Witam wszystkich. Mam problem z mężem, o to, że się ostatnio ciągle kłócimy. Zawsze dawałam sobie radę sama i zawsze znalazłam odpowiedź na nurtujące mnie pytania itp. Teraz jednak potrzebuję pomocy, porady - co mam zrobić w danej sytuacji. Otóż - niedługo odbędzie się wesele siostry mojego męża. Wiadomo wybieramy się na nie, jednakże wyjdzie na to, że oddzielnie i tutaj tkwi problem. Moje wersja brzmi tak: skoro jesteśmy małżeństwem i zostaliśmy zaproszeniu na ślub myślałam, że razem się na nie wybierzemy. Okazało się, że moja teściowa chce, aby mój mąż (czyli jej syn) wiózł ją i teścia, babcię męża (mamę teściowej) i rodziców pana młodego do mieszkania pary młodej (kupili sobie niedawno) do kościoła, stamtąd do sali i nie wiem gdzie jeszcze. Pozapraszali znajomych, którzy będą się bawić, a własny brat panny młodej ma być kierowcą gości. Uważam, że powinni znaleźć kogoś innego i nie obarczać tym kogoś z rodziny, tym bardziej najbliższej. Wersja mojego męża (bo oczywiście z nim o tym rozmawiałam): właśnie dlatego, że jest bratem panny młodej będzie jego rodzicom lepiej, żeby wiózł ich ktoś kogo znają. Jednym słowem on nie widzi w tym nic złego. Wersja mojej teściowej (jak dowiedziałam się, że mój mąż ma jej d... wozić): teściowa zwraca się do mnie - przecież ciebie to może twój tata zawieźć. Proszę o jakąkolwiek poradę, jestem już tak zmęczona tym wszystkim, że planuję odejść od męża skoro on mnie nie bierze po uwagę, a co niestety mnie boli wyszłam za maminsynka. Ponieważ szkopuł tkwi w tym, że mój mąż nie powie swojej mamie - -NIE - o cokolwiek by chodziło, a i ona nie uznaje odmowy.
Podobne tematy
Nie chcę Cię martwić, ale to bardzo częsta praktyka iż najbliższa rodzina (rodzeństwo) pomaga we współorganizowaniu takich uroczystości. Dalsza rodzina to goście a rodzeństwo pomocnicy. Nie ma w tym nic złego, tyle, że mąż nie będzie pił alkoholu. Przecież nie przeszkodzi to wam razem być na weselu, bawić się i tańczyć razem
to TYLKO kwestia dojazdu. Czy nie ma innego brata, którego można by obarczyć tym obowiązkiem?
Co do ślubu to rozumiem jego. Moi rodzice też jadą z rodzicami i dziadkami na ślub mój. Jego dziewczynę przywozi tata chyba. Pogadaj z nim o jego relacjach z mamą może Ty przesadzasz trochę, bo lubisz mieć władzę i ostateczne zdanie o wszyskim?
4 2011-06-09 21:14:16 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-06-09 21:19:55)
Witam wszystkich. Mam problem z mężem, o to, że się ostatnio ciągle kłócimy. Zawsze dawałam sobie radę sama i zawsze znalazłam odpowiedź na nurtujące mnie pytania itp. Teraz jednak potrzebuję pomocy, porady - co mam zrobić w danej sytuacji. Otóż - niedługo odbędzie się wesele siostry mojego męża. Wiadomo wybieramy się na nie, jednakże wyjdzie na to, że oddzielnie i tutaj tkwi problem. Moje wersja brzmi tak: skoro jesteśmy małżeństwem i zostaliśmy zaproszeniu na ślub myślałam, że razem się na nie wybierzemy. Okazało się, że moja teściowa chce, aby mój mąż (czyli jej syn) wiózł ją i teścia, babcię męża (mamę teściowej) i rodziców pana młodego do mieszkania pary młodej (kupili sobie niedawno) do kościoła, stamtąd do sali i nie wiem gdzie jeszcze. Pozapraszali znajomych, którzy będą się bawić, a własny brat panny młodej ma być kierowcą gości. Uważam, że powinni znaleźć kogoś innego i nie obarczać tym kogoś z rodziny, tym bardziej najbliższej. Wersja mojego męża (bo oczywiście z nim o tym rozmawiałam): właśnie dlatego, że jest bratem panny młodej będzie jego rodzicom lepiej, żeby wiózł ich ktoś kogo znają. Jednym słowem on nie widzi w tym nic złego. Wersja mojej teściowej (jak dowiedziałam się, że mój mąż ma jej d... wozić): teściowa zwraca się do mnie - przecież ciebie to może twój tata zawieźć. Proszę o jakąkolwiek poradę, jestem już tak zmęczona tym wszystkim, że planuję odejść od męża skoro on mnie nie bierze po uwagę, a co niestety mnie boli wyszłam za maminsynka. Ponieważ szkopuł tkwi w tym, że mój mąż nie powie swojej mamie - -NIE - o cokolwiek by chodziło, a i ona nie uznaje odmowy.
