macie problem poniewaz nie potraficie docenic samej siebie , to ze dla innych nie wygladacie idealnie to juz ich problem , wy same dla siebie musicie wygladac pieknie i tylko to sie liczy. Musicie miec swoje zdanie , być dowartościowane . Jeżeli macie aż takie kompleksy na tle swojego wygladu to moim zdaniem powinniscie udac sie do psychologa na rozmowe, moze wam pomoze, bo takie uzalanie sie nad soba wam nie pomoze . A to , że nie mieliście jeszcze chłopaka to znaczy nic innego jak tylko to , że Bóg zostawił was dla kogoś wyjątkowego
Nie przejmujcie się, idżcie i bawcie się życiem !! ![]()
Podobne tematy
ha... Czytam i widzę, że to odniesienie do osób takich jak ja:) Ale wiesz co Rachel, my to wszystko wiemy:) problem w tym, że nie pomaga wcale cieszenie się z życia, kiedy nie masz z kim tego robić. Twoje koleżanki powoli się wkruszają - ta ma chłopaka, ta wyjdzie za mąż, ta wyjeżdża za granicę, ta idzie daleko na studia. A ty jak ten ciemniak zostajesz sama. Nie masz z kim wyjść, a samotnie to nie sposób. Wierz mi próbowałam, a potem wracałam do domu i płakałam.
Dziewczynom jak ja każesz się leczyć, ale ja nie czuję potrzeby leczenia mojej duszy. Pragnę tylko tego, żeby jakiś człowiek, czy to męźczyzna, czy to kobieta powiedział/a mi, że jednak jestem coś warta:) Że nieważne ile ważę, nieważne, że wyglądam jak wyglądam, ale jestem ważna, że gdyby mnie nie było świat byłby dla kogoś smutniejszy i uboższy...
Wszystkie Twoje rady są dobre. Wiem:) Ale póki ktoś nie doceni dziewczyny takiej jak ja - to sama tego nie zrobię. To jak walka z wiatrakami. Są te dobre dni, kiedy nie przejmujesz się, że znów siedzisz w domu i nie masz z kim wyjść, a są takie kiedy Ci to strasznie ciąży.
Dla kobiet jak ja mam tylko parę słów: "Nie jesteście same. Trzeba mieć nadzieję. Bo przyjdzie taki dzień... Kiedy wreszcie powiemy - jesteśmy szczęśliwe."
3 2011-07-28 16:07:09 Ostatnio edytowany przez wicherek (2011-07-28 16:07:58)
Rachel,
tak, ale takie niedowartosciowanie nie bierze sie z nikad..... to lata złego wychowania czy raczej brak wsparcia od rodzicow, dziecistwo w ktorym nasluchano sie od jednego z nich czy tez innych dzieci, jacy jestesmy brzydcy, zli, grubi etc.
tutaj psycholog nie pomoze, bo tak jak pisze moja przedmowczyni....... my to wszystko wiemy! psycholog nie objawi nam jakiejs prawdy tajemnej..... moze najwyzej naprowadzic. bo to my musimy odwalic całą robotę i pracę, żeby zmienic swoje myslenie.
Just Anias 90,
bardzo dobrze piszesz, zgadzam sie z tobą... bardzo czesto mamy przyjacioł, nawet bliskich ktorzy nas wspieraja ale kiedy przychodzi chwila, ze masz ochote na spacer.. kino.... jestes sama!
wczoraj tak samo jak ty uzyłam okreslenia "walka z wiatrakami" w kontekscie mojego zycia i zrobienia cos z sobą. doskonale rozumiem te slowa.
ja juz nawet nie mam siły.... nadzieja wygasła..... jestem od blisko tygodnia w stanie -znieczulicy emocjonalnej, nie da sie ze mna pogadac na tematy uczuciowe, osobiste.... bo koncza sie one moimi pesymistycznymi, czarnymi wywodami na temat zycia, facetow, czy samej siebie.
zyje, funkcjonuje... ale kiedy mam chwile sam na sam, jestem jakas wypruta z uczuc, jakbym tylko wegetowała. nie mysle, nie czuje... moze czasem zapłacze by uwolnic sie z bolu.
Oj Wicherku...
Jak ja dobrze wiem o czym mówisz:)
Nasze użalanie się nad sobą nie bierze się znikąd... Nienawidzę wspominać tych momentów kiedy ktoś powiedział mi przykre słowa, usuwam je z mojej pamięci, ale one tam jednak są...
