Pewnie już było wiele takich tematów, ale tak po prostu chce mi się wygadać. Mam 20 lat i mnóstwo kompleksów, które cały czas ukrywam.
Wkurza mnie to, że nie potrafię się angażować, odrzucam każdego chłopaka, bo pomimo jego zalet, zawsze widzę jakieś minusy. Część moich znajomych jest już w poważnych związkach, nie ukrywam tego że im zazdroszczę. Ale sama sobie jestem winna... W liceum każda rozmowa z chłopakiem kończyła się tym, że po pewnym czasie się odcinałam, on pisał , ja nie odpisywałam na smsy, unikałam spotkań, itp. tak jakbym nagle straciła zainteresowanie. Potem sobie tłumaczyłam, że nie ma sensu się zmuszać.. Idąc na studia, postanowiłam sobie, że będę bardziej otwarta na ludzi, ale kończyło się to tak samo. Odrzucałam chłopaków, bałam się nawet spotkania, pójścia na spacer!
Dlaczego tak jest? W większej grupie osób jestem duszą towarzystwa, nie jestem nieśmiała, mam przyjaciół (w tym chłopaków) i lubię być w centrum uwagi.. Nikomu nie mówię tego, że jest mi źle, że czegoś żałuję. Staram się zawsze twardo stąpać po ziemi i udawać, że jestem szczęśliwa! Tylko, że tego mam już dość. Niby się mówi, że na każdego kiedyś przyjdzie pora i się zakocha, ale ja miałam już tyle okazji, które po prostu zmarnowałam.
Teraz zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać, może to przez kompleksy? Czasami sobie myślę, jak to jest możliwe że właśnie ktoś chce się ze mną umówić.. Z drugiej strony na brak powodzenia nie mogę narzekać, jedynie na swoje zachowanie... Poza tym denerwuje mnie to, że rodzice ciągle pytają kiedy znajdę sobie chłopaka, że to już najwyższa pora. Nie chodzi im nawet o jakiś poważny związek, ale po prostu chcą żebym się umawiała z chłopakami! Jak ja mam się zmienić????
Podobne tematy
Hm, po pierwsze: jakie Twoim zdaniem masz kompleksy? Po drugie: to, że nagle tracisz zainteresowanie wygląda jakbyś była znudzona. Może chodzi o to, że nie lubisz być zdobywana, ale to Ty lubisz zdobywać, myślałaś nad tym? Z tego co opisujesz masz niezłe powodzenie, nie brakuje Ci okazji by spotkać kogoś wartościowego, więc na razie myślę, że powinnaś przeanalizować te dwie kwestie, o których wspomniałam ![]()
Nie do końca akceptuję swoje ciało... Nie jestem ani gruba, ani szczupła. Raczej normalna, ale nienawidzę swoich ramion, brzucha, okrągłej buzi. Często porównuję się do innych dziewczyn, które są zgrabniejsze. Wiem, że to takie głupie gadanie. Z tym powodzeniem to też nie jest tak, że jestem rozchwytywana
O zdobywaniu nigdy nie myślałam, ale może rzeczywiście w tym tkwi problem! Nie wiem tylko czy nie jestem zbyt nieśmiała.... Zgrywam pewną siebie, ale tak na prawdę często jestem wstydliwa, chyba boję się też odrzucenia.
i znowu to samo!!!! Pomocy! Ja jakoś nie mogę się przełamać.. Poznałam fajnego chłopaka i oczywiście było wszystko fajnie dopóki nie zaczęłam sobie wkręcać jakiś głupot! Taka sama historia jak zwykle... Odrzucam kogoś, a teraz nie potrafię przestać myśleć.... Jak ja mam się przełamać? Nie mogę "zdobywać", bo mam zasadę, że jak chłopak chce to sam zagada. Z drugiej strony jak już się mną zainteresuje i jest ok, to mi się nagle włącza jakaś blokada (zachowuję dystans, udaję niedostępną, itp.). Mam kompleksy, myślę, że jestem za niska i za gruba i nie mogę chyba tego pojąć, że się spodobałam na prawdę komuś. Myślę cały czas o tym jak chciałabym się z nim spotkać, to jest kolega moich przyjaciół, ale przy nich się wstydzę powiedzieć tego co tu piszę, wstydzę się też powiedzieć, że chciałabym żeby zaprosili jego i mnie na wspólną imprezę. Tylko anonimowo mogę się wyżalić. Wiem, że kompleksy na punkcie figury ma dużo osób, ale jak to zwalczyć? Nie jestem wielkim grubasem, ale widzę szczuplejsze osoby i nie rozumiem jak ja się mogę przy nich komuś podobać!
