netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozwieść się czy nie?

52 odpowiedzi14 361 wyświetleńzałożony przez ciocia44, 21.08.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwieść się czy nie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 53 ]

1 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-08-22 11:09:15)

Temat: Rozwieść się czy nie?

witam,jestem tu od paru minut wiec nie bardzo wiem od czego zaczac.
Z moim obecnym mezem znamy sie 15 lat,bylismy dobrymi przyjaciolmi,8 lat temu zaczelismy sie spotykac,po dwoch latach urodzil nam sie syn,rok poznie wzielismy slub,potem wyjechalismy do szkocjii za praca oczywiscie,tam urodzila sie nasza coreczka,ukladalo nam sie w sumie dobrze,az pewnego roku nie wiem co sie stalo przestalam miec ochote na bliskosc z mezem,coraz rzadziej sypialismy ze soba (nigdy nie bylo mi za dobrze w lozku ale jakos to wytrzymywalam).
Nie sypiamy ze soba juz prawie dwa lata,ja powiem szczerze ze nie czuje takiej potrzeby ale wiem ze jemu  bardzo tego brakuje ale jakos nie potrafie sie przelamac.  Rok temu dostalismy mieszkanie,myslalam ze jak bedziemy na swoim to cos sie zmieni na lepsze ale wrecz przeciwnie jest gorzej,teraz to nawet sypiamy osobno,maz spi w sypialni a ja w duzym pokoju i nadal jest mi ciezko zeby sie przelamac,dodam tylko ze nie pracuje aktualnie,wychowuje dzieci,mysle o odejsciu bopowiem szczerze ze nie jestem szczesliwa,a jak matka jest nieszczesliwa to i dzieci sa nieszczesliwe,ale boje sie ze nie znajde pracy i ze nie dam rady sama wychowac dzieci.
Caly czas czulam sie jak taka kura domowa,niezadbana tylko dzieci i dom az do pewnego momentu.  Pare miesiecy temu wzielismy pozyczke i przyszedl do nas do domu przedstawiciel,bardzo sympatyczny mlody chlopak,mowiemlody bo majac 35 lat wszyscy wydaja sie mlodzi. Wogole nie zwracalam na niego uwagi az do pewnego momentu,powiem tylko tyle ze widujemy sie co tydzien akurt w czasie kiedy jestem sama, zaczal pisac do mnie sms, zaczal sie usmiechac a ja nie wiedzialam co mam o tym wszystkim myslec.nic miedzy nami nigdy nie bylo ale zmienil sie moj stosunek do mojej osoby,zaczelam osiebie dbac,uswiadomilam sobie ze jestem atrakcyjna skoro mlody chlopak zwrocil na mnie uwage i to jest bardzo mile,nie powiem podoba mi sie on ale nie lubie wcinac sie w zwiazek,on jest z kims zwiazany jamam rodzine,meza ktory nie pamieta o rocznicy,urodzinach itp,nie wiem czyjestem zdolna do zdrady ale nie bede uciekac przed flirtowaniem,czujesie atrakcyjna,seksy,ale coraz czesciej mysle o rozwodzie,nie wiem co mam zrobic,nie chce sie z kims wiazac ale tez nie mam sily dluzej ciagnac czegosco nie ma sensu.
Prosze napiszcie co myslicie o mojej sytuacji,dziekuje, ciotka

2

Odp: Rozwieść się czy nie?

Jeżeli nie kochasz męża to w czym problem ?
Albo chcesz to uratować czyli terapia albo wspólny wyjazd tylko we dwoje może to obudzi dawne uczucie
albo to zakończ, męczysz siebie i męża.
Ja bym spróbował uratować związek, facet może nie wiedzieć że między wami jest tak źle, a przynajmniej nie myśli nad tym.
Weź go przyduś i powiedz jak w rzeczywistości wygląda sytuacja, jeżeli nie zacznie się starać to nie ma sensu ale daj mu szanse. Ja takiej nie dostałem

3

Odp: Rozwieść się czy nie?

Nie jest dobrze, gdy małżeństwo to tylko "na dobre" a gdy pojawia się "na złe" to od razu rozwód. Zawsze były kryzysy w małżeństwach, ale problemy trzeba rozwiązywać a nie od razu rejterować. Tak nie można. Jak są dzieci, trzeba pomyśleć o nich również. Może potrzebna jest pomoc fachowców? Terapia małżeńska lub seksuolog. Żeby nie mieć sobie do zarzucenia, że nic się nie zrobiło dla ratowania RODZINY. Rodzina to nie tylko mąż i żona to też bezbronne dzieci, którym świat się może wywrócić do góry nogami.
To, że teraz zaczęłaś dbać o siebie to dobrze, ale rób to dla siebie, dla własnego dobrego samopoczucia a nie dla kogoś.
Warto to wszystko dobrze przemyśleć. Czy mąż jest dobrym ojcem?

4

Odp: Rozwieść się czy nie?

kilkakrotnie probowalam podjac rozmowe i mowilam w czym problem,mowilam ze nie jestem szczesliwa ze musimy cos z tym zrobic ale jak tylko ja probuje to juz po prostu nie mam sily,mi sie wydaje(znajac meza tyle czasu) ze on chyba czeka az ja podejmejakas decyzje,po prostu ze wszystkim tak jest jak ja czegos nie postanowie to on sie nie zdecyduje na nic. Mam problem bo on nie potrafi rozmawiac o uczuciach, i niby on to wszystko rozumie ale nie probuje nic zrobic,czasami mam wrazenie ze to jest takie wykanczanie psychiczne,a jezeli chodzi o dbanie o siebie dla kogos to nie robie tego dla tego chlopaka co poznalam tylko dla siebie,przez ostatnie lata nie czulam sie atrakcyjna w oczach meza,czy sie ladnie ubralam czy wymalowalam nie bylo zadnej reakcji i myslalam ze moj urok osobisty przeminal wraz z wiekiem ale jednak moge sie podobac,dziekuje wam za rady i dzisiaj ostatni raz porozmawiam z mezem i zobaczymy.

5

Odp: Rozwieść się czy nie?
ciocia44 napisał/a:

kilkakrotnie probowalam podjac rozmowe i mowilam w czym problem,mowilam ze nie jestem szczesliwa ze musimy cos z tym zrobic ale jak tylko ja probuje to juz po prostu nie mam sily,mi sie wydaje(znajac meza tyle czasu) ze on chyba czeka az ja podejmejakas decyzje,po prostu ze wszystkim tak jest jak ja czegos nie postanowie to on sie nie zdecyduje na nic. Mam problem bo on nie potrafi rozmawiac o uczuciach, i niby on to wszystko rozumie ale nie probuje nic zrobic(...) dzisiaj ostatni raz porozmawiam z mezem i zobaczymy.

Cóż nie wszyscy potrafią mówić o uczuciach - ale to chyba nagle na niego nie spadło? Przedtem był wylewny w rozmowach?
Nie napisałaś czy mąż jest dobrym ojcem. To czy Ty jesteś szczęśliwa to jedno, a to czy dzieci czują się bezpieczne i szczęśliwe to drugie.
Jeżeli mąż jest z tych, co to trzeba prowadzić za rączkę TO Ty podejmij decyzję. Albo idziemy razem na terapię albo sorry Gregory trzeba będzie pójść każde w swoją stronę. Może to nim potrząśnie i spowoduje jakąś reakcję. big_smile

6 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-08-21 09:46:52)

Odp: Rozwieść się czy nie?

To, że Twój mąż ma kłopoty z okazywaniem uczuć i mówieniem o nich wprost, to jego cecha znana Tobie od dawna. Cóż zatem stało się takiego, że TERAZ to Tobie przeszkadza?

Jeśli Twój mąż nie ma potrzeby uczestniczenia we wspólnej terapii, możesz rozpocząć terapię indywidualną, własną. To również wpłynie na wasze wzajemne relacje. Jeśli Twoje zachowanie ulegnie zmianie, mąż będzie musiał się do niego dopasować. I nie jest tak, że do odbudowania związku konieczna jest terapia obojga partnerów - to mit.

Edycja:
Przeczytałam raz jeszcze Twój pierwszy post.
Nie oglądając się na męża, podejmij własną terapię.
Brak seksu jest skutkiem, nie przyczyną, kłopotów. I można myśleć o sobie, że jest się piękną, atrakcyjną, mądrą kobietą, itd. BEZ komplementów ze strony męża.

7

Odp: Rozwieść się czy nie?

nawiazujac do odpowiedzi ,nie wiem co sie stalo ale przed urodzeniem dzieci i tego jak sie pobralismy bylo inaczej,wszystko zaczelo sie na dobre jak urodzila sie nasza corka,wszystko jakby sie skonczylo,ja zajmowalam i zajmuje sie glownie domem i dziecmi a on tylko pracuje.
Jakim jest ojcem? Trudno powiedziec bo nigdy go nie ma jak jest potrzebny,jak wraca z pracy to ja akurat rozumiem ze jest zmeczony ale jak ma wolne albo urlop to wcale mu sie nie spieszy zeby wstac i spedzic dzien z dziecmi ktore tak bardzo podobno chcial,nawet jak dzieci go budza to ich wyrzuca z sypialni,potem jest lezenie na kanapie i gapienie sie w tv,jak tak ma wygladac dalej moje zycie to sobie podziekuje,na chwile obecna jestem i matka i ojcem,podejmuje wszystkie decyzje i nie mam w nim zadnego wsparcia,calkiem jakby przestal sie starac po tym jak juz wzielismy slub,bo po co sie starac jak juz ja zdobylem,ja to tak odbieram.
Ja staram sie robic wszystko zeby nasz dom byl domem,takim rodzinnym,ale on nawet swieta potrafi zepsuc,przykromi to pisac ale mam wrazenie jakby bycie ojcem i mezem przeroslo go i nie odnajduje sie w tym.

8

Odp: Rozwieść się czy nie?
ciocia44 napisał/a:

(...)przed urodzeniem dzieci i tego jak sie pobralismy bylo inaczej,wszystko zaczelo sie na dobre jak urodzila sie nasza corka,wszystko jakby sie skonczylo,ja zajmowalam i zajmuje sie glownie domem i dziecmi a on tylko pracuje.
(...)

Jeśli dobrze zrozumiałam, w sposób nieformalny dokonaliście podziału obowiązków. Ty - zajmujesz się domem i wychowywaniem dzieci, Twój mąż - zajmuje się zarabianiem pieniędzy dla całej rodziny.
Po tylu latach takiego układu, który również Tobie odpowiadał (albo i nie, ale nie mówiłaś o tym głośno) trudno go zmienić i nakłonić męża do wypełniania innych zadań.