A co do Twojego stanu... Uśmiechnij się proszę. Bo widzisz teraz na świecie pełno jest dziewczyn takich jak Ty. Żyjących tylko dlatego, że trzeba. Niemających nadziei na poprawę. A Ci faceci, którzy omijają nas codzień mogą tylko żałować, że nie starają się nawet nas poznać.
Powiem Ci, że kiedy ja czuję się tak jak Ty biorę kartkę papieru i piszę. Nie jakieś wiersze czy listy, ale piszę co czuję. Czasem jest to tylko jedno zdanie:) nie powiem żeby było zbyt ładne no, ale "pier... to wszystko" i kiedy tak piszę i piszę to potem zaczynam się śmiać sama z siebie i wtedy mi troszkę lepiej. Spróbuj:) nie zaszkodzi, a może Tobie pomoże:)
5 2011-07-29 09:26:04 Ostatnio edytowany przez baja73 (2011-07-29 09:30:49)
WITAM
CHYBA TEZ NALEŻĘ DO TEJ GRUPY.
Psychicznie i emocjonalnie wypalonych, bez nadziei na lepsze jutro.
Moje kompleksy: długo by pisać............
Miałam bardzo trudne dzieciństwo i masakryczną młodość, nikt nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha-nawet mama....
Czy można żyć bez miłości?
Można- bo żyję?
Nie ja nie żyję ja wegetuję będąc na usługach wszystkich na około.
Jak jestem potrzebna komuś to czuję sie dobrze, ale ostatnio uświadamiam sobie coraz bardziej, że otocznie to wykorzystuje, wykorzystuje mnie.
Z drugiej strony jak już nie będę mogła pomagać innym to, po co wstawać rano.
dobrze wiem o czym piszesz...u mnie było podobnie, właściwie kropka w kropkę mogłabym powtórzyć Twojego posta. Do tego w domu był alkohol, który bardzo wpłynął na moje życie, jak wyglądała moja rodzina, relacje między rodzicami. Kompleksy przez całe życie, kiepskie związki...Dwa lata byłam w terapii i pomogło mi to - oczywiście wiele jeszcze pracy nad sobą muszę wykonywać, ale warto. Zdarza się że mogę popatrzeć na siebie w lustrze przez dłuższą chwilę i powiedzieć sobie "całkiem niezła z Ciebie laska"
. Staram się wierzyć w swoje możliwości, nie ograniczać się. Próbuję. Życzę Wam siły, by zawalczyć o siebie samą.
Masz rację trzeba zawalczyć o siebie.
Mam 37 lat i właśnie podjęłam decyzję, że to zrobię.
Tylko jakoś mi nie wychodzi.
Nie wiem czy nie jest za późno, czy nie jestem już poza marginesem, w którym mieści się szczęście.
Zaczęłam od tego forum.
Może się otworzę i poproszę o pomoc
Każdą, nawet pozornie niemożliwą rzecz można zmienić. Pierwszym krokiem jest WIARA, że to możliwe.
Nasze użalanie się nad sobą nie bierze się znikąd... Nienawidzę wspominać tych momentów kiedy ktoś powiedział mi przykre słowa, usuwam je z mojej pamięci, ale one tam jednak są...
Owszem, nie bierze się znikąd, bo każdy skutek był poprzedzony powodem. Trudno o takim czymś zapomnieć, bo chcąc czy nie dane wydarzenia odcisnęły piętno na psychice. Inni mają lepiej, inni gorzej - taki jest świat, nic na to nie poradzimy.
Naturalną koleją rzeczy jest to, że szczególnie NIEDOBRĄ cechą kobietek jest doszukiwanie się kompleksów tam gdzie ich nie ma! Więc zastanówmy się - czy one w ogóle istnieją? Czy to, co uważamy za kompleksy - nie jest naszym znakiem rozpoznawczym i uosobieniem PIĘKNA?
A Ci faceci, którzy omijają nas codzień mogą tylko żałować, że nie starają się nawet nas poznać.
Świetny wniosek.
Moje kompleksy: długo by pisać............
Proszę, poświęć czas na wypisanie tej rzekomo "DŁUGIEJ" listy kompleksów. Wydaje mi się, że POWINNAŚ SIĘ skoncentrować na tym, co jest w Tobie niepowtarzalne! To przyćmi wszelkie "kompleksy" (pewnie na siłę się ich doszukujesz i w rzeczywistości jesteś świetną kobietką)!
