zapraszam na facebook tam dowiesz się o moich prezentacjach które prowadze przez internet na temat DDA i przemocy, zaproś znajomych.
Podobne tematy
2 2011-07-22 10:08:34 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-07-24 18:17:30)
zapraszam na facebook tam dowiesz się o moich prezentacjach które prowadze przez internet na temat DDA i przemocy, zaproś znajomych.
Jestem DDA przeszłam ta całą drogę i znalazłam się w miesjcu gdzie mam przed sobą szeroko otwarte drzwi...wiem ze wielu z was jest na poczatku tej drogi i chce wam podać rękę.
Przyjdź a dowiesz się
Jak łatwo odnajdziesz siebie,
Jak możesz poradzić sobie nawet z najtrudniejszymi dla ciebie problemami.
Trzeba zrozumieć,że z dzieciństwa wyniosło się nie tylko krzywdę i ból,ale i ogromną siłę do budowania własnego życia.
Ps. Zaproś swoich znajomych.
KONTAKT do mnie SPAM zapisując się na formularz kontaktowy
skype: majeczka2665
Nie spamuj! wklejanie linków jest zabronione!
Pisanie posta pod postem również. Jeśli chcesz tu zagrzać miejsce na dłużej, musisz zapoznać się z regulaminem. Anemonne
Majeczko 2170 czy Ty przeszłaś terapię?
Ja spotykam się z moją Teraputką raz na tydziń lub raz na dwa tygodnie już od ponad roku. Na początku widziałam pozytywne efekty terapii a teraz mam wrażenie że jest coraz gorzej.. Jak Tobie udało się przez tą droge przejść, ile czasu Ci to zajęło?
Pozdrawiam
Jestem DDA przeszłam ta całą drogę i znalazłam się w miesjcu gdzie mam przed sobą szeroko otwarte drzwi...wiem ze wielu z was jest na poczatku tej drogi i chce wam podać rękę.
Jestem osobą, która od dziecka żyła w rodzinie alkoholowej i w życiu obecnym też, dlatego chcę poprzez blog wspierać osoby żyjące w przemocy i pomóc im zakończyć przemoc w rodzinie.
Mam nadzieję, iż ten profil otworzy komuś oczy!
Wątpię aby tymi z otwierającymi się oczami byli OPRAWCY!!!
Ale być może będą to ludzie obok których jakieś Dziecko przeżywa katusze!
Nie bądźmy obojętni i nie udawajmy, że nie ma problemu!!!
Chcę uświadomić was wszystkich,którzy też to samo przeszli i przechodzą nadal,że nie musicie się tego wstydzić i o tym mówić,ponieważ nie jesteśmy gorsze od innych.
Wiem jedno musimy przerwać milczenie i zacząć głośno o tym mówić,w tedy zaczniemy czuć się wolni od przeszłości i teraźniejszości,bo to utrudnia nam samym życie!!!
Doznaliśmy wiele okrucieństwa od innych ? ale to właśnie My możemy to zmienić,to my potrafimy zrozumieć innych ludzi z tym samym problemem i pomóc im zacząć być sobą i na nowo sobą żyć!!!
Wiadomość dla młodzieży !!!.
Jeśli ktoś stosuje wobec was jaką kolwiek przemoc nie wstydżcie się i nie bójcie o tym mówić,szukajcie dla siebie pomocy!!!,
Nie jesteście sami-zawsze znajdzie się ktoś,kto poda pomocną dłoń!!!.
To jest wasze życie i od was zależy jak ono dalej się potoczy!!!!!.Walczcie!!!!!!!!.
Wiedz jeszcze jedno!!!.
Nie pozwól aby negatywne myśli wciągły cię w alkohol,narkomanie,w depresje czy myśli samobójcze!Nie tędy droga!Życie jest z byt krótkie aby go zniszczyć.
Idz do przodu i osiągnij swój wymarzony cel!!!!!!!.Pomyśl o tym!.
Jako DDA i DDP przeszłam terapie grupową i indywidualną i chcę tutaj powiedzieć, że w takiej grupie wsparcia można odnaleźć samą siebie, ja odzyskałam swoje poczucie wartości, stałam się bardziej otwarta na ludzi i teraz pomagam innym aby siebie samych odnaleźli.
