Mam wielki problem z byłym chłopakiem. Otóż wszystko działo się jakoś pół roku temu.27 grudnia zostaliśmy parą(od października starał się o mnie).Data łatwa do zapamiętania, gdyż były to jego urodziny, miały być bardzo huczne, ale stwierdził, że woli ten czas spędzić ze mną.Zachwycał mnie swoją kulturą osobistą, wdziękiem i geltenmeństwem. Znajomi mówili mi, żebym uważała, bo to kobieciarz i głupek(w sensie poważnych związków), nawet nasz znajomy ksiądz, który zna go już 5 lat, powiedział, że to jeszcze dziecko i "małpa".Wszystko było ok przez jakieś 2 tygodnie..Potem zaczął coraz częściej zachowywać się jak dziecko-zdarzało mu się przy mnie przeklinać, puszczał jakieś czasem chamskie teksty do mnie..W końcu zaczęliśmy się coraz rzadziej spotykać, on nie pisał..Zdobyłam się na odważną rozmowę i powiedziałam mu wprost, że albo jest ze mną, żeby się mną pobawić, albo jest ze mną, bo koledzy też mają dziewczyny i nie chce być gorszy.Odpowiedział mi wtedy, że gdyby sobie ze mnie chciał robić jaja, to nie zrywałby z poprzednią dziewczyną..Zrobiło mu się przykro, był przez chwilę na mnie zły, przeprosiłam go za to.Było ok, ale tylko przez parę dni, potem znowu zaczęliśmy się oddalać..Nie będę teraz wgłębiać się w szczegóły, bo to by było za długo.Rozstaliśmy się w ten sposób, że on zachował się głupio, bo wiedział, że takie dwie dziewczyny, z którymi on się znał, są moimi wrogami, a mimo to(specjalnie, żeby mnie zdenerwować), poszedł do nich, na moich oczach siedział z nimi, śmiał się, żartował i patrzył w stronę moją i koleżanki.ta moja koleżanka popełniła błąd, bo przed tą akcją wysłała mu smsa, że jeśli on się z nimi trzyma, jest naszym wrogiem.Nie powiedziała mi, że takie coś wysłała, ale nie obwiniam jej za to, bo napisałam potem do niego, co to miało znaczyć, nie odpisał mi już na żadnego sms-a. Więc dałam sobie spokój. Tak się złożyło, że często spotykaliśmy się z paczką u naszego znajomego księdza(tam się też poznaliśmy).Ja wszystko księdzu mówiłam, co się między nami dzieje, a mój były, poszedł z nim porozmawiać i powiedział mu, że rozstaliśmy się, bo ja cały czas brałam ze sobą koleżanki i nie mógł ze mną spędzić czasu sam na sam...co było kompletną bzdurą, bo kiedy mieliśmy iść na łyżwy i 3 razy wysłał mi wiadomość: "Weź dziewczyny"(te same, z którymi spotykaliśmy się u księdza).Z czego ja mówię, że jak chce, to niech sam sobie do nich napisze, a on:"Ja nie chce, ale jak Ty byś chciała".Po jakimś miesiącu od rozstania, zaczął posyłać mi dziwne spojrzenia...zachowywał się, jakby chciał ze mną porozmawiać, ale nie mógł..a ja, żeby nie dać się po raz drugi "zrobić"(nadal go kochałam i nie zniosłabym drugiej rozłąki z nim)udawałam, że go ignoruję.Po jakimś czasie zaczęliśmy rozmawiać, był dla mnie bardzo miły, zdrabniał moje imię, dalej tak patrzył..Wciągnęłam się...Po kolejnym miesiącu zdecydowałam, że wyznam mu, co czuję.Podeszłam, zapytałam, czy możemy porozmawiać, on powiedział, że tak, ale nie zrozumieliśmy się i ja myślałam, że nie ma teraz czasu.Napisał sms-a" Czemu uciekłaś, jak chciałaś porozmawiać?", wtedy wymieniliśmy kilka sms-ów i on powiedział:"Porozmawiać możemy, ale nie chcę mieć teraz dziewczyny". Potem nie odzywaliśmy się, spojrzenia zniknęły...Znowu po jakichś 3 tygodniach widzieliśmy się często u księdza i kilka razy dzwonił