Znamy się 4,5 roku. Przez te 4 lata znajomość przerodziła się w przyjaźń. Lubiliśmy rozmawiać, spędzać ze sobą czas, wygłupiać się. Wiem, że od samego początku czułam coś do niego. Dziś muszę sobie radzić z tym, że pół roku temu sam powiedział, że mnie kocha, tylko mu uświadomiłam, że żona i dzieci są najważniejsze... Najpierw przyjechał do mnie do pracy jak zwykle, nie pozwolił mi już do siebie podejść, nie chciał rozmawiać, patrzył na mnie kilka minut. Chciało mi się płakać. Zaczęły się smsy, napisał 3. Chciał żebym zapomniała itp. Nie zrozumiałam jednego esa, więc zaczęłam ja pisać. Niestety za długo pisałam, bo prawie codziennie. On w tym czasie chudł, palił papierosy jednego za drugim, widać było, że coś nie tak się dzieje. Nie zamierzał też odpisywać na moje wiