej przyszlosci.
Wasz staz jest krotszy wiec ja bym dala zwiazkowi troche czasu. Czeka was trudny okres rozstania. JEsli go przetrwacie, dobra nasza. Ale licz sie z tym ze mozecie nie wytrwac. Moj wlasny 2-letni zwiazek rozpadl sie pod wplywem emigracji mimo ze w myslach juz nas widzialam na slubnym kobiercu. Jesli wytrwacie przycisnij faceta mocniej. Nie moge ci konkretnie doradzic, ty najlepiej wiesz jak rozegrac sprawy ze swoim mezczyzna. Ale ja gdybym sie czula jak ty to zrobilabym jak Ala. Wymaga to odwagi i odrobiny szalenstwa ale moze sie udac big_smile

P.S. A teraz wyznam ci tajemnice... Zrobilam to samo co Ala pod koniec 2008 roku big_smile Oswiadczylam swojemu mezczyznie ze nie mam czasu wiecznie na niego czekac (w okresie przedswiatecznym pracowal po 13 godz/dobe) I jesli chce mnie zobaczyc po Nowym Roku to ja żądam zlotej dozywotniej gwarancji na palcu. No i zgadnij co dostalam na Gwiazdke? big_smile Mija juz dwa lata od slubu big_smile Powodzenia, skarbie. Wytrwalosci i odwagi zycze.

9

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Rozumiem, że pragniesz deklaracji, jakichś konkretów, jakiejś perspektywy. Ja nie widzę w tym nic złego, że dziewczyna oczekuje oswiadczyn, pierścionka itd.
A tak się jakoś ostatnio porobiło, że takie oczekiwania są be! Bo to naciskanie na partnera, presja i mało romantyczne.
I dziewczyny czekają, czekają, a lata lecą. A jak sie ockną, to mają po trzydzieści parę lat, a ukochany ciągle nie wie czego chce od życia.
Dlatego trzeba być taką jak Sadie i Ala z jej opowieści.
Życzę Ci powodzenia!

10

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Oczywiście że tak, w pełni się zgadzam.Trzeba być jak Ala.Ja kiedyś postąpiłam podobnie wobec swojego faceta.Ciągle był niezdecydowany ,na moje pytania dotyczące naszej przyszłości odpowiadał -nie wiem ,jeszcze nie wiem.W końcu powiedzialam:to wróć do mnie ja się dowiesz czego chcesz.Wytrzymał beze mnie 1 dzień.Wrócił z pierścionkiem.Jesteśmy razem.Nie zmuszałam go nie szantażowalam.Gdyby nie chciał to by nie wrócił.

11

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

No właśnie takie jest też moje podejście. Oczywiście, że tak jest "wygodniej". Żadnych zobowiązań, większych planów, odpowiedzialności, ale to jest dobre jak się ma "naście" lat. Myślę, że po tak długim czasie wręcz moim obowiązkiem jest oczekiwać jakiś deklaracji. Nigdy nie trułam mu "masz się ze mną ożenić!" tylko pytałam jakie ma względem mnie plany. Czy chce przejść na inny etap, czy jest mu dobrze jak jest i w ogóle nie chce tego zmieniać. Zycie ma się tylko jedno i nie mogę pozwolić, żeby przeszło mi przez palce tylko dlatego, że mój chłopak nie wie czego chce, a nie należy naciskać bo się przestraszy. To nie przedszkolak, żeby miał się czego bać tylko dorosły facet.
Dla mnie ślub jest ważny. Nie chodzi o biała suknie itp, może być nawet cywilny. Chodzi o akt prawny, obietnicę i przysięgę, która będzie mobilizowała w trudnych chwilach i jego i mnie. Nie mam zamiaru gimnastykować się z konkubinatem.
Dałam mu pewien czas do grudnia. Niech jedzie, na spokojnie się rozejrzy, znajdzie prace, przemyśli wszystko i w grudniu ma dać mi odpowiedź. Nie chcę żeby przynosił pierścionek w zębach, ale chcę usłyszeć "kochanie, damy radę, przyjeżdzaj, zarobimy i stworzymy rodzinę", albo "nie jestem gotowy, nie wiem czego chce". W jedną, albo w drugą stronę bo już mam dość "kiedyś", "w przyszłości", "zobaczymy", "mam czas". To ostatnie zwłaszcza mnie denerwowało, bo owszem on czas ma, ale mój się bardzo powoli kończy.