Ja mam ojca alkoholika jestem jedynaczkom bardzo chciała bym się wyprowadzić z domu miała bym taka możliwość ale boję się zostawić mamę na pastwę losu uważam że gdy ja się wyprowadzę to mama się załamie i może nawet popełni samobójstwo lub porostu ojciec jej coś zrobi bo jest coraz bardziej agresywny chciałam wynająć mieszkanie ale mama nie pracuje a moja pensja nie wystarczy myślałam ze pomoże mi mój narzeczony ze wynajmiemy mieszkanie mama znajdzie jakaś dorywcza prace np sprzątnie opieka nad starszymi i z mojej i jego pensji damy rade ale on powiedział ze z moja mama nie będzie mieszkał tłumaczyłam mu jak tylko mogłam ze nie mogę jej zostawić samej w domu z ojcem bo się o nią boje. i po prostu jestem załamana kocham S. ale nie zostawię mamy samej nie mam pojęcia co robić jak pomoc mamie sobie i czy S. naprawdę nie możne zrozumieć jakie to straszne było by dla mojej mamy gdybym ja tez ja zostawiła na pastwę ojca alkoholika.:(
MyszA, nie jesteś matką swojej matki! Twoja mama jest dorosłą kobietą, a nie bezradnym dzieckiem. Ona sama decyduje o swoim życiu. Jedyne co możesz dla niej zrobić, to przedstawić jej możliwości pomocy. Są poradnie uzależnień, gdzie Twoja mama znajdzie wsparcie i profesjonalną pomoc. Jeśli ojciec jest agresywny, to należy założyć mu sprawę o znęcanie się nad żoną. I to mama musi zrobić. Można tez złożyć wniosek o przymusowe leczenie odwykowe ojca. Gdy się awanturuje to wzywa się policję, zakłada Niebieską Kartę, zbiera dowody agresji po to by dostał wyrok za znęcanie. Mama może iść do pracy, niepotrzebne jest do tego mieszkanie z Tobą i Twoim narzeczonym.
Rozumiem Twój lęk o matkę, ale nie bierz na siebie odpowiedzialności za nią. Weż odpowiedzialność za swoje życie!
Serce mi się kraje, gdy czytam Twoje slowa o tym, że nie możesz zostawić mamy na pastwę losu. To Ty, córka, masz ratować matkę, która nie jest sparaliżowana, nie jest bezradna, ma dwie nogi i dwoje rąk i pewnie nie jest stara? To odwrócenie ról! Twój narzeczony nie może tego zrozumieć, bo zdrowym ludziom trudno pojąć taką NADODPOWIEDZIALNOŚĆ jak Twoja.
Twoja mama żyje tak jak żyje, bo taka jest jej DECYZJA! Nie podejmowanie decyzji o zmianie też jest decyzją!
Normalne jest, że dorosłe dziecko opuszcza dom rodzinny i żyje swoim życiem. Więc żyj swoim życiem, nie zyciem matki i ojca.
Masz marena niby racje, tak powinno byc ale czesto nie jest. Widac, ze corka jest silniejsza osoba niz jej mama i moze dlatego nie zaszkodzi aby role na jakis czas sie odwrocily i corka zajela sie mama? Nie twierdze, ze od teraz na zawsze ale chocby na czas eksmisji ojca pijaka z ich domu. To sie tak latwo mowi: wezwac,zglosic, zalozyc karte, wyslac na przymusowe leczenie - w teorii tak to wyglada, a jak w praktyce to chyba setki kobiet wiedza, ze od momentu pozglaszania tu i tam do chwili faktycznej pomocy moga minac tygodnie albo i miesiace. W tym czasie pijak i lobuz nadal mieszka pod tym samym dachem i stanowi realne zagrozenie zdrowia albo i zycia dla swoich najblizszych.
Moja rada bylaby taka: pozglaszac gdzie nalezy, jak pisze marena, ale rzeczywiscie zabrac mame na jakis czas od ojca. Wynajmijcie nawet kawalerke, albo pozyczcie pieniadze od kogos na pare pierwszych rat i mama niech idzie do jakiejs pracy aby mogla pomoc finansowo i miec tez zajecie na przyszlosc.
Ale nie konczyc na tym, bo celem nie moze byc wspolne mieszkanie z mama do konca zycia tylko wyprowadzenie ojca z jej mieszkania. To potrwa ale da sie zrobic jesli mama sie tez postara.
