netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Chore schematy wchodzenia w związki - którędy do wolności?

7 odpowiedzi5 229 wyświetleńzałożony przez maszkarada, 19.06.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Chore schematy wchodzenia w związki - którędy do wolności?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1

Temat: Chore schematy wchodzenia w związki - którędy do wolności?

Hej,

Pisałam ostatnio o dniach ostatnich mojego związku. Wasze komentarze i - o dziwo - czytanie własnych słów przelanych 'na papier' dały mi sporo do myślenia.
Na terapii (poznawczo- behawioralna, indywid., 2 lata) dowiedziałam się, że chcę na siłę powielić schemat związku znany mi z domu rodzinnego: chcę dokonać niemożliwego, aby pokochał mnie ktoś emocjonalnie niedostępny i nieumiejący (mnie) kochać. Moja mama, osoba z depresją, przez 30 lat z kawałkiem walczyła o uczucia męża- alkoholika, który w bonusie do swego uzależnienia dręczył ją psychicznie i zdradzał na prawo i lewo.
Miałam wrażenie, że tak mnie odwirowali na tej terapii, tyle wylanych łez, mojego krzyku, przepracowywania własnego bólu, że bez specjalnej napinki sobie poradzę w życiu uczuciowym. No a bilans związkowy mam taki:

- pierwszy związek, przed terapią, chory zupełnie, aż żal wspominać, co druga historia na forum o czymś podobnym mówi niestety
- drugi, czteroletni - pierwsze dwa lata totalny cud i zauroczenie, dzielenie z drugą osobą życia, wspólne mieszkanie, wspólne zainteresowania - potem stopniowe oddalanie się mojego partnera, który zostawił mnie ze słowami "tak naprawdę nigdy Cię nie kochałem"... Potem dowiedziałam się, że już w tym czasie leczył się na zaburzenia osobowości (nie powiem, żebym dostrzegła sad) dziś chłopak jest na oddziale psychiatrycznym, ma ciężką depresję...
- trzeci, po dwuletniej przerwie - ta historyjka z forum - w skrócie, niecały rok, opiekuńczy, dobry facet, który też "nigdy mnie nie kochał"... Kilka dni temu przypadkiem dowiedziałam się, że leczył się większość życia na depresję (!)

Szczerze powiem, gdyby nie to, że nie jestem osobą specjalnie kochliwą i nie mam nic przeciwko samotności (byle nie permanentnej i trwającej aż do śmierci wink) to bardzo bałabym się, że nie przeskoczyłam swojego schematu i że następny mężczyzna w moim życiu go powieli.
Sama po sobie widzę, że interesuje mnie taki, a nie inny target, mogłabym nawet powiedzieć dość konkretnie, że to M 33+ z dużego miasta, z zakamuflowaną chorobą psychiczną wink)
Interesuje się mną wielu mężczyzn (nie umiem tego zjawiska zgłębić, nie wyglądam jak Angelina Jolie, a i wykształcenie cokolwiek nie takie - żart, żart, żeby nie było, że mam coś na bakier z własną wartością wink) ale mam wrażenie, że to są zawsze mili, słabi chłopcy, którzy chcą bezpiecznie skryć się za moimi plecami, albo jakieś inne dziwne jednostki, 0 charyzmy, 0 ogarnięcia, 0 testosteronu.
Natomiast ci faceci, których ja "chcę"... efekt opisany powyżej.

Trochę mnie te dywagacje przytłoczyły - czy to znaczy, że następnym razem, jak będę mieć pomysł na znalezienie partnera, to wbrew swojemu pragnieniu mam zmuszać się do spotykania się z panami, którzy nie są dla mnie specjalnie interesujący, ale za to rokują na "spokojnego misia myślącego o małżeństwie", czy mam spotykać się ze sk***synami z depresją i potem kończyć to w bólu?
Czy jest tutaj trzecia droga??

Czy mój "radar" nieomylnie wybiera mężczyznę z depresją? Czy ma to związek z chorobą mojej matki (nie wiem, na tej zasadzie, że nie umiałam zdobyć miłości chorej mamy, bo była chora na depresję, a teraz podświadomie chcę tę walkę powtórzyć i tym razem wygrać, co jak, na zdrowy rozsądek, wiem - jest niewykonalne). Czy wybiera po prostu mężczyzn niedostępnych emocjonalnie, a to, że akurat 2/3 miało depresję, jest spowodowane statystyką?

Ostatnio nawet jak pomyślę o spotykaniu się z kimś, to jakoś tego nie widzę. Nie mam kompletnie na nic ochoty, po za pracą i snem... Pewnie normalne po rozstaniu. Chociaż nie nie przeżywam tego jakoś. Mam nawet momentami wrażenie, że ja żadnego z tych facetów nie kochałam...

