Mój problem polega na tym że panicznie boję się że nic nie osiągnę w życiu, że nie bedę dobrze zarabiać, ze nie osiągnę sukcesu zawodowego. Nie należę do osób zdolnych, ale jestem bardzo pracowita. Mam najlepszą średnią na roku na studiach, cały swój czas poświęcam na naukę. Są zdolniejsze ode mnie osoby ale ja pracuję i uczę się najwięcej. Na imprezie byłam ostatnio kilka lat temu a w trakcie studiów nawet nie wyszłam nigdzie ani razu ze znajomymi. No właśnie i tu pojawia się kolejny problem... Nie mam przyjaciół... To własnie przez ten strach o przyszłość zostawiłam swojego przyjaciela, dobrych znajomych z liceum bez słowa tłumacząc samą siebie brakiem czasu i oddałam sie w pełni nauce. Rodzice strasznie naciskają na to żebym osiągnęła jak najwięcej. Nie wspierają mnie wogóle, przy jakiejkolwiek porażce dołują jeszcze bardziej mówiąc że jestem beznadziejna. Nie usłyszałam od nich nigdy słowa otuchy. Uważają że w ten sposób zahartują mnie do dalszego zycia... A ja już nie wytrzymuję... Cały czas słyszę a córka kogos tam osiągneła już to i tamto, a dzieci innych już zarabiają na tym tyle i tyle... Nie mam nawet komu sie wygadać, przyjaciela straciłam... Jak byłam w liceum podczas kiedy znajomi imprezowali, bawili sie i spędzali ze sobą czas ja na całe weekendy zaraz po szkole jeździłam na kursy przygotowujące na studia.... I to przez 2 lata... Ja nie wiem co to życie towarzyskie... Czas mija a ja tracę najlepsze lata swojego życia... Ten strach o przyszłość bieże górę.... Jest wręcz paraliżujący... Czesto boli mnie brzuch z nerwów.... Nie umiem wyluzować... A najgorsze jest to że co z tego że mam najwyższą średnią na roku skoro i tak moje koleżanki mają juz jakieś sukcesy związane z kierunkiem studiów na swoim koncie... Nie mają dobrych ocen ale są b.ładne i wygadane i zawsze znajdą sobie jaką dorywczą pracę zwiazaną z kierunkiem studiów.... Im sie już coś udaje.... A mi nic... Jestem nieśmiała, nie należe do ładnych i wygadanych ....... Umiem się tylko uczyć, ale nie wiem czy to wystarczy w życiu. Ludzie w moim wieku już zarabiają, a ja jestem na utrzymaniu rodziców... Boję się strasznie.... Z roku na rok jest coraz gorzej... Nie mam chęci do zycia, czuję sie jak robot wykonujący codziennie te same czynnosci skrupulanie zaplanowane nie myślący o tym czy mu się chce czy nie... Po prosu robi to co musi zrobić... Tak strasznie brakuje mi mojego przyjaciela.... !!! Jakiś już czas temu miałam ogromne problemy, przez niecały rok miałam chyba depresję ale rodzice krzyczeli na mnie że głupia jestem i że mam się wziąść w garść bo co ludzie powiedzą... Nie umiałam się pozbierac... Jedyną odskocznią była właśnie nauka.... Uważam sie za silną psyhicznie osobę bo sama musiałam uporać sie z problemami. Nie pokazuję na codzień że coś jest nie tak, że boli mnie życie,że jestem sama, że boje sie czegoś. Czasami tego nie wytrzymuję już ale wiem że trzeba być silnym bo co mi zostało... Nikt mi sie pomoze, muszę radzić sobie sama ... Jak miałam depresję nikt mi nie chciał pomóc, wszyscy wokoło jeszcze bardziej mnie dołowali rodzina udawała ze jest ok... Panicznie boję się ze za kilka, kilkanaście lat spotkam jakiegoś swojego znajomego z liceum albo ze studiów który z ledwością zdawał na kolejny rok a będzie świetnie zarabiać, jeźdzć najnowszym BMW, jeżdzić za granice na wakacje i mieć kilka domów a ja będę klepać biede. I ten ktoś będze myśleć że jestem frajerką. Całe życie się uczyłam i zarabiam marne grosze podczas kiedy on/ona się bawił i jeszcze w życiu osiągnął tak wiele... O chłopakach nawet nie myślę, bo nie jestem na tyle ładna aby sobie jakiegoś fajnego znaleźć. pozatym nie miałabym dla niego czasu.... Mam nadwagę i to odbiera mi jakąkolwiek pewność siebie... Powiedzcie mi co mam zrobić, bo to już trochę chorobliwa panika jest, nie potrafię myśleć o niczym inny jak o tym czego się boję.... To jest strasznie dziwne bo z jednej strony jestem dość silną osobą (zewnątrz tak to wygląda) natomiast wewnętrznie nie radzę sobie sama ze sobą... Bardzo proszę uszanować to co napisałam i powtsrzymac się od głupich komentarzy....