Poza tym unikanie poruszania trudnych spraw weszło w krew nie tylko jemu, ale i Tobie. Przykład?

ciocia44 napisał/a:

(...)nigdy nie bylo mi za dobrze w lozku ale jakos to wytrzymywalam(...)

Moja dobra rada: nie przerzucaj całej odpowiedzialności za niezbyt udany związek na męża. Przyjrzyj się też swoim "zasługom", wyjdzie to tylko na zdrowie i Tobie, i Twojemu małżeństwu.

Powodzenia. smile

9

Odp: Rozwieść się czy nie?

{Jeśli dobrze zrozumiałam, w sposób nieformalny dokonaliście podziału obowiązków. Ty - zajmujesz się domem i wychowywaniem dzieci, Twój mąż - zajmuje się zarabianiem pieniędzy dla całej rodziny.
Po tylu latach takiego układu, który również Tobie odpowiadał (albo i nie, ale nie mówiłaś o tym głośno) trudno go zmienić i nakłonić męża do wypełniania innych zadań.}

Nigdy nie dzielilismy obowiazkow,kiedys pracowalismy oboje i oboje zajmowalismy sie domem,jak urodzilo sie pierwsze dziecko wstawal w nocy,pomagal,potem cos sie stalo i przestal,ale jak juz dwojka dzieci byla w domu to juz tak jakby obchodzilo go tylko czy obiad jest zrobiony,wiedzialam ze ma sklonnosci do tego bo jest jedynakiem i zawsze matka za niego wszystko robila ale jak zamieszkalismy razem to bylam mile zaskoczona jego pomoca,i pisze ze sie staral tylko do slubu bo jak sie pobralismy to wszystko sie zmienilo.
a jezeli chodzi o sypianie to kilkakrotnie mowilam mu ze nie jestem usatysfakcjonowana i ze musimy cos zmienic w seksie ale on nie stara sie zeby mi bylo dobrze tylko czeka zeby skonczyc,sory za szczerosc,ale jezeli ktos mowi ze czegos nie lubi to staram sie cos zmienic ale jezeli mi cos nie pasuje i musze to znosic to wole tego nie robic.

10

Odp: Rozwieść się czy nie?

Jego wina, jego wina, jego wina, jego wina, jego wina.

W ten sposób nie naprawisz związku, ale może o to właśnie Tobie chodzi.
Wówczas obrzydzanie sobie faceta i obarczanie go wyłączną odpowiedzialnością za kłopoty w związku, jest najlepszą metodą.

11

Odp: Rozwieść się czy nie?

moja wina moja wina moja wina

tylko tyle potrafisz,osadzac innych,napisalam przeciez ze bylo dobrze i cos sie zmienilo ale chyba dobrze nie umiesz czytac,bo sadzac po twojej wypowiedzi to ty uwazasz ze kobieta powinna robic wszystko i zawsze jest wina kobiety,ty masz za bardzo wyidealowany poglad jak powinno wygladac malzenstwo,albo w ogole nie masz pojecia co to jest malzenstwo,bo w mazenstwie trzeba sie wspierac a nie zwalac calej odpowiedzialnosci na druga osobe,jak uwazasz ze jest taki idealny a ja taka zla to z mila checia ci go oddam.......

12 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-08-21 12:36:30)

Odp: Rozwieść się czy nie?
ciocia44 napisał/a:

...ja zajmowalam i zajmuje sie glownie domem i dziecmi a on tylko pracuje.
(...)mam wrazenie jakby bycie ojcem i mezem przeroslo go i nie odnajduje sie w tym.

Przykro się takie rzeczy czyta. Często się słyszy, że kobieta siedzi w domu i nic nie robi. Może jeśli nudzisz się w domu w roli żony i gospodyni to zamień się z mężem rolami. Niech on zostanie w domu z dziećmi a Ty TYLKO pracuj na utrzymanie 4 osób.
Życie w rodzinie to nie sielanka z filmów familijnych i wymaga poświeceń oraz współpracy. Od obojga. W mądrej książce przeczytałam, że życie w związku może wyglądać na 2 sposoby - jak w jednej drużynie lub jak na zawodach.
Zastanów się czego Ty chcesz dla swoich dzieci.
Jeśli jest problem to trzeba coś z nim próbować zrobić. Czy Ty chcesz ratować tę rodzinę?

13 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-08-21 12:50:35)

Odp: Rozwieść się czy nie?
ciocia44 napisał/a:

moja wina moja wina moja wina

tylko tyle potrafisz,osadzac innych,napisalam przeciez ze bylo dobrze i cos sie zmienilo ale chyba dobrze nie umiesz czytac,bo sadzac po twojej wypowiedzi to ty uwazasz ze kobieta powinna robic wszystko i zawsze jest wina kobiety,ty masz za bardzo wyidealowany poglad jak powinno wygladac malzenstwo,albo w ogole nie masz pojecia co to jest malzenstwo,bo w mazenstwie trzeba sie wspierac a nie zwalac calej odpowiedzialnosci na druga osobe,jak uwazasz ze jest taki idealny a ja taka zla to z mila checia ci go oddam.......

Po pierwsze: nigdzie nie napisałam, że wina leży wyłącznie po Twojej stronie.
Po drugie: nigdzie nie napisałam, że wina leży wyłącznie po jego stronie.
Po trzecie: umiem czytać, również ze zrozumieniem.
Po czwarte: czytając moje posty w innych wątkach zorientujesz się, że jestem gorącą orędowniczką partnerstwa w związkach.
Po piąte: jestem w partnerskim związku od niemal 30 lat i śmiem twierdzić, że wiem na czym partnerstwo w związku polega.
Po szóste: nie zawsze było kolorowo, stad wiem, że najlepiej zobaczyć też swoje "zasługi".
Po siódme: nigdzie nie napisałam, że Twój mąż jest chodzącym ideałem.
Po ósme: zauważyłam w Twoich postach bardzo jednostronne przedstawienie problemu, stąd taka treść moich postów.
Po dziewiąte: rozumiem, że jest Tobie trudno i moja intencja było pomożenie Tobie, ale widać nie dość umiejętnie się za to zabrałam.
Po dziesiąte: ze swojego doświadczenia wiem, jak bardzo wkurza obiektywne spojrzenie u innych, zamiast odsądzenia od czci i wiary tej drugiej strony.
Po jedenaste: jeśli nie widzisz perspektywy naprawienia waszych relacji - przeprowadź rozwód.

Powodzenia smile

14

Odp: Rozwieść się czy nie?

A co ty Ciocia chciałabyś uslyszeć?
Może to - " ...zostaw go, jesteś młoda, masz prawo do bycia kochaną, dzieci nie są powodem by trwać w małżeństwie,  na pewno znajdziesz kogoś z kim będziesz szczęśliwa itp. itd....".? Powiedzą Ci to 20-latki, które nie mają pojęcia co to małżeństwo i odpowiedzialność za dzieci.

Akurat tak sie złozyło, że Anhedonia i Wielokropek to dojrzałe i mądre kobiety, które znają życie. I słusznie zwracają Ci uwagę na Twoją WSPÓŁODPOWIEDZIALNOŚĆ za stan Waszego związku. Ty uciekłaś w urazę i poczucie krzywdy za to, że mąż nie pomaga Ci przy dzieciach, ze nie pracujesz i zajmujesz się domem i wszystko na Twojej głowie. To rzeczywiście trudny okres dla kobiety, która kiedys była aktywna zawodowo, a teraz jej świat skurczył sie do czterech ścian i obslugiwania rodziny.  Znam to z własnego doświadczenia.  Jednak to była Twoja decyzja i trzeba wziąć za nią odpowiedzialność. Nie uciekać w urazę i nie "karać" męża brakiem seksu, tym samym pogłębiając kryzys.
Powtórzę to samo co mówią Wielokropek i Anhedonia. Idź na własną terapię i popracuj nad asertywnością i otwartym mówieniem o swoich potrzebach. Zrób to zanim podejmiesz rozwodowe kroki. Mówisz, że jesli matka jest nieszczęśliwa to i dzieci są nieszczęśliwe. Nie wiem co przez to rozumiesz. Zapytam tylko, czy dzieci będą szczęśliwe jesli pozbawisz je codziennej obecności ojca? Jeśli oddasz się poszukiwaniom własnego szczęścia z innym mężczyzną, flirtom i potwierdzaniem własnej atrakcyjności? Szczerze wątpię, chociaz rozumiem Twoje potrzeby. Dzieciom potrzebny jest ojciec i to najmniej do zmieniania im pieluch. On ma być dla nich wzorem stabilności, odpowiedzialności za rodzinę.
Gdybyś była sama, powiedziałabym rób co chcesz. Ale masz dzieci za które jesteś odpowiedzialna. A one nie mają głosu, chociaż Twoje decyzje bedą miały wpływ na ich życie.

15

Odp: Rozwieść się czy nie?
marena7 napisał/a:

A co ty Ciocia chciałabyś uslyszeć?
Może to - " ...zostaw go, jesteś młoda, masz prawo do bycia kochaną, dzieci nie są powodem by trwać w małżeństwie,  na pewno znajdziesz kogoś z kim będziesz szczęśliwa itp. itd....".? Powiedzą Ci to 20-latki, które nie mają pojęcia co to małżeństwo i odpowiedzialność za dzieci.

A wlasnie, ze to powinna uslyszec. Zyje sie dla siebie, nie dla meza ani dla dzieci. Kobieta nieszczesliwa nie da szczescia ani mezowi ani dzieciom.