Wiesz Mussuka, sprawa jest głębsza. Chodzi o to, ze MyszA przyjęła rolę "dziecka bohatera" wynikającą z jej DDA. To na swoich plecach niesie pijącego ojca i "bezradną" matkę. A to nie jest pomoc, która zmusi ich oboje do kierowania swoim życiem. Jednak MyszA nie potrafi inaczej, a to może zniszczyć jej życie i jej związek. Dziewczyna pragnie rozwiązac problem swojej matki, a tak naprawdę nie ma na to wpływu, bo to rola samej matki, która do tej pory siedzi z założonymi rękami, nie szuka pomocy, nie szuka pracy, nie szuka wsparcia. Wywiera tylko presję na swoją córkę swoją bezradnością i cierpieniem. Obawiam się, że jeśli MyszA zamieszka ze swoją matką to i tak sie nic nie zmieni. Jak jej córka nie poszuka pracy, to ona sama kroku nie zrobi. Jak sie córka nie weźmie za sprawy prawne, to matka tez palcem nie kiwnie. Do dzisiaj to jej pijący mąż kieruje jej życiem, a jeśli zamieszka z córką, całą odpowiedzialność za siebie zrzuci na jej barki. A MyszA chętnie to weźmie na siebie, bo do tego była szkolona przez całe swoje dzieciństwo.
Nie radzę zapomnij o swojej matce. Radzę, pomóż jej dotrzeć do instytucji, które pomogą jej uporac się z problemami, bo dotychczas nie szukała pomocy (przynajmniej MyszA nic o tym nie pisze). Radzę, nie wspieraj bezradności matki biorąc na siebie jej problemy, bo nie pomożesz tym ani jej ani sobie. Matka musi sobie poradzić ze swoim współuzaleznieniem przy pomocy profesjonalistów. Dzisiaj nie jest trudno znaleźć w Polsce fachowa pomoc. Są tez ośrodki zajmujące sie przemocą i dające schronienie kobietom w trudnej sytuacji, a jednocześnie wspierające i wymuszające powrót do samodzielności. Trzeba tylko chcieć zmiany. Do tej pory matka myśli, ze samo cos się zmieni, albo córka to zrobi.
Znam takie sytuacje z doświadczenia osobistego i ze swojej pracy. Twoja mam MyszA nie jest winna temu, że ma problemy, ale jest winna, że nic do tej pory nie zrobiła, tylko tkwi w bagnie po same uszy czekając nie wiadomo na co.
MyszA, jestes Doroslym Dzieckiem Alkoholika i to ma destrukcyjny wpływ na Twoje życie i Twoje myślenie o własnych powinnościach wobec mamy. Radzę Ci, żebyś poszukała pomocy dla siebie, tez w poradni uzależnień. Tam dowiesz się też jak wspierać mamę nie biorąc jednocześnie na siebie odpowiedzialności za jej wybory.
Pewnie i tkwi bezradnie w tym bagnie i nic nie robi bo tak wlasnie mysla i zachowuja sie tysiace kobiet w podobnej sytuacji zwlaszcza na wsiach czy w malych miastach. Bez wyksztalcenia, pracy, mozliwosci ucieczki, tam, gdzie wszyscy ich dookola znaja: one wola glowe w piasek schowac, brud pod dywan zamiesc i za rusz nie pojda po pomoc. Bo nie umieja, bo nie wiedza dokad, bo sie boja, bo sie wstydza, bo mysla, ze "to normalne ze chlop pije i bije". Dziesiatki powodow dla ktorych same z siebie nic nie zrobia. Wina jest tu tej konkretnej mamy ale i wina, niestety, naszego spoleczenstwa w takich sytuacjach. Pijanstwo i agresja poniekad stanowia dosc normalny obrazek wielu rodzin w Polsce. Zbyt wielu! Wiec sie do tego przyzwyczailismy i teraz nasze dzieci i ich dzieci musza ten model odkrecac.
"Mnie to nie obchodzi" albo "pewnie sama sobie winna i dlatego on pije" - to chyba dosc pospolite myslenie sasiadow a czesto i krewnych ofiar. Majac swiadomosc takiej oceny ze strony osob trzecich, ofiara czesto rezygnuje z jakiejkolwiek walki, bo nie wierzy w jej skutecznosc a i nie chce zwracac na siebie uwagi. Po co ma ja cala wies brac na jezyki, ze na meza policje sprowadza? Dopiero jak dojdzie do tragedii pojawiaja sie pytania: dlaczego nic nie robila, dlaczego nikt nie pomogl, gdzie byli sasiedzi, rodzina, policja.
