Wariuję,
Mam 17 córkę, od 3 lat związaną z chłopakiem z borderline, jest dla niej wszystkim, jak sekta.
Nie liczy się nic.
Z miłej, uśmiechniętej dziewczyny zrobił się potwór. Czasem ma ludzkie odruchy, ale to tylko chwile.
Codziennie wychodzi do szkoły, ale tam nie trafia, zawaliła pierwszy rok ogólniaka, szkoła chce skierować sprawę do sądu rodzinnego
i ustalić kuratora.
Nie pomogła terapia z psychologiem, potraktowała to jak kolejne udogodnienie, poczuła się jak w amerykańskich filmach mając psychoterapeutę, nie pomógł psychiatra. Dałam jej wybór, albo jest zdrowa i chodzi do szkoły, albo chora i kładzie się do szpitala. Jak wszystko, zlekceważyła.
Wiem doskonale, że gra na moich uczuciach, wiem, bo przeszłam z nią anoreksję, narkotyki, samookaleczenia, wie, że drżę o jej życie.
I robi co chce, wychodzi kiedy chce, wraca przed 22, zgodnie z umową, ale nigdy nie odbiera telefonów ode mnie i nie wiem gdzie jest.
Nie pomagają pogróżki, zakazy i nakazy, jest twarda i ma totalnie wszystko w nosie, liczy się tylko on.
Walczę z wiatrakami, psychiatra zalecił oddanie jej na oddział ... ale , ale , ale nie wyobrażam sobie mojego dziecka w szpitalu i znów okazuję swoją słabość. Nie wiem czy to najlepsze dla niej rozwiązanie... co robić? sama sobie z tym nie poradzę, a ile mogę patrzeć jak marnuje sobie życie ? jak długo czekać, aż zmądrzeje ? jak długo rozmawiać bez skutku?
Podobne tematy
2 2011-06-12 10:27:07 Ostatnio edytowany przez Kami90 (2011-06-12 10:28:15)
Szpitale psychiatryczne mają kilka wad i zalet. Jedną z wad jest nadal stygmatyzacja. Ludzie inaczej patrzą na człowieka który przebywał w szpitalu psychiatrycznym, Tam życie inaczej się toczy. Po za tym prócz zajęć terapeutycznych podaje się tam leki. Podanie leków to zaleczanie problemu. Bo Taki problem zawsze może wrócić. Po za tym pobyt w szpitalu jest ograniczony czasowo, a co jeśli po wyjściu córka zacznie zachowywać się jeszcze gorzej, zacznie nadrabiać stracony czas...
Jednakże zachowanie córki jest naprawdę niepokojące. Nie można dopuścić do tego by pakowała się w same złe rzeczy, ale z drugiej strony jak w przypadku wielu uzależnień czy problemów psychicznych, czasem potrzeba sięgnąć dna, by osoba sama zrozumiała co takiego wyprawia(to najtrudniejsza z dróg dla bliskich osób). Póki ona sama nie będzie wiedziała do czego doprowadza swoim zachowaniem to sądzę iż żadne leczenie może nie być wystarczająco skuteczne.
Ale i tak sądzę że rozmowy są bardzo ważne. Może skoncentrować się na rozmowach na waszej linii...matka- córka. Porozmawiać chwilowo nie o tym co ona robi, jakie zakazy łamie co ma robić, ale o jej uczuciach, dowiedzieć się osobiście co sprawia jej radość a co przykrość, jakie korzyści ma ze swojego zachowania.
Wiem że taka rozmowa nie jest łatwa, nawet zachęcenie córki do takiej rozmowy nie będzie łatwe, ale może warto sprubować bo jedno to rozmowa z psychologiem a dwa to kochająca matka... w końcu matki mają najlepszy instynkt i najlepiej wiedzą co czuje dziecko.
Może wspólnymi siłami coś zaradzicie. Może jakaś podpucha wspólnych zakupów, kawy lodów, czy planów skłoni ją do rozmowy nie w biegu w w spokoju bez żadnych pretensji z obu stron
Życzę powodzenia
bardzo ci wspolczuje to straszne co cie spotkalo,nie napisalas nic o wsparciu najblizszych......czy sa?niewiem jak ja bym zachowala sie w takiej sytuacji ale mysle ze lapalabym sie kazdej mozliwej pomocy,ty nie mozesz byc z tym sama!!!!!!to przede wszystkim ty potrzebujesz wsparcia i sily....zeby pomoc corce to ty musisz miec sile .