Czy nasz związek przetrwa tę próbę? Nie wiem, ale właściwie nie dopuszczam myśli, że może się nie udać smile

12

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

No właśnie i tak trzymaj.W związku należy jasno i otwarcie mówić o swoich oczekiwaniach.
Jednak uwazam że masz na młżeństwo jeszcz dużo czasu.To prawda że niemłodniejesz ale jesteś jeszcze młodziutka.A chłopak ile ma lat?

13

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Pielęgnowanie miłości na odległość jest bardzo trudne i wymaga dużo pracy. Jednak dla chcącego nic trudnego. Byłam w 3 związkach "na odległość" i tylko w jednym ( pierwszym) był rzadki kontakt ( raz na kilka miesięcy ) ale wtedy nie było ery telefonów komórkowych i internetu. Teraz gdyby mój facet odzywał się do mnie lub Ja do niego raz na tydzień to byśmy oszaleli. W chwili obecnej zjechał i mieszkamy razem ale kontakt mieliśmy codziennie i to po parę godzin. On net w komórce Ja net w pracy a po pracy był skyp który cały czas działał, gotowaliśmy razem, oglądaliśmy tv razem, nawet się kapaliśmy big_smile a ile razy zasneliśmy przed kompem big_smile
Wiem, że każdy traktuje sprawy inaczej, dla jednych to patologia być 24 h na linii a dla innych to pełnia radości.
Trzymam kciuki, na pewno coś wypracujecie smile

14

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.
justi31 napisał/a:

No właśnie i tak trzymaj.W związku należy jasno i otwarcie mówić o swoich oczekiwaniach.
Jednak uwazam że masz na młżeństwo jeszcz dużo czasu.To prawda że niemłodniejesz ale jesteś jeszcze młodziutka.A chłopak ile ma lat?

Chłopak jest w moim wieku smile Może i młodziutka jestem, ale chciałabym mieć dzieci. Z powodu drobnych, ale uciązliwych niekiedy, przypadłościach zdrowotnych nie mogę sobie pozwolić na pierwsze dziecko po 30 stce, bo będzie to niebezpieczne i dla mnie i dla dziecka. Im będę starsza tym będę miała większy problem z zajściem w ciąże, dlatego ja wszystko to też biorę pod uwagę. A nie chce mieć dziecka i być w związku, który ma niepewną przyszłość. Dla odmiany chciałabym zrobić wszystko pokolei tongue

nici 24/7 to ja nawet na żywo z nim nie daję rady więc i z tego jak i z technicznego powodu taki kontakt jest niemożliwy smile W sumie nie jedzie na koniec świata zawsze mogę się do niego wybrać na weekend za miesiąc np i odwrotnie. Mam nadzieję, że ten kontakt będzie w miarę normalny i już się będę cieszyć smile

15

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Witajcie!

Dzisiaj chciałabym trochę pojęczeć... Ponieważ mój ukochany w celach organizacyjnych przed wylotem już ze mną nie mieszka i spędziłam pełne 24 godziny sama chyba zaczynam dramatyzować co jest niezdrowe tongue
Denerwuje mnie, że się nie odezwał ani słowem sad Wiem, że to za wcześnie, ale samo "dobranoc" by wystarczyło. Doskonale wiem, że nie jest pochłonięty przygotowaniami jeszcze tylko spędza czas z kumplami i to tymi z którymi leci, więc nawet nie ma usprawiedliwienia, że musi się pożegnać czy coś... No i właśnie to mnie tak irytuje, że on jak się zajmie czymś to zapomina zupełnie, albo uznaje, że nie ma co pisać. Wczoraj wyprowadził się koło południa, minął cały dzień, noc, dzisiejszy dzień i jest znowu noc, i nic. Naprawdę głupie "dobranoc" by mi wystarczyło. Już nawet  nie mówię, żeby tęsknił czy wypisywał nie wiadomo co, ale ze zwykłej przyzwoitości. Tyle miesięcy razem i nagle nic? Cisza? Wolność poczuł? Przecież w żadnym stopniu go nie ograniczałam...
Nakrzyczcie na mnie, albo pocieszcie, bo już sama nie wiem... sad