Nie wiem, może na to wszystko ma też wpływ to, że obracam się w dość specyficznym środowisku, w specyficznym mieście, w specyficznej grupie zawodowej... Nieraz zdaje mi się, że wszyscy ludzie, których znam, to jednostki tak jak ja dość mocno okaleczone.
Z resztą, planuję wyjazd z tego miejsca, nie mam złudzeń, że zmieni to coś w moim życiu... Ale pomysł wyjazdu mieszka w mojej głowie od sześciu lat i teraz przybrał na sile...


Dzięki wszystkim, pozdrawiam...

2 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2011-06-19 18:00:23)

Odp: Chore schematy wchodzenia w związki - którędy do wolności?

Hej. Czytałam Twoją historię i nawet coś tam od siebie napisałam - wydajesz się bardzo silną osobowością. Poniekąd mnie to fascynuje, bo ja też pochodzę z domu z problemami, dużymi problemami, ale jestem w totalnej rozsypce. Na pozór silna, dobra praca, ale w środku sam lęk. Do tego totalny brak poprawnych relacji z ludźmi. Tak zwanych dobrych mężczyzn skreślam od razu z etykietką "nudziarz", lubię silne emocje i tylko osobnicy, którzy mi ich dostarczają, są wg mnie warci uwagi. 2 lata temu popełniłam błąd i rozpieprzyłam najlepszy związek w moim życiu. Miałam kogoś, kto mnie kochał, rozumiał, akceptował moje jazdy i huśtawki emocjonalne, przy tym był przystojny, inteligentny, ale... No właśnie, osobowościowo słaby, podporządkowany, za dobry... Płacę za to do tej pory, choć w chwilach zwycięswa rozsądku uważam, że nie byliśmy dla siebie, jednak czy w ogóle jest ktoś dla mnie?...

Sorry, że "wygadałam się" w Twoim wątku wink

3

Odp: Chore schematy wchodzenia w związki - którędy do wolności?

Aj, nie ma problemu, przecież jest na temat ;-)
Widzę, że mamy dość podobny kłopot. Pamiętam jak kiedyś, namawiana serdecznie przez mojego brata (który ma, rzecz jasna, ten sam problem, co my... zawsze podobają mu się ostatnie k*) zaczęłam się spotykać z takim właśnie miłym panem programistą... Przystojny był, zarabiał, w miarę inteligentny też był (zostać programistą nie byle szysz!)... tylko chłopak był tak miałki... "dobrze, kochanie", "oczywiście, kochanie", "jak sobie życzysz, kochanie"... taki czołobitny... Miałam momentami wrażenie, że największym marzeniem tego gościa byłoby chyba dostać lanie od jakiejś sadystycznej dominy wink
Kiedyś wstałam rano, słyszę z kuchni: "kochanie, a gdzie jest pasztet?", ten głos bez wyrazu, głos koleżki, którego interesuje spacer po parku, szybki numerek pod kołderką po wiadomościach i ten cholerny pasztet... Wiem, brzmi totalnie śmiesznie, a ja zaczęłam płakać jak bóbr, wręczy wyć i kazałam mu spadać, tak jak stał.

Wtedy po raz pierwszy zastanowiłam się, że to może nie on był nie taki, tylko ja jestem ciągle poważnie zaburzona...

Bo z jednej strony pragnę tej rutyny, zaufania, pewności, a z drugiej - chciałabym być z kimś, kto nie ma ciągot bycia moim osobistym podnóżkiem. Potrzebuję oparcia i silnego faceta z charyzmą - czy oni wszyscy są albo zaburzeni do imentu, albo wolą śliczniusie cipciunie, takie glątwy bez wyrazu? No idea.

A w ogóle to mi się wydaje, że ja JESTEM także w rozsypce wink Od zawsze. Głównie siedzę w domu i piszę nigdy nie wydane powieści... Nic innego mi się specjalnie nie chce wink

4 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2011-06-19 19:19:50)

Odp: Chore schematy wchodzenia w związki - którędy do wolności?

Niesamowite, że właśnie o programiście wspomniałaś... wink
Jakiś czas temu od jednego faceta (fascynacja mojego życia) usłyszałam, że ja muszę ciągle walczyć o faceta. I gdy on będzie dla mnie czuły i taki mój do końca, to momentalnie stracę nim zainteresowanie. Wedy uznałam, że to on jest mocno rąbnięty, ale w sumie to trafił w sedno. I po co mi terapia, jak ja wiem, że to wszystko przez mojego emocjonalnie niedostępnego ojca? Ta wiedza wcale mi nie pomaga poczuć czegoś do kogoś "nijakiego" i nie fascynować się ostatnimi dupkami.
A ostatnio cierpię podwójnie, bo w ogóle nic się nie dzieje, nawet żadnych emocjonalnie dostępnych nie ma sad

5

Odp: Chore schematy wchodzenia w związki - którędy do wolności?