Sytuacja, w której Twój mąż, a jednocześnie brat panny młodej będzie prowadził samochód ze swymi rodzicami i dalszą rodziną, jest dla mnie zupełnie normalną i naturalną.
Niezwykłą jest, również dla mnie, Twoja postawa i Twój sposób komentowania sytuacji.
Jeszcze bardziej niezrozumiałym i zadziwiającym jest wniosek, do którego doszłaś na końcu. Efektem pomocy Twego męża przy organizowaniu ślubu własnej siostry (a Twej szwagierki) ma być sprawa rozwodowa wniesiona przez Ciebie.
Chyba, że ślub, wesele i podwiezienie rodziny jest tylko pretekstem, bo o rozwodzie myślisz od dawna.
5 2011-06-09 21:28:36 Ostatnio edytowany przez Odiczka (2011-06-09 23:55:52)
..Rozumiem ,że to ślub jego siostry...ale zaraz ,zaraz jego mama ma męża? on nie może prowadzić! Co to? Ślub pary królewskiej! I rodzice muszą mieć osobistego kierowcę.Niech kogoś wynajmą!!!!
Uważam ,że jesteście małżeństwem i powinniście być razem w tym dniu.
Pomyśleli jak Ty się będziesz czuła? Jak piąte koło u wozu.Fajne wesele...maż jako elita z rodzicami w jednym samochodzie ,a plebs niech sobie radzi sam(jakoś sobie dotrze do kościoła).
Uważam,że masz rację.
Pozdrawiam
Okazało się, że moja teściowa chce, aby mój mąż (czyli jej syn) wiózł ją i teścia, babcię męża (mamę teściowej) i rodziców pana młodego do mieszkania pary młodej (kupili sobie niedawno) do kościoła, stamtąd do sali i nie wiem gdzie jeszcze.
Rozumiem, że to Wasz samochód i jakiś duży bo z kierowcą (mężem) doliczyłam się sześć osób do przewozu.
Moim zdaniem, jako żona i współwłaścicielka samochodu masz bezwzględne prawo decydować o tym, kogo jeszcze zabierzecie. Ty na pewno masz jechać do ślubu razem z mężem, nawet jeśli to nie Wasz samochód to wynajmijcie sobie dla siebie. Absolutnie nie gódź się na to, żebyś była "dorzucona" jako pasażer do kogoś z uczestników wesela. Czy teściowa ustaliła również z kim masz jechać, czy też sama musiałabyś o to zadbać?
Co to znaczy, żeby Twoja teściowa narzucała swoją wolę, o tym Ty masz ze swoim mężem decydować. Po prostu nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Jak to będzie odebrane nawet przez samych gości, z pewnością będą jakieś ciche komentarze. Mąż Cię po prostu nie szanuje, bo nie liczy się z Tobą jako żoną- towarzyszką życia.To najlepszy moment, żeby mu to uświadomić, bo takie historie mogą się powtarzać, może już wcześniej były, bo piszesz, że masz tego dość i nawet myślisz o rozwodzie.
Nie panna, nie rozwódka, nie wdowa tylko mężatka, a będziesz się czuła w takim momencie jak osoba samotna. Niech sobie wynajmą samochód, a nie robią oszczędności Waszym kosztem skoro teściowa zadecydowała, że te osoby mają jechać razem.
Owszem, Ty zaproponuj że weźmiecie teściów i babcię. O rodziców męża siostry niech zadba ich syn. Pomoc w rodzinie nie może być zorganizowana kosztem ignorowania Ciebie. Teściowa chce być dobra dla swatów "Twoim kosztem", chce się im przypodobać, bo chodzi o jej córkę.