16

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

nie panikuj. jesli wasz zwiazek ma przetrwac to przetrwa, ale badz uwazna. staraj sie zeby miec z nim regularny kontakt jak bedzie za granica.

17

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.
Ginevrah napisał/a:

nici 24/7 to ja nawet na żywo z nim nie daję rady

To dlaczego chcesz z Nim stworzyć rodzinę i oczekujesz deklaracji z jego strony?

Jeśli tak rzadkie kontakty Wam odpowiadają to dobrze, ale z doświadczenia wiem że rzadki kontakt albo jego brak kiedy druga osoba jest za granicą nie wróży dobrze. O związek trzeba dbać i go pielęgnować. Właśnie teraz poprzez te wielkie możliwości techniczne partnerzy będący daleko od siebie radzą sobie z rozstaniem.

18

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.
nici napisał/a:
Ginevrah napisał/a:

nici 24/7 to ja nawet na żywo z nim nie daję rady

To dlaczego chcesz z Nim stworzyć rodzinę i oczekujesz deklaracji z jego strony?

Jeśli tak rzadkie kontakty Wam odpowiadają to dobrze, ale z doświadczenia wiem że rzadki kontakt albo jego brak kiedy druga osoba jest za granicą nie wróży dobrze. O związek trzeba dbać i go pielęgnować. Właśnie teraz poprzez te wielkie możliwości techniczne partnerzy będący daleko od siebie radzą sobie z rozstaniem.

Wiesz, uważam, że przebywanie z kimś non stop jest niezdrowe, a zwłaszcza dla związku. Preferuję układ - kochamy się, szanujemy, ale każdy z nas jest osobą indywidualną i ma prawo do swojego życia. Dbam o związek i go pielęgnuję, ale nie na zasadzie "wszystko razem, wszędzie razem", bo tym już dawno bym ten związek rozwaliła.
Nie odpowiada mi rzadki kontakt i mam nadzieję, że będzie on dość częsty, ale nie taki jak Twój i Twojego partnera. Raz, że nie ma takiej technicznej możliwości, a dwa, uważam, że wszystko trzeba stosować z umiarem.
Wierzę (bo co mi pozostało tongue ), że damy radę przetrwać tą odległość, a gdy będzie dziać się coś niedobrego zareagujemy w odpowiednim momencie smile

19

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

ja bym na Twoim miejscu b. dbala o ten regularny kontakt, gdy on bedzie za granica, a nawet ja bym go inicjowala. wiem z doswiadczenia - sama pracowalam za granica kilka razy i wiem jak to jest jak sie zostawia kogos bliskiego w polsce - najpierw przez pare pierwszych tyg. sie teskni a potem sie powoli zapomina i przyzwyczaja do nowej sytuacji. czym dluzej za granica i mniejszy kontakt z bliska osoba tym bardziej sie zapomina. zatem - uwazaj i dbaj o regularny kontakt np telef, internetowy (jest skype przeciez).

20

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Zdaję sobie z tego sprawę, oczywiście, ale nie dopuszczę również do tego, że to ja tylko będę dzwonić i się z nim kontaktować. On ma pracę i ja mam pracę, on ma towarzystwo swoje i zajęcia i ja tak samo z tą różnicą, że będzie nas dzielić kilka tysięcy kilometrów, co jednak nie zwalnia go z totalnego niedzwonienia i nie interesowania się mną. Tak uważam.