Ciocia, jak czytalam Twoj post to az mi sie buzia zaczela usmiechac, bo tak jakbys skopiowala moja historie. Jestem w podobnym wieku jak Ty i tak jak Ty odczulam zobojetnienie emocjonalne ze strony ex meza a nastepnie moje calkowite zobojetnienie na jego "wdzieki". Tez dwa lozka i zero seksu przez ostatnie 2-3 lata malzenstwa. Nawet tak jak Ty myslalam, ze moze to moj wiek. Nic bardziej blednego. Pomine cala historie odkrywania na nowo swej atrakcyjnosci i kobiecosci..napisze Ci tylko, ze nie warto..nawet dla dzieci ciagnac farsy a nie malzenstwa. Skostniejesz przy nim, bedziesz powoli umierac jako kobieta i czlowiek. Przestaniesz siebie lubic a w konsekwencji i innych. Nie bedzeiesz sie usmiechac ani patrzec zadowolona w lustro..to nie jest zycie dla mlodej jeszcze kobiety.
2 lata temu zanioslam wniosek rozwodowy do sadu i wyszlam stamtad z usmiechem na twarzy, wiedzialam, ze zaczyna sie moje nowe, lepsze (moze na poczatku trudniejsze ale to minie) zycie. Mam partnera..11 lat mlodszego. Kochamy sie jak wariaci, nigdy nie pozalowalam mojej decyzji, teraz wiem, ze rozwod moze byc ocaleniem a nie tragedia. Dzieci sa wesole widzac nas szczesliwych i majac wesola rodzine.
Ez maz? Tez odzyl..z inna:)
Nie bylismy sobie pisani.

16

Odp: Rozwieść się czy nie?
Mussuka napisał/a:

2 lata temu zanioslam wniosek rozwodowy do sadu i wyszlam stamtad z usmiechem na twarzy, wiedzialam, ze zaczyna sie moje nowe, lepsze (moze na poczatku trudniejsze ale to minie) zycie. Mam partnera..11 lat mlodszego. Kochamy sie jak wariaci, nigdy nie pozalowalam mojej decyzji, teraz wiem, ze rozwod moze byc ocaleniem a nie tragedia. Dzieci sa wesole widzac nas szczesliwych i majac wesola rodzine.
Ez maz? Tez odzyl..z inna:)
Nie bylismy sobie pisani.

Tak bywa i gratuluję, że Ci się udało szczęśliwie poskładać swoje życie od nowa.
Ale pamiętaj, ze każda sytuacja jest inna.
Jak jest dobrze to dobrze, ale nie dasz autorce gwarancji, że ZAWSZE już będzie i jej też się uda NA PEWNO. NIE radź więc - nie oglądaj się na dzieci, bądź skończona egoistką.
Bywa i tak, ze dzieci dorastają do wieku nastoletniego i dają rodzicom jazzu - wytykają, ze myśleli tylko o sobie, że się nie liczyli z ich uczuciami, rozwalili im rodzinę i poczucie bezpieczeństwa lub skakali z kwiatka na kwiatek. I rodzi się nienawiść ze strony najbliższych bo ukochanych dzieci. Różnie może być. 
Jeżeli chcemy zrozumienia i tolerancji dla własnych uczuć i przeżyć, to uznajmy RÓWNIEŻ że prawo do nich mają nasze dzieci, które nie mają wpływu na nasze decyzje i są w tej sytuacji bezsilne.

17

Odp: Rozwieść się czy nie?

Nie Mussuka, tym razem się z Toba nie zgodzę. Dlaczego? Dlatego, że póki co, autorka nie zrobiła nic, żeby naprawić swoje małżeństwo, oprócz pielęgnowania swojej urazy. A uraza to bardzo zły doradzca. Znam Twoją historię i cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Niestety, nie zawsze tak bywa.
Uważam, że zwykła przyzwoitość i odpowiedzialność za swoje wcześniejsze wybory dotyczące związania sie właśnie z tym mężczyzną oraz decyzja o posiadaniu dzieci, wymaga by zrobić wszystko zeby naprawic związek. Dopiero jak wyczerpiemy wszystkie środki i nie ma nadziei na zmianę, to tak, mozemy postawić krzyżyk na małżeństwie.
Każdy żyje dla siebie. To wielki skrót. Gdy rodzi się dzieci, to bierze się odpowiedzialnośc za ich dorastanie.

18

Odp: Rozwieść się czy nie?
marena7 napisał/a:

Nie Mussuka, tym razem się z Toba nie zgodzę. Dlaczego? Dlatego, że póki co, autorka nie zrobiła nic, żeby naprawić swoje małżeństwo, oprócz pielęgnowania swojej urazy. A uraza to bardzo zły doradzca. Znam Twoją historię i cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Niestety, nie zawsze tak bywa.
Uważam, że zwykła przyzwoitość i odpowiedzialność za swoje wcześniejsze wybory dotyczące związania sie właśnie z tym mężczyzną oraz decyzja o posiadaniu dzieci, wymaga by zrobić wszystko zeby naprawic związek. Dopiero jak wyczerpiemy wszystkie środki i nie ma nadziei na zmianę, to tak, mozemy postawić krzyżyk na małżeństwie.
Każdy żyje dla siebie. To wielki skrót. Gdy rodzi się dzieci, to bierze się odpowiedzialnośc za ich dorastanie.

A czy sam fakt, ze nie sypiaja juz razem bo tego nie chca nie swiadczy o koncu tego malzenstwa? Czy tak maja spedzic reszte swego zycia..obok siebie? Ewentalnie przymuszac sie wbrew swojej woli do obowiazkow malzenskich? To przeciez gorsze niz rozwod.
Niezaleznie czyja tam jest wina..dla mnie to tez zwiazek juz zmarl.

19

Odp: Rozwieść się czy nie?

Jak na obecną chwilę nikt nikomu krzywdy nie zrobił.. ( jeszcze)... zaniedbali moim zdaniem oboje swoje relacje.. gdzieś wystapił błąd w sztuce i sie ciagnie...   marena7 ma duzo racji.. trzeba spróbować naprawic to co się dzieje.. seks? no cóż oddalili się od siebie to dlatego nie potrzba im takiej bliskości.. no niestety trzeba troche wysiłku w to włożyć skoro nikt nie wkładał wysiłku w to żeby do tego nie doszło.... i zgadzam się ,że nie ma dwóch takich samych przypadków...

20

Odp: Rozwieść się czy nie?

Nie, sam brak seksu to moim zdaniem za mało. Ludzie czasem nie sypiaja ze sobą z róznych powodów. Czasem jest to choroba, albo długie oddalenie. Nie sypiaja ze sobą, co nie oznacza, że przestali się kochać.
Często sie zdarza, że kobieta używa seksu lub jego braku instrumentalnie, w celu ukarania lub wynagrodzenia swojego partnera. W przypadku autorki wydaje mi sie, ze chodzi o karanie za brak zaangażowania w domowe zajęcia. Brak seksu nie jest przyczyną końca tego związku. To raczej skutek róznych nieumiejętności, żalów, poczucia krzywdy, nieprawidłowej komunikacji między małżonkami. I dopóki autorka nie rozezna się w tym co czuje i dlaczego, jeśli nie podejmie próby konstruktywnej zmiany swoich zachowań, to nigdy nie będzie pewna, czy jej decyzja o odejściu była sensowna czy nie. A problemy powtórzą się w kolejnym związku, jeśli on oczywiście się przydarzy.

21

Odp: Rozwieść się czy nie?
marena7 napisał/a:

Nie, sam brak seksu to moim zdaniem za mało. Ludzie czasem nie sypiaja ze sobą z róznych powodów. Czasem jest to choroba, albo długie oddalenie. Nie sypiaja ze sobą, co nie oznacza, że przestali się kochać.
Często sie zdarza, że kobieta używa seksu lub jego braku instrumentalnie, w celu ukarania lub wynagrodzenia swojego partnera. W przypadku autorki wydaje mi sie, ze chodzi o karanie za brak zaangażowania w domowe zajęcia. Brak seksu nie jest przyczyną końca tego związku. To raczej skutek róznych nieumiejętności, żalów, poczucia krzywdy, nieprawidłowej komunikacji między małżonkami. I dopóki autorka nie rozezna się w tym co czuje i dlaczego, jeśli nie podejmie próby konstruktywnej zmiany swoich zachowań, to nigdy nie będzie pewna, czy jej decyzja o odejściu była sensowna czy nie. A problemy powtórzą się w kolejnym związku, jeśli on oczywiście się przydarzy.

Nadal nie rozumiem, dlaczego to autorka ma sie zmieniac? A maz jest calkiem bez winy? To, ze ona czuje sie jak kura domowa to chyba tez jego zasluga?
Nie sypia z mezem, bo nie czuje takiej potrzeby, nie czuje bliskosci i checi przytulenia sie chocby do niego (przeciez nie chodzi sam seks jako akt penetracji). Nie wyobrazam sobie, zeby ludzie kochajacy sie mogli az tak sie od siebie oddalic i nadal chciec byc razem. Dla mnie milosci nie nalezy analizowac, sztukowac, sklejac, naprawiac, rozdrabniac..ja albo sie czuje cala dusza, sercem i cialem..albo jej nie ma. Oczywiscie, sa osoby, ktore na takie chlodne zwiazki godza sie i zyja tak sobie razem (czyli pod jednym dachem ale na tym koniec), dla dobra rodziny, dzieci, swietego spokoju, wspolnego majatku, bo juz sie przyzwyczaili itp. Jesli jest im w takim ukladzie dobrze to szczesc im Boze:) Ale jakos intuicyjnie z postow autorki czuje, ze nie jest szczesliwa, ze cos w niej obumarlo i malo prawdopodobne wydaje mi sie, ze sie odrodzi.
Czytalam posty autorki i jakbym wlasne odczucia tam widziala..zaryzykuje stwierdzenie, ze ona juz meza nie kocha. Po co wiec to dalej ciagnac?

22 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-08-22 13:20:40)

Odp: Rozwieść się czy nie?
Anhedonia napisał/a:

Jak jest dobrze to dobrze, ale nie dasz autorce gwarancji, że ZAWSZE już będzie i jej też się uda NA PEWNO. NIE radź więc - nie oglądaj się na dzieci, bądź skończona egoistką.
Bywa i tak, ze dzieci dorastają do wieku nastoletniego i dają rodzicom jazzu - wytykają, ze myśleli tylko o sobie, że się nie liczyli z ich uczuciami, rozwalili im rodzinę i poczucie bezpieczeństwa lub skakali z kwiatka na kwiatek. I rodzi się nienawiść ze strony najbliższych bo ukochanych dzieci.

poszlo dwa razy wiec wywalilam ten post:)

23

Odp: Rozwieść się czy nie?
Anhedonia napisał/a:

Jak jest dobrze to dobrze, ale nie dasz autorce gwarancji, że ZAWSZE już będzie i jej też się uda NA PEWNO. NIE radź więc - nie oglądaj się na dzieci, bądź skończona egoistką.
Bywa i tak, ze dzieci dorastają do wieku nastoletniego i dają rodzicom jazzu - wytykają, ze myśleli tylko o sobie, że się nie liczyli z ich uczuciami, rozwalili im rodzinę i poczucie bezpieczeństwa lub skakali z kwiatka na kwiatek. I rodzi się nienawiść ze strony najbliższych bo ukochanych dzieci. .