Nadzór kuratora to dobry pomysł - może szpital będzie ostatecznością.Nie wiem czy nie lepszym rozwiązaniem nie byłaby jakaś placówka wychowawcza.W szpitalu nafaszerują ją lekami i będzie po dziecku - a tam będzie miała nadzór.Nie wyjdzie sobie o tak po prostu na spotkanie z lubym.
z tego co piszesz Twoja córka nie jest chora na głowe wiec psychiatryk odpada ona przechodzi okres buntu gdzie matka , szkoła, obowiązki odchodzą na bok. Liczy sie tylko ona, jej potrzeby itd. Wydaje mi sie że kurator byłby najlepszym rozwiązaniem jesli chodzi o placówki wychowawcze nie radziłabym... córka mogła by wyjsc jeszcze bardziej zgorszona.. nowe i wcale nie lepsze towarzystwo na pewno by nie pomogły rozwiazac Twojego problemu. Może któegoś dnia pośledź swoją córke??? zobacz dokąd sie udaje? z kim przebywa tak na prawde? i co robi? Ale tak jak napisałam jeśli nie dajesz sobie już rady poproś o pomoc kuratora.
malina90 - śledzenie,węszenie to też nie najlepszy pomysł - będzie bunt do kwadratu...
A mogłabyś się wybrać z córą do kina,na jakieś zakupy - i ani słowa o szkole,wagarach - tylko Ty i córa...bez trucia.
malina90 - naprawdę jest tak żle w tych placówkach.Może się mylisz?
7 2011-06-13 12:03:40 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2011-06-13 12:06:11)
W placowkach wychowawczych naprawde jest zle. Katastrofalnie zle. To oddzielny swiat, majacy swoje zasady. Tam corka starci reszte tego kim jest i stanie sie kims zupelnie innym.
Nie oddawaj jej do placowki-chyba, ze znajdziesz jakas super i zalatwisz jej miejsce.
Pamietaj jednak, ze najpierw kurator i jesli on nie odniesie skutku to corka moze trafic do osrodka do 21 roku zycia. Ja swoja oddalam do jednej z nielicznych, prawdziwie dzialajacych i "naprawiajacych" placowek na swoj wniosek-bylam wtedy bardzo chora i wykorzystalam ten fakt zanim zapadl wyrok skazujacy ja na pobyt tam do 21 r.z. To byla trafna decyzja, jednak dobrych placowek jest na lekarstwo a byle jaka wypaczy jej psychike.
Jedna rada: przestan krytykowac, narzekac na chlopaka-to ja tylko dodatkowo motywuje, aby z nim byc. Zaproponuj wyjscie gdzies, gdzie lubi i na tym wyjsciu trzymaj buzie na klodke na tematy, ktore "sie porobily", Zrob po prostu dzien matki z corka i zapytaj czy raz w tygodniu mialaby ochote na cos podobnego. Badz tam z nia bez gadania, smecenia i jeczenia o ty co boli. Jesli zobaczy, ze potrafisz z nia byc-powoli zacznie sie robic lepiej. Cudow nie oczekuj-od razu nie stanie sie swietnie.
Jednakze masz dobra sytuacje- ona jest zdrowa-w przeciwienstwie do mojej.
8 2011-06-13 16:59:49 Ostatnio edytowany przez Kami90 (2011-06-13 17:00:19)
Co do placówkę wychowawczych mam takie samo zdanie jak poprzedniczka. Raz zmiana środowiska, dwa zmiana środowiska na patologiczne (co z tego że się tam mają nawracać jak i tak w większości są zdemoralizowani) 3 to instytucja totalna, inny świat niż ten tutaj, takie placówki wypaczają psychikę człowieka.
Jak już wcześniej wspomniałam, rozmowa, bez trucia, wspólne wyjście, kino, kawa, zakupy, wyciągnięcie od niej czegoś z jej życia i nie krytykowanie, cierpliwie czekać, aż sama zrozumie(okres buntu mija) lub gdy kurator rzeczywiście zostanie ustanowiony i będzie musiała zmienić swoje zachowanie.
9 2011-06-13 17:26:21 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-06-13 17:29:58)
Wariuję,
Mam 17 córkę, od 3 lat związaną z chłopakiem z borderline, jest dla niej wszystkim, jak sekta.
Nie liczy się nic.