21

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

jasne, ale na Twoim miejscu tez bym czasem sama zadzwonila. czy napisala. To zaden wstyd ze dziewczyna dzwoni do chlopaka, ale raczej pokazanie, ze tesknisz i ze zalezy Tobie.

22

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Nie no to jest oczywiste smile Po prostu nie chce doprowadzić do sytuacji, że to tylko ja dzwonię i piszę, a on nic i będzie się wykręcał brakiem czasu i tym, że jest za granicą. Z jego perspektywy ja też będę za granicą w związku z tym mamy funkcjonować na równych prawach.

23

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

ginerwah w twoich myslach i wypowiedziach jest wiele sprzeczności. nie traktuj mojej wypowiedzi jako jakiś napad na twoją osobę czy coś złego. ot moje takie spostrzeżenia. piszesz że musisz się zdecydować na dzieci do 30 ze względów zdrowotnych, że chcesz deklaracji, że dałaś czas chłopakowi do grudnia na podjęcie decyzji. ale z drugiej strony piszesz że nie wytrzymujesz z nim 24/7 bo nie na tym związek polega i że macie swoje własne życia bo inaczej można się udusić. moim zdaniem jeśli ktoś sie decyduje na związek i chce deklaracji, rodziny to nie ma się osobnego życia, nie ma Ja, Ty jesteśmy my i tak wytrzymuje się 24/7 mało tego to sprawia przyjemność. według twojej filozofii luzu i przestrzeni i życia razem a osobno rodzina wyglądała by tak, że jedno siedziało by z dzieckiem, a drugie szło na piwo ze znajomymi bo przecież mamy dwa życia. związek polega na pewnych niestety wyrzeczeniach. mieszkanie razem, życie razem, dzielenie dobrych i złych chwil razem do końca życia to właśnie jest 24/7 wiadomo nie zawsze bo jest praca, są obowiązki, jakieś pasje ale jednak w większości czasu jest się razem. i to nie męczy tej drugiej osoby. jeśli chodzi o związki na odległość no cóż ma czas do grudnia na decyzje ale nie znam nikogo wśród swoich rówieśników i osób starszych kto by zasmakował życia za granicą i wrócił do Polski. owszem na kilka miesięcy ale później zaczynają się kłopoty finansowe znowu to samo życie i aż się chce wrócić do zasmakowanej zupełnie innej wolności. jeśli komuś się tam uda i faktycznie zobaczy że ma szansę się dorobić nie wróci chyba że na stare lata ale po co? może u ciebie będzie inaczej i życzę ci tego może wam się uda ale ja radziła bym obserwować jego zachowanie zwłaszcza, że pojechał z kolegami. słusznie tu ktoś napisał że na początku się tęskni a później się przystosowuje i zapomina. życzę powodzenia i raczej jak w grudniu nie będziesz miała satysfakcjonującej odpowiedzi radzę iść dalej przez życie bez niego i szukać szczęścisa gdzie indziej bo może kolejne lata będzie chciał się dorabiać.