Nikt nikomu gwarancji na szczescie dac nie moze, kazdy jest sam kowalem swego losu. Natomiast gwarancja jest, ze jezeli tkwi sie w beznadziejnym zwiazku (jak z postow autorki wynika) to nie skorzysta z tego nikt. Szczegolnie dzieci. Czy one nie czuja, ze w domu jest zle?
Bywa, ze dzieci dorastaja do wieku nastoletniego i pytaja rodzicow: czemu nie rozstaliscie sie, czemu zgotowaliscie nam pieklo? Nikt nie rozwala rodziny szczesliwej a juz szczegolnie po to aby sobie poskakac pozniej po innych partnerach. Jesli ludzie sa szczesliwi razem to po co mieliby sie rozstawac? Chyba, ze wystapi zdrada ale tu akurat nie bylo o tym mowy.

Czytam i czytam posty na tym forum i az dziwi mnie ilosc kobiet, ktore za wszelka cene, nawet wlasnego bezpieczenstwa, zdrowia i zdrowia wlasnych dzieci tak bardzo kurczowo trzymaja sie patologicznych, nieszczesliwych albo zwyczajnie niedobranych zwiazkow. Placza, narzekaja, prosza o rade ale nadal tkwia tam, gdzie jest im tak zle. Po co? Dla kogo? Dla dzieci? Dzieci kochamy ale one dorosna..pojda swoja droga..ona zostanie z niekochanym (moze znienawidzonym do tej pory) mezem. I bedzie im co krok wypominac jak sie dla nich poswiecila, jak zmarnowala najlepsze lata swojego zycia. Zatruje ta gorycza zycie swoje, meza i dzieci. A one beda musialy zyc z poczuciem winy i przymusem zadoscuczynienia matce za jej skopane zycie. A przeciez mogla miec jeszcze szanse na cos lepszego.

Jesli nie ma juz zadnych szans na udane malzenstwo to rozwod jest wowczas aktem odwagi i braku egoizmu (bo nielatwo byc ojcem i matka w jednym).Chociaz poczatkowo tak to moze dla innych wygladac.

24 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-08-22 14:13:41)

Odp: Rozwieść się czy nie?
Malwina69 napisał/a:

Jak na obecną chwilę nikt nikomu krzywdy nie zrobił.. ( jeszcze)... zaniedbali moim zdaniem oboje swoje relacje.. gdzieś wystapił błąd w sztuce i sie ciagnie...   marena7 ma duzo racji.. trzeba spróbować naprawic to co się dzieje.. seks? no cóż oddalili się od siebie to dlatego nie potrzba im takiej bliskości.. no niestety trzeba troche wysiłku w to włożyć skoro nikt nie wkładał wysiłku w to żeby do tego nie doszło.... i zgadzam się ,że nie ma dwóch takich samych przypadków...

Zgadzam się całkowicie. Rozwód powinien być ostatecznością , po wyczerpaniu wszystkich środków zaradczych. Jak się nie uda to trudno - ale człowiek powinien móc spojrzeć sobie w lustrze w twarz i powiedzieć - zrobiłem ze swojej strony WSZYSTKO.

Tak jak napisała Mussaka: "Jesli nie ma juz zadnych szans na udane malzenstwo..."
Ale szanse trzeba wykorzystać najpierw.
Za szybko być może, się ludzie w dzisiejszych pobierają i za łatwo rozwodzą. A dzieci cierpią ZAWSZE najbardziej. I to nie moja prywatna opinia, że dzieciom z rozbitych rodzin żyje się nie fajnie.
Więc może po kolei? Najpierw dorosłe podejście do kryzysu w związku a dopiero potem środki ostateczne?
Małżeństwo to nie zabawa w dom, to poważna sprawa i duża odpowiedzialność.

25

Odp: Rozwieść się czy nie?
Anhedonia napisał/a:
Malwina69 napisał/a:

Jak na obecną chwilę nikt nikomu krzywdy nie zrobił.. ( jeszcze)... zaniedbali moim zdaniem oboje swoje relacje.. gdzieś wystapił błąd w sztuce i sie ciagnie...   marena7 ma duzo racji.. trzeba spróbować naprawic to co się dzieje.. seks? no cóż oddalili się od siebie to dlatego nie potrzba im takiej bliskości.. no niestety trzeba troche wysiłku w to włożyć skoro nikt nie wkładał wysiłku w to żeby do tego nie doszło.... i zgadzam się ,że nie ma dwóch takich samych przypadków...

Zgadzam się całkowicie. Rozwód powinien być ostatecznością , po wyczerpaniu wszystkich środków zaradczych, jak się nie uda to trudno - ale człowiek powinien móc spojrzeć sobie w lustrze w twarz i powiedzieć - zrobiłem ze swojej strony WSZYSTKO.
Małżeństwo to nie zabawa w dom, to poważna sprawa i duża odpowiedzialność.

jasne, zwlaszcza, ze jak o rozwodach czytam to juz rozumiem czemu lepiej mordowac sie w nieudanym zwiazku niz spowiadac sie powszechnie na sali sadowej..jeszcze z tego ile razy i w jakich onfiguracjach albo dlaczego wcale nie.

Malwina, jak to nikt krzywdy nikomu nie zrobil? A ignorowanie potrzeb zony i dzieci przez wiele lat malzenstwa to nie jest jakas krzywda, pozostawienie jej wszystkich spraw domowych na glowie to nie jest wykorzystywanie w jakims sensie, zapominanie o ich rocznicach, jej osobie? To tak jakby wysylal jej codziennie wiadomosc "mam Cie w d..". Az do skutku, do dnia kiedy ona bedzie miala dosyc.
Do rozwodu dojrzewa sie czasem latami i nie wierze, ze autorka ot tak sobie..pewnego dnia sie obudzila i postanowila"dzis sie rozwiode, tak dla frajdy".
Nie jestem zwolenniczka martyrologi polskiej ani wzorcow matki polki - za wszelka cene ciagnij kierat zlego malzenstwa za soba, bo Bog (czy Kosciola), Ojczyzna i rodzina tak chca. Sam czlowiek tez sie lczy i ma prawo do szczesliwego zycia. Bo ma jedno zycie. Nikt mu go juz nigdy nie zwroci.

A chlop tez powinien w domu tylek z fotela ruszyc, skonczyly sie czasy patriarchatu, na szczescie.

26

Odp: Rozwieść się czy nie?

Wina zawsze leży po środku. Nie ma to mocnych. Ale ja jestem zdania, że jeżeli się nie układa w związku, rozmowa nie pomaga, terapia nie pomaga, albo pomaga na chwilę,a potem znowu to samo, to trzeba się rozstać. Lepsza samotna, ale szczęśliwa mama ( a przynajmniej nie męcząca się na każdym koku), niż mama tkwiąca w małżeństwie, które niczego jej nie daje i powoduje, że jest nieszczęśliwa. Takie jest moje zdanie. O!

27

Odp: Rozwieść się czy nie?
limana napisał/a:

Lepsza samotna, ale szczęśliwa mama ( a przynajmniej nie męcząca się na każdym koku), niż mama tkwiąca w małżeństwie, które niczego jej nie daje i powoduje, że jest nieszczęśliwa.

Bingo!

28 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-08-22 14:58:39)

Odp: Rozwieść się czy nie?
Mussuka napisał/a:

...
Nie jestem zwolenniczka martyrologi polskiej ani wzorcow matki polki - za wszelka cene ciagnij kierat zlego malzenstwa za soba, bo Bog (czy Kosciola), Ojczyzna i rodzina tak chca. Sam czlowiek tez sie lczy i ma prawo do szczesliwego zycia. Bo ma jedno zycie. Nikt mu go juz nigdy nie zwroci.

A chlop tez powinien w domu tylek z fotela ruszyc, skonczyly sie czasy patriarchatu, na szczescie.

Zgodziłabym się z Tobą chętnie gdyby nie słowa autorki wątku.

ciocia44 napisał/a:

witam,jestem tu od paru minut wiec nie bardzo wiem od czego zaczac.
Z moim obecnym mezem znamy sie 15 lat,bylismy dobrymi przyjaciolmi,8 lat temu zaczelismy sie spotykac,po dwoch latach urodzil nam sie syn,rok poznie wzielismy slub,potem wyjechalismy do szkocjii za praca oczywiscie,tam urodzila sie nasza coreczka,ukladalo nam sie w sumie dobrze,az pewnego roku nie wiem co sie stalo przestalam miec ochote na bliskosc z mezem,coraz rzadziej sypialismy ze soba (nigdy nie bylo mi za dobrze w lozku ale jakos to wytrzymywalam).
Nie sypiamy ze soba juz prawie dwa lata,ja powiem szczerze ze nie czuje takiej potrzeby ale wiem ze jemu  bardzo tego brakuje (...)

To jest młode małżeństwo, zaledwie 5 lat po ślubie!
Nie uważasz, że małżeństwa przeżywają kryzysy? Układało im się w sumie dobrze, powtarzając słowa autorki. A potem coś sprawiło, że odechciało jej się seksu i odtąd jest jazda w dół.
Nie uważasz, że należy leczyć przyczyna a nie skutki? Może seksuolog by pomógł, może psycholog?
Ale nie - 1 kryzys i jedyne lekarstwo - rozwiedź się, nie patrz na dzieci, grunt żebyś Ty była zadowolona.
My nie mówimy tu o tym czy jej mąż ma d,,, ruszyć z fotela, mówimy o odpowiedzialności za własne decyzje (nikt do ślubu pod rewolwerem nie prowadził) i wobec dzieci. Mówimy o środkach zaradczych - rozwód w każdej chwili można przeprowadzić, POŹNIEJ, gdy już wszystkie środki się wyczerpie - jak sama mówisz, gdy nie będzie JUŻ ŻADNYCH SZANS... po rozwodzie już żadnych szans może NIE BYĆ.
Teraz jest jeszcze cień nadziei dla nich, dlaczego im nie pozwolić PRÓBOWAĆ, dla własnego i dzieci dobra?
Skąd ten upór, ze rozwód na ICH etapie to jedyna i słuszna droga?

29

Odp: Rozwieść się czy nie?

