Nie rozumiem zachowania mojej koleżanki, podkreślam koleżanki, a nie przyjaciółki, bo to będzie miało ważne znaczenie dla zobrazowania całej sytuacji.
Otóż, wpadam na nią czasami na mieście, wczoraj i w czwartek także wpadłam. Rozmawiamy tak na luzie, o tapecie, remoncie. No i ona nagle zaczyna mi opowiadać o tym, jaka to nie jest biedna, bo nic nie ma z wakacji, że ciągle tonie w tłumaczeniach materiałów do pracy magisterskiej, że dziennie tłumaczy pół artykułu, a czas ją nagli. Dzisiaj rano sama mi napisała: jestem taka styrana tym tłumaczeniem, ale dzisiaj muszę dokończyć ten artykuł. Zrobiło mi się jej szkoda, zaczęłam jej nawet żałować. Dzisiaj wracam do domu, a ona spędza miło czas z jakimś facetem, wracają skądś rowerami. I tutaj moje wielkie zdziwienie, po jakiego grzyba ona przede mną robi z siebie taką męczennicę? Ja nawet jej nie pytałam o żadne plany, nie wyciągałam na miasto, żeby mi się tłumaczyła tym, że tak ciężko tłumaczy artykuły i mnie zbywała. Nie pytałam jej dosłownie o nic... Takie gadki szmatki, bo jesteśmy tylko koleżankami, tym bardziej nie oczekuję od niej opowieści o jej randkach. Chodzi mi o to, że poczułam się jak idiotka, wkręcona w jakieś bajeczki. I nie wiem, co jej bezsensowne kłamstwa miały na celu... liczyła na to, że zadeklaruję chęć pomocy w tłumaczeniu, pożałuję jej? Nie wiem... Zaczęłam się zastanawiać, czy wyglądam na jakąś kretynkę, że ludzie mnie okłamują i wkręcają bajki.
Kiedyś napisał do mnie kolega, pyta, co u mnie, odpowiadam, potem opowiada mi, że był nad jeziorem nieopodal swojego miejsca zamieszkania. Potem dowiaduję się, że on urlopuje się z dala od swojego miejsca zamieszkania. To po co sam do mnie pisze, jak nie chce powiedzieć prawdy? I co bym mu zrobiła, gdyby napisał, że jest nad morzem?
Ja nie rozumiem takich kłamstw, one są bezzasadne. Czy te osoby czerpią satysfakcję, że mnie wkręciły, trenują na mnie pociskanie bajek.
To nie są bliskie mi osoby, na pewno nie wnikałabym w ich życie osobiste, nie umawiam się z nimi na spotkania przy herbacie, tylko ja spotkam gdzieś to chwilę postoję, pogadam, ale tak na luzie.
Podobne tematy
Myślę, że trochę przesadzasz z tym wszystkim... Nie przejmuj się takim czymś skoro to nie są Ci bliskie osoby, miałabyś się czym przejmować jakby oszukiwali Cię Twoi najblizsi... a tak to śmiej sie z tego
Nie przejmj się i następnym raze m tej koleżance odpisz że Cie to nei isnteresuje i tyle , po co masz się przejmować takimi sprawami
Chciałabym mieć takie problemyy
Dziwna sytuacja.. Ale znam takie osoby co robią z siebie wielkich męczenników a tak naprawdę tylko to udają by ktoś ich żałował albo poświęcił im czas... Nie ma co się przejmować skoro ma czas na randkę to ma i czas na siedzenie po nocach przy pracy ![]()
4 2011-07-19 18:21:50 Ostatnio edytowany przez Tosia (2011-07-19 18:37:35)
Realistka89, nie ma kłamstw bez powodu-nawet jeśli Ty tego powodu nie widzisz, nawet jeśli ktoś kłamie jak najęty-robiąc to niemal odruchowo(kiedy np. pytasz jaka była zupa na obiad, jaki miała kolor sukienki na imprezie...)
Najczęściej "odruchowo" kłamią osoby, które wyrosły w domach gdzie za mówienie prawdy spotykała ich jakaś-dotkliwa dla nich(choćby pod wzgl.emocjonalnym)- kara. mają wić wdrukowane przekonanie, że prawda-mówiąc kolokwialnie- się nie opłaca.