Miałam bardzo trudne dzieciństwo i masakryczną młodość, nikt nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha-nawet mama....
Czy można żyć bez miłości?
Można- bo żyję?
Niestety to wczesne lata w większości z góry decydują o przyszłości. Ale poczekaj - czy to właśnie nie kobiety okrzyknięto tymi, które najlepiej znoszą wszelki ból przy tym nie poddając się? Pięknym przykładem jest ciąża i poród...
. Przełomowym momentem w życiu KAŻDEJ z Nas powinno być stwierdzenie - nikt nie dał Nam miłości, ale My możemy dać ją innym. Dlaczego stwierdzasz, że "żyjesz bez miłości"?
Masz zwierzaka - dajesz mu jeść, pić, wyprowadzasz na spacery, zapewniasz schronienie - żyjesz z MIŁOŚCIĄ!
Masz przyjaciół - spotykasz się z nimi, wychodzisz na wspólne spacery, lubisz ich - żyjesz z MIŁOŚCIĄ!
Masz sympatię - wzdychasz do Niego całymi dniami, jego wizja zaprząta Ci całą głowę - żyjesz z MIŁOŚCIĄ!
Każde pozytywne relacje, każdy uśmiech, każda pomoc - świadczą o tym, że żyjesz z MIŁOŚCIĄ!
Nie ja nie żyję ja wegetuję będąc na usługach wszystkich na około.
Nie rozumiem, dlaczego tak stwierdzasz?
Jak jestem potrzebna komuś to czuję sie dobrze, ale ostatnio uświadamiam sobie coraz bardziej, że otocznie to wykorzystuje, wykorzystuje mnie.
Zastanów się, czy tak musi być? Może powinnaś coś zmienić?
Z drugiej strony jak już nie będę mogła pomagać innym to, po co wstawać rano.
Pomoc to piękna rzecz, wystarczy tylko zmienić nastawienie!
Mam 37 lat i właśnie podjęłam decyzję, że to zrobię.
Tylko jakoś mi nie wychodzi.
Nie zrażaj się żadnymi porażkami, bo to naturalne! Tylko ci, którzy do końca będą wytrwali, dojdą do upragnionego celu! Nie poddawaj się - trzymam kciuki Kochana! ![]()
Nie wiem czy nie jest za późno, czy nie jestem już poza marginesem, w którym mieści się szczęście.
Nigdy nie jest za późno. Zmarnowałaś już dosyć czasu! To już odpowiednia pora, żeby zacząć drugie życie - życie przepełnione szczęściem, obfitością i miłością! ![]()
Zaczęłam od tego forum.
Bardzo dobrze, że zdecydowałaś się na takie coś. Metoda małych kroczków jest najlepsza.
Dziewczyny, proszę, nie zamartwiajcie się swoimi WYIMAGINOWANYMI kompleksami, które po prostu NIE ISTNIEJĄ!!! Bądźcie zadowolone z życia i cieszcie się z małych rzeczy, bo to klucz do szczęścia! Uśmiechajcie się od ucha do ucha - a nuż widelec ktoś zakocha się w Waszym PIĘKNYM uśmiechu i sposobie bycia - i tego Wam z całego serduszka życzę! ![]()
Pozdrawiam, ex kompleksowiczka
.
cyniczna- dziękuję za te mądre słowa
Może faktycznie przesadziłam, że żyję bez miłości.
Ja kocham- "tylko" nie jestem kochana.
Moje życie jest bardzo skomplikowane, nie da sie tego opisać w kilku słowach.
Mam kompleksy głęboko zakorzenione w mojej głowie, ale może uda mi się "wyrwać" te chwasty ![]()
Mam duże grono dobrych znajomych i jedną, ale za to prawdziwa przyjaciółkę, dzięki której daję radę w życiu. Ona i jej rodzina są dla mnie ważniejsi niż moja własna.
Wśród znajomych i w pracy uchodzę za "duszę towarzystwa" i wszyscy sie dziwią, że jestem sama, ale to bardzo złożony problem na inny wątek. Zresztą poruszyłam go juz na tym forum.
Pozdrawiam wszystkich
Wiesz, przypomniał mi się pewien cytat z filmu:
"Pamiętaj, jeśli się nie otworzysz to rany nigdy się nie zagoją"
Wydaje mi się, że oddaje całą sytuację
.
"Pamiętaj, jeśli się nie otworzysz to rany nigdy się nie zagoją"
.