O krzywdach naczytałam sie na tym forum.. nie raz spłakałam się, nie raz zwątpiłam ogólnie w ludzi i sama Musssuka wiesz ile tu było przypadków, że włosy  na głowie stawały .. tu w tym przypadku zwyczajnie zostału zagubione ich wzajemne relacje.. w miejsce pozytywów weszły negatywne postawy.. i są skutki; brak seksu, bliskości..itd. Nikt jej nie broni prawa do szczęścia.. do odejścia, nawet do rozwodu...nikt nie neguje, że obecnie jest jej z tym wszytskim źle.. owszem... ALE zanim po to ostateczne rozwiązanie sięgnie niech spróbuje ONA właśnie ONA bo to ONA tu pisze a nie ON podjąć ten wysiłek i zawalczyć, przekonać się, czy coś uratują i zmienią.. oczywiście razem ale niech ona wyjdzie z tą inicjatywą.. i nawet też dlatego, żeby nie żałowała kiedyś.. bo nie wiadomo co los jej zafunduje, że nie zrobiła tego.. najgorszy jest grzech zaniechania... Ja bym miała wątpliwości... ja bym zrobiła rachunek sumienia również własny...

Jestem zwolenniczką rozwodów i przed moim rozwodem miałam takie zdanie i jak przeszłam przez własny rozwód tez zdania nie zmieniłam..ale jestem jednoczesnie przeciwna lekkim ruchem przekreslania ważnych spraw jakimi jest zawsze rodzina, małżeństwo....

Mam koleżankę, która wyszła za mąż za człowieka, którego bardzo kochała .. była to jednak decyzja mocno przez nią przemyślana.. wręcz przeanalizwoana od A do Z....wszystko z uwagi na jego pochodzenie, które nie ma tu znaczenia.. zrobiła tabelke.. za i przeciw... wyszło, że ZA jest oczywiście o wiele więcej niż PRZECIW... pobrali sie... i co sie okazało, że nie przewidziała całej gamy sytuacji jakie w ich małżeństwie wynikły.. no bo raczej sie nie da.. chyba ,że ktos jest jasnowidzem... sprawy były naprawde kiepskie.. bo okazało się, że on bardzo chytrze ukrył przed nia swój alkocholizmm... to był wstrząs dla niej.. ale ze swojej strony ona zrobiła wszystko co uwazała żeby spróbować to zmienic, pomóc mu z tego wyjść itd.. trwało to jakies 1,5 roku.. nie udało sie... rozwiedli sie..  popieram ją bo zrobiła dosłownie WSZYSTKO.. wyczerpała wszystkie możliwości żeby uratować ich małżeństwo... i to jest ok...

I dlatego mam  takie czasami odczucia jak tu czytam historie różniste, że czasami wątpię w jakimś tam minimalnym procencie w obiektywne przedstawianie sprawy... bo wypowiada się jedna ze stron.. a medal ma dwie strony... owszem... wiem,że dyktowane są wypowiedzi całą gamą uczuć.. bólem, złością, rozgoryczeniem, żalem......Czasami sa historie dość jasne, czytelne ale nie zawsze.. i tu jest taki właśnie przykład...

30

Odp: Rozwieść się czy nie?
limana napisał/a:

Wina zawsze leży po środku. Nie ma to mocnych. Ale ja jestem zdania, że jeżeli się nie układa w związku, rozmowa nie pomaga, terapia nie pomaga, albo pomaga na chwilę,a potem znowu to samo, to trzeba się rozstać. Lepsza samotna, ale szczęśliwa mama ( a przynajmniej nie męcząca się na każdym koku), niż mama tkwiąca w małżeństwie, które niczego jej nie daje i powoduje, że jest nieszczęśliwa. Takie jest moje zdanie. O!

Dokładnie tak i w tej kolejności!

31

Odp: Rozwieść się czy nie?
marena7 napisał/a:
limana napisał/a:

... ja jestem zdania, że jeżeli się nie układa w związku, rozmowa nie pomaga, terapia nie pomaga, albo pomaga na chwilę,a potem znowu to samo, to trzeba się rozstać...

Dokładnie tak i w tej kolejności!

Otóż to - zgadzam się z szanownymi przedmówczyniami big_smile
Tylko najpierw może trochę tego trudu w postaci rozmów i terapii smile Rozwód zawsze się zdąży założyć...

32

Odp: Rozwieść się czy nie?
Anhedonia napisał/a:
marena7 napisał/a:
limana napisał/a:

... ja jestem zdania, że jeżeli się nie układa w związku, rozmowa nie pomaga, terapia nie pomaga, albo pomaga na chwilę,a potem znowu to samo, to trzeba się rozstać...

Dokładnie tak i w tej kolejności!

Otóż to - zgadzam się z szanownymi przedmówczyniami big_smile
Tylko najpierw może trochę tego trudu w postaci rozmów i terapii smile Rozwód zawsze się zdąży założyć...

A skad wiecie, ze tych rozmow nie bylo? Nie wierze, zeby autorka nie probowala czegos przez tyle lat zmienic. Pewnie nie opisala wszystkiego ale jakos trudno sobie wyobrazic, ze jednego dnia kochali sie jak szaleni a drugiego hyc i przestali, ona nagle oziebla i przeniosla do innego pokoju. Przeciez ten maz ja lekcewazy juz od dluzszego czasu, ja i dzieci..wroccie pare postow wyzej jak opisala jego zachowanie jako ojca..nie sadze aby nie reagowala i nie rozmawiala o tym ani razu. Opisala dlugi proces dojrzewania do przemyslen o rozwodzie, nikt nie staje sie nieszczesliwy w jednej chwili.

W terapie malzenskie niestety..nie wierze. Mam kilka znajomych osob, ktore tego probowaly..przy tak glebokim rozpadzie malzenstwa i braku uczuc (tu jest ich ewidentnie brak z obu stron) zadna erapia tego nie skleila. Pogadaja, wyspowiadaja sie, oskarza pewnie wzajemnie, pomedytuja i moze nawet cos ustala i pogodza sie... ale serca nie ruszy to do mocniejszego bicia i za jakis czas stan sprzed terapi wroci. Ja zwyczajnie nie wierze w odgrzewana milosc. Wzloty i upadki wszedzie w zwiazkach sa, ale raz obumarlej milosci nie da sie wskrzesic. Przynajmniej po sobie oceniajac, jesli raz przestane kochac (ale to nie jest proces jedniodniowy, kochac przestaje sie tez latami) i bede pewna, ze juz nie kocham, ze to nie jest jakis krotkotrwaly kryzys..to juz nic tego nie odwroci. Jak dla mnie 2 lata spedzone w oddzielnych sypialniach to juz spory dowod na to, ze tam uczuc brak, tych pozytywnych oczywiscie.

Zreszta autorka sama zdecyduje..mysle, ze w duzym stopniu juz dojrzala do jakiejs decyzji a pomoze jej przypadek.

33

Odp: Rozwieść się czy nie?
Mussuka napisał/a:

W terapie malzenskie niestety..nie wierze (...)
Przynajmniej po sobie oceniajac, jesli raz przestane kochac...

Zreszta autorka sama zdecyduje..mysle, ze w duzym stopniu juz dojrzala do jakiejs decyzji a pomoze jej przypadek.

Już nie mam siły dyskutować. Na wszystkie argumenty tylko JA, u MNIE, po SOBIE oceniając...
Mam nadzieję, że autorka nie identyfikuje się z Tobą tak jak Ty z nią... bo mogłaby zrezygnować z jakiejś szansy - np. z terapii - bo TY nie wierzysz (chociaż na żadnej nie byłaś).
Ciekawe co będzie, jeżeli nie skorzysta, nie spróbuje a potem jej się nie ułoży i będzie nieszczęśliwa? Kto poniesie tego konsekwencje - pewnie NIE TY

Autorko - życzę Ci dogłębnych przemyśleń i mądrych decyzji oraz sił do zmieniania swego życia na lepsze big_smile

34

Odp: Rozwieść się czy nie?
ciocia44 napisał/a:

...jak urodzilo sie pierwsze dziecko wstawal w nocy,pomagal,potem cos sie stalo i przestal....kilkakrotnie mowilam mu ... ze musimy cos zmienic w seksie ale on ...

coś się stało i przestał .... - coż za dociekliwość
kilkukrotnie mówiłam mu ... - hmmm, to wygląda na swobodny dialog

Przecież wy ze sobą nie rozmawiacie.

musimy coś zmienić ..., ale on ...MUSIMY - ON, musiMY - ON, zasadniczo to rozumiem, że mówiąc mu że cokoliwek musicie, to oznaczało, że on musi, bo sobie nic do zarzucenia nie masz. Ale na szczęście, dzięki młodemu człowiekowi, znający techniki obsługi klientów, który wiele zrobi by wyciągnąć forsę, odmienisz swoje życie. Ok, ale pamiętaj, że będą tego spore konsekwencje. Tylko następnym razem przetestuj swojego przyszłego partnera - przynajmniej w łóżku.

Ps.
Ostatnio byłem u pewnej Pani w okienku, by poprawić wpisy w dokumentacji, a starając sobie ułatwić sprawę, powiedziałem jej, że ma piękny uśmiech, (a miała piękny uśmiech, ta Pani, ok. 45 lat) myślałem, że z radości posika się po nogach. Mam tylko nadzieję, że nie wpłynie, to na jej życie w podobny sposób, opisany przez autorkę, a wszystkie jej życiowe decyzje, szczególnie te z partnerem będa oparte na rozmowie, a nie jedynie na oczekiwaniach.

35

Odp: Rozwieść się czy nie?
Dunkis napisał/a:

Ps.
Ostatnio byłem u pewnej Pani w okienku, by poprawić wpisy w dokumentacji, a starając sobie ułatwić sprawę, powiedziałem jej, że ma piękny uśmiech, (a miała piękny uśmiech, ta Pani, ok. 45 lat) myślałem, że z radości posika się po nogach. Mam tylko nadzieję, że nie wpłynie, to na jej życie w podobny sposób, opisany przez autorkę...

big_smile big_smile big_smile

Swoją drogą Dunkis... najpierw próba wywarcia wpływu, w celu osiąganięcia zamierzonych korzyści, a potem szyderstwo z obiektu manipulacji... Nie ładnie ! wink big_smile

36

Odp: Rozwieść się czy nie?