Aga - tak się złożyło, że znam głównie ludzi z zawodów na "p", chociaż nie jest mi wiadome, żebym znała jakąś prostytutkę (i nie, nie jestem prawnikiem wink Matka mi kiedyś powiedziała (moje "stanięcie na nogi" to jest nic przy tym, co zrobiła ta kobieta!), że swojego rodzaju przekleństwem silnej kobiety jest to, że przyciągając partnerów słabych, pragnie silniejszego od siebie.

Są dni, kiedy przeklinam z całej siły to, kim jestem - za to, że wiecznie jestem przywódcą, agresorem, tą osobą, która będzie wiedziała, co zrobić, do której przychodzi się, kiedy "wróg u bram". Wyzwoliłam się z tego w życiu rodzinnym, odcinając się grubą krechą asertywności, a i pewno egoizmu od tego permanentnego trucia. W życiu zawodowym tak muszę. A przecież gdzieś się ludzi poznaje - bo jakoś nigdy nie poznałam nikogo w parku, czy, uchowaj Boże, w jakimś klubie. No i potem jest klops, bo okazuje się, że ta laska, która o 9 rano uratowała świat, zainkasowała za to pieniążki i zgarnęła chwałę, w domu chciałaby się wtulić w męską, owłosioną klatę Supermana, który cały dzień robił to samo, co ona, tylko lepiej wink
Jakbym ja czasami chciała być taką eteryczną miągwą, która ma standardy równie niskie, jak intelekt... A może wystarczyłoby mi, gdybym była zjawiskowo piękna? wink

Ale są też dni, kiedy puchnę z dumy nad sobą niemal wink Kiedy napiszę świetny felieton, zdrowo się wyśpię, ugotuję dobry obiad...;)

Widzisz, a ja się czuję teraz tak zmęczona uczuciami, że wracając do swojego pustego mieszkania czuję nagły atak nieposkromionej radości, że nikt do mnie nie mówi, nie dzwoni, niczego nie chce, nie zawraca gitary. Jest mi o 200% lepiej, niż kiedy siedziałam i zastanawiałam się "kocha, nie kocha...". Czy czułabym się 400% lepiej będąc w związku z kimś, kto by mnie szczerze kochał? Pewnie tak, ale nie bądźmy zachłanni i cieszmy się z tego, co mamy!

Co do terapii - wiedzieć, że się ma zapalenie płuc, to nie znaczy je wyleczyć. Anyway, w moich związkach widzę progres. Prawdopodobnie nie działa to tak, że kończysz terapię i natychmiast wiążesz się z ideałem wink Sądzę, że gdyby nie terapia, po zakończeniu mojej ostatniej znajomości byłabym w jakimś ostatecznym dole, przekonana o tym, że nikt mnie nigdy nie pokocha, a to był jedyny mężczyzna, jakiego ja jestem w stanie kochać. Z resztą, to daje jeszcze jedną rzecz - wali się, pali, a Ty masz gdzieś u podstaw niezachwiany spokój psychicznego bytowania. Tego nie da się przecenić.
No i nie tęskni się za mentalną walką z Panem Niedostępnym wink

6

Odp: Chore schematy wchodzenia w związki - którędy do wolności?

Ach te zawody na "p" wink - do tej pory nie mogę zapomnieć o takim jednym "p" i bynajmniej nie jest to wspomniany programista wink
A'propos terapii - domyślam się, że to właśnie dzięki niej zdobyłaś ten fundament, dzięki któremu lepiej znosisz różne życiowe zawirowania (mam wręcz wrażenie, że nic Cię nie rusza...) Dla mnie każda porażka (nawet pozornie nieistotna) jest absolutnym końcem świata. Każda nieudana znajomość świadczy o mojej beznadziejności. Paradoksalnie uważana jestem za silną laskę, która ma konkretne wymagania i nikt nie jest w stanie im sprostać. I tak sobie żyję w tych skrajnościach i czasami rzeczywiście czuję, że mam rozdwojenie jaźni wink

7

Odp: Chore schematy wchodzenia w związki - którędy do wolności?

moja najblizsza przyjaciółka też pochodzi z takiej troche patologicznej rodziny tam jest jeszcze lepiej niż u Ciebie, a każdy facet mówi jej jak odchodzi że nigdy jej nie kochał lub że nic do niej nie czuje... maskara i Ty chyba masz to samo, szczerze współczuje a serce zranione duzo razy trudno odbudowac, musisz poprostu 1000 razy sie zastanowic zanim znowu wejdziesz w związek

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Chore schematy wchodzenia w związki - którędy do wolności?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026