Witajcie, jestem bardzo zła i roztrzęsiona, dlatego postanowiłam napisać tutaj i wylać swoje żale. Wczoraj pisałam kolokwium z ćwiczeń napisałam wszystko tak jak się nauczyłam z notatek, robionych na podstawie podręcznika, dodam, że osobiście je robiłam. Wiem, ze inni napisali mniej ode mnie i się cieszyli, że udało im się zaliczyć na 3. Inni, którzy napisali także mniej ode mnie dostali nawet 4. Oceny miały być w necie do końca tygodnia, a były już wczoraj, ja nie miałam i nie mam tej oceny do tej pory. Taką samą sytuację miała jedna koleżanka i postanowiłyśmy dzisiaj pojechać na uczelnie i się zapytać, czy wpisał już wszystkie oceny, powiedział, że tak. No to kurde, ja się pytam jak to możliwe, że nie mam oceny. Bałam się z nim dalej gadać bo jeszcze by się na mnie uwziął. Najgorsze jest to, że czuję się pokrzywdzona, odechciało mi się czegokolwiek uczyć. Poza tym jak nie zaliczę ćw. nie zostanę dopuszczona do egzaminu. Kolejne zaliczenie w piątek, a ja nie wiem czego mam się uczyć bo przecież wszystko umiałam i umiem i wszystko napisałam.
Podobne tematy
więc dlaczego nie masz oceny? nie zaliczyłaś?
z doświadczenia: na studiach nie ma sprawiedliwości. NIE MA! prze 3 lata nauczyłam się, że:
1) trzeba się uczyć, pisać kolokwia, zdawać egzaminy i nigdy nie liczyć na dobrą ocenę. dużo zależy od humoru wykładowcy (niestety) i tego czy cię lubi (masakra)
2) nie kłócić się - pokazać pokorę
3) uczysz się dla siebie. moje studia dawały mnówsto satysfakcji. z dnia na dzień widziałam jak się rozwijam, jakie robię postępy. to nie było odzwierciedlone na ocenach. najważniejsze, że ja wiedziałam że to co robię ma sens.
na twoim miejscu:
1) jeśli nie zaliczyłaś - pokornie napisała drugi raz koło. pokaż pokorę i to, że ci zależy.
pamiętaj
kiedyś na pewno zostanie ci to wynagrodzone
dziękuję za odp. Tak to, że nie mam oceny znaczy, że nie zdałam, albo, że się pomylił, ale tego już nie sprawdzę, bo on wyjeżdża i nie będzie go przed poprawką. No wiem, że muszę być grzeczna, z poprzednich studiów zrezygnowałam bo było niemiło i postawili mi ultimatum, albo place i powtarzam rok, albo rezygnuje. Zrezygnowałam, bo stwierdziłam, że nie chce dostawać 3 jak umiem na 5. A wszystko przez to, że jedna franca się na mnie uwzięła i naplotła na mnie.
Jestem już stara a jestem dopiero na 2 roku, muszę skończyć jakieś studia, więc muszę być grzeczna
Niestety na studiach najczęściej jest tak, że oceny nie są odzwierciedleniem Twojej wiedzy tylko humoru wykładowcy. Jak ma fantazję i lepszy humor to ocenia sprawiedliwie i podciąga oceny, a jak nie... to pech studenta. I nie załamuj się, tak po prostu jest i trzeba się z tym pogodzić. Nie mamy na to niestety wpływu.