Podobne tematy
(...)Powiedzcie mi co mam zrobić, bo to już trochę chorobliwa panika jest, nie potrafię myśleć o niczym inny jak o tym czego się boję.... (...)
Proponuję wizytę u psychologa.
Powodzenia ![]()
nie stać mnie na wizyty u psychologa... A rodzice nie dadzą mi na to pieniędzy.... :-(
nie stać mnie na wizyty u psychologa... A rodzice nie dadzą mi na to pieniędzy.... :-(
To znajdź psychologa za darmo na nfz. Potrzebujesz skierowania od lekarza pierwszego kontaktu. W prywatnych przychodniach również są godziny w których psychologowie przyjmują na nfz.
Lenka, to co piszesz, to smutne. Chyba jednak rodzice wpoili Ci nieco mylny poglad na swiat. Oceniasz osiagniecia innych od zewnetrznej strony, a to nie tak. Czy uwazasz, ze zeby byc szczesliwa, trzeba miec BMW, kiecke od Diora, smukla sylwetke? Chociaz jesli chodzi o to ostatnie, to zrzucenie zbednych kilogramow zalezy tylko i wylacznie od Ciebie.
Strach o ktorym piszesz, strach przed zyciem, przed wyzwaniami czy im podolasz, to normalne. Wszyscy sie tego boja w mniejszym lub wiekszym stopniu. Zle, jesli Toba zacznie kierowac tylko strach i to strach zwiekszony obawa o opinie rodzicow, znajomych. Sprobuj przeciac ta pepowine, myslec nie tak, jak chca tego rodzice a tak, jak Ty chcesz. Sprobuj oderwac sie przede wszystkim od leku przed ocena rodzicow. Utrzymuja Cie ale nie maja prawa decydowac o Twoim widzeniu swiata, Twoich zapatrywaniach, potrzebach. Rozejrzyj sie dookola, moze znajdziesz w ogloszeniach jakies zajecia dla siebie? Tak, zeby zarobic na cos, co bedzie tylko dla Ciebie, cos co kupisz, bo Ty tak zadecydowalas, nie rodzice.
No i to zrzucanie kilogramow, przeciez to tez swietna okazja na poznanie innych ludzi, bieganie, rower, basen, fitnes, sama widzisz ile masz mozliwosci. Podnies glowe, nie spuszczaj wzroku, usmiechaj sie - zdziwisz sie ilu przyjaznych ludzi mozesz spotkac, poznac, ilu ich jest wokol Ciebie.
Sprobuj byc soba, zeby poznac siebie ![]()
Isc do psychologa mozna w kazdej chwili ale najpierw daj sobie sama szanse.
lenkaaa nie każdy kto opływa w dostatku jest szczęśliwy - myślę, że dobra materialne nie są tutaj najlepszym wyznacznikiem. Jest też pytanie skąd u Ciebie to przekonanie o tym, że Ty musisz za wszelką cenę się dorobić tych rzeczy - czy to jest Twoje postanowienie czy może właśnie chora ambicja rodziców.
Druga sprawa skoro widzisz, że sama nauka to nie wszystko, to może odpuść trochę w tym temacie i też poszukaj sobie jakiegoś zajęcia zarobkowego? Próbowałaś znaleźć jakąś pracę ? Zawsze będzie to sposób na to by wyjść do ludzi.
Faktycznie, wizyta u psychologa jest tu chyba niezbędna. Ale skoro źle Ci z takim trybem życia, jaki prowadzisz, zastanów się, co konkretnie chciałabyś zmienić. Piszesz, że Twoje koleżanki szukają sobie prac dorywczych, może też spróbuj? Najgorsze, co w takich sytuacjach można robić, to robienie niczego. Może pierwszy, na początek pewnie niewielki sukces, zmobilizuje Cię do dalszego działania... I myśl pozytywnie
.
lenkaaa10 napisał/a:(...)Powiedzcie mi co mam zrobić, bo to już trochę chorobliwa panika jest, nie potrafię myśleć o niczym inny jak o tym czego się boję.... (...)
Proponuję wizytę u psychologa.
Powodzenia
Też tak sądzę, spotkanie z psychologiem, powinno rozwiać Twoje wątpliwości i nieco pomóc.