Pomysl...skoro innym sie podobasz to moze powinnas zaczac akceptowac i podobac sie sobie? Pokochaj swoje cialo. W koncu spedzicie razem cale zycie wiec zacznij sie do niego przyzwyczajac. W Desideracie napisano "...staraj sie unikac porownan albowiem zawsze bedzie ktos lepszy i gorszy od ciebie..." Swieta prawda. Czeka cie duzo pracy. Nad samoakceptacja i poczuciem wlasnej wartosci bo z tym tez masz powazny problem. A to ze w towarzystwie brylujesz jest maska ktora nakladasz bo boisz sie odrzucenia i zranienia a nie chcesz zeby inni widzieli cie slaba. Wiec ukrywasz prawdziwa siebie. To taka moja domowa diagnoza...
Skąd się wzięła u Ciebie ta niska samoocena? Opowiedz o swoim dzieciństwie, o swoich rodzicach. Obawiam się, że to jest sedno sprawy. Powiedz rodzicom, że pójdziesz do zakonu, albo że zamieszkasz z dziewczyną ![]()
Moje dzieciństwo było raczej dobre. Przez wiele lat byłam jedynaczką, miałam co chciałam. Wszyscy zawsze mówili, że jestem ślicznym dzieckiem i raczej byłam rozpieszczana przez rodziców.. Potem urodził się mój brat i moje kontakty z mamą się pogorszyły. Nie dogadujemy się zbyt dobrze do tej pory, za to z tatem mogę zawsze porozmawiać. Gdy byłam mała, zawsze byłam nieśmiała. Później zaczęłam dojrzewać chyba szybciej niż moje koleżanki. W gimnazjum zaczęłam się porównywać do innych dziewczyn i zaczęły się kompleksy. Potem w liceum nagle wielu chłopaków zaczęło się mną interesować (zrobiłam wiele głupich rzeczy, dawałam komuś nadzieję, a potem się wycofywałam) i tak jest do dzisiaj, ale ja zachowuję się jak idiotka!
Wstyd mi swojego zachowania to wygląda np tak: Jak poszłam na studia, kolega zaprosił mnie na spacer między zajęciami, widać było o co mu chodzi i że mu się podobam; ale stchórzyłam i pomyślałam, że pokażę, że jestem twarda i zaproponowałam koleżance, żeby poszła z nami. Ostatnio, spodobałam się temu chłopakowi o którym pisałam w poprzednim poście (on mi też się podobał), a ja poszłam do innych ludzi, zwyczajnie uciekłam.. bo sobie wkręciłam, że wcześniej rozmawiał z moja przyjaciółką ale ona ma chłopaka, więc ja mu się na pewno nie podobam. Potem okazało się, że było zupełnie inaczej. Nawet gdy jest wszystko ok, ja nagle zrywam kontakt z kimś, nie wiem sama dlaczego. Byli tacy którzy pomimo mojego braku odzywania się, pisali codziennie, przez wiele tygodni, a ja wtedy czułam tylko satysfakcję, że sobie czeka.
A najgorsze jest to, że potem żałuję!!
hm.. a moze tak naprawde nie jestes gotowa na zwiazek.. uwazasz ze powinnas miec kogos bo inni mają.. ale moze nie czujesz podswiadomie powolania do bycia z kims.. nie skupiaj sie tak na jednym celu.. bo przez to mozesz sie zmaykac.. tak bardzo chcesz ze sie stresujesz, boisz jak wypadniesz i widzisz jakies swoje wady itp. postaraj sie wziac na luz.. spotykaj sie z przyjaciolmi, baw sie.. a milosc sama przyjdzie.. powodzenia ![]()
To już wiemy skad się biora przeterminowane dziewice ![]()
Po prostu mają blokady ![]()