Mysle, ze Myszy trzeba podpowiedziec i pokierowac nia..ale niemniej rozumiem jej obawy o bezpieczenstwo mamy. W koncu to jej najblizsza w calym otoczeniu osoba wiec sie o nia boi.
zgadzam się z Panią która twierdzi ze nie mogę być matka własnej matki i czasem się buntuje przeciw temu. Moja mama chyba do końca nie zdaje sobie z tego sprawę, że to ona tak naprawdę powinna mi pomóc ale tez ja rozumiem nie chce po prostu do końca życia żyć z alkoholikiem tylko nic z tym nie robi żeby było inaczej. Poszukam w internecie terapii może jej pomogą otworzą oczy.opieka społeczna skierowała ja raz do psychologa, który wytłumaczył jej tylko na czym polega choroba alkoholowa ojca a szla z nastawieniem ze tak naprawdę będzie mogła komuś opowiedzieć o swoich problemach. Ale tez dużo racji ma Mussuka jeżeli chodzi o wezwania na policje i tego typu rzeczy mój ojciec jest mściwy on przez ten czas kiedy trwała by cała akcja ze skierowaniem go na leczenie zatruł by mi mamie tak życie, nawet sobie tego nie wyobrażam z tego co słyszałam czeka się nawet i 12 mies na przyjecie na przymusowy odwyk To jest okropne !!!! Bardzo się ciesze ze ktoś odpowiedział na mój post i że mogłam przeczytać dużo słów które może pomogą otworzyć mi oczy Tylko nie wiem jak otworzyć oczy mojej mamie.
Witam wszystkich! Jestem tu pierwszy i przyznam szczerze, że nie wiem od czego zacząć.Mam problem z matką - pijaczką. Ona ciągle pije. Właściwie odkąd ją znam to pije, a mam 30 lat. Jestem załamana, nie wiem co robić i co myśleć. Mam wspaniałą rodzinę, męża i dziecko. Problem polega na tym, że ja nie żyję swoim życiem i nie cieszy mnie to co mam. Ja żyję matką i to w dodatku pijaczką, która nie potrzebuje pomocy. Jej życie wygląda strasznie, a moje chyba jeszcze gorzej. Ciągle się boję, każdego dnia myślę co robi ( nie mieszkam z nią ). Boję się że coś stanie się strasznego. Wstydzę się tego wszystkiego. Dochodzi nawet do tego, że wstydzę się za nią przed własnym dzieckiem i ciągle zadaje sobie pytanie: dlaczego ja?, dlaczego to mnie spotkało?, dlaczego nie mam normalnej mamy? Martwię się, że za jej czyny będę płacić właśnie ja, a co gorsza odbije się to kosztem mojej rodziny. To jest straszne, nie daje sobie już rady. Chciałabym żyć jak inni bez poczucia winy, odpowiedzialność, wstydu.
Witam wszystkich! Jestem tu pierwszy i przyznam szczerze, że nie wiem od czego zacząć.Mam problem z matką - pijaczką. Ona ciągle pije. Właściwie odkąd ją znam to pije, a mam 30 lat. Jestem załamana, nie wiem co robić i co myśleć. Mam wspaniałą rodzinę, męża i dziecko. Problem polega na tym, że ja nie żyję swoim życiem i nie cieszy mnie to co mam. Ja żyję matką i to w dodatku pijaczką, która nie potrzebuje pomocy. Jej życie wygląda strasznie, a moje chyba jeszcze gorzej. Ciągle się boję, każdego dnia myślę co robi ( nie mieszkam z nią ). Boję się że coś stanie się strasznego. Wstydzę się tego wszystkiego. Dochodzi nawet do tego, że wstydzę się za nią przed własnym dzieckiem i ciągle zadaje sobie pytanie: dlaczego ja?, dlaczego to mnie spotkało?, dlaczego nie mam normalnej mamy? Martwię się, że za jej czyny będę płacić właśnie ja, a co gorsza odbije się to kosztem mojej rodziny. To jest straszne, nie daje sobie już rady. Chciałabym żyć jak inni bez poczucia winy, odpowiedzialność, wstydu.
To nie Twoja wina, odpowiedzialnosc i nie Twoj wstyd - to nie Ty wlewasz swojej matce do gardla wodke, piwo, wino czy co tam jeszcze spozywa. Ona robi to sama, wlasnymi rekoma i na wlasne zyczenie. On sobie taki los wybrala i ona poniesie wszelkie konsekwencje.
Ty masz swoja rodzine i powinnas byc z siebie dumna, ze pomimo takiego wzorca, jaki mialas w domu, udalo Ci sie stworzyc normalny zgodny zwiazek i stworzyc dziecku spokojny szczesliwy dom, bez nalogow.
Skoro mama nie potrzebuje pomocy to niczego nie zmienisz, zyj wlasnym zyciem, bedac przygotowana na to, ze niestety matki w nim juz nie ma i nie bedzie. Nie wiem czy to dobry pomysl aby wnuk czy wnuczka ogladaly swoja babcie w stanie wskazujacym..potrzebne sa te spotkania? Ciebie doprowadzaja do nerwicy a dziecko tez was obserwuje i wyciaga jakies swoje wnioski. Chocby to, ze mama nie lubi babci.