Zarówno kłamstwo jak i prawda (zwłaszcza ta "walona prosto w oczy") jest często używane jako narzędzie-to swego rodzaju taktyka (a mówiąc wprost: manipulacja), która wzbudza w odbiorcy oczekiwane przez kłamiącego (albo "wspaniałomyślnie" ujawniającego jakąś trudną dla odbiorcy prawdę) emocje. Kłamiący chce dzięki Twoim emocjom ugrać coś dla siebie. co? to już zależy od sytuacji i relacji między Wami.
Kłamstwem -np takim do jakiego dopuścił się Twój kolega-można załatwić sobie : np. uznanie, zainteresowanie, zazdrość(poczucie"ja mam lepiej")...albo alibi-na przyszłość.
Kłamstwo jakim posłużyła się Twoja koleżanka wzbudziło w Tobie określone uczucia. I o to jej chodziło([
Zrobiło mi się jej szkoda, zaczęłam jej nawet żałować
: najwyraźniej chciała dostać: zrozumienie, współczucie (nie myl z litością) ect...a te uczucia mogłyby Cię zmotywować do określonych działań (pomoc, wyręczenie jej)
iczyła na to, że zadeklaruję chęć pomocy w tłumaczeniu, pożałuję jej?
pewnie tak... choć..hmmm... nie trzymaj się tego myślenia zbyt mocno.
Trzymaj się faktów :widziałaś ją wracającą z kolegą z rowerowej przejażdżki.
Może po prostu potrzebowała trochę oderwać się od pracy, przewietrzyć głowę...?
Jeśli czujesz się oszukiwana, jeśli odkrywasz, że ktoś Cię okłamuje-nie staraj się zrozumieć. Nie musisz być wpsniałomyślna, wyrozumiała,...zawsze "dobra". Masz prawo być zła-jak pisałaś-choćby o to, że ktoś traktuje cię jak naiwniaka.
Moim zdaniem zamiast zastanawiać się nad motywami postępowania, powinnaś wprost zapytać koleżankę, o całą sytuację. Powiedz po prostu, że widziałaś ją na rowerze. Z pewnością zdemaskowanie, spowoduje u niej konsternację...być może wstyd.
Nie ma co głowić się i gromadzić w sobie niepokój i złość-wyjaśnij to jak najszybciej-dla własnego komfortu.
Na przyszłość-kiedy czujesz , ze ktoś Cię oszukuje-nie analizuj tego : skup się na własnych uczuciach i mów o nich osobie , która mija się z prawdą.
Realistka89 a ja sobie pomyslalam,ze moze (nie obraz sie )narzucalas sie kolezance i ona po prostu nie chcac sie spotkac wymyslila,ze jest bardzo zajeta ? kto zazwyczaj wychodzi z propozycja spotkania ?Ty czy ona?
ps.ja tylko zgaduje ![]()
My się w ogóle nie spotykamy. Ja się z nią nigdy nie umawiam, nie dzwonię do niej, nie piszę na GG. Poznałam ją na imprezie, bo to koleżanka z roku od mojej kumpeli:) Wszystkie jesteśmy z jednego wydziału, więc czasami spotkamy się na uczelni, zamienimy parę zdań i koniec. Nie polubiłam jej do tego stopnia, żeby spotykać się we dwie na herbacie;) Tym bardziej zdziwiło mnie, że zaczęła do mnie pisać, mamy do siebie numer, bo kiedyś miałam jej dać znać, czy nasza wykładowczyni już wróciła z L4, bo miała do niej sprawę, ale nie miała w przeciwieństwie do mnie żadnych zajęć;)
Podejrzewam, że jej zachowanie miało we mnie wzbudzić chęć pomocy, bo dzień później napisała mi, że jest taka wykończona, bo dzień wcześniej (jak ją widziałam na rowerze), pisała cały czas pracę, ale jej totalnie nie idzie i czy nie znam kogoś, kto tanio napisze za nią pracę. Powiedziałam jej, że ją widziałam dzień wcześniej, to ją zatkało, zaczęła tłumaczyć, ze to jej siostra, a wiem, ze jest jedynaczką, moja kumpela jest tego pewna. Niektórzy nawet przyłapani na kłamstwie nie potrafią się do niego przyznać, mając nadzieję, że a nuż kogoś okłamią po raz drugi i uzyskają swoją korzyść...