Witam serdecznie. Chciałam Was zapytać drogie kobietki, zarówno te studiujące jak i te, które ukończyły już studia o waszych promotorów. Jakie macie odczucia związane z pełnioną przez niego funkcją? Czy jest/był dla Was jakąkolwiek pomocą, chwali/ł za każdy rozdział, czy wręcz przeciwnie wszystkiego się czepia/ł i nie pomaga/ł nawet odrobinę? A może w ogóle totalnie Was olewa/olał?
Mój promotor mnie bardzo zawiódł, okazał się zawistnym, złośliwym człowiekiem. Na początku chodziłam na każde seminarium, prosiłam o jakieś porady w sprawie bibliografii ale gdy usłyszałam, że wszystko znajdę w Internecie przestałam się o cokolwiek pytać. Gdy napisałam pierwszy rozdział pracy magisterskiej i oddałam mu do sprawdzenia to nawet na nią nie zerknął bo gdzieś mu się zapodziała. Uznałam, że nie ma sensu konsultowania każdego rozdziału, skontaktowałam się z nim zatem dopiero jak już napisałam całość. Byłam dumna z mojego, liczącego 120 stron dzieła. Czekałam na opinię promotora, jakieś ewentualne poprawki, wskazówki co zmienić. Co usłyszałam?.. Że moja praca jest świetna, ale za dobra jak na mnie, że on mi nie wierzy że napisałam ją sama, że komuś ją zleciłam i kłamię go w żywe oczy. Zaczął mnie ostrzegać, że czeka mnie bardzo trudna obrona, na której będę musiała udowodnić, że pisałam pracę sama. Za każdym razem gdy go spotykałam przed obroną na korytarzu patrzył się na mnie szyderczo. Byłam przerażona tą obroną, miałam jakieś złe przeczucia, ale znałam swoją pracę na wylot, bo poświęciłam jej bardzo dużo czasu. Broniłam się prawie na końcu mojej kilkunastoosobowej osobowej grupy. Każdy kto wychodził z egzaminu dyplomowego był uśmiechnięty, pytania były tylko z pracy (tak jak obiecywał promotor). Przyszła moja kolej, byłam spokojna gdy weszłam ale po usłyszeniu pytań się załamałam. Nie miałam pytań z pracy, nie miałam ich jak każdy 3 a gdzieś ponad 10. Mój promotor śmiał się ze mnie, gdy nie umiałam odpowiedzieć, chciał mi udowodnić, że nie mam żadnej wiedzy. Ocenił mnie najniżej jak się da, pracę, o której przecież mówił, że jest świetna też ocenił jak najgorzej. Ostatecznie obroniłam się na 4 tylko dzięki temu, że miałam wysoką średnią ze studiów (zawsze się bardzo dobrze uczyłam). Dlaczego tak się stało? Mój promotor chciał się zemścić za to, że tak dobrą pracę napisałam bez jego pomocy, że on nie miał w niej żadnego udziału, dla niego było niepojęte, że zwykła studentka może coś dobrze napisać bez jego podpowiedzi. Szkoda tylko, że gdy ja szłam do niego po pomoc, on mnie wówczas zbywał.
Od mojej obrony minęło parę dni a ja dalej czuję się źle bo wiem, że nie zasłużyłam na takie potraktowanie i na tak niską ocenę z pracy, w którą włożyłam serce i mnóstwo czasu. Promotor który miał mi pomóc w wypromowaniu na magistra okazał się moim wrogiem.
Jak było u Was kobietki? Podzielcie się swoimi odczuciami, doświadczeniami!