Nie gódź się na to. Całkowicie Cię popieram, bo masz rację.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
7 2011-06-10 00:28:26 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2011-06-10 00:39:34)
Zgadzam się z żyworodką, to robienie watpliwych odzczędności Twoim kosztem i zupełne nieliczenie sie męża i tesciowej z Twoim zdaniem.Mąż to bliska rodzina a Ty kto? ktos na przyczepkę? Jesteście oboje gośćmi na tym weselu i jak goście powinniscie byc traktowani.
Ty i mąż jestescie odrebną rodziną i na wesele powinniscie jechać razem, nie rozumiem jak mąż mógł się na coś takiego zgodzić? Tesciowa też sie zapomina.
Jestem na wielu weselach ostatnio i raz widziałam jak mlodych podwoził kuzyn ( kawaler!) reszta to przeważnie wynajęty kierowca. Może takie zwyczaje byly 20 lat temu, ale obecnie każdy przeważnie dysponuje własnym samochodem a rodzice wcale nie muszą być wożeni sami podjadą.Dziadków możecie zabrać WY.
W pełni Ciebie rozumiem,nie musisz się na to zgadzać, czy w ogóle mąż Ciebie pytał o zdanie?
Jeszcze doczytałam ,że mąż ma byc kierowca gości...to już przegięcie.
O matko i normalne jest to, że ona z tego powodu chce się rozwieść z mężem? cyrk na kółkach.
O matko i normalne jest to, że ona z tego powodu chce się rozwieść z mężem? cyrk na kółkach.
Nooo - a jak sąd się uśmieje na tym rozwodzie, gdy na pytanie o powód usłyszy, że dlatego iż pozwolił mamie ZMUSIĆ się do pomagania przy siostry weselu.
Ale na temat - zamiast się kłócić bezproduktywnie na zasadzie czyje "na wierzchu" zrób jak proponuje żyworódka. Zaproponuj alternatywne rozwiązanie. WY razem z mężem weźmiecie jakieś konkretne osoby a inne niech zabierze ktoś inny, nawet twój tato, o którym wspominałaś. ![]()
10 2011-06-10 08:35:36 Ostatnio edytowany przez sandra.sandra (2011-06-10 08:38:52)
Norta, tak się dzieje na weselach. Być może potem będą chcieli, by ich odwiózł do domu, więc nie spożyje alkoholu. Być może się potem nie pobawicie, bo babcia o 20 pojedzie do domu, inna o 21...i tak Twój mąż będzie w rozjazdach.
Rozumiem, że to dla Ciebie trudne, bo czujesz się odrzucona.
Miałam podobna sytuację.
Wtedy byłam tylko narzeczoną i siostra męża brała ślub. Mój narzeczony wiózł rodziców pana młodego, babcię...(dokładnie tak samo). Jak odjechały auta to okazało się, że tylko ja zostałam na podwórku. Nikt o mnie nie pomyślał. Wtedy było mi przykro, bo to mój narzeczony powinien załatwić to tak, by ktoś mnie wziął (z kimś porozmawiać, ja wstydziłam się). Ale ktoś z rodziny się po mnie cofnął. No było mi przykro, ale w obliczu babć i przyszłych teściów mojej szwagierki nie mogłam być obrażona, udawałam, że nic się nie stało.
Czy w takim wypadku istniałaby możliwość, by np. Twój tata, Twój brat...był tego dnia tylko i wyłącznie do rozwożenia gości? Bo myślę, że taka opcja też wchodzi w grę. Po prostu osoba lubiana, która bezpośrednio nie uczestniczy w weselu...
Nie moja wina napisał/a:norta24 napisał/a:Mam problem z mężem, o to, że się ostatnio ciągle kłócimy. Zawsze dawałam sobie radę sama i zawsze znalazłam odpowiedź na nurtujące mnie pytania itp.Teraz jednak potrzebuję pomocy, porady - co mam zrobić w danej sytuacji. (...)