Witam ponownie,nie bardzo mialam czas zeby zajrzec i przeczytac wasze posty ale dzisiaj to zrobilam i bardzo wam wszystkim dziekuje za te dobre rady i te nie do konca,bardzo dziekuje malwinie,ona chyba mnie najbardziej rozumie. Jedno tylko co moge dodac to to ze milosc nie wygasa w jeden dzien to prawda i jezeli tylko jedna strona (w tym przypadku akurat ja)  staram sie robic wszystko zeby bylo dobrze i nie widze poprawy chocby o okazywanie uczuc,tak jak pisalam wczesniej o zapominaniu o rocznicy o urodzinach,ale raczej tylko moich wiec chyba cos jest na rzeczy.Dam taki prosty przyklad zbliza sie  dzien ojca ,i co robi zona zeby maz poczul sie doceniony,kochany? wieczorem po kolacji siadam z dziecmi i pomagam im zrobic kartki dla taty,ktore potem daja mu rano jak sie obudzi aon nawet nie raczy byc mily i ruszyc d,,, z lozka, to jest w porzadku? Ze jak zbliza sie dzien matki to nie stara sie nic zrobic,tylko moj syn sie stara,zlamanego kwiatka lub zyczen,jaki to przyklad dla dziecka? Nawiazujac tu do jednego z postow,rozwod nie musi konczyc sie od razu nowym zwiazkiem,ja pisalam wczesniej ze mi sie ktos podoba ale nie mam ochoty na kolejna porazke,nawiazalam do tego chlopaka tylko dlatego ze poczulam sie atrakcyjna i niezbyt stara,kazda kobieta lubi sie tak czuc. Ajezeli chodzi o wykorzystanie kazdej mozliwej okazji do ratowania zwiazku to ja swoj limit wyczerpalam,lacznie z terapia,moja terapie zakonczylam pod koniec czerwca  i nie zauwazylam poprawy,mimo tego ze staralam sie myslec pozytywnie i naprawic wszystko ,nic to nie dalo powiedzialabym ze bardziej sie po tej terapi oddalilismy.Dziekuje jeszcze raz za wszystkie posty,jeszcze nie podjelam koncowej decyzji ale wszystko wskazuje na to ze to koniec. pozdrawiam i zyczcie mi powodzenia

37

Odp: Rozwieść się czy nie?

Odpowiedz na post dunisa i volvera
Typowy meski tok myslenia,wy nie potraficie myslec glowa tylko nie powiem czym,kazdy facet mysli ze jezeli bedzie mily i uprzejmy i bedzie zasypywal komplementami to kazda pojdzie z nim do lozka,i tu sie mylicie,sa na tym swiecie jeszcze kobiety ktorym mozna prawic kompementy i nic nie wskuracie swoim gadaniem,czy ja napisalam ze chce sie rozwiesc bo kogos poznalam? czytaj dokladnie posty a dopiero potem komentuj,bo nie bardzo sie do tego nadajesz.

38

Odp: Rozwieść się czy nie?

Coż meszczyżni nie zawsze pamietaja o datach-urodzin,rocznic itp i ten młody chłopak tez może nie pamietac:)
Ale,dlaczego nie spróbowac czegoś z meżem,ludzie największy problem związków to to że para się nie umie dogadac-a niech on zrobi ten pierwszy krok DLACZEGO TO JA MAM ZAWSZE !?!?!
Popchnij gdzieś dzieci do znajomych czy tez rodziny,zrób mu Ty niepsodzianke,obudż go,zrób jakieś romantyczne,spontaniczne przedsięwziecie.Kochajcie się cały weekend,zachecaj go,mów do niego,uwodż,facet może zwyczajnie potrzebuje przebudzenia,może ma te same odczucia co Ty,meszczyżni czujasie odtraceni na dlaszy plan po pojawieniu sie w zwiazku dzieci.
To twój facet znaczie się lata nie traktuj go jak obca osobe przed która sie krepujesz.Spraw by Cie pożadał a on sprawi bys Ty zaczeła jego.Sex jest często dobra terapia

39

Odp: Rozwieść się czy nie?
ciocia44 napisał/a:

Odpowiedz na post dunisa i volvera
Typowy meski tok myslenia,wy nie potraficie myslec glowa tylko nie powiem czym,kazdy facet mysli ze jezeli bedzie mily i uprzejmy i bedzie zasypywal komplementami to kazda pojdzie z nim do lozka,i tu sie mylicie,sa na tym swiecie jeszcze kobiety ktorym mozna prawic kompementy i nic nie wskuracie swoim gadaniem,czy ja napisalam ze chce sie rozwiesc bo kogos poznalam? czytaj dokladnie posty a dopiero potem komentuj,bo nie bardzo sie do tego nadajesz.

Nie każdy facet jest "Każdym" Facetem,nie ma scenariusza na umysł ludzki a kobieta myśli o sexie częsciej,Wy gdy macie jakiś piekny wkoło siebie kilmat,typu zachód słonc,plaża myślcie ze oddałyście się z miłości nowo poznanemu facetowi ale to jest takie samo czyste pożadanie jak u faceta,tylko psychika kobiety się z tym nie godzi i  odzuca tą informacje-ze to pozadanie a meska akceptuje

40 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2011-08-24 11:22:22)

Odp: Rozwieść się czy nie?
Volver napisał/a:
Dunkis napisał/a:

Ps.
Ostatnio byłem u pewnej Pani w okienku, by poprawić wpisy w dokumentacji, a starając sobie ułatwić sprawę, powiedziałem jej, że ma piękny uśmiech, (a miała piękny uśmiech, ta Pani, ok. 45 lat) myślałem, że z radości posika się po nogach. Mam tylko nadzieję, że nie wpłynie, to na jej życie w podobny sposób, opisany przez autorkę...

big_smile big_smile big_smile

Swoją drogą Dunkis... najpierw próba wywarcia wpływu, w celu osiąganięcia zamierzonych korzyści, a potem szyderstwo z obiektu manipulacji... Nie ładnie ! wink big_smile

Dodam, że udana próba. Przyznam, że reakcja Pani przerosła moje oczekiwania.

ciocia44 napisał/a:

Odpowiedz na post dunisa i volvera
Typowy meski tok myslenia,wy nie potraficie myslec glowa tylko nie powiem czym,kazdy facet mysli ze jezeli bedzie mily i uprzejmy i bedzie zasypywal komplementami to kazda pojdzie z nim do lozka,i tu sie mylicie,sa na tym swiecie jeszcze kobiety ktorym mozna prawic kompementy i nic nie wskuracie swoim gadaniem,czy ja napisalam ze chce sie rozwiesc bo kogos poznalam? czytaj dokladnie posty a dopiero potem komentuj,bo nie bardzo sie do tego nadajesz.

Volver, słyszałeś? Myślimy!!! Chyba pójde sobie strzelić browca z zachwytu. Wciąż czułem się taki niedoceniany. A tu proszę, w końcu, ktoś sie poznal na mnie i napisał, że myślę. Kurcze posikałem się po nogach, ze szczęścia.

Moja droga, za ten komplement padam do nóg.

Ufff, ależ dziwnie ciepło mi się zrobiło ...  od tej uryny. Ok, ok juz doszedłem do siebie. W zamian za to odkrycie, chciałbym się z podzielić moją wiedzą, bo z myśleniem, no wiesz, to dopiero sie oswajam, w końcu przed chwilą zostało to odkryte. Zatem. Piszesz, że każdy facet myśli, że jeżeli będzie miły etc. i będzie zasypywał komplementami, to każda pójdzie z nim do łózka - nie wiem jak Volver, ala ja uważam, że właśnie ujawniłaś światu jedną z najbardziej skrywanych fantazji wszystkich mężczyzn. Masz szalony dzień wielkich odkryć na swoim koncie. Muszę Cię jednak trochę rozczarować, po trosze "in plus", a po trosze "in minus":

"in minus" - jednak nie każdy mężczyzna tak myśli, że jeżeli będzie miły etc. to każda pójdzie z nim do łóżka, smutna prawda. Tak na marginsie, Twój mąż do takich właśnie należy. Mało tego, On na codzień praktycznie wykorzystuje tę zależność! nie chcąc chodzić z Tobą do łóżka - jest niemiły dla Ciebie. No to masz już odpowieź co dolega Twojemu związkowi! tadammmm

"in plus" - niektórym kobietom miłe słóka etc. (choć niekoniecznie "etc.") starczają, by pójść do łóżka (Ba, pogalopują tam - przeczytaj wątek mandarynki). Wydaje mi się jednak, że pogodziłas się juz z tym, bo napisałaś przecież, są na tym świecie JESZCZE (domniemuję, że niewiele lub wkrótce wymrą) kobiety, którym można prawić komplementy i nie wskórać nic swoim gadaniem.
..... Volver, nam, mężczyzną (autorka nie raczyła sprawdzic, że nie jesteś mężczyzną, a jeżeli nawet to zdecydowanie wykastrowanym, lub też zupełni epo męsku myslisz), pozostaje zatem ta cała reszta, wydaje się , że nie mamy się czym martwić.

Cyt. z innego tematu - dot sammiego

Volver napisał/a:

... Mam 40 lat, jestem kobietą której niedawno przyszło zaczynać życie " od nowa"....

(To od nowa, znaczy że co? Zmiana płci?)

Ps.1. ja potrafiłem zapomnieć o swoich urodzinach. Parę lat temu zadzwoniłem z pracy do domu, że muszę zostać. W słuchawce usłyszałem, że to wykluczone, bo goście juz czekają na mnie. I co? I żyję, a świat się nie zawalił a i ludzie nie są z tego powodu przygnębieni.
Ps.2. "in plus" - pisząc, że wystarczy nawet mniej, niż czułe słówka, podam przykład. Zdarzyło się , że wystarczyły wyszeptane do ucha dwa słowa, brzmiały one tak: "powstrzymaj mnie", i nie były to słowa nieznajomej. A padły, gdy jej uchwycona dłoń została w tańcu przyciągnięta - domyśl się w jakie miejsce ... bęc, łóżko.