Z miłej, uśmiechniętej dziewczyny zrobił się potwór. Czasem ma ludzkie odruchy, ale to tylko chwile.
Codziennie wychodzi do szkoły, ale tam nie trafia, zawaliła pierwszy rok ogólniaka, szkoła chce skierować sprawę do sądu rodzinnego
i ustalić kuratora.
Nie pomogła terapia z psychologiem, potraktowała to jak kolejne udogodnienie, poczuła się jak w amerykańskich filmach mając psychoterapeutę, nie pomógł psychiatra. Dałam jej wybór, albo jest zdrowa i chodzi do szkoły, albo chora i kładzie się do szpitala. Jak wszystko, zlekceważyła.
Wiem doskonale, że gra na moich uczuciach, wiem, bo przeszłam z nią anoreksję, narkotyki, samookaleczenia, wie, że drżę o jej życie.
I robi co chce, wychodzi kiedy chce, wraca przed 22, zgodnie z umową, ale nigdy nie odbiera telefonów ode mnie i nie wiem gdzie jest.
Nie pomagają pogróżki, zakazy i nakazy, jest twarda i ma totalnie wszystko w nosie, liczy się tylko on.
Walczę z wiatrakami, psychiatra zalecił oddanie jej na oddział ... ale , ale , ale nie wyobrażam sobie mojego dziecka w szpitalu i znów okazuję swoją słabość. Nie wiem czy to najlepsze dla niej rozwiązanie... co robić? sama sobie z tym nie poradzę, a ile mogę patrzeć jak marnuje sobie życie ? jak długo czekać, aż zmądrzeje ? jak długo rozmawiać bez skutku?
Jaki jest powód propozycji umieszczenia Twojej córki w szpitalu psychiatrycznym?
Czasami pobyt w szpitalu jest jedyną okazją do prawidłowego dopasowania farmakoterapii, czego wielokrotnie nie można zrobić w warunkach ambulatoryjnych.
Jeżeli jednak jedynym powodem umieszczenia jej w szpitalu jest Twoje "chlapnięcie ozorem", to odradzam.
Przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł, tutaj na forum nie zgłaszany.
W Warszawie istnieje Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii "Kąt", oprócz gimnazjum jest tam też liceum. Z Twojego opisu zachowań córki wynika, że byłaby to dobra alternatywa dla niej.
Szkoła jest prowadzona przez, naprawdę, dobrych specjalistów (psycholodzy, socjoterapeuci), którzy potrafią się dogadać z młodzieżą nie mieszczącą się w ramach tzw. grzecznych dzieci. Nie wiem jak jest to w roku bieżącym, ale były do niej przyjmowane dzieci i młodzież z całej Polski. Podaję link do ich strony: http://www.moskat.pl/
Skontaktuj się ze szkołą, porozmawiaj. Może jest to dobre wyjście z sytuacji i Twoja córka "stanie na nogi".
mam pytanie czy te Ośrodki Socjoterapeutyczne faktycznie pomagają? mam problemy z 10 letnim synem i właśnie planuję go wysłać do takiej szkoły bo w domu już z nim nie wyrabiam ( nic nie pomaga nawet psycholog ani psychiatra) nie daję poprostu rady ale też obawiam się czy nie będzie gorzej po takiej szkole... jestem już u kresu załamania psychicznego uważam że to ostatnia szansa na "naprawienie" syna ale właśnie trochę boli to że muszę się posunąć tak daleko a co będzie jeśli to nie pomoże.. syn zachowuje się jak mały sadysta znęca sie psychicznie a czasem nawet fizycznie nade mną......
Jaką diagnozę ma syn?
Czy rozważyłabyś może innego psychologa? Albo psychiatrę, który zapisałby odpowiednie leki (byćmoże przeciwdepresyjne byłyby pomocne). Jeśli córka ma skłonności do samookaleczenia, przechodziła anoreksję i miała problemy z narkotykami, wygląda na to, że chce za wszelką cenę zwrócić Twoją uwagę- pokazuje, że potrzebuje pomocy, może wspólna wizyta u psychologa/psychiatry byłaby korzystniejsza niż tylko wysyłanie córki samej? Lub nawet w trójkę córka, jej chłopak i Ty.
Jeżeli córka ma myśli samobójcze, lub były w przeszłości jakieś próby samobójcze, to być może szpital i odizolowanie od wpływów znajomych/środowiska przyniosłoby pozytywne efekty. Tak, szpital to stygmatyzacja choroby psychicznej, ale w takich sytuacjach może uratować życie.