Dziękuje Ci bardzo Mussuka! Nie wiedziałam nawet, że ktokolwiek może to odbierać w ten sposób. Ja - dumna? Z czego? Pewnie masz racje tylko , że ja nie potrafię tego sobie poukładać. Nie potrafię też ciszyć się tym co mam a powinnam. To co Ja czuje i myślę jest chyba silniejsze. Nienawidzę swojej matki... Ojca też nie bo był taki sam jak Ona tylko już niestety "wącha kwiatki od dołu". Nie potrafię też jako matka zrozumieć takiego postępowania, nigdy bym tego nie zrobiła swojemu dziecku - za bardzo je kocham. Chciała bym żyć swoim życiem ale "to coś" ciągle siedzi mi w głowie i mnie dręczy. Czasami sobie myśle, że gdyby nie mąż i dziecko to bym tego nie wytrzymała. To jedyne co mnie spotkało dobrego. Nigdy też nie dopuszczę żeby moja matka dotknęła albo przytuliła moje dziecko. Zresztą Ona nawet tego nie chce, a Ja tym bardziej.
Zastanawia mnie tylko kiedy i jak cała ta męczarnia się zakończy i jakie Ja poniosę tego konsekwencje.Kiedy zmarł mój " kochany" tatuś pijak to poczułam wielką ulgę, a potem strach co teraz będzie z matką pijaczką. I to zostało do dzisiaj...ten strach, wstyd i te wyczekiwanie każdego dnia, że to może dzisiaj. Każdy dźwięk telefonu jest dla mnie czymś strasznym, bo myślę, że to może ktoś z informacją, że "to już koniec"...
16 2011-11-04 11:23:20 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-04 11:23:58)
Dziękuje Ci bardzo Mussuka! Nie wiedziałam nawet, że ktokolwiek może to odbierać w ten sposób. Ja - dumna? Z czego? Pewnie masz racje tylko , że ja nie potrafię tego sobie poukładać. Nie potrafię też ciszyć się tym co mam a powinnam. To co Ja czuje i myślę jest chyba silniejsze. Nienawidzę swojej matki... Ojca też nie bo był taki sam jak Ona tylko już niestety "wącha kwiatki od dołu". Nie potrafię też jako matka zrozumieć takiego postępowania, nigdy bym tego nie zrobiła swojemu dziecku - za bardzo je kocham. Chciała bym żyć swoim życiem ale "to coś" ciągle siedzi mi w głowie i mnie dręczy. Czasami sobie myśle, że gdyby nie mąż i dziecko to bym tego nie wytrzymała. To jedyne co mnie spotkało dobrego. Nigdy też nie dopuszczę żeby moja matka dotknęła albo przytuliła moje dziecko. Zresztą Ona nawet tego nie chce, a Ja tym bardziej.
Zastanawia mnie tylko kiedy i jak cała ta męczarnia się zakończy i jakie Ja poniosę tego konsekwencje.Kiedy zmarł mój " kochany" tatuś pijak to poczułam wielką ulgę, a potem strach co teraz będzie z matką pijaczką. I to zostało do dzisiaj...ten strach, wstyd i te wyczekiwanie każdego dnia, że to może dzisiaj. Każdy dźwięk telefonu jest dla mnie czymś strasznym, bo myślę, że to może ktoś z informacją, że "to już koniec"...
Okrutne slowa ale tak wlasnie bedzie: poczujesz ulge wlasnie po takim telefonie. Zakladam, ze ratunku juz dla tej kobiety nie ma i niestety jest tylko jeden i przewidywalny koniec. Ale, powtarzam, to nie Twoja wina.
Poczujesz smutek, zal, pustke..bo odejdzie osoba bliska ale i ulge, bo odejdzie ciezar borykania sie z Twoim mysleniem o niej..co jeszcze moge zrobic, dlaczego ja itp?
Nie tylko Ty, setki, tysiace osob sa w podobnej sytuacji.
Nie jestem zwykle zwolenniczka jakichs terapi ale w Twoim wypadku chyba rozmowa z osobami o podobnym doswiadczeniu moglaby Ci pomoc zrozumiec, ze nie masz zadnego wplywu na to co sie dzieje i stanie z Twoja matka.
Naprawde nie wiesz z czego masz byc dumna? To dzis w domu rozejrzyj sie dookola i pomysl, ze to Twoje dzielo, to wszystko i Ci wszyscy, ktorych masz. Bo moglas pojsc inna, matczyna droga a wybralas te lepsza. Z tego mozesz byc dumna.