24 Ostatnio edytowany przez gosiaczek14 (2011-09-13 22:43:38)

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Hej mam bardzo wielki problem jestem z chłopakiem półtorej roku co prawda po roku się z nim rozstałam ale po czterech miesiącach znowu do siebie wruciliśmy  i jesteśmy ze sobą pół roku .Powodem rozstania było to że dla niego najważniejsi są koledzy czułam się w tym związku jak bym była osobą drugoplanową czyli dopiero po jego kolegach . Pewnego razu doszło do strasznej sprzeczki stwierdził że bym chciała go trzymać jak w jakimś więzieniu i wszystkiego mu zabraniam że on z kolegów nie zrezygnuje choćbym nie wiem co robiła że jak inne dziewczyny mu mówiły żeby zrezygnował z kolegów to po prostu się rozstawali . Bardzo mnie to zabolało i postanowiłam się z nim rozstać chociaż bardzo cięzko mi było. on sobie nie mógł tego darować i prosił mnie żebym do niego wruciła bo tylko ja daję mu sens życia .Obiecał że sie zmieni więc po czterech miesiącach jakoś mnie przekonał żebym do niego wruciła .obiecywał że już nie będą dla niego ważni koledzy . A teraz co? znowu to samo mam dość tych jego kolegów  on nawet nie zdaje sobie chyba z tego sprawy jak mnie czasami krzywdzi swoim zachowaniem i słowami czasem czuję się jak bym była dla niego wogóle nie ważna . Bardzo go kocham ale nie wiem co zrobić już mam dość wylewania łez wieczorami . Poprostu nie wiem jak sobie z tym poradzić. Jestem pewna że gdyby miał wybrać między mną a kolegami to by wybrał ich . To jest przyczyną naszych kłutni których teraz jest za dużo . Moje czeste fochy z tego powodu.Oświadczył mi że piątki są jego poświęcone dla kolegów i ja nie mam nic do gadania. przez cały tydzień jest w pracy a jak w piątki wraca to woli się spotkać z kolegami niż ze mną to jest dla mnie chore sad      Proszę pomóżcie sad:(:(

25

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

gosiaczek14 Po pierwsze popracuj nad ortografią, a po drugie to mój wątek, nawet w nazwie zaznaczyłam, że jest to "mój prywatny wątek" więc nad czytaniem ze zrozumieniem też popracuj...

mał@ doskonalę Cię rozumiem i nie traktuję Twojej wypowiedzi jak ataku smile Problem przebywania ze sobą 24/7 tyczył się bardziej tego, że nici napisała jak ona spędza czas i kontaktuje się ze swoim ukochanym jak on jest za granicą i ja uważam, że jest to drobna przesada. Poza tym jesteśmy już tyle razem, że nie czujemy takiej potrzeby przebywania obok siebie z taką intensywnością smile Może wydawać Ci się to dziwne i prowadzące do rozstania, ale ja traktuję to jako umocnienie związku, ponieważ wiem, że jak on gdzieś sam pójdzie to mogę mu ufać i na odwrót. Nie potrzebujemy siebie non stop, a to uważam, za zdrowy objaw. Mimo jako takiej wolności wiem, że jestem dla niego najważniejsza, a on dla mnie. Nawet teraz po tylu latach wiem, że jak zadzwonię i zapytam się czy mogę wpaść to po odwołuje wszystkie spotkania z kolegami. Kiedy jestem u niego ja jestem najważniejsza i na odwrót. Dlatego uważam, że pozwolenie sobie na więcej luzu w takim układzie jest dobre.
Co do Twojej - mojej filozofii luzu, gdzie jedno siedzi z dzieckiem, a drugie idzie na piwo z kolegami, a czemu nie? Jeżeli raz na jakiś czas, nie mówię ciągle, będzie miał taką ochotę niech idzie, a i ja chętnie raz na jakiś czas wyjdę sama z koleżankami. Jednego nauczyłam się będąc w związku, że nie da się robić wszystkiego razem i nie należy tego robić. Tworzymy jedność, ale każde z nas to osobna indywidualność, która ma prawo do własnego życia. Może już nie takiego luźnego jak to bywa, gdy nie jest się w związku, ale jednak ma.
Jeżeli chodzi o "za granicę", bardzo się ucieszę jeśli mu się tam spodoba smile I w grudniu nie chcę od niego deklaracji i powrotu, a deklaracji co dalej z naszym związkiem. Jeżeli po tych miesiącach upewni się, że jestem tą jedyną i mi to powie to ja bardzo chętnie w przyszłym roku dołączę do niego smile

26

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

nie ja nie traktuje rzadkiego kontaktu, czy też luzu w związku jako objaw rozstania bo każdy związek jest inny to oczywiste napisałam to patrząc na siebie a już ci piszę jak to ze mną było. byłam w związkach na odległość nie tylko tą emigracyjna ale i też naszą krajową. i po pewnym czasie powiedziałam sobie, że już nigdy w życiu w coś takiego się nie wpakuje, że to nie związek jeśli ludzie nie przebywają ze sobą bo rozmawiać to ja i z kolegą mogę. no i pewnego dna poznałam super chłopaka okazało się że pochodzi z mojego miasta ale już parę lat w nim nie mieszka bo pracuje w Warszawie ale dostał tu kontrakt na parę miesięcy jak się poznaliśmy został mu miesiąc. ja nie chciałam w to wchodzić no bo coś sobie obiecałam ale on chciał. warunek dla mnie był jeden  musiałby zrezygnować z pracy w Warszawie bo ja nie chcę mieć chłopaka na weekend a na co dzień chcę kiedyś założyć rodzinę ustabilizować swoje życie a nie chcę tracić czasu na kolejny taki związek żeby po pół roku czy roku nic nie wyszło. zrezygnował zamieszkaliśmy razem poznawaliśmy się wielu pukało się w głowę a my po dwóch miesiącach się zaręczyliśmy:) w przyszłym roku bierzemy ślub wtedy minie ponad dwa lata od tego wszystkiego. przebywamy razem każdego dnia i jesteśmy coraz bliżej znamy swoje mocne i złe strony wiadomo że każde z nas od czasu do czasu gdzieś wyjdzie ze znajomymi, mamy pracę ale już np jak ktoś dzwoni do mnie o 23 i mówi żebym wyszła na ławkę pod blok posiedzieć i napić się piwa to wiem że togo nie zrobię i nie dlatego że nie mogę ale po prostu nie chcę. zmieniłam pewne zachowania. cudownie że łączy was taka więź, że macie pełne zaufanie do siebie mam nadzieję że wszystko się ułoży, że ten wyjazd was nie oddali a wzmocni. ja bym tak już nie potrafiła. w ogóle wyjechał już?? jak tam pożegnanie??

27

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

mał@ bardzo się cieszę, że tak się Wam udało smile To miłe jak coś komuś w życiu wychodzi tak jak sobie postanowi smile
Jeżeli chodzi o nas to my w sumie od zawsze jesteśmy w związku na odległość tylko ta odległość nie wielka ^^ Nigdy często nie widywaliśmy się w tygodniu, bo każdy miał pracę, szkołę, tylko weekendy.

Jeszcze się nie żegnaliśmy tongue Za kilka dni wyjeżdża, ale mam wrażenie, że nie będzie jakiejś histerii smile Pożegnanie to nie problem, zwłaszcza, że mieszkaliśmy ze sobą jakiś czas i tak jak napisałam, że "mam jego zapas na razie", więc myślę, że nie zrobi to na mnie wielkiego wrażenia. Problem pojawi się prawdopodobnie za jakiś czas kiedy będę chciała się z nim spotkać czy coś, a to już możliwe nie będzie... Na razie staram się o tym nie myśleć, liczę, że będę miała duuuuuuużo zajęć, które skutecznie zajmą mi głowę smile

28

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

no takie zajęcie głowy to podstawa smile ale to dobrze wpływa na kobietę ja pamiętam jak się chciałam czymś zając to zaczęłam biegać, zapisałam sie na fitness podszkoliłam język, no i w pracy wzięłam się za siebie więc to kształtuje naszą pomysłowość i rozwija:) widzisz ja to się już tak przyzwyczaiłam, że jesteśmy częściej razem niż osobno że ostatnio namówiłam mojego K. żeby z chłopakami ode mnie z pracy szedł grać w piłkę:) tak dawno nie siedziałam sama w domu smile bo on to taki ( co dla mnie dobre) że z kumplami to woli nie bo kumple to różni są i jak przychodzi z pracy to albo gdzieś idziemy albo on woli przed komputerem trochę pogra, trochę w necie pobuszuje przynajmniej nie mam problemu typu że się gdzieś tam szlaja:) daj znać jak tam sobie będziesz radzić po wyjeździe:)