Jak coś to pytanie o 17-letnią córkę jest sprzed 1,5 roku i pewnie jest cokolwiek nieaktualne.
Aktualny jest post o 10-letnim synu dagaczek.
są dwie formy wsparcia dla dzieci
pierwszy to młodzieżowy ośrodek socjoterapeutyczny - do którego rodzice mogą sami skierować dziecko. dagaczek, czy twój syn nie jest za małe na ośrodek?
czy nie warto zastanowić się nad przyczynami takiego zachowania? socjoterapia dotyczyłaby tylko jego
a czy nie sądzisz, że może potrzebna jest terapia całej waszej rodziny?
jesli dziecko w tym wieku pójdzie do MOS, poradzi sobie z problemami, znajdzie tam wsparcie terpautów.. to kiedy w jaki sposób zbudujesz sobie relacje i autorytet z nim? kim będziesz jak nie bezradną matką, która nie próbowała sobie radzić z problemem?
chyba, że próbowałaś
chyba, że korzystałaś ze wsparcia
chyba, że uczyłaś się, jak reagować, jak rozmawiać z dzieckiem, jak słuchać dziecko, jak radzić sobie z problemami
na ile problemy wychowawcze z twoim synem są problemami waszych relacji??
Młodziezowe ośrodki Wychowawcze (nie wiem czy to macie na mysli pisząc placówki wychowawcze) są różne... trafiają tak różne dzieciaki, z różnym pakietem zachowań, czesto agresywne, czesto niedostosowane
uważam, że tak czy siak są lepsze niż szpital- TWOJA CÓRKA NIE JEST CHORA PSYCHICZNIE - twoja córka jest psychicznie niestabilna, pogubiona, zagubiona
potrzebuje wsparcia i tego by stanąc na nogi
pewnie jest tak, jak ktoś wcześniej napisał, czasami trzeba dotknąc dna by się odbić.. ale:
ona jest jeszcze dzieckiem
ona już woła o pomoc (cięcie się, anoreksjai tak dalej...)
a ty jesteś jej rodzicem, jej opiekunem i twoim obowiązkiem jest pomocy jej udzielić.. nawet jesli ona dzisiaj uważa, że jej od ciebie nie chce
porozmawiać z kuratorami, znają takie dzieciaki, wiedzą, co się z nimi dzieje...
pomóz jej
ale nie lecz
ona nie jest CHORA w znaczeniu farmakologiczno - organicznym
ona ma chorą dusżę...
mam pytanie czy te Ośrodki Socjoterapeutyczne faktycznie pomagają? mam problemy z 10 letnim synem i właśnie planuję go wysłać do takiej szkoły bo w domu już z nim nie wyrabiam ( nic nie pomaga nawet psycholog ani psychiatra) nie daję poprostu rady ale też obawiam się czy nie będzie gorzej po takiej szkole... jestem już u kresu załamania psychicznego uważam że to ostatnia szansa na "naprawienie" syna ale właśnie trochę boli to że muszę się posunąć tak daleko a co będzie jeśli to nie pomoże.. syn zachowuje się jak mały sadysta znęca sie psychicznie a czasem nawet fizycznie nade mną......
są młodziezowwe ośrodki socjoterapeutyczne całodobowe i dzienne
może na pozątek wyslij go do takiego dziennego?
moim zdaniem warto skorzystać z takiego wsparcia.. ale tez powinnas ty z niego korzystać
bo musisz wiedzieć co robić, jak się zachowywać... musisz też wiedzieć, co zrobić, żebys TY dała sobie radę z takim problemem...