Dzięki,że ze mną piszesz! Nawet nie wiesz ile to mi daje! Myślałam o terapii czy wizycie u lekarza, ale jakoś brak mi odwagi. Może jakoś dam radę. Koniec na pewno jakiś będzie pytanie tylko jaki? Mam nadzieje, że wszystko będzie dobrze.
W moim otoczeniu nie ma takich osób, które miałyby podobne problemy, z którymi mogłabym pogadać tak zwyczajnie bez wstydu. Myślę, ze takie rozmowy dużo by mi dały no ale niestety nie mam z kim pogadać... dręcze swoimi przemyśleniami męża, który tez już traci cierpliwość.
Codziennie prosze Boga (może to śmieszne) żeby dał mi siłę to wszystko przetrwać I co najważniejsze to pomaga i Ty też mi pomogłaś. Niby nic takiego nie zrobiłaś a jednak jest mi lepiej ciekawe na jak długo? Tyle razy już to przechodziłam , te huśtawki raz jest lepiej raz gorzej, ale to mnie też chyba umacnia. Czuje ogromny żal i pustkę i taką bezradność. Już w tej chwili nie zależy mi na matce i na tym żeby nie piła ale na mnie i na mojej rodzinie. Niech sobie pije tylko zobaczymy jak długo.To co z nią się teraz dzieje to już dno totalne, nie chce się pisać nawet. Trudno tak musi być... Mam nadzieje, że nikt na tym nie ucierpi tylko ona...
Dzięki,że ze mną piszesz! Nawet nie wiesz ile to mi daje! Myślałam o terapii czy wizycie u lekarza, ale jakoś brak mi odwagi. Może jakoś dam radę. Koniec na pewno jakiś będzie pytanie tylko jaki? Mam nadzieje, że wszystko będzie dobrze.
W moim otoczeniu nie ma takich osób, które miałyby podobne problemy, z którymi mogłabym pogadać tak zwyczajnie bez wstydu. Myślę, ze takie rozmowy dużo by mi dały no ale niestety nie mam z kim pogadać... dręcze swoimi przemyśleniami męża, który tez już traci cierpliwość.
Codziennie prosze Boga (może to śmieszne) żeby dał mi siłę to wszystko przetrwać I co najważniejsze to pomaga i Ty też mi pomogłaś. Niby nic takiego nie zrobiłaś a jednak jest mi lepiej ciekawe na jak długo? Tyle razy już to przechodziłam , te huśtawki raz jest lepiej raz gorzej, ale to mnie też chyba umacnia. Czuje ogromny żal i pustkę i taką bezradność. Już w tej chwili nie zależy mi na matce i na tym żeby nie piła ale na mnie i na mojej rodzinie. Niech sobie pije tylko zobaczymy jak długo.To co z nią się teraz dzieje to już dno totalne, nie chce się pisać nawet. Trudno tak musi być... Mam nadzieje, że nikt na tym nie ucierpi tylko ona...
Dziekuje za mile slowa. Widzisz, nie tyle moze polecalam Ci terapie ile spotkania w grupie osob o podobnych problemach, poniewaz tylko one sa w stanie zrozumiec, co tak naprawde w srodku przezywasz. Mnie jest to nawet trudno sobie wyobrazic..poniewaz nikt z mojego najblizszego otoczenia nie byl az w takim stopniu uzalezniony od alkoholu. Ale dzieci z rodzin alkoholikow pare poznalam. Kedys idac z mama do magla (oj dawno temu to bylo) zobaczylysmy pod blokiem, gdzie mieszkala moja najlepsza kolezanka z podstawowki, grupke osob. Podeszlysmy i okazalo sie, ze na chodniku lezy jej mama. Wyskoczyla z balkonu w ucieczce przed pijanym ojcem. W domu zostaly moja kolezanka i jej mlodsza siostra (jeszcze dzieciaki, bo to byla 1-sza albo 2-ga klasa). Przerazone i zaplakane. Na szczescie to bylo 1-sze pietro i ich mama jakos przezyla, chodzila w gorsecie przez kilka miesiecy pozniej. Ojca natychmiast zabrala policja. Obie dziewczynki nagle zostaly same. A po dwoch dniach znow byly w szkole i uczyly sie jak inne dzieci. Ja nikomu z naszej klasy nigdy o tym nie opowiedzialam, wiedzialam, ze poza wszystkim co czuja..jest tez ogromny wstyd. Wstyd, ze to ich rodzina, ich ojciec, ich gorsze niz nasze zycie.
