Miłość, miłość? Kto jej nie pragnie? Wszyscy, choć po cichu, ale o niej marzymy. Takiej prawdziwej, wielkiej, szczęśliwej, do końca. Bez wątpliwości i chęci poszukiwań. Bez kłótni , zdrad i bólu. Tylko słodkie poranki, ciche, ale ważne słowa, uśmiechy i wyrabianie się we dwoje. Gdy niczego nie brakuje, ale też jest fajnie, ciekawie i masz dużo, dużo sił, żeby coś tworzyć, robić, iść, poznawać, lecieć?
Recepta na miłość, tak to się nazywa. O to chcę zapytać Was i sama się podzielić tym, do czego dobrnęłam po tych wszystkich latach.
Zwykle miłość przychodziła do mnie nie z wielkiej biedy, wprost przeciwnie! Witała mnie wtedy (bardzo szerokimi, ciepłymi ramionami!), gdy życie gnało i wydawało się, że nic więcej już w nim się nie da zmieścić. A jednak? Dlatego zawsze też spadała na głowę nieoczekiwanie.
Moim zdaniem miłość to taki ?bonus? za to, że kochasz siebie, starasz się ułożyć swoje życie, idziesz za swymi marzeniami i pragnieniami, robisz coś więcej niż po prostu wykonujesz obowiązki. To znaczy, żyjesz! Cieszysz się! Dajesz miłość i pozytywność dla świata, a nie zgrzytasz zębami narzekając na wszystko na świecie? Potrafisz się odnaleźć, wiesz, co dla ciebie jest ważne.
Ostatnio trafiłam na cenną myśl Beaty Pawlikowskiej na ten temat:
?Nie czekaj na nikogo. Musisz sama dać sobie to, czego Ci potrzeba: miłość, akceptację, ciepło. Wtedy przyjdzie też wszystko inne ? zakochanie i poczucie szczęścia.?
Zgadzam się z tym na sto procent! W moim wypadku się sprawdziło!
A wy, dziewczyny? Co dla was ?działa?? Kiedy najczęściej się zakochujecie?
Podobne tematy
Zauważyłam, że stan zakochania zawsze przychodzi do mnei w zimie
nigdy kiedy jest wiosna kwitnie i takie tam ale kiedy robi się mroźnie. Tak też było w przypadku mojego obecnego chłopaka- styczeń.
Zgadzam sie, że miłość przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, zaskakuje. Nie wiem czy jest nagrodą za kochanie samej siebie czy też światełkiem nadziei, kiedy jest źle. Ale wiem na pewno, że kiedy przestaje się jej szukać i gonić za nią uciążliwie to wtedy się zjawia. Spodziewaj się niespodziewanego. ![]()
Mnie wielka miłość nie spotkała jeszcze, ale na brak powodzenia u facetów też nie narzekałam. Po prostu zawsze brakło właśnie tej wielkiej i głębokiej miłości z obu stron.
Ale u mnie ogólnie jakieś związki się pojawiały zawsze wtedy gdy byłam w życiu szczęśliwa. Dlatego wiem, że miłość na mnie jeszcze czeka i trafi mnie w odpowiednim momencie.;)
A jak ja widzę miłość? Przede wszystkim na początku musi być to duże uczucie. Ja muszę czuć, że jest mi przy nim cudownie, że uwielbiam go całować itd. No potem wiadomo, że będzie pod górkę i nie zawsze będzie super. Ale jeśli się zakocham i po kocham swojego faceta to będę o ten związek walczyła jak tylko będę umiała.;)
ehhh milosc jest nieprzewidywalna
:P mi sie wydaje, ze przychodzi wtedy kiedy sie najmniej tego spodziewamy. nie wiem czy da sie jakos przygotowac na milosc. trzeba byc cierpliwym i miec wiare w to ze sie kogos znajdzie. to czasami jest trudne, ale pozwala przetrwac
:)
Na miłość nie da się przygotować. I ja mam świadomość, że ona może się pojawić w takich okolicznościach, których bym się najmniej spodziewała. ![]()
6 2012-12-05 17:19:13 Ostatnio edytowany przez Piotrek.M (2012-12-05 17:22:59)
Dziewczyny jak tak czytam co piszecie to mam wrażenie, że "miłość" jest jak grypa, jak najmniej jej potrzebujesz to się zawsze przypałęta. Nawet objawy podobne: zawroty głowy, gorąco, miękkie nogi, pocenie, motyle w brzuchu. Więc może żeby się przyszykować warto wziąć od czasu do czasu aspirynę i rutinoscorbin.