mam nadzieję, że w twojej okolicy jest taki ośrodek dzienny;)
Być może szpital psychatryczny to za mocny krok? Przemyśl to jeszcze
ogólna diagnoza która była postawiona mojemu synowi przez psychiatrę w miejscu zamieszkania to było ADHD z tym że w ubiegłym roku był on w szpitalu psychiatrycznym dla dzieci w jego wieku na obserwacji przez dwa miesiące w innym mieście i tam lekarz psychiatra kategorycznie podważyła diagnozę i powiedziała że syn nie może pogodzic się z rozwodem ( jak miał 7 lat to rozwiodłam się z jego tatą z winy znęcania się fizycznego i psychicznego nade mną) niestety jego tatuś ma go gdzieś i od roku nawet go nie odwiedza a jak wcześniej to robił to zamiast mówić mu rzeczy że go kocha itd to mówił że tata to by chciał z mamą być ale mama nie chce bo se znalazła innego frajera i takie tam więc najbardziej prwdopodobne jest to że syn wini mnie za to że nie ma taty i dlatego się tak zachowuje poprostu jestem jego wrogiem.. to bardzo przykre bo bardzo sie staram żeby syn miał szacunek do mnie do innych dorosłych do dzieci w szkole ale niestety nie idzie tak jakbym chciała.. co do psychologów to mamy 5-go w tym czasie (jeden bardzo dobry psycholog powiedział mi że przez 20 lat pracy w zawodzie nie spotkał się z tak trudnym dzieckiem na które nic nie działa ani kary ani nagrody) robię wszystko co karzą psycholodzy i bez skutku jak syn bił i wyzywał tak wciąż to robi fakt po tym szpitalu był czas jak tak nie robił ale wszystko wróciło.. faszerowałam go już lekami od psychiatry różnymi które nic nie dały i stwierdzam że nie będę więcej dawać leków bo po co niszczyć żołądek.. co do óśrodka dziennego to u nas na pomorzu nie ma takich Ośrodków ten który znalazłam i tak jest 140 km od domu no ale co ja mam zrobić jak nic nie pomaga poprostu znowu jestem ofiarą przemocy domowej z tym że oprawcą jest moje 10letnie dziecko ![]()
dagaczek
twoj syn, jak podejrzewam, powtarza zachowania ojca
pewnie jakis psycholog ci powie, że mały czuje się odrzucony i robi wszystko, żeby ojciec go akceptował, czyli staje się taki jak on...
myslę, że ośrodek socjoterapeutyczny to dobre rozwiązanie
jestes na tyle świadoma tego co się dzieje, że będziesz ściśle wspólpracowała z terapeutami z ośrodka..
trzymam kciuki...
biedny ten twój synek
wyobrażasz sobie, jaki on musi być wewnętrznie pogubiony?
wyobrazam sobie, jak cięzko musi być tobie.. kochasz syna.. a jednoczesnie nie akcpetujesz (słusznie) jego zachowań...
powodzenia
pozbieraj opinie o osrodkach
niektóre sa lepsze, inne gorsze...
pojedź na spotkanie w dzien powszedni.. przeejdx sie po ośrodku, pogadaj z kierownikiem, wejź do jakies grupy.,..
jes;li trafisz gdzies, gdzie ktoś będzie próbował cię odstawić na boczny tor - nie ma czasu, musi sie pani umówić, dorosli nie wchodza na teren ośrodka, to nie pani sprawa.... szukaj innego miejsca
ośrodek do dodatkowy system wsparcia dla rodziców
jesli trafisz do ośrodka który nie uszanuje cienbie, twoich potrzeb i obaw.. to nie dawaj tam dziecka
zależy do którego szpitala.szpital szpitalowi nie rowny.skoro lekarz tak zalecił moze cos w tym byc.okaleczenia itp to juz powazna sprawa.moja mama tez przezywala i nie chciala oddac mnie za pierwszym razem pod opiekę szpitala, ale treraz uważamy ze był to dobry pomysł.pomogło.fakt, jest sie juz w jakis sposob "naznaczony" ale na szczescie przyznawać sie do tego nie trzeba.
dziękuję bardzo za wsparcie.. fakt nie jeden psycholog już mówił że małemu brak miłości ojca i zainteresowania dlatego mój partner traktuje małego jak własnego syna choć to nie to samo ale i tak stara się pokazać mu jak najwięcej uczucia samo to że mały przytula sie więcej do niego niż do mnie pokazuje że brak ojca.. ale dziękuję że napisałaś o tym że mogę posprawdzać sobie te ośrodki bo o tym nie miałam pojęcia myślę że postaram się zrobic tak jak piszesz o tyle o ile będzie to możliwe bo bardzo pragnę żeby ośrodek nam pomógł a nie zaszkodził
kocham syna i zrobię wszystko co w mojej mocy żeby nie był taki jak jego ojciec..
monnna: mam nadzieję ze pomoże i faktem jest że w przyszłości nie będzie musiał się chwalić gdzie i ile czasu przebywał ważne jest aby nauczył się szanować ludzi i tego że nie wolno bić
dziękuję Wam.. pozdrawiam