do mnie,pod pretekstem, że nikt nie odbiera i nie wie, czy dziś się spotykamy(pytałam znajomych, do nikogo nie dzwonił), oferował pomoc przy naprawie roweru.2 tygodnie później znalazł mój notes z notatkami i szukał mnie..Pytał moich koleżanek, gdzie jestem i że mają mi przekazać, że ma coś mojego i jak chcę to odzyskać, to mam się do niego zgłosić.Nie mógł dać tego notesu koleżankom?Poszłam do niego do domu, bo tak się umówiliśmy, ale on musiał wyjść do sklepu i minęliśmy się.Parę dni później poprosił mnie, czy mogłabym mu napisać taką pracę, jaką mu napisałam kiedy byliśmy razem(potrzebował, a ja jestem dobrą humanistką, więc mu szybko napisałam), ale odmówiłam mu, pomyślałam, że niech napisze mu jego..nowa dziewczyna(z którą chodził tylko tydzień).Potem zaczęły się głupie docinki pod moim adresem na spotkaniach u księdza.Dostałam od siostry różę na urodziny i przyszłam z tą różą prosto na spotkanie z nimi, wszyscy pytają"Od kogo ta róża", on powiedział "Ode mnie", ciągle coś komentował, co bym nie powiedziała, rozmawiałam o jakichś innych chłopakach, on komentował...Później zaczęły się coraz bardziej chamskie teksty, najgorsze jest to, że tylko mi tak chamsko "ciśnie".Teraz nasz ksiądz odchodzi z parafii i musimy zorganizować coś na pożegnanie, oczywiście pretensje tylko do mnie, że on i koledzy nie zostali poinformowani o czymkolwiek i robimy wszystko za ich plecami."Fajnie ze planujecie wszystko za naszymi plecami i nawet nam znac nie dacie,w tym wychodzi wlasnie wasza prawdziwa natura", a za chwilę dodał:"a w szczegolnosci twoja".Napisałam, o co mu chodzi i wytłumaczyłam sytuację, nie odpisał..A gdy widzimy się w kościele..nadal się patrzy..kilka razy złapię go wzrokiem.Ja, niestety, nadal coś do niego czuję..i nie umiem go sobie przeboleć...Może to śmieszne, ale nie mamy siebie na Facebooku, chociaż sprawdzałam i on swoje inne byłe dziewczyny ma...i także moje bliskie koleżanki, niektóre sam zapraszał do znajomych.Dlaczego on się tak zachowuje i czy mogę coś w tej sprawie zrobić?Szczera rozmowa raczej nie wchodzi w grę...
Podobne tematy
On zachowuje się jak taki dzieciak,nic wiecej. Myśli,że jest niewiadomo kim. Pewnie myśli,że bez niego nic nie osiągniesz,a w tym czasie kiedy Ty bedziesz na niego czekać on będzie sie świetnie bawił. Skoro on jest chamski też bądź taka,pokaż mu na co Cie stać. Ciekawa jestem co by zrobił gdybyś znalazła sobie jakiegos fajnego chlopaka,lepszego od niego. Nie daj mu się i walcz o swoje szczęście ![]()
Właśnie z tym mam wielki problem, bo cały czas coś do niego czuję i to odpycha mnie od innych chłopaków...:/Nie potrafię być z kimś innym...Myślę cały czas o nim i największe, czego nie mogę przeboleć, to myśl, że zachowuje się teraz jak idiota i nie jest tym samym chłopakiem, z którym ja chodziłam...Zanim mnie poznał, też zachowywał się jak wielkie, nieogarnięte dziecko i bardzo dużo osób mówiło mi i innym w moim otoczeniu, że dzięki mnie bardzo się zmienił, wydoroślał...Mimo wszystko, bardzo musiał się dla mnie postarać, bo wiedział, że jestem osobą o wysokiej kulturze osobistej i elegancji(zawsze dobre oceny w szkole itd.), a on, po prostu piłkarz...I cały czas dręczy mnie to, że tej "misji" nie udało mi się wykonać...Że nie podołałam, nie potrafiłam go zmienić tak już na zawsze.Z tym mam największy problem:/