Dziewczyny jak tak czytam co piszecie to mam wrażenie, że "miłość" jest jak grypa, jak najmniej jej potrzebujesz to się zawsze przypałęta. Nawet objawy podobne: zawroty głowy, gorąco, miękkie nogi, pocenie, motyle w brzuchu. Więc może żeby się przyszykować warto wziąć od czasu do czasu aspirynę i rutinoscorbin.
Czyli uważasz, że miłość jest zła i że trzeba się przed nią profilaktycznie zabezpieczać, by nas nie dopadła?
Myszeczka23 to twoje wnioski. Ja uważam, że pozwalanie na to by poniosły nas emocje to nic dobrego, dodajmy do tego fakt, że przecież zaczyna się zawsze od zauroczenia czyjąś osobą, a przecież nie można kogoś lubić za to, że jest ładny czy wygadany to dobre gdy widzimy tego człowieka kilka razy w tygodniu. Raczej na resztę życia takie "paliwo" nie wystarczy. Bo to raz się obserwuje jak facet traci głowę dla ładnej buzi albo dziewczyna nie może przestać myśleć bo on jest taki: przystojny, dobrze ubrany, wygadany. To naprawdę dobre żeby powstało pierwsze wrażenie ale na więcej nie wystarczy, dlatego często dziewczyny słyszycie słowa "ale ona pusta jest" bo poza makeup'em, fryzurą, wyglądem nie ma już nic ciekawego, a jedyny wspólny temat to: "znajomi znajomych i znajomi, których znasz" lub sex.
Myszeczka23 to twoje wnioski. Ja uważam, że pozwalanie na to by poniosły nas emocje to nic dobrego, dodajmy do tego fakt, że przecież zaczyna się zawsze od zauroczenia czyjąś osobą, a przecież nie można kogoś lubić za to, że jest ładny czy wygadany to dobre gdy widzimy tego człowieka kilka razy w tygodniu. Raczej na resztę życia takie "paliwo" nie wystarczy. Bo to raz się obserwuje jak facet traci głowę dla ładnej buzi albo dziewczyna nie może przestać myśleć bo on jest taki: przystojny, dobrze ubrany, wygadany. To naprawdę dobre żeby powstało pierwsze wrażenie ale na więcej nie wystarczy, dlatego często dziewczyny słyszycie słowa "ale ona pusta jest" bo poza makeup'em, fryzurą, wyglądem nie ma już nic ciekawego, a jedyny wspólny temat to: "znajomi znajomych i znajomi, których znasz" lub sex.
Ale ja nigdzie nie napisałam że to musi być przystojny facet! Nie!
To musi być facet przy którym będę się czuła na miejscu tak po prostu. Wiadomo że na samych motylkach nie można polegać. Ale bez tego żaru i chemii też związek na dłuższą metę nie wypali.
Ale bez tego żaru i chemii też związek na dłuższą metę nie wypali.
Związki to się sypią przez ludzi i naprawdę ani żar, ani chemia nic tu nie pomoże. Osobiście gdybym wierzył w podobne brednie musiałbym się uznać za człowieka bez uczuć. Nigdy nie czułem żadnych żarów ani chemii i naprawdę nie jest mi to potrzebne żeby wiedzieć czy kogoś kocham czy nie. Nie u każdego uczucia powstają w tak dziwaczny sposób żeby mu rozum odbierało, za to nie uważam swoich za jakieś wadliwe, niestałe czy chłodne. Pamiętaj, że to wszytko się dzieje tylko i wyłącznie w twojej głowie więc jak zaczniesz myśleć za dużo i wątpić, drążyć "czy aby na pewno" to raczej przełoży się to na to co czujesz.