41

Odp: Rozwieść się czy nie?
ciocia44 napisał/a:

...Jedno tylko co moge dodac to to ze milosc nie wygasa w jeden dzien to prawda i jezeli tylko jedna strona (w tym przypadku akurat ja)  staram sie robic wszystko zeby bylo dobrze i nie widze poprawy chocby o okazywanie uczuc,tak jak pisalam wczesniej o zapominaniu o rocznicy o urodzinach,ale raczej tylko moich wiec chyba cos jest na rzeczy. (...)
jezeli chodzi o wykorzystanie kazdej mozliwej okazji do ratowania zwiazku to ja swoj limit wyczerpalam,lacznie z terapia,moja terapie zakonczylam pod koniec czerwca  i nie zauwazylam poprawy,mimo tego ze staralam sie myslec pozytywnie i naprawic wszystko ,nic to nie dalo powiedzialabym ze bardziej sie po tej terapi oddalilismy.Dziekuje jeszcze raz za wszystkie posty,jeszcze nie podjelam koncowej decyzji ale wszystko wskazuje na to ze to koniec. pozdrawiam i zyczcie mi powodzenia

Jednak mnie nie przekonałaś hmm co w sumie jest nie istotne w sprawie
Zapominanie o datach jest nagminne u mężczyzn.
Terapia jest skuteczna, gdy się wie co się chce uzyskać. Jeżeli chciałaś tylko potwierdzenia, że masz jedyną słuszną rację, to mogłaś tego nie dostać.
Ty chcesz takiej adoracji do męża jak na etapie zalotów, a to już nie ten etap. Wyobraziłaś sobie nierealnie jak ma wyglądać małżeństwo jak z bajki a on nie spełnia tych wyobrażeń. Małżeństwo to również rutyna i szara codzienność, nużąca i monotonna, wymagająca trudu i kompromisu. A komunikacja między wami leży.
Myślę, że argumenty o zapominaniu dat i niespełnianiu niewypowiedzianych życzeń (w kwestii choćby dnia matki) będą wyglądały niepoważnie na sprawie o rozwód. Ale Ty już dawno pogrzebałaś swój związek i tylko chciałaś potwierdzających opinii, że dobrze robisz.
Skoro nie ma już miłości z twojej strony to faktycznie rozwiedź się... nie ma sensu męczyć siebie i jego ani się oszukiwać. Szkoda dzieci i zniszczenia ich poczucia bezpieczeństwa, ale trudno. Na siłę nie da się stworzyć dobrego domu dla nich, skoro żadne z rodziców nie chce zadać sobie tego trudu. Bez sensu
Powodzenia

42

Odp: Rozwieść się czy nie?

Dunkis... jeżeli kwintesencją kobiecości, ma być sposób postrzegania rzeczywistości i relacji małżeńskich, jaki prezentuje ciocia44, to wolę już być mężczyzną ... wink

Ciocia44, trudno jest  cokolwiek doradzać  osobie,  która z taką determinacją za kłopoty w zawiązku, obarcza wyłącznie współmałżonka. Naprawdę zachęcam do zastanowienia się również nad sobą i swoim postępwaniem.

ciocia44 napisał/a:

Dam taki prosty przyklad zbliza sie  dzien ojca ,i co robi zona zeby maz poczul sie doceniony,kochany? wieczorem po kolacji siadam z dziecmi i pomagam im zrobic kartki dla taty...

Sądzę, że Twój mąż wolałby inny sposób okazania mu uczuć, że strony małżonki... wink

43 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2011-08-24 12:40:13)

Odp: Rozwieść się czy nie?
Volver napisał/a:

Dunkis... jeżeli kwintesencją kobiecości, ma być sposób postrzegania rzeczywistości i relacji małżeńskich, jaki prezentuje ciocia44, to wolę już być mężczyzną ... wink

Ciocia44, trudno jest  cokolwiek doradzać  osobie,  która z taką determinacją za kłopoty w zawiązku, obarcza wyłącznie współmałżonka. Naprawdę zachęcam do zastanowienia się również nad sobą i swoim postępwaniem.

ciocia44 napisał/a:

Dam taki prosty przyklad zbliza sie  dzien ojca ,i co robi zona zeby maz poczul sie doceniony,kochany? wieczorem po kolacji siadam z dziecmi i pomagam im zrobic kartki dla taty...

Sądzę, że Twój mąż wolałby inny sposób okazania mu uczuć, że strony małżonki... wink

Volver, autorka widać niestety należy do osób, która przy ocenie rozpadu małżeństwa widzi tylko jedną stronę. Ciotka, nie przekonałaś ani mnie, ani Volver, ani Anhedoni. Może czas zreformować swoje myśli, co?

Za to my, Volver, mężczyźni, i kobiety (w dowolnej kolejności), musimy trzymać się razem.

44

Odp: Rozwieść się czy nie?

no to poniżej moja historia w skrócie, w tej chwili jestem na etapie zastanawiania się nad rozwodem...

jesteśmy małżeństwem od 3 lat, znamy się 8. Mój mąż zawsze był człowiekiem raczej negatywnym, pesymistycznym, smutnym i prawie zawsze niezadowolonym i bez życia...w czasie chodzenia ze sobą zrywałam z nim 3 razy, za każdym razem wracał do mnie odmieniony, bardziej pozytywny, uśmiechnięty, starający się, ale po jakimś czasie to zanikało. Mąż nie miał łatwo w domu, ale też nie chce zwalać wszystkiego na jego rodziców i sytuacje w domu, pewne jest to, że atmosfera w domu rodzinnym miała duży wpływ na nasz związek, on zrobił w tej chwili z naszego, mojego życia takie życie jakie on miał w swoim domu, a jak się stamtąd wyprowadził to poczuł niesamowitą ulgę i ja tak mam teraz, czuje, że odchodząc od niego poczuje się lepiej.
Mąż nigdy nie starał się o mnie, nie mówił komplementów, nie okazywał miłości, zaangażowania, że mu zależy...jakoś to przebolałam, chociaż często się o to kłóciliśmy. Zwykle mówił mi, ze to robię źle, tamto powinnam inaczej, żebym myślała jak coś robię itp...wiecznie chodziłam przygnębiona i bez uśmiechu, a jestem a raczej byłam osobą bardzo wesołą. Nasze życie to była taka " zaciśniętą pięść". On nigdy nie chciał się z nikim spotykać, choć twierdzi, ze to moja wina bo jestem bardzo niezdecydowana. Przyznał się do tego, że posiadanie żony, to był fakt, po prostu miał żonę i tyle i będzie ją miał zawsze...ja się zbuntowałam jakieś 4 miesiące temu i od tamtej pory olewam to co on mówi,a raczej olewałam bo teraz jesteśmy na etapie rozmów bez przerwy. Jestem bardzo zmęczona tym jaki on ma charakter, wieczne kłótnie o wydatki, według niego najlepiej nie wydawać, bo po co spodnie, po co bluzka....a zarówno on i ja zarabiamy, wystarcza nam na wszystko. Wakacje, to najlepiej na działce, bo za darmo...a ja chce zwiedzać świat(bez przesady) ale raz na rok można wyjechać chyba do ciepłych krajów, to on wiecznie nie bo kasa....ja nie czuje i nie czułam przez te lata że żyję....byliśmy za moją namową za granicą i co usłyszałam, że wydaliśmy tyle kasy a co z tego mamy tylko zdjęcia....Kwestia seksu, ja bardzo lubię, on powiedział, że robi to tylko dlatego, że to lubię...i jest to przyjemne, ale żeby miał na to ochotę to nie, bo się tylko spocić można, od tamtej pory postanowiłam, że nie koniec tego, nie chce to nie...
każdy dzień był smutny, przygnębiający, wieczne pretensje, problemy...

ale powiedzcie, czy to są problemy, które mogą prowadzić do rozwodu?

ja się wypaliłam, to jest pewne, on twierdzi, że mu zależy, że kocha i że zmieni wszystko...ale ja się boję, że tak wcale nie będzie....
jestem bardzo zmęczona życiem z nim, mam 28 lat, nie mamy dzieci, wyszłam za mąż chyba dlatego, ze tak wypadało, bo długo się spotykaliśmy itp...
nigdy nie czułam się przy nim jak kobieta, mądra, piękna...nigdy!!!

45

Odp: Rozwieść się czy nie?

Bardzo prosze o jakieś spostrzeżenia....

46

Odp: Rozwieść się czy nie?

nikt nie chce pomóc ..... ?? smile

47

Odp: Rozwieść się czy nie?
Poplataniec napisał/a:

no to poniżej moja historia w skrócie, w tej chwili jestem na etapie zastanawiania się nad rozwodem...

jesteśmy małżeństwem od 3 lat, znamy się 8. Mój mąż zawsze był człowiekiem raczej negatywnym, pesymistycznym, smutnym i prawie zawsze niezadowolonym i bez życia...w czasie chodzenia ze sobą zrywałam z nim 3 razy, za każdym razem wracał do mnie odmieniony, bardziej pozytywny, uśmiechnięty, starający się, ale po jakimś czasie to zanikało. Mąż nie miał łatwo w domu, ale też nie chce zwalać wszystkiego na jego rodziców i sytuacje w domu, pewne jest to, że atmosfera w domu rodzinnym miała duży wpływ na nasz związek, on zrobił w tej chwili z naszego, mojego życia takie życie jakie on miał w swoim domu, a jak się stamtąd wyprowadził to poczuł niesamowitą ulgę i ja tak mam teraz, czuje, że odchodząc od niego poczuje się lepiej.
Mąż nigdy nie starał się o mnie, nie mówił komplementów, nie okazywał miłości, zaangażowania, że mu zależy...jakoś to przebolałam, chociaż często się o to kłóciliśmy. Zwykle mówił mi, ze to robię źle, tamto powinnam inaczej, żebym myślała jak coś robię itp...wiecznie chodziłam przygnębiona i bez uśmiechu, a jestem a raczej byłam osobą bardzo wesołą. Nasze życie to była taka " zaciśniętą pięść". On nigdy nie chciał się z nikim spotykać, choć twierdzi, ze to moja wina bo jestem bardzo niezdecydowana. Przyznał się do tego, że posiadanie żony, to był fakt, po prostu miał żonę i tyle i będzie ją miał zawsze...ja się zbuntowałam jakieś 4 miesiące temu i od tamtej pory olewam to co on mówi,a raczej olewałam bo teraz jesteśmy na etapie rozmów bez przerwy. Jestem bardzo zmęczona tym jaki on ma charakter, wieczne kłótnie o wydatki, według niego najlepiej nie wydawać, bo po co spodnie, po co bluzka....a zarówno on i ja zarabiamy, wystarcza nam na wszystko. Wakacje, to najlepiej na działce, bo za darmo...a ja chce zwiedzać świat(bez przesady) ale raz na rok można wyjechać chyba do ciepłych krajów, to on wiecznie nie bo kasa....ja nie czuje i nie czułam przez te lata że żyję....byliśmy za moją namową za granicą i co usłyszałam, że wydaliśmy tyle kasy a co z tego mamy tylko zdjęcia....Kwestia seksu, ja bardzo lubię, on powiedział, że robi to tylko dlatego, że to lubię...i jest to przyjemne, ale żeby miał na to ochotę to nie, bo się tylko spocić można, od tamtej pory postanowiłam, że nie koniec tego, nie chce to nie...
każdy dzień był smutny, przygnębiający, wieczne pretensje, problemy...

ale powiedzcie, czy to są problemy, które mogą prowadzić do rozwodu?

ja się wypaliłam, to jest pewne, on twierdzi, że mu zależy, że kocha i że zmieni wszystko...ale ja się boję, że tak wcale nie będzie....
jestem bardzo zmęczona życiem z nim, mam 28 lat, nie mamy dzieci, wyszłam za mąż chyba dlatego, ze tak wypadało, bo długo się spotykaliśmy itp...
nigdy nie czułam się przy nim jak kobieta, mądra, piękna...nigdy!!!