29

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Przeczytawszy Twój wątek jestem skłonna zgodzić sie z uwagami Wielokropka. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że w tytule zaznaczyłaś, że są to Twoje rozterki to traktuje Twoje wpisy trochę jak myśli nieuczesane.
Niemniej jednak, wolność wolnością, ale jeżeli mieszkacie ze sobą a on przed wyjazdem wyprowadza się i wieczorem nie dzwoni żeby zapytać jak sie ogarnęlaś po jego wyprowdzce albo chociażby powiedziec dobranoc, to jest to trochę dziwne. Chyba, że w waszym związku nie było troski, czułości na dobranoc, to może jest to normalne. Chociaż chyba nie, skoro Ci z tym źle było.
Prawda jest taka,że aby w takiej sytuacji związek przetrwał, i Ty i on musicie tego chcieć i o to dbać. Jeżeli on do tej pory nie wykazywał w tym kierunku zbytniej aktywności ( a z Twoich postów wynika, że nie wykazywał), to nie nastawiałabym się, że to się zmieni jak będzie gdzieś daleko...
Ktos mądry mi kiedyś powiedział (jak miałam swoje rozterki), jeżeli facet w swoich planach ( obojętnie czy dotyczą one wakacji, czy sposobu spędzenia emerytury) wspomina o Tobie, to znaczy, ze ten zwiazek ma przyszłość.

30

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

No dobra. Nie ma go. Dziwne, bo czuję pozytywną energię... Mam jakieś podświadome przekonanie, że w pewnym sensie mam jeden problem z głowy. Ale nie taki problem, który sprawia mi kłopot, ale to jest coś takiego, że nie muszę się o niego martwić i w jakimś tam stopniu zajmować tylko mam teraz czas dla siebie. Czy to jest zdrowe uczucie?
Czuję jakbyśmy mieli przerwę, ale taką pozytywną, że nadal jesteśmy ze sobą, ale teraz każde jest zmuszone zająć się tylko sobą. Eh... Już sama nie wiem. Na razie jest dobrze co jest najważniejsze, ale mam nadzieję, że ten stan będzie trwał dłużej niż kilka dni tongue

Dina napisałaś, że "Ktos mądry mi kiedyś powiedział (jak miałam swoje rozterki), jeżeli facet w swoich planach ( obojętnie czy dotyczą one wakacji, czy sposobu spędzenia emerytury) wspomina o Tobie, to znaczy, ze ten zwiazek ma przyszłość."

On cały czas o mnie wspomina to na pewno, problem jest w jego planach które są straaaasznie odległe tongue No ale teraz nie będę się tym zajmować, ponieważ chciałabym utrzymać stan spokoju i nie przejmowania się jak najdłużej smile

31

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

I jak tam się sprawy mają na odległość ? Dajecie radę ?
Trzymam kciuki

32

Odp: Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Miałam ostatnio napisać, ale nie miałam czasu smile Myślałam, że nikt tutaj już nie zagląda tongue

Powiem tak, jest dużo lepiej niż myślałam smile Nie myślę o nim cały czas, nie przejmuję się. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że fakt, że jest daleko wpływa na mnie tak, że nie mam pretensji, że np nie dzwoni często i nie pisze. Po prostu jest daleko i nie zawsze może. Teraz przez ponad tydzień nie miał internetu i sie nie kontaktowaliśmy i powiem Ci, że też tragedii nie było. Wydaje mi się, że bardziej mnie to wszystko denerwowało jak był blisko, bo wiedziałam, że nic nie robi i może się odzywać a tego nie robił. Teraz jest dobrze, spokojnie. Tęsknie, ale bez przesady. Nie wypłakuję się w poduszkę, nie chodzę przymulona i smutna. Nie patrzę tęsknym okiem na zakochane pary. W ogóle żyje zupełnie normalnie i zdrowo smile

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mój prywatny wątek rozterek miłosnych.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026