To będzie opinia osoby, która już skończyła studia i szuka teraz pracy. Doświadczenie nabyte w trakcie studiów jest bardzo ważne. Nie myślę tylko o pracy zarobkowej, ale praktykach nawet bezpłatnych dzięki którym czegoś się nauczysz. Nie wiem co studiujesz, ale jeśli będziesz szukać pracy to najważniejsze będzie to co umiesz, a nie oceny.
Ważne jest także umiejętne zaprezentowanie się, pewność siebie-pracuj nad tym, bo musisz być przekonywująca a nie zalęknioną szarą myszką, która swoją postawą mówi: ja nic nie potrafię, do niczego się nie nadaję.
Piszesz, że jesteś pracowita. To bardzo ważne, to duży atut
Jeśli jesteś najlepsza na roku, to JESTEŚ ZDOLNA i tak musisz myśleć.
Widzę, że rodzice mają na Ciebie duży i niestety negatywny wpływ (na psychikę). Powiedz im, że jesteś dorosła i dasz sobie radę. Niech się nie martwią, bo Ty masz plan na życie i wiesz jak go zrealizować ( zakładam że myślisz o przyszłości i wiesz co chcesz osiągnąć). Porównywanie do innych osób nie jest dobre, bo przecież każdy jest inny, ma inne predyspozycje. To, że Kasia ma najwyższe oceny i poszła na studia nie oznacza, że osiągnie więcej niż Zosia, która uczyła się gorzej i skończyła zawodówkę, ale jej cechy psychiczne pozwoliły np na założenie i prowadzenie firmy.
Ja też uważałam, że nie jestem dość ładna i żaden chłopak nie będzie mnie chciał, ale myliłam się i jestem teraz w związku. Jeśli myślisz, że coś w Twoim wyglądzie jest nie tak, to próbuj to zmienić, ale wygląd nie jest najważniejszy. Najważniejsze to polubić siebie i dać sobie szansę. Spotykaj się z ludźmi, szukaj nowych znajomości. Czasem obcy ludzie są większym wsparciem niż rodzina.
10 2011-08-07 21:58:06 Ostatnio edytowany przez sokrates (2011-08-07 21:58:51)
Witaj lenkaaa10,
Miałem kiedyś podobny problem. Na studiach byłem wśród 5% studentów o najwyższej średniej. Wierzyłem, że studia to świetna przepustka do kariery. Niewiele imprezowałem, bo niemal na każdej zabawie miałem wrażenie, że tracę czas np. na dobry wypoczynek, czy po prostu bałem się że następnego dnia "kac" nie pozwoli mi normalnie funkcjonować. A przecież jeszcze tyle sobie obiecałem zrobić wtedy a wtedy, a przecież egzamin już blisko itp.
Wiesz jak się zakończył mój epizod z nauką? Skończyłem studia, straciłem miłość, z którą przez te lata nauki byłem, no i nie pracuję w zawodzie...
Czytajac wasze posty wiem ze nie jestem sama z tym problemem... Mam kompleks prymusa i grzecznej coreczki.. Zawsze i we wszystkim chce byc idelana.. Sama na sobie wywieram presje bycia doskonala w kazdej dziedzinie, interesuje sie kuchnia zeby swietnie gotowac, moda by dobrze wygladac, aranzacja wnetrz by zachwycac innych pomyslami i dobrym gustem, chce byc posluszna corka by rodzice byli ze mnie dumni... wszystko co robie to po to bym widla prym i ciezko mi sie pogodzic gdy cos mi sie nie udaje... Jestem zazdrosna, ze ktos ma lepiej a na to nie zasluzyl, ze ja ciezko nad wszystkim pracuje a inni sie wyreczaja druga osoba....ale zawsze sobie powtarzm, ze trzeba wierzyc ze wszystko bedzi dobrze, bo to o czym myslimy wplywa albo negatywnie albo pozytywnie na nasze zycie.... Nawet teraz zastanawiam sie czy dobrze zrobilam zrywajac z moim chlopakiem, bo nie byl dosc idalny by spelnic moje oczekiwania.. od dzis staram sie wybierac co dla mnie jest dobre, nie myslec ciagel co inni pomsla..Trzeba czerpac z zycia najwiecej jak to tylko mozliwe.. Wiesz ze jestes dobra w tym co robisz, to co stoii na przeszkodzie odniesc sukces?? Wylacznie twoje negatywne nastawienie do przyszlsci..kazda negatywna mysl zamien na pozytywna, utrzymuja cie rodzice i odpwiada ci taka sytuacja to ciesz sie ze nie muszis jednoczesnie sie uczyc i pracowac, jesli nie- szukaj pracy nie wybrzydzaj!!.. O szczescie trzeba walczyc!