Proszę o jakąkolwiek poradę, jestem już tak zmęczona tym wszystkim, że planuję odejść od męża skoro on mnie nie bierze po uwagę, a co niestety mnie boli wyszłam za maminsynka. Ponieważ szkopuł tkwi w tym, że mój mąż nie powie swojej mamie - -NIE - o cokolwiek by chodziło, a i ona nie uznaje odmowy.O matko i normalne jest to, że ona z tego powodu chce się rozwieść z mężem? cyrk na kółkach.
Nooo - a jak sąd się uśmieje na tym rozwodzie, gdy na pytanie o powód usłyszy, że dlatego iż pozwolił mamie ZMUSIĆ się do pomagania przy siostry weselu.
Dziewczęta, nie rozumiem na jakiej podstawie twierdzicie, że autorka myśli o rozwodzie z mężem z powodu wyżej przez nią opisanego - jadą na wesele siostry męża, teściowa zapanowała przewóz osób samochodem z jej pominięciem, a za kierowcę wyznaczyła syna, męża autorki, która czuje się tym faktem lekceważona przez oboje.
Dla niej to nie jest błaha sprawa, raczej kolejna. Z jej wypowiedzi wynika, że tego typu sytuacje już się zdarzały, do tej pory w jakiś sposób radziła sobie sama. Ale pretensje i żale do męża za sprawą teściowej nawarstwiają się i to wszystko zaczyna ją przerastać. Zwraca się o poradę, bo czuje się już w tym wszystkim zagubiona.
Opisała tylko jedną sytuację, która jednakże doskonale obrazuje w jaki sposób autorka jest traktowana w rodzinie męża i przez samego męża. To nie są jej ciche pretensje, bo z mężem rozmawia o tym co ją boli w jego zachowaniu i słyszy, że:
"...właśnie dlatego, że jest bratem panny młodej będzie jego rodzicom lepiej, żeby wiózł ich ktoś kogo znają. Jednym słowem on nie widzi w tym nic złego..."
Myślę, że wręcz czuje się wyróżniony, że jest potrzebny. W ogóle nie ma w nim troski o żonę, z kim ONA będzie jechała...raczej na zasadzie " poradzisz sobie".
a, teściowa proponuje:
"...teściowa zwraca się do mnie - przecież ciebie to może twój tata zawieźć..." czyli zorganizowanie sobie przewozu do ślubu zarówno mąż jak i teściowa pozostawiają jej.
Teściowa zapomina, że ONA ma męża, a mężem jest jej syn i powinna to uszanować, a nie wchodzić z buciorami w ich życie. Mąż nadal uznaje kolejność hierarchii wartości syn- matka, bo nie przestawił się na mąż-żona.
Nie uważam, żeby NORTA była osobą nadmiernie przewrażliwioną na swoim punkcie, czy żądną władzy. Te cechy raczej charakteryzują jej teściową. Chce tylko być godnie traktowana jako żona i synowa.
Może sytuacja w Waszym małżeństwie ulegnie poprawie po ślubie siostry męża - bo dobrze byłoby aby teściowa skierowała swoje wymagania względem siebie do zięcia.
Chociaż wątpię w to...
Napisz, jak sprawa się rozstrzygnie.
Witam Cię
Zgadzam sie jak najbardziej z Żyworódką. W 100%. Szlak by mnie trafił jak moja teściowa zaplanowałaby wszystko nie uwzględniaja mnie przy tym. Twoja teściowa chce sie przypodobać swoim swatom, a Ciebie ma za nic. Wybacz jeśli Cię uraziłam, ale ja bym nie wytrzymała takich sytuacji.
Pozdrawiam, nie daj sie
Dokładnie, tak jak pisała Żyworódka.
Jest Mama - syn. A nie ma mąż - żona. Owszem, można pomóc, ale mąż powinien tak to zorganizować, by jego żona czuła się jego żoną.
Skoro mąż ma oblatywać rodzinę, dodatkowo pod dyktando teściowej, to w zasadzie NORTA na tym weselu będzie zbędna. I nie mówicie mi, że tak nie jest, sama przeżyłam coś podobnego. Miał odwieść, potem zadeklarowała się teściowa, że odwiezie ich do domu. Jednak jak tylko weszła chlapnęła kielicha, po czym podeszła do mojego wtedy narzeczonego i powiedziała "synu, ty nie pij bo będziesz woził gości. Ja się zapomniałam i już wypiłam". No i ja siedziałam sama (bo każdy się bawił w parach) a on jeździł). Pozbadli nas do tego stopnia, że jak po kilku miesiącach odbył się nasz ślub, to mój mąż wiózł kogoś w czasie wesela do domu, bo teściowa podeszła i powiedziała "synu nie pij, bo babcię trzeba będzie odwieść. No to odwiózł. A na koniec wesela, gdy pożegnaliśmy gości okazało się, że do domu wracaliśmy na pieszo (5 km), bo wszyscy o nas zapomnieli. Fajnie??