Tak to jest prawda, która dotyczy mnie w 100%
Czas poddać sie leczeniu i wygoić rany ![]()
Mi się aż serce kraja jak czytam te posty. Jak można tak źle o sobie myśleć. Jak można twierdzić, że nie będzie się pełnym i szczęśliwym dopóki nie znajdzie się człowiek, który cię doceni, dowartościuje. Każdy człowiek jest pełny i wartościowy i powinien czuć się dobrze sam ze sobą, wierzyć, że wszystko co dobre przed nim. Człowiek, który oczekuje z zewnątrz dowartościowania w związku funkcjonuje jako osoba uzależniona, a gdy coś w związku idzie nie tak i przychodzi do rozstania człowiek taki przeżywa katusze i nie jest w stanie sobie poradzić. Wiem, że ludzie mają różne historie i taka niska samoocena może mieć różną genezę, czasami przerażającą, ale jako dorosły człowiek powinien sam o siebie zadbać, nie jest już dzieckiem uzależnionym od aprobaty rodziców. Każdy jest pełnowartościową, unikalną jednostką, która powinna oczekiwać miłości, bo to piękny stan, a nie środek na wypełnienie pustki i dowartościowanie się.
Każdy człowiek jest pełny i wartościowy i powinien czuć się dobrze sam ze sobą, wierzyć, że wszystko co dobre przed nim. .
To są bardzo mądre i prawdziwe słowa, ale jak przez całe dzieciństwo i potem młodość najbliżsi wmawiali mi, że jestem najbrzydsza, najgrubsza i najmniej zdolna z całego rodzeństwa, to traktowałam to za prawdę jak to, że mam zielone oczy. Oczywiście nie zawsze mówili to dosłownie i wprost, ale na każdym kroku to odczuwałam.
Jestem jednak z siebie dumna
Jako "najmniej zdolna" skończyłam studia- tylko ja z 4 rodzeństwa
I mam nadzieję, że wszystko co dobre przede mną
WITAM
Jak jestem potrzebna komuś to czuję sie dobrze, ale ostatnio uświadamiam sobie coraz bardziej, że otocznie to wykorzystuje, wykorzystuje mnie.
Z drugiej strony jak już nie będę mogła pomagać innym to, po co wstawać rano.
Mam to samo! Mam strasznie niskie poczucie własnej wartości, że masakra. I uwielbiam pomagać ludziom! Jak ktoś mnie o coś prosi, nie ma problemu. Każdemu ze wszystkim pomogę jeśli tylko jestem w stanie. Wtedy czuję się potrzebna, dowartościowuję się
Ale eh. Chwilami także czuję, że inni się połapali w tym i wykorzystują mnie... Bo taka prawda xD Jak ja potrzebuję pomocy od kogoś to ciężko, naprawdę ciężko
I wtedy zdaję sobie sprawę jaka ja głupia jestem, że się tak daję.
A co do reszty to zgadzam się z większością postów. Także miałam trudne dzieciństwo i jak mantrę moja matka mi powtarzała że jestem beznadziejna, brzydka, głupia i że nic nigdy ze mnie nie wyrośnie dobrego. I tak mówiła, mówiła aż się stało. Jestem beznadziejna, brzydka, głupia, nie mam przyjaciół, chłopaka. Mam tylko siebie i moje myśli samobójcze ![]()
Hej wszystkim
Czytam te posty i powiem Wam,że pocieszyłam się że nie jestem sama z takimi problemami. Kompleksy potrafią rozwalić cały świat. Co z tego że przez chwile ma się nadzieję,że będzie lepiej jak później nadchodzi ocean rzeczywistości szarej i to tylko dobija. Myśli samobójcze? Odganiajcie je od siebie! nigdy nie jest aż tak źle żeby nie mogło być gorzej - to zawsze jakieś pocieszenie i tego się trzymajmy. Każdy jest wyjątkowy a to, że myślimy o sobie jak myślimy np a bo nogi takie a nie inne, bo głupia itd to sprawa tego,że każda z nas ma ideał kobiety którym chciałaby być (ostatnio mając jeden z black day doszłam do takiego wniosku - czy słuszny? Każdy sobie odpowie sam). Niestety nie jestem w stanie podać złotego środka na poprawę samopoczucia ale tak jak powyżej piszecie - najważniejsze żeby zrobić coś ze sobą tak żeby samej sobie się podobać. Wyliczyć parę zalet które wyróżniają, ubierać się tak jak dobrze się czujemy, pomyśleć