Sprawidliwosci w ocenaniu nigdy nie bylo, nie ma i nie bedzie. Ja Cię rozumiem, o na ostatnim kolokwium mialam ta sama sytucje. Byłam wrecz pewna, ze zdałam, bo wszystko umialam i napisalam to co wiedzialam. Niestety nie udalo sie,. Musialam za nim latac niewiadomo ile czasu by to zaliczyc - koles mial konsultacje, ale na nie po prstu nie przychodzil, a jak wielce przyszedl, to jakac ciziunia siedziala u niego ok godziny po czym wyszli oboje z gabinetu i powiedzial, ze na dzisiaj koniec kosnultacji. No ale w koncu zdalam za pierwszym razem na szczescie:)
Jedyne co mozesz zrobic, to nie klocic sie, bo to nie ma sesnu. Wiadomo, oni mają się za lepszych, wiec nie ma co pogarszac sobie sprawy tylko spiac poslady, zacisnac zeby i przezyc to jakos. Naucz sie na poprawke czy na nastepne kolo i poprawisz tą ocene:)
Dziękuję, za wszystkie wypowiedzi, wiecie przemyślałam sprawę. Postanowiłam, że pójdę do niego przed poprawką i powiem, że chcę zobaczyć swoją pracę, bo wydaje mi się, że napisałam dobrze, przynajmniej na 3, a tak na prawdę liczyłam na 4. Jak zacznie jęczeć to powiem, że jak nie ma prac przy sobie to ja chętnie mu powiem co napisałam, albo jeszcze raz napiszę słowo w słowo co tydzień temu. Jawnie mu powiem, że czuję się pokrzywdzona tym bardziej, że inni przyznali się, że napisali to co ja lub mniej i zaliczyli na 3 lub 4. W tamtym semestrze jak się z nim pokłóciłam to postawił mi 5 on chyba lubi przekorne osoby, ale boję się, że trafię na jakiś gorszy dzień.
Masz prawo do wglądu do swojej pracy. Ja również poszłam do wykładowcy, kiedy nie zdałam, by zobaczyc swoją pracę. Obejrzałam ją, pokazałam mu, ze wydaje mi sie, ze to i to jest dobrze, on sie tylko zamotał i powiedzial "nie zdała pani, bo nie napisala pani jednego zdania". Wiec o czym tu rozmawiac? cóz, nie chcialam sie klocic, by nie pogorszyc sprawy, wiec przyszlam na poprawke, Teraz zdalam u niego koncowe koło na 5:) takze idz do niego i powiedz, ze chcesz zobaczyc swoja prace, bo masz do do tego prawo
Moim zdanie nie jest zbytnio madre powiedzenie wykładowcy ,że 'inni zaliczyli na 3 a napisali mniej' to ON jest wykładowcą i jeżeli tak uznał a ty jawnie to podważysz wtedy mozesz miec problemy.
Moze to pomylka , jakies przeoczenie ? Albo ... calkiem mozliwe , ze stalas sie ofiara leniwego wykladowcy , ktoremu nie chce sie nawet sprawdzac prac swoich studentow. Niestety w tym przypadku padlo na Ciebie ... Mozesz albo sie w to zaglebiac , kto wie czy nie ze szkoda dla siebie samej ? Pamietaj , ze sie uczysz sama dla siebie , jak zaliczylas raz to drugi tez zaliczysz.Tak poza tym uczelnia to jest jak dla mnie ostatnie miejsce w ktorym bym sie doszukiwala sprawiedliwosci:)
Znam doskonale to uczucie, uczysz się i nie wychodzi, nie uczysz się i zdajesz. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w trakcie tego niesprawiedliwego oceniania człowiek jest bezsilny. A jeszcze gorzej, gdy zależy od tego Twoja przyszłość na studiach (sama pisałam niesłusznie poprawkę egzaminu, którą na 90% nie zdałam i będę musiała się pogodzić z opuszczeniem studiów- w woli wyjaśnienia: nie ma warunku na I roku u mnie).
Okazało się, że Pan dr ma przeniesiony dyżur na piątek na godzinę 12 (poprawka w piątek o 18), stwierdziłam, że pójdę, co mi szkodzi, najwyżej poproszę go, żeby mnie dopytał ustnie i już. Zagadam, ze często, praktycznie co sesja, mylą moje oceny i wpisują dziewczynie o takim samym nazwisku, powiem, że to normalne, pomyłki jak jest tylu studentów, ale, że ja jestem pechowa i zawsze mi się to przytrafia, trochę z nim pożartuję i będzie ok ![]()
12 2011-06-15 20:20:30 Ostatnio edytowany przez Małgorzatka (2011-06-15 20:21:12)
Na studiach nie ma takiego pojęcia jak sprawiedliwość. Mi już nieraz się zdarzyło, że uczyłam się sporo wystarczyło na 3, czasami wogóle i 5 wpadła. To niestety nie podstawówka, że wylicza się średnią, podlicza skrupulatnie wszystkie punkty itd. Na początku się buntowałam przeciwko temu nowemu "systemowi". Chodziłam do wykładowców, prosiłam o swoje prace i sprawdzenie przy mnie. Zrezygnowałam gdy wykładowca po mojej "interwencji" łaskawie podwyższył mi ocenę na 4. Zostawiłam indeks w dziekanacie, a on mi i tak wpisał 3. Więc nie ma sensu. Czasami mi się uda, czasami komuś innemu. Jednak nie miałam do tej pory "kursu powtórkowego" także nie mogę narzekać.
Edit: Powodzenia na poprawie ![]()
Byłam dzisiaj na dyżurze, czekałam od 10 żeby wejść pierwsza. Jak przyszedł t się pyta "Kto do mnie?" "ja" "a w jakiej sprawie?" kolokwium tydzień temu wydaję mi się, że powinnam zdać..." "no to się pani wydaje" i poszedł, nie do gabinetu tylko gdzieś tam hen daleko. po czym powrócił, ja weszłam z indeksami innych osób po wpisy. a on już miał wyciągnięte prace mojej grupy. (dobrze bo sama chyba nie poruszyłabym drugi raz tego tematu) poszukał znalazł 3,5 punktów na 8, no sorry to nie możliwe inne osoby miały to samo i musiały mieć przynajmniej 6 punktów żeby mieć 4. no i on mi mówi, ze tu jest źle, no to ja, że to jest definicja takiego i takiego i już. potem, że nie napisałam o R. a ja mowie ale tutaj jest napisane i mu pokazuje (on chyba nawet tych prac nie czytał chociaż twierdził, ze te które nie zaliczyły czytał 2 razy, no to chyba powinien wiedzieć, że pisałam o R.) no to dostawił mi za to 0,5 punktu. wychodziło 4 na 8 no to ja już w akcie rozpaczy to może ja dopowiem, a on no przecież już Ci wpisałem te 3, wszedł na usos wpisał i potem miło pożartowaliśmy. było ok
mam to już z głowy i dobrze, chociaż wiem, że nie zostałam sprawiedliwie oceniona i on też to wie dlatego dał mi łaskawie tę tróję. Rzadko ktoś do niego przychodzi, bo wszyscy się go boją.
14 2011-06-20 02:51:33 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-06-20 02:53:42)
Na studiach nie ma takiego pojęcia jak sprawiedliwość. Mi już nieraz się zdarzyło, że uczyłam się sporo wystarczyło na 3, czasami wogóle i 5 wpadła. To niestety nie podstawówka, że wylicza się średnią, podlicza skrupulatnie wszystkie punkty itd. Na początku się buntowałam przeciwko temu nowemu "systemowi". Chodziłam do wykładowców, prosiłam o swoje prace i sprawdzenie przy mnie. Zrezygnowałam gdy wykładowca po mojej "interwencji" łaskawie podwyższył mi ocenę na 4. Zostawiłam indeks w dziekanacie, a on mi i tak wpisał 3. Więc nie ma sensu. Czasami mi się uda, czasami komuś innemu. Jednak nie miałam do tej pory "kursu powtórkowego" także nie mogę narzekać.
Edit: Powodzenia na poprawie
Szczęściara, że nie miałaś poprawki. Ja 1 rok i już miałam poprawki i jedną chyba będę mieć na wrzesień ![]()
Nie jestem sama , tak ma 80 % naszego roku. Strasznie wymagają...z niektórych zajęć.
Co do autorki, jak nie zaliczyłaś, to napisz pierwszy raz, to żaden wstyd. Tak jest wszędzie na studiach i masa ludzi poprawia. Uwierz mi, jest masa niesprawiedliwości, są studenci , którzy nic się nie uczą , a zaliczają ( np ja hehe) , a są tacy , którzy kują po nocach, dużo napiszą i nie zaliczają lub ledwo. Serio.