Nie moja wina i Anhedonia- jesteście niepoważne. Myślicie, że ktoś tylko z tego jednego powodu chce się rozwieść??!! Jak najbardziej rozumię Nortę 24. Znam podobny przypadek gdzie mąż miał w nosie zdanie swojej żony, a kierował się jedynie zdaniem swojej mamy. Wszystkie decyzje podejmował po rozmowie z mamą. Wreszcie się przebrała miarka i skończyło sie rozwodem. Nie możemy sie dawać i nie ma znaczenia czy to rola kobiety czy mężczyzny jest lekceważona. I mąż i żona mają tyle samo do powiedzenia. I to oni powinni podejmować decyzję.
15 2011-06-10 10:18:10 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2011-06-10 19:44:49)
jak po kilku miesiącach odbył się nasz ślub, to mój mąż wiózł kogoś w czasie wesela do domu, bo teściowa podeszła i powiedziała "synu nie pij, bo babcię trzeba będzie odwieść. No to odwiózł. A na koniec wesela, gdy pożegnaliśmy gości okazało się, że do domu wracaliśmy na pieszo (5 km), bo wszyscy o nas zapomnieli. Fajnie??
Pytasz, czy fajnie?? Jak dla mnie to FATALISTYCZNIE.! ( wymyśliłam sobie takie słowo, czyt. oburzające, nie do przyjęcia i nie do wiary). Żeby pan młody nie napił się na własnym weselu? jaką wykazał silną wolę w podporządkowaniu się matce, bo przecież goście podchodzą i chcą przepić do pana młodego , to co oszukiwał, że pije?
edit: no i ten Wasz pierwszy małżeński spacer o świcie w weselnych strojach...
Gdyby wstawić taki wątek do filmu - komedii, to można byłoby się pośmiać, ale w realu...
Ech...sandra.sandra Twoja teściowa, to teściowa - masakra ( chyba jest tu na forum taki wątek ).
16 2011-06-10 11:05:46 Ostatnio edytowany przez sandra.sandra (2011-06-10 11:07:35)
Żyworódka, nic dodać, nic ująć.
Może ona i dobra kobieta, ale mnie lekceważyła zawsze.
Nie zapomnę, jak byłam z synkiem w szpitalu. Lekarze w każdej chwili mieli zdecydować czy będzie zabieg czy nie (dziecko miało zagrożenie życia).
Mąż nie odbierał telefonu. Teściowa też nie. Denerwowałam się. poprosiłam siostrę moją by została z synkiem w szpitalu a sama pojechałam do domu. Co zastałam? NIC. W domu jakby nikogo nie było, jakby tam nikt nie mieszkał. Godzina 22, a męża nie ma w domu, wiem, ze z nim powinna być moja 2,5 letnia wtedy córka. O tej porze zawsze śpi. Środek zimy, ślisko. Pomyślałam o wypadku, o kochance...
Wychodzę z domu z niczym i nagle pod dom zajeżdża auto mojego męża, z tyłu śpiąca, skulona córeczka, a obok męża uchachana od ucha do uch teściowa. Mąż zatrzymał auto nie gasząc silnika i na podwórku zaczął mnie okładać rękoma i krzyczeć, że mam wypier....
teściowa podbiegła i zaczęła na mnie się drzeć, że się niepotrzebnie SIĘ DO NICH WTRĄCAM.
Potem spytałam czemu nie odbierali. On - "bo nie", a teściowa powiedziała "ja mu nie kazałam, bo on się ciebie boi".
Byli na urodzinach u ciotki. Wystarczyło odebrać i mi to powiedzieć, to bym nie zachodziła w głowę, że coś się stało.
ŻAL.pl
W zżytych ze soba rodzinach, lubiacych się, taka sprawa nie powinna być problemem, ale u Ciebie Norta chyba tak nie jest, skoro piszesz o maminsynku itd.