o miłych chwilach jakie spotkały (na pewno każda, ma takie wspomnienia) i uśmiech się pojawi - a to już sukces.Nie możemy tracić wiary i nadziei w to,że będzie lepiej. Ja mocno wierzę w to,że jest ktoś każdemu gdzieś przeznaczony i w końcu się pojawi taka osoba w zyciu każdej z nas, u niektórych pewnie się już pojawiła ta wyjątkowa osoba. Choć sama nie nazwe siebie optymistka zawsze uśmiechniętą i wgl bo mam więcej kompleksów niż mrówek w mrowisku ale wiem,że jak się poddam to przegram szansę na szczęście i stracę na tym. Proszę, głowa do góry razem damy radę ![]()
Hej wszystkim
Czytam te posty i powiem Wam,że pocieszyłam się że nie jestem sama z takimi problemami. Kompleksy potrafią rozwalić cały świat. Co z tego że przez chwile ma się nadzieję,że będzie lepiej jak później nadchodzi ocean rzeczywistości szarej i to tylko dobija. Myśli samobójcze? Odganiajcie je od siebie! nigdy nie jest aż tak źle żeby nie mogło być gorzej - to zawsze jakieś pocieszenie i tego się trzymajmy. Każdy jest wyjątkowy a to, że myślimy o sobie jak myślimy np a bo nogi takie a nie inne, bo głupia itd to sprawa tego,że każda z nas ma ideał kobiety którym chciałaby być (ostatnio mając jeden z black day doszłam do takiego wniosku - czy słuszny? Każdy sobie odpowie sam). Niestety nie jestem w stanie podać złotego środka na poprawę samopoczucia ale tak jak powyżej piszecie - najważniejsze żeby zrobić coś ze sobą tak żeby samej sobie się podobać. Wyliczyć parę zalet które wyróżniają, ubierać się tak jak dobrze się czujemy, pomyśleć o miłych chwilach jakie spotkały (na pewno każda, ma takie wspomnienia) i uśmiech się pojawi - a to już sukces.Nie możemy tracić wiary i nadziei w to,że będzie lepiej. Ja mocno wierzę w to,że jest ktoś każdemu gdzieś przeznaczony i w końcu się pojawi taka osoba w zyciu każdej z nas, u niektórych pewnie się już pojawiła ta wyjątkowa osoba. Choć sama nie nazwe siebie optymistka zawsze uśmiechniętą i wgl bo mam więcej kompleksów niż mrówek w mrowisku ale wiem,że jak się poddam to przegram szansę na szczęście i stracę na tym. Proszę, głowa do góry razem damy radę
Hej wszystkim ![]()
Każdemu łatwo jest powiedzieć jesteś piękna itd ale dla osób zakompleksionych
i nie pewnych siebie to nic nie znaczy np ja widze ciagle w sobie wiele niedoskonałości
baja73 napisał/a:WITAM
Jak jestem potrzebna komuś to czuję sie dobrze, ale ostatnio uświadamiam sobie coraz bardziej, że otocznie to wykorzystuje, wykorzystuje mnie.
Z drugiej strony jak już nie będę mogła pomagać innym to, po co wstawać rano.Mam to samo! Mam strasznie niskie poczucie własnej wartości, że masakra. I uwielbiam pomagać ludziom! Jak ktoś mnie o coś prosi, nie ma problemu. Każdemu ze wszystkim pomogę jeśli tylko jestem w stanie. Wtedy czuję się potrzebna, dowartościowuję się
Ale eh. Chwilami także czuję, że inni się połapali w tym i wykorzystują mnie... Bo taka prawda xD Jak ja potrzebuję pomocy od kogoś to ciężko, naprawdę ciężko
I wtedy zdaję sobie sprawę jaka ja głupia jestem, że się tak daję.
A co do reszty to zgadzam się z większością postów. Także miałam trudne dzieciństwo i jak mantrę moja matka mi powtarzała że jestem beznadziejna, brzydka, głupia i że nic nigdy ze mnie nie wyrośnie dobrego. I tak mówiła, mówiła aż się stało. Jestem beznadziejna, brzydka, głupia, nie mam przyjaciół, chłopaka. Mam tylko siebie i moje myśli samobójcze
Ja także uwielbiam komuś pomagać.
Np kiedyś chodzilam do domu dziecka opiekować się tymi dziećmi
to mi sprawiało radośc i czułam się komuś potrzebna
a co do tego pomocy od innych to często tak bywa ,że dla kogoś robimy wszystko
a nikt się za to nam nie odwdzięcza