Ja jestem trochę niepokorna, bo jak czuję się pokrzywdzona, to idę i wyjaśniam sprawę. W ogóle I semestr I roku studiów, fizyka konwerki. Na ćwiczeniach rozwiązywałam wszystkie zadania przy tablicy, przychodzi kolokwium te same zadania, myślę 4 jak nic, a tu 2. Podeszłam w sobotę, wyniki były w pt., i proszę o wytłumaczenie mi moich błędów, bo mówię, że myślałam, ze dobrze rozwiązuję, ale jeśli mam się uczyć do poprawki, to chciałabym wiedzieć, co mam poprawić. Wykładowca wyciągnął moje wypociny i mówi, ze tu mam 0,5 punktu bo nie mam rysunku i wyprowadzenia, obok rysunek jak byk i wyprowadzenie, mówię mu, ze jest obok, wykrzywia się, a niech pani będzie ta 3. Powinno być według mnie wyżej, ale widać, ze tego nie sprawdzał... Najważniejsze, że zdane.
II rok studiów przedmiot z kosą i pogromcą, zdawalność w pierwszym terminie 0. Wraz z ludźmi z mojej grupy idę do wykładowcy poprosić o wgląd do swoich prac, wykładowca nie chce pokazać, bo tam nic nie ma... A my, że musimy znać swoje błędy, by umieć poprawić. Przejrzeliśmy prace, każde z nas udzieliło innej odpowiedzi w teście, a nikt nie miał punktu. Wykładowca był z innej katedry i ewidentnie nie lubił naszego kierunku, zazdrościł nam dotacji, grantów. Poszliśmy więc do tutorki, a ona do kierownika katedry, za drugim razem każda praca była rzetelnie sprawdzona i zdało 70% roku.
Inna sytuacja, w tym roku uczyłam się na egzamin bardzo długo, ale dostałam niską ocenę w porównaniu do osób, które prawie nic nie napisały. Prowadząca powiedziała, że można poprawiać na wyższą ocenę, poszłam i mówię, ze chciałabym dopowiedzieć na pytanie, gdzie zabrakło mi 0,2 punktu, bo poświęciłam dużo uwagi temu przedmiotowi, dopytała mnie i postawiła wyższą ocenę.
Oczywiście, nie należy się kłócić, mówić, że ktoś ma lepsze oceny od nas, a mniej napisał, ale można swoją pracę zobaczyć, zapytać, co jest w niej nie tak. Korzystać z możliwości dopowiadania w celu wyższej oceny, a gdy ktoś oblewa 100% roku albo ma wymagania 95% dobrych odpowiedzi to 3, to porozmawiać z tutorką, a ona może już donieść o sprawie komuś wyżej. 100% nie może nie zdać, to jest dziwne zjawisko, dlatego lepiej zawiadomić o tym kierownika katedry.
Co do wykładowców, to u nas okazała się dość wymagająca babka prowadząca przedmiot kultura języka. Na każdych zajęciach były wejściówki, przyznaję, że prawie na żadną się nie nauczyłam i przez to nie zaliczyłam wielu z nich. Potem jednak do kolokwium mniej więcej się nauczyłam, test był na 100 punktów (strasznie dużo, nie? ) dlatego było ciężko, wiecie dużo pytania, no na pewno, gdy macie testy tak obszerne, to częściej nie zaliczacie, bo jest tego tak dużo, że szok. No i za łatwe nie było. Mimo tego ładnie mi poszło - 56 pkt na 100. Jednak na zaliczenie trzeba było mieć aż 60
Potem napisałam to i zabrakło półtora punktu, wykładowczyni nie chciała naciągnąć i wpisać 3 z minusem, mimo że tak bardzo mało brakowało. Potem pisałam następnego dnia i kurcze zabrakło 1 pkt
:D dała mi zastanowić się nad pracą , poprawiłam parę rzeczy i dostałam 3 + . Wiem, że gdybym więcej nauczyła się, to by była 4 lub 5, ale i tak kosa z niej.