Ja osobiście miałam takie kłopotliwe wydarzenie na ślubie bratanka męża. Wszystko było poustalane, kto z kim jedzie samochodem do Kościoła, a potem do lokalu, gdzie bylo wesele. Wyjazd do Kościoła poszedł planowo, ale po ślubie, chyba emocje wzięły górę i cały plan runął. Samochody odjechały, a na placu zostaliśmy ja z mężem, synem i córką z chłopakiem i oczywiście nasz samochód oraz cztery zabłąkane, starsze ciotki Panny Młodej. Żeby ratować honor rodziny kazałam mężowi wziąć te ciotki do samochodu, a ja z dziećmi i chłopakiem córki poszliśmy na piechotę 5 km. Mąż po nas wyjechał, ale się pogubiliśmy, nie mógł nas znaleźć, bo po drodze odpoczywaliśmy w lasku (upał był niesamowity). Rodzice Młodych nawet nie zauważyli tego zdarzenia, a my im nie mówiliśmy, bo po co? Dosyc mieli na głowie i nie chcieliśmy im psuć humorów tymi ciotkami.
Inna sytuacja, na weselu mojego syna. Swatowie zadeklarowali, że zorganizują kuzyna, który będzie pełnił rolę kierowcy gości (oczywiście zapłacimy mu za to). Facet zawiódł, mial byc do dyzpozycji, ale nie oparł się gorzale i był nie do użytku. Cóż było robić? Wzięłam to na siebie, bo mąż i swat już się napili, a swatowa nie ma prawa jazdy. Całą noc rozwoziłam babcie i ciocie po okolicy i praktycznie nie byłam na weselu własnego syna, a głód mi kiszki skręcał. I co, miałam zrobić awanturę rodzicom synowej? Przecież chcieli dobrze, po prostu cos nie wypaliło. A mnie zależało, żeby goście dobrze się bawili i nie mieli problemów z powrotem do domu. Wesele się udało i my z rodzicami synowej pozostalismy w przyjaźni, a to dla mnie ważniejsze niż ta jedna noc.
U Ciebie Norta to wesele pokazuje zagmatwane relacje między Tobą, mężem i jego matką, brak porozumienia i wzajemną niechęć. I nie sądzę, że planujesz odejść od męża z powodu tego wesela, to zbyt błachy powód. Musiało nazbierać się dużo więcej takich sytuacji, w których czułaś się lekceważona i odstawiana na boczny tor. Duzo więcej sytuacji, w których zdanie matki było dla Twojego męża ważniejsze niż Twoje. Jeśli tak jest to Twoja reakcja na to wesele jest zrozumiała. Na Twoim miejscu chyba bym na to wesele nie poszła, jeśli miałabym siedzieć sama, zła i sfrustrowana wśród obcych mi i niechętnych ludzi. A mąż niech robi co chce, niech wybiera między lojalnością wobec żony i wobec matki.
...jestem już tak zmęczona tym wszystkim, że planuję odejść od męża skoro on mnie nie bierze po uwagę, a co niestety mnie boli wyszłam za maminsynka. Ponieważ szkopuł tkwi w tym, że mój mąż nie powie swojej mamie - -NIE - o cokolwiek by chodziło, a i ona nie uznaje odmowy.
Żyworódko - na podstawie tej wypowiedzi
Zauważ, że o innych powodach mowy nie było. Bo to NIE są powody do rozwodu, raczej do terapii małżeńskiej - do opracowania prawidłowej komunikacji z mężem i nauczenia się stawiania granic
W końcu w sądzie padnie pytanie - co pani robiła by ratować ten związek? Obraziłam się i odeszłam...?
Nie mówię przecież, że Norta ma się zawsze poddawać woli teściowej. Ale uważam, że trzeba z MĘŻEM pertraktować, mówić, że takie rozwiązanie (które proponuje teściowa) będzie mnie krzywdzić i ranić. Poddawać ewentualne INNE sposoby rozwiązania problemu. Różne propozycje aż do osiągnięcia kompromisu.