Dzies obie maja cudowne rodziny, sa szczesliwe i dbaja o swoje rodziny, dzieci. Ich mama jest spokojna i chyba tez szczesliwa staruszka, dumna ze swych corek. Ojciec zmarl wkrotce po tej historii..uwalniajac wszystkie je od swego ciezaru.
Ty tez skup sie na sobie i swojej rodzinie..ONI sa Twoim swiatem i Twoja przyszloscia. Ty zyjesz SWOIM zyciem, nie zyciem matki i za swoje zycie ponosisz odpowiedzialnosc. Tak jak ona za swoje.
Pozdrawiam i zycze Ci duzo sil i usmiechow (mimo wszystko):)
tak mam nadzieje ze moj chlopak w koncu wyniesie sie z tego domu od alkoholka i biednej, co prawda bezradnej matki.
Hmmm...
Zastanawiam się nad słowami dziś są szczęśliwe... ja mam wrażenie, że to tylko pozory. Ja też na taką pozuje, szczęśliwą, a to co dzieje się w mojej głowie to jakiś obłęd. Mam takie pomieszanie uczuć, że nawet cieżko to określić. Dopiero co wyszłam za mąż po 10 letnim związku, kochamy się i jest ok, a mimo to ja mam czasami takie stany... złość i nerwy bez powodu. Nie umiem sobie z tym poradzić, jakoś w trakcie największego problemu byłam w stanie znieść wszystko, a wróciło to do mnie, kiedy jest już spokojniej.
Mam męża, pracę, mieszkanie i wszystko powinno być ok, a nie jest! Czasami nawet nachodzą mnie myśli o samobójstwie, ale to jest jakoś bliżej nie określone, w sensie, że nie ja, ale temat ogólnie! Raz jak do tej pory udało mi się porozmawiać z osobą, która przeszła terapię dla DDA, wtedy też dowiedziałam się, że coś takiego wogóle istnieje. Trochę mi to w głowie rozjaśniło, ale czy pomogło... Ja mam wrażenie, że jest coraz gorzej, kiedyś potrafiłam mówić o swoich głęboko skrywanych uczuciach, teraz nie, nic! Mąż pewnie myśli wszystko jest ok, twarda z niej sztuka, a ja... nie umiem z nim porozmawiać. Nie umiem już o tym mówić, bo chyba sama nie potrafię określić tego co się dzieje w mojej głowie.
Witam
Nie dawno odkryłam że jestem DDA.Chce sama sobie pomóc.Przerabiam podręcznik "Czas uzdrowić swoje życie" chętnie prześle go komuś kto by chciał na poczte. Szukam osoby/osób do rozmów i wspólnego wsparcia .Mój numer gg 47552999 lube @ del.iza@wp.pl .
pozdrawiam
Witam,
śledzę ten wątek i z niektórymi opiniami nie zgadzam się zupełnie, niektóre są trafne. Moim zdaniem na sprawy rodzinne my dorosłe dzieci powinniśmy spoglądać chłodnym okiem, obiektywnie. Jesteśmy dorośli mamy własne problemy, nasz świat jest najważniejszy, rodzice są ,owszem i nie należy się od nich odwracać, potępiamy ich zachowanie, mozemy doradzić wyrazić swój punkt widzenia. Ktoś wcześniej wspomniał, że dla niektórych nie ma juz szans. To nie prawda, jeśli człowiek chce to może mu się udać. Czasami wystarczy jakiś impuls, dotknięcie zupełnego dna, zderzenie się z prawdą by zacząć wracać do normalności. Niestety los tak chciał, że urodziliśmy się w takich a nie innych warunkach, teraz jesteśmy dorośli i wszystko w naszych rękach, czas aby wziąć się w garść, pracować nad swoimi ułomnościami, w większych miastach są poradnie dla osób uzależnionych i współuzależnionych gdzie odbywają się terapie dla DDA i jest to darmowe jesli placówka ma umowę z NFZ i naprawdę pracują tam kompetentni psychologowie i psychiatrzy, jeśli ktoś sam sobie nie daje rady to doradzam tę opcję. Użalanie się i cierpienie jest bezsensu.
MAMY PRAWO DO SZCZĘŚCIA!
Hej... Czy ktoś nie chciałby ze mną popisać?
Niedawno rozpoczęłam terapię DDA, i nie chciałabym się złamać..
Cokokwiek byśmy nie napisali, to temat i tak sie nie wyczerpie, ale pomysł takiej grupy wsparcia jest świetny, takie spotkania dużo dają.