Jednak gorsza jest taka babka od literatury w komunikacji epok dawnych. Mimo, że uczyłam się do niej sporo, bo dużo wymaga, to nie zaliczyłam , jak i 90 % grupy. Prawdopodobnie będzie poprawka we wrześniu, bo w drugim terminie dała jeszcze gorzej.. i jednym słowem wielka masakra. Fakt, jak ktoś tego by się nauczył dokładnie, to może i by zaliczył, z tym, że musiałby chyba wcześniej znać pytania jakie da i się do nich wykuć. A tak czytając te dzieła co były w sylabusie, słuchając wykładów raczej nie dało się tego zaliczać, albo trzeba by było być naprawdę bardzo inteligentnym kujonem, a ja do takich nie należę
W sumie ja nie czytałam tych książek co dała, tylko dobre opracowania, ale i tak babka przesadziła. Nawet w Internecie czytałam, że kosa z niej.. ech. Jedna taka moja koleżanka, która pasjonuje się wszelką literaturą i generalnie jest piątkowa i bardzo inteligentna, ładnie napisała jej na temat, a dostała tróję.... No comment.
Wracając do tej babki z kultury języka, to ja chciałam po teście zobaczyć co miałam źle. Pozwoliła mi, jednakże ja zaczęłam do zeszytu spisywać najważniejsze rzeczy, żeby wiedzieć jak przygotować się, by to poprawić. Ojejciu, jakie było jej oburzenie jak to zobaczyła
Cóż.. nie sądziłam, że będzie jej to tak przeszkadzać ![]()
Witajcie, jestem bardzo zła i roztrzęsiona, dlatego postanowiłam napisać tutaj i wylać swoje żale. Wczoraj pisałam kolokwium z ćwiczeń napisałam wszystko tak jak się nauczyłam z notatek, robionych na podstawie podręcznika, dodam, że osobiście je robiłam. Wiem, ze inni napisali mniej ode mnie i się cieszyli, że udało im się zaliczyć na 3. Inni, którzy napisali także mniej ode mnie dostali nawet 4. Oceny miały być w necie do końca tygodnia, a były już wczoraj, ja nie miałam i nie mam tej oceny do tej pory. Taką samą sytuację miała jedna koleżanka i postanowiłyśmy dzisiaj pojechać na uczelnie i się zapytać, czy wpisał już wszystkie oceny, powiedział, że tak. No to kurde, ja się pytam jak to możliwe, że nie mam oceny. Bałam się z nim dalej gadać bo jeszcze by się na mnie uwziął. Najgorsze jest to, że czuję się pokrzywdzona, odechciało mi się czegokolwiek uczyć. Poza tym jak nie zaliczę ćw. nie zostanę dopuszczona do egzaminu. Kolejne zaliczenie w piątek, a ja nie wiem czego mam się uczyć bo przecież wszystko umiałam i umiem i wszystko napisałam.
Wiesz, to co się działo u mnie na studiach, mogłabym napisać sporą książkę. Na studiach nie ma sprawiedliwości i pewnie nigdy nie będzie, a teraz pytanie uczysz się dla siebie, aby być dobrym specjalistą czy dla ocen? Druga sprawa jeżeli potrzebujesz stypendium naukowego, tak jak ja potrzebowałam, wtedy to jest zarzynanie dla kilku stówek, które są potrzebne, aby jakoś wiązać koniec z końcem, studiując dziennie i dorabiając popołudniami, gdy się ma ciężko sytuację rodzinną. Współczuje Ci i rozumiem!
Witam ja skończyłam 1 rok studiów o kierunku ADMINISTRACJA ,drugi semestr poszedl gładko,ale pierwszy mnie omal nie wykończył.A mianowicie babka z ekonomii była mega sieką zdawalo moze z 25% ludzi za kazdym podejsciem...za 1 nie nauczylam sie fakt bo mialo byc tydzien pozniej a termin zmienila...za drugim umialam perfect...lecz i tak nie zdalam....za trzecim poszło mi o wiele gozej a jednak zdalam na 3...wglądu do prac nie bylo mnóstwo ludzi mialo awanse....baba koszmarna...jak sie teraz dowiedziałam wyrzucili ją z uczelni...ma za swoje...a ja wiem że nie ma SPRAWIEDLIWOŚCI na studiach.Pracuje w biurze rachunkowym....mialam egzamin w 2 sem z rachunkowosci...mialam wszytsko dobrze a i tak dostalam 3,5<a inne dziewczyny mialy tak jak ja i 5 dostaly>niestety nie walczylam o wgląd do pracy bo juz nie było babki....jestem ciekawa jak to na serio mialo byc...ah szkoda gadac poki co nauczylam się ...,ze szczescie wazniejsze od WIEDZY!!