Roszpunko - to, że mamy inne zdanie w temacie nie znaczy, że można komuś personalnie mówić, że jest taki lub siaki. Nie powinno się w oparciu o stanowisku w jednej sprawie oceniać kogoś czy jest poważny czy nie - w końcu wcale się nie znamy
Więc nie oceniajmy się - dyskutujmy raczej o kłopocie autorki i sposobach wybrnięcia z niego ![]()
19 2011-06-10 19:30:59 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2011-06-10 19:47:42)
ANHEDONIA, ja też na podstawie tej wypowiedzi autorki wyraziłam swoją opinię.
Przecież ONA informuje nas, że " mój mąż nie powie swojej mamie - -NIE - o cokolwiek by chodziło, a i ona nie uznaje odmowy."
To zdanie mówi wiele, zawiera bardzo dużo treści o wzajemnych relacjach między: autorką i mężem, synem i matką (teściową), autorką i teściową. Relacje są niedobre, dołujące ją, wywołują poczucie krzywdy.
Niektórzy potrafią wypisać się treściwie, w jednym zdaniu zawrzeć całą kwintesencję. Autorka tak zrobiła, nie wprowadzając nas w szczegóły.
Ja nie posiadam tej umiejętności:
i raczej się rozpisuję.
Zauważ, że ja nie rozpatrywałam tej historii pod kątem JEJ rozważań o planach rozwodu.
Jednakże, jeżeli o tym myśli, to znaczy , że w jej małżeństwie nie dzieje się dobrze.
Na pewno też opisana sprawa nie jest powodem, że uchwyciła się tej myśli... ale, może przeważyć szalę istniejących nieporozumień z mężem. Już sam tytuł wątku " kłótnie z mężem- wtrącanie się rodziny w związek" jest wymowny.
Przyznaj, że Ty wypowiedziałaś się, ze wskazaniem jakoby to był ten jedyny powód.
NORTA rozmawiała z mężem, rozmawiała z teściową, ale bez rezultatu. Pisałam już i cytowałam jak ją oboje zbyli.
Wygląda na to, ze właśnie po tej rozmowie postanowiła szukać zrozumienia na forum.
Twoja sugestia terapii małżeńskiej jest bardzo słuszna. Może skorzystają z niej - ONA i MĄŻ ...zamiast myśleć o rozwodzie.
Witam. Długo myślałam czy napisać. Ale komuś muszę się wygadać. Jestem po ślubie już 2 lata a czuję się tak jak by to były najgorsze lata w moim życiu. Mój mąż traktuje mnie jak swoją prywatną własność która nie ma nic do powiedzenia. Dla nie go jest ważna jego rodzina i MAMUSIA!!!!!!!!!!!! Co oni powiedzą leci zrobić od razu nie odmówi. A ja na wszystko muszę czekać, ja jestem ta później . Jego matka nazwała mnie przy nim kur... i wyrzuciła mnie z domu, na ubliżała a on nawet nie stanoł po mojej stronie. to dopiero wierzchołek góry lodowej , bo jest tego o wiele więcej. co mam robić jak sobie z tym poradzić POMÓŻCIE!!!!!!
Jolu mieszkacie z teściową?
Niestety tak i to był błąd że się zgodziłam na to. Budujemy się ale to wszystko powoli idzie
Witam. Długo myślałam czy napisać. Ale komuś muszę się wygadać. Jestem po ślubie już 2 lata a czuję się tak jak by to były najgorsze lata w moim życiu. Mój mąż traktuje mnie jak swoją prywatną własność która nie ma nic do powiedzenia. Dla nie go jest ważna jego rodzina i MAMUSIA!!!!!!!!!!!! Co oni powiedzą leci zrobić od razu nie odmówi. A ja na wszystko muszę czekać, ja jestem ta później . Jego matka nazwała mnie przy nim kur... i wyrzuciła mnie z domu, na ubliżała a on nawet nie stanoł po mojej stronie. to dopiero wierzchołek góry lodowej , bo jest tego o wiele więcej. co mam robić jak sobie z tym poradzić POMÓŻCIE!!!!!!
No i co Ci dziewczyno mozna teraz radzić? Zrobiłaś błąd na samym początku godząc sie na mieszkanie z rodziną męża, choć jestem pewna, że wiele razy słyszałaś o tym, że źle to się kończy. Z męża wyszedł maminsynek, a z teściowej gbur i cham, bo używanie takich słów jakie przytoczyłas i wyrzucanie synowej z domu przekracza wszelkie granice, choćby nawet się miało do niej wiele pretensji!