Czytałam ten post wiele razy - aby znaleźć choć jedno, jedno najkrótsze zdanie, które będzie pozytywnym opisem Waszego życia.
Nie ma go - nawet najmniejszego. Najmniejszego powodu, by być razem. Najmniejszego powodu, by uważać, że ktokolwiek tu kocha kogokolwiek.
O co Ty nas właściwie pytasz? W czym mamy pomóc?
Przeczytaj  swój  post tak, jakby dotyczył innej osoby i zastanów się - co byś jej poradziła. I zrób własnie tak.
Po raz pierwszy podejmij samodzielną i odpowiedzialną decyzję.

48 Ostatnio edytowany przez Poplataniec (2011-10-11 02:49:09)

Odp: Rozwieść się czy nie?
niekochana72 napisał/a:
Poplataniec napisał/a:

no to poniżej moja historia w skrócie, w tej chwili jestem na etapie zastanawiania się nad rozwodem...

jesteśmy małżeństwem od 3 lat, znamy się 8. Mój mąż zawsze był człowiekiem raczej negatywnym, pesymistycznym, smutnym i prawie zawsze niezadowolonym i bez życia...w czasie chodzenia ze sobą zrywałam z nim 3 razy, za każdym razem wracał do mnie odmieniony, bardziej pozytywny, uśmiechnięty, starający się, ale po jakimś czasie to zanikało. Mąż nie miał łatwo w domu, ale też nie chce zwalać wszystkiego na jego rodziców i sytuacje w domu, pewne jest to, że atmosfera w domu rodzinnym miała duży wpływ na nasz związek, on zrobił w tej chwili z naszego, mojego życia takie życie jakie on miał w swoim domu, a jak się stamtąd wyprowadził to poczuł niesamowitą ulgę i ja tak mam teraz, czuje, że odchodząc od niego poczuje się lepiej.
Mąż nigdy nie starał się o mnie, nie mówił komplementów, nie okazywał miłości, zaangażowania, że mu zależy...jakoś to przebolałam, chociaż często się o to kłóciliśmy. Zwykle mówił mi, ze to robię źle, tamto powinnam inaczej, żebym myślała jak coś robię itp...wiecznie chodziłam przygnębiona i bez uśmiechu, a jestem a raczej byłam osobą bardzo wesołą. Nasze życie to była taka " zaciśniętą pięść". On nigdy nie chciał się z nikim spotykać, choć twierdzi, ze to moja wina bo jestem bardzo niezdecydowana. Przyznał się do tego, że posiadanie żony, to był fakt, po prostu miał żonę i tyle i będzie ją miał zawsze...ja się zbuntowałam jakieś 4 miesiące temu i od tamtej pory olewam to co on mówi,a raczej olewałam bo teraz jesteśmy na etapie rozmów bez przerwy. Jestem bardzo zmęczona tym jaki on ma charakter, wieczne kłótnie o wydatki, według niego najlepiej nie wydawać, bo po co spodnie, po co bluzka....a zarówno on i ja zarabiamy, wystarcza nam na wszystko. Wakacje, to najlepiej na działce, bo za darmo...a ja chce zwiedzać świat(bez przesady) ale raz na rok można wyjechać chyba do ciepłych krajów, to on wiecznie nie bo kasa....ja nie czuje i nie czułam przez te lata że żyję....byliśmy za moją namową za granicą i co usłyszałam, że wydaliśmy tyle kasy a co z tego mamy tylko zdjęcia....Kwestia seksu, ja bardzo lubię, on powiedział, że robi to tylko dlatego, że to lubię...i jest to przyjemne, ale żeby miał na to ochotę to nie, bo się tylko spocić można, od tamtej pory postanowiłam, że nie koniec tego, nie chce to nie...
każdy dzień był smutny, przygnębiający, wieczne pretensje, problemy...

ale powiedzcie, czy to są problemy, które mogą prowadzić do rozwodu?

ja się wypaliłam, to jest pewne, on twierdzi, że mu zależy, że kocha i że zmieni wszystko...ale ja się boję, że tak wcale nie będzie....
jestem bardzo zmęczona życiem z nim, mam 28 lat, nie mamy dzieci, wyszłam za mąż chyba dlatego, ze tak wypadało, bo długo się spotykaliśmy itp...
nigdy nie czułam się przy nim jak kobieta, mądra, piękna...nigdy!!!

Czytałam ten post wiele razy - aby znaleźć choć jedno, jedno najkrótsze zdanie, które będzie pozytywnym opisem Waszego życia.
Nie ma go - nawet najmniejszego. Najmniejszego powodu, by być razem. Najmniejszego powodu, by uważać, że ktokolwiek tu kocha kogokolwiek.
O co Ty nas właściwie pytasz? W czym mamy pomóc?
Przeczytaj  swój  post tak, jakby dotyczył innej osoby i zastanów się - co byś jej poradziła. I zrób własnie tak.
Po raz pierwszy podejmij samodzielną i odpowiedzialną decyzję.

Wiesz, nawet nie sądziłam, że po tym co napisałam ktoś wywnioskuje dwie ważne kwestie:

pierwsza to to, że nie ma nic pozytywnego z naszego wspólnego życia, jak sama się nad tym zastanawiam to jest tak samo, mąż ma pretensje, że nie potrafię mu odpowiedzieć na pytanie, o pozytywne aspekty naszego małżeństwa, a ja po prostu nei mam co powiedzieć, wiadomo, że były przyjemne prawie w całości wyjazdy wakacyjne jakieś wyjścia czasem przyjemne, ale to tyle, zawsze było coś m=co mi w nim przeszkadzało....

druga kwestia to ta odnośnie mojej decyzji, uwierz mi, że naprawdę będzie ona po raz pierwszy w pełni samodzielna i odpowiedzialna....

w tej chwili moje myślenie trwa już za długo, bo jak tylko zaczęłam temat rozstania byłam pewna swojej decyzji, powiedziałam to mężowi, ale on zaczął marudzić, że nie przemyślałam, że jestem niedojrzała....zaczęłam tak o sobie myśleć no i tak minęło 5 miesięcy....

a o co pytam WAS,o wypowiedz osób niezaangażowanych emocjonalnie, które czytając ten opis wywnioskują takie rzeczy, które ja musiałam wywnioskować przez 3 lata małżeństwa.

Mąż generalnie to dobry człowiek, umie zająć się domem, gotuje, pomaga, jest opiekuńczy,a le dopiero jak poproszę....

49

Odp: Rozwieść się czy nie?
Poplataniec napisał/a:

ale to tyle, zawsze było coś m=co mi w nim przeszkadzało...

Nie ma co więc szukać winy w mężu, kochana. To Ty z tą świadomością weszłaś w związek, a potem go kontynuowałaś. Być może jemu to wystarczało.

Poplataniec napisał/a:

ale on zaczął marudzić, że nie przemyślałam, że jestem niedojrzała....zaczęłam tak o sobie myśleć no i tak minęło 5 miesięcy....

Wcale się Twojemu mężowi nie dziwię - tak dotychczas robiłaś, przecież. Taka byłaś/jesteś.

50

Odp: Rozwieść się czy nie?
niekochana72 napisał/a:
Poplataniec napisał/a:

ale to tyle, zawsze było coś m=co mi w nim przeszkadzało...

Nie ma co więc szukać winy w mężu, kochana. To Ty z tą świadomością weszłaś w związek, a potem go kontynuowałaś. Być może jemu to wystarczało.

Poplataniec napisał/a:

ale on zaczął marudzić, że nie przemyślałam, że jestem niedojrzała....zaczęłam tak o sobie myśleć no i tak minęło 5 miesięcy....

Wcale się Twojemu mężowi nie dziwię - tak dotychczas robiłaś, przecież. Taka byłaś/jesteś.

Właśnie...weszłam w ten związek ze świadomością tego jaki on jest, ze wszystkimi jego wadami, jednak nie przemyślałam tego, że po latach to co było ważne wtedy teraz nie będzie miało znaczenia....uczucie - było zakochałam się w chłopaku, który słuchał tej samej muzyki, lubił jeść to samo co ja....spędzaliśmy ze sobą tylko weekendy, bo on mieszkał 50 km ode mnie,a zawsze było mu szkoda, czy nie miał chęci przyjechać do mnie w tygodniu, chociaż ja pamiętam kiedyś, to mało ważne, ale pamiętam jak czekałam po szkole na niego ok 4 godzin,aż skończy pracę....

jestem niedojrzała? nie umiałam zadbać o związek....

51

Odp: Rozwieść się czy nie?
Poplataniec napisał/a:

Właśnie...weszłam w ten związek ze świadomością tego jaki on jest, ze wszystkimi jego wadami, jednak nie przemyślałam tego, że po latach to co było ważne wtedy teraz nie będzie miało znaczenia....uczucie - było zakochałam się w chłopaku, który słuchał tej samej muzyki, lubił jeść to samo co ja....spędzaliśmy ze sobą tylko weekendy, bo on mieszkał 50 km ode mnie,a zawsze było mu szkoda, czy nie miał chęci przyjechać do mnie w tygodniu, chociaż ja pamiętam kiedyś, to mało ważne, ale pamiętam jak czekałam po szkole na niego ok 4 godzin,aż skończy pracę....

jestem niedojrzała?

Kochana - no przeczytaj, co sama napisałaś (cytat powyżej) - czy to jest powód do ślubu? Czy to jest dojrzała decyzja?

52

Odp: Rozwieść się czy nie?

no tamta dojrzałą chyba jednak nie była, ale co zrobić teraz, żeby znowu nie żałować....

Posty [ 53 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwieść się czy nie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026