19 2011-08-07 09:20:28 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-08-07 09:26:15)
W ciągu wielu lat studiów miałem nieprzyjemność poznać najbardziej niesprawiedliwe osoby na uniwersytetach - studentów. Ściągają nagminnie, zachowują się, jakby nadal byli w gimnazjum, wszędzie szukają odpowiedzialności tylko nie w sobie, najlepiej wiedzą, ile potrafią, oskarżają bez jasnych dowodów innych o niesprawiedliwość i emocje.
Kazina - jeśli wykładowcy pokazujesz się z takiej strony jak w tym wątku, to jest on po prostu przekonany, że jesteś niezdolna do rzeczowej dyskusji. Potrafisz na forum wyzywać i przedstawiać sytuację po swojemu, ale nie potrafisz zdać kolokwium, przyjąć odpowiedzialności, pozwolić lepiej wykształconym Cię oceniać, rzeczowo porozmawiać na temat kolokwium.
polsza - kto umie, zda. Jeśli jednak trafiłaś ze studiami do jakiejś mafii, donoś. A nie staraj się przekonać innych, że całe środowisko akademickie to podobna mafia. Od lat śmiechu powstrzymać nie mogę, gdy słyszę o kolejnym uwzięciu się i znielubieniu.
ona89 - z pewnością studentki najlepiej wiedzą, ile wiedzą. Jakże mógłby to wiedzieć ktoś, kto się zajmuje tematem przez dziesięciolecia i ciągle ocenia kolokwia! W przypadku przedmiotów, gdzie nie ma jasnych kryteriów oceniania, więcej zależy od wrażenia egzaminatora. Tam, gdzie są jasne kryteria, tam większy sens by miała walka o sprawiedliwość, ale przypadkiem się okazuje, że oceny są sprawiedliwe. Na ilu uczelniach i ile kierunków studiowałaś, by innym mówić, jak jest najczęściej?
-------------
i tak dalej, i tak dalej. Za plecami wykładowców wyzywacie ich i ich znajomych, a przy nich brakuje wam argumentów, by swojego bronić. Jest mi przykro, że osoby takie jak wy mają w tym kraju szanse dostać się na uczelnie wyższe. Wszyscy są winni waszej niewiedzy tylko nie wy. Wszędzie widzicie humory i emocje tylko nie u siebie. Jednego rzeczowego zdania nie ma w tym temacie, wszędzie tylko objawione przekonanie, że "umiałam wszystko i napisałam, ale on mnie nie lubi". Ja też bym nie lubił takich studentek. A pały bym im wpisywał za brak rzeczowości, niezrozumienie zagadnienia i żeby lepiej poszły do jakiejś pracy - dla ich dobra, nie dlatego, że ich nie lubię.
-------------
truskaweczka19 - masz za mało punktów, a chcesz pozytywnej oceny. Nie przygotowujesz się przez cały semestr i wyraźnie Cię to cieszy. Niezaliczenie 90% takich jak Ty Cię dziwi? Twój kierunek studiów to nie aby "sztuka naciągania wykładowców na niesprawiedliwe oceny po przeczytaniu opracowań"? Ja bym walczył o natychmiastowe wywalenie Cię z uczelni. Nie nadajesz się.
Oceny na studiach to czysta loteria ![]()
Jak umiałam to nie zaliczałam, albo było 3, jak nie umiałam i pisałam bzdury byle pisać to nie raz i 5 się trafiła ![]()
Nie przejmuj się, taki urok studiów ![]()
Zgadzam się, że oceny to loteria! wy opisujecie sytuacje z kolokwii a u mnie poszedł kant na EGZAMINIE:( wykładowca położył odpowiedzi na blacie ktoś to przyuważył i ci co oddawali na ostatnią chwilę to zrobili sztuczny tłum i popoprawiali swoje odpowiedzi, a ja wyszłam jako jedna z pierwszych i nie miałam takiej okazji (może wtedy też bym zaliczyła) nie jestem zła za to że nie ściągnęłam ale za to że zaliczyły te osoby które ledwo przeszły ćwiczenia!!! Na studiach trzeba umieć kombinować, a nie wkuwać...