11 2012-12-05 21:17:26 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2012-12-05 21:19:26)
Myszeczka23 napisał/a:Ale bez tego żaru i chemii też związek na dłuższą metę nie wypali.
Związki to się sypią przez ludzi i naprawdę ani żar, ani chemia nic tu nie pomoże. Osobiście gdybym wierzył w podobne brednie musiałbym się uznać za człowieka bez uczuć. Nigdy nie czułem żadnych żarów ani chemii i naprawdę nie jest mi to potrzebne żeby wiedzieć czy kogoś kocham czy nie. Nie u każdego uczucia powstają w tak dziwaczny sposób żeby mu rozum odbierało, za to nie uważam swoich za jakieś wadliwe, niestałe czy chłodne. Pamiętaj, że to wszytko się dzieje tylko i wyłącznie w twojej głowie więc jak zaczniesz myśleć za dużo i wątpić, drążyć "czy aby na pewno" to raczej przełoży się to na to co czujesz.
Wiem, wiem. Źle mnie troszkę zrozumiałeś. Ale widzisz każdy się w życiu kieruje czymś innym. Gdyby każdy był taki sam i miał takie same poglądy, to czy życie nie było by nudne?;) Po każdym by się można było tego samego spodziewać...
Myszeczka23 ja się kiedyś zastanawiałem czy życie może być nudne, i wychodzi na to, że nie może. Mogłoby gdyby człowiek wiedział, że jutro będzie się konkretnie działo "to i tamto" ale tak nie jest możemy zakładać, że pójdziemy do pracy, możemy zakładać, że spokojnie minie nam dzień, w sumie to samo to, że się jutro obudzę to też jest jedynie założenie z większym czy mniejszym prawdopodobieństwem. Oczywiście można sobie na własne życzenie robić piekło z życia lub po prostu poczuć wewnętrzny spokój wyciszenie. Rutyna nie jest zła rutyna to sygnał, że nasze życie jest poukładane.
Widzisz ja się czasem zastanawiam nad tym czy ktokolwiek sobie zadawał pytanie po co tak naprawdę chce z kimś być, czy jest to sam fakt prokreacji i posiadania potomstwa czy coś jeszcze. Czy będąc z kimś można się dopiero poczuć spełnionym w życiu czy jest to jedynie kaprys żeby sprawdzić jak to jest.
Osobiście nie słucham hiphopu ale polecam ten kawałek bo to nawet niezły kawałek do refleksji:
http://www.youtube.com/watch?v=CqVaCUckFls
Zeby byc szczesliwym trzeba znalezc prawdziwego faceta z kasa i perspektywami a nie jakiegos siusiumajtka,ktory nie wie co i jak.Pieniadze szczescie daja i to duzo.Masz kase i faceta z klasa i jest ok.Milosc to korzysci przedewszyskim.
Myszeczka23 ja się kiedyś zastanawiałem czy życie może być nudne, i wychodzi na to, że nie może. Mogłoby gdyby człowiek wiedział, że jutro będzie się konkretnie działo "to i tamto" ale tak nie jest możemy zakładać, że pójdziemy do pracy, możemy zakładać, że spokojnie minie nam dzień, w sumie to samo to, że się jutro obudzę to też jest jedynie założenie z większym czy mniejszym prawdopodobieństwem. Oczywiście można sobie na własne życzenie robić piekło z życia lub po prostu poczuć wewnętrzny spokój wyciszenie. Rutyna nie jest zła rutyna to sygnał, że nasze życie jest poukładane.
Widzisz ja się czasem zastanawiam nad tym czy ktokolwiek sobie zadawał pytanie po co tak naprawdę chce z kimś być, czy jest to sam fakt prokreacji i posiadania potomstwa czy coś jeszcze. Czy będąc z kimś można się dopiero poczuć spełnionym w życiu czy jest to jedynie kaprys żeby sprawdzić jak to jest.
Osobiście nie słucham hiphopu ale polecam ten kawałek bo to nawet niezły kawałek do refleksji:
http://www.youtube.com/watch?v=CqVaCUckFls
Mi nie chodzi o życie tylko o ludzi. Jeśli każdy człowiek miał by taki sam pogląd, to po co by było się z tyloma osobami spotykać? Wystarczyła by jedna albo nikt. Tak samo jest w miłości: jeden szuka stabilizacji w życiu i jeśli ją ma to jest szczęśliwy, a inny woli nutkę pikanteri i delikatnej niepewności, by być szczęśliwym. No jesteśmy różni, ale to nie znaczy, że któreś z nas nie ma racji. Ja tylko napisałam jaką ja bym chciała miłość. Taka jestem, tego w życiu szukam i tylko wtedy będę szczęśliwa gdy to będę mieć.;) Ale o swojego partnera będę dbała i będę chciała by on też dbał o mnie i o związek. Będziemy razem ten związek budować. Ale ja chce też pikanteri i tej iskry.;)
15 2012-12-08 22:03:13 Ostatnio edytowany przez jaBlueVelvet (2012-12-08 22:10:29)
Moim zdaniem miłość to taki ?bonus? za to, że kochasz siebie, starasz się ułożyć swoje życie, idziesz za swymi marzeniami i pragnieniami, robisz coś więcej niż po prostu wykonujesz obowiązki. To znaczy, żyjesz! Cieszysz się! Dajesz miłość i pozytywność dla świata, a nie zgrzytasz zębami narzekając na wszystko na świecie? Potrafisz się odnaleźć, wiesz, co dla ciebie jest ważne.
Ech, wiem to wszystko, ale tak ciężko, tak trudno i z mozołem idzie mi małymi kroczkami uczenie się "radości" z małych rzeczy , uczenie się " niepłakania" i " nienarzekania" ( kiepsko idzie , płaczę nawet jak piszę tego posta) , wykonywania chociaż tych wyżej wymienionych obowiązków ( ja już się boję marzyć, że znów się tak rozczaruję jak wtedy kiedy marzyć się nie bałam ) ... tak ciężko...A chciałabym dawać tą "miłość i pozytywność dla świata", ale skąd ją brać , kiedy we mnie samej tego jest tyle co kot napłakał...
Ostatnio trafiłam na cenną myśl Beaty Pawlikowskiej na ten temat:
?Nie czekaj na nikogo. Musisz sama dać sobie to, czego Ci potrzeba: miłość, akceptację, ciepło. Wtedy przyjdzie też wszystko inne ? zakochanie i poczucie szczęścia.?
Ech, o tym też wiem i staram pomału to w sobie wypracować...Ale niestety nie umiem odczuwać radości z "małych przyjemności" typu sprawienie sobie czegoś ładnego, zjedzenie czegoś słodkiego, chwila z książką, w sumie już nie mam żadnych pasji, które sprawiały by mi radość, kiedyś na przykład bardzo lubiłam czytać, teraz zupełnie nie sprawia mi to przyjemności, zawalam wymarzone studia jedne i drugie......Teraz jak widzę wszędzie te bajkowe światełka, śnieżynki, te bałwanki, reniferki, jak słyszę te " Last Christmas" i inne... to mi po prostu mega mega smutno...
To prawda, że kiedy jesteśmy szczęśliwi emanujemy czymś fajnym co przyciąga do nas ludzi, co przyciąga do nas TĄ osobę.. kobieta uśmiechnięta, zadowolona z siebie, szczęśliwa, radosna, mająca w swoim życiu marzenia, pasje mówiąca o nich - jest po prostu piękna takim "blaskiem" swojej wewnętrznej radości... lubię patrzeć na inne dziewczyny, kobiety które tym promienieją... to jest coś niesamowitego jakie one są piękne, jakie radosne...A potem patrzę na siebie, i próbuję się chociaż uśmiechnąć... i nawet ten uśmiech wydaje mi się tak sztuczny, tak "smutny"...