Dla mnie DDA to jest przede wszystkim ogromna niesprawiedliwość , ponieważ polega na niesieniu nie swojego bagażu i na ponoszeniu konsekwencji czyichś wyborów. Pierwszym krokiem do wyjścia na prostą jest zauważenie tej niesprawiedliwości, zrozumienie jej i zaakceptowanie. Bunt, złość, odgrażanie się, zamiatanie pod dywan i udawanie, że nic mnie to nie obchodzi to są półśrodki, które dają tylko chwilowe poczucie ulgi. Lepiej powiedzieć sobie - tak, spotkała mnie wielka krzywda,ale nowotwór złośliwy też jest niesprawiedliwy i też nikt sobie go nie wybrał z własnej woli, tak się w życiu zdarza, teraz wszystko w moich rękach. Uświadomienie sobie problemu to jest duży krok w stronę jego rozwiązania. Alkoholizm choćby jednego rodzica to jest potworna sprawa i to nie jest tak proste jak powiedzieć - zajmij sie swoim życiem bo jesteś dorosła, a rodzice niech robią co chcą. Zanim staliśmy sie dorośli byliśmy dziećmi i wtedy nauczono nas pewnych schematów myślowych, pewnych wzorców zachowań, wtedy czuliśmy się albo bezpieczni albo odrzuceni, kochani albo samotni, wtedy staliśmy sie też kozłami ofiarnymi i czarnymi owcami. To co w nas włożono w dzieciństwie wyjdzie wcześniej czy później, bo do tego jesteśmy przyzwyczajeni, to potrafimy. Możemy zamiatać pod dywan i powielać schematy a błędne koło będzie sie toczyć swobodnie przez pokolenia. Możemy tatusiowi lub mężowi pijakowi idealnie wyprasować białą koszulę, żeby pięknie prezentował sie w kościele i możemy mówić dzieciom, że tatuś jest chory i dlatego leży już drugi dzień. Możemy usprawiedliwiać alkoholika na wszystkie możliwe sposoby i przyjmować role ofiary. Nikt nam nie zabroni. Ale możemy tez zatrzymać tą potworną machiną i powiedzieć - dość!!!ja tak żyć nie będę. Tylko, że często zwłaszcza kobiety z syndromem DDA wybierają bardzo złą drogę, a jest nią idealizowanie partnera, związku i założonej przez siebie rodziny. Jakże często w opowieściach o koszmarze z rodzicami alkoholikami pojawia sie wątek idealnego narzeczonego, który jest szansą na normalne życie, który ta biedną kobietę wyciągnie z piekła, który jest taki dobry i wspaniały. Spragniona miłości kobieta,która w dzieciństwie nie dostała poczucia bezpieczeństwa i akceptacji i które nie doszła do ładu z sama sobą i ze swoimi emocjami, nie zauważy wad partnera a dostrzeże w nim to że daje jej odrobinę więcej niż ojciec i na tym sie skupi. To może okazać się droga do nikąd, bo ona bardzo szybko zacznie stosować metody, które obserwowała u matki, przejmie jej bezradność, będzie znała też cały pakiet usprawiedliwień dla alkoholizmu lub innego patologicznego zachowania, może nawet jakieś białe koszule do kościoła po tatusiu jej zostaną....dlatego też oparcia, siły i nadziei osoby z syndromem DDA muszą szukać w sobie a nie w otoczeniu. Gdy ja rozmawiam z kimś kto zmaga sie z tym problemem zawsze mówię - jeśli możesz, to odłóż kasę na dobrego terapeutę, jeśli nie możesz to idź do psychologa z NFZ, zrób wszystko, żeby sobie pomóc. Ja kiedyś taką radę usłyszałam i z niej skorzystałam. Nie wyobrażam sobie, żeby z DDA można było poradzić sobie bez fachowej pomocy, nie sądzę że jest to realne. Nawet jak mamy idealną własną rodzinę i wszystko w życiu poukładane, to ten problem wróci, jeśli nie został przepracowany. Ja jestem DDA i DDD z wszystkimi możliwymi syndromami. Walczę z tym od lat i wygrywam bo jestem silna, bo znajduję wolę walki w sobie.
Bardzo sie ciesze, że powstała taka grupa, będę tu na pewno często zaglądać, bo temat jest mi bliski.
Zaplatana219 napisz coś więcej o swoich problemach, podaj jakieś szczegóły.
Ja jestem w terapii DDA juz 1,5 roku.To ciężką,mozolna praca ale warto.To inwestycja w siebie w lepsze życie.Ja marzę o tym żeby wreszcie pozbyć się tego bagażu.Powodzenia !