Czy jest skuteczna w walce z nałogami,błędami ukochanego człowieka?Czy umiecie stawiać warunki i nie złamać się?Czasem być bezwzględną?Twardą jak stal,zimną jak lód?
Czy twarda,wymagająca miłość wobec partnera jest skuteczna?Czy taką miłością da się umocnić i uzdrowić związek?
Podobne tematy
"Twarda miłość" to termin ukuty przez zdrowiejących alkoholików, którzy jej doswiadczyli i dzięki niej podjęli decyzję o zmianie swojego zycia. Chodzi tu o stawianie warunków i dotrzymywanie słowa, np. "kocham cię, ale jeśli nie zaczniesz się leczyć odejdę od Ciebie". Wiele kobiet tak mówi, ale gdy przyjdzie co do czego, nie odchodzi, łamie się, albo nie ma gdzie odejść. To informacja dla ich partnerów, że nie ma co sie liczyć z jej słowami. "Twarda miłość" nie oznacza, że sie jest zimnym jak lód, wynika ona ze znajomości istoty problemu dotykajacego partnera, miłości do niego i szacunku dla samej siebie.
Umiejętność stawiania warunków ultymatywnych, a tym jest twarda miłość, bywa punktem zwrotnym dla uzależnionych, a ich partnerkom/partnerom pozwala zachować godność i szacunek dla siebie samych.
Twarda miłość zmusza uzależnionego do wzięcia odpowiedzialności za to co robi ze swoim zyciem.
Czy taka miłość uzdrowi i umocni związek? To dopiero pierwszy krok ku temu. Najpierw partner dotkniety nałogiem musi uporać się ze swoja destrukcją. Potem daleka droga przed obojgiem.
Ale bez tego pierwszego kroku nie ma co marzyć o prawdziwym, szczęśliwym związku.
Tak,wiem oczywiście,że termin ten dotyczy alkoholizmu.Zastanawiam się dlaczego moja mama nie kochała ojca właśnie taką miłością?I dlaczego czasem zamiast biegać koło pijanego,wulgarnego,strasznego człowieka,jakim był mój ojciec,w ogóle nie stawała się wobec niego zimna i twarda.Nie była stanowcza,a myśmy na to patrzyli w strachu i z takim balastem weszli w dorosłe życie...
Teraz,odnośnie swojego własnego życia nieraz zastanawiam się,czy lepiej udawać,że nie ma jakiegoś problemu dla świętego spokoju,czy lepiej twardo wymagać i dotrzymywać własnych słów?Z ta twardą miłością wydaje mi się,że jest jeden problem:partner może sobie przecież pomyśleć,że skoro ona jest dla mnie taka a taka,to na pewno jej już na mnie nie zależy,więc po co mam się leczyć,zmieniać...Czy to nie robi sie trochę takie błędne koło?
Mama była/jest współuzależniona i miała ciągle nadzieję, że jej nadodpowiedzialność i nadkontrola uleczą ojca i zmienią go z pijanego, wulgarnego i strasznego człowieka w uosobienie trzeźwej dobroci. Nic z tego, to tak nie działa. Widzisz, nie była stanowcza i na nic się zdała jej uległość. Zniszczyła swoje życie przez brak stanowczości i Wam, dzieciom to tez nie ułatwiło startu w dorosłość.
Zwykle sie mówi, że to alkoholik zniszczył życie żonie. Tak, ale ONA na to pozwoliła, żyjąc iluzjami.
Zawsze warto dotrzymywać obietnic. Co do wymagań, to przecież nie wymagasz cudów, tylko tego, żeby partner nie pił i wywiązywał się ze swoich obowiązków. Tak jak TY! Czy to tak wiele?
Czy dowodem miłości jest tylko uległość i pokorne godzenie się na wszysto? Kochając "twardą miłością" swojego alkoholika dajesz wyraz największej troski o niego, ponieważ znasz istotę jego choroby i wiesz, że biorąc na siebie odpowiedzialność za jego życie i nie stawiając mu wymagań, tak naprawdę wspomagasz jego PICIE. Troska tez musi być konstruktywna, żeby dała jakies efekty. A ponadto troszczenie się o kogoś nie powinno eliminować troski o siebie.
5 2011-06-24 14:10:23 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-06-24 14:11:32)
Tak,wiem oczywiście,że termin ten dotyczy alkoholizmu.Zastanawiam się dlaczego moja mama nie kochała ojca właśnie taką miłością?I dlaczego czasem zamiast biegać koło pijanego,wulgarnego,strasznego człowieka,jakim był mój ojciec,w ogóle nie stawała się wobec niego zimna i twarda.Nie była stanowcza,a myśmy na to patrzyli w strachu i z takim balastem weszli w dorosłe życie...
Pewnie Twoja mama nie wiedziała, że może postąpić inaczej.
Inny też był (i często nadal pokutuje) stereotyp "dobrej żony" i związane z nim obowiązki względem męża. Kobieta była (i często jest w różnych środowiskach) "na usługach" męża i domowników. Jej zadaniem było ugotować, nakarmić, posprzątać, poprać, świadczyć mu usługi seksualne, niezależnie od okoliczności. A jeszcze jeden obowiązek, szalenie istotny, musiała zadbać o pijanego męża, pościelić, rozebrać, ułożyć do snu. Inaczej była odsądzana od czci i wiary. Myślę, że w takiej tradycji została wychowana Twoja mama. Chciała jak najlepiej i robiła to wszystko najlepiej jak umiała.
Teraz,odnośnie swojego własnego życia nieraz zastanawiam się,czy lepiej udawać,że nie ma jakiegoś problemu dla świętego spokoju,czy lepiej twardo wymagać i dotrzymywać własnych słów?Z ta twardą miłością wydaje mi się,że jest jeden problem:partner może sobie przecież pomyśleć,że skoro ona jest dla mnie taka a taka,to na pewno jej już na mnie nie zależy,więc po co mam się leczyć,zmieniać...Czy to nie robi sie trochę takie błędne koło?
Początkowo osoby, wobec których stosowana jest "twarda miłość", mówiąc oględnie, nie są takim postępowaniem zachwycone i nie ma się czemu dziwić. Stereotypy znowu się kłaniają nisko. Wdzięcznym może być już po, oraz w czasie gdy rozum na chwilę powróci.
Czy udawać? Przecież samej siebie nie można oszukać. Samemu zna się prawdę o powodach swego postępowania. Może i łatwiej jest udać, że problemu nie ma, kłopot jest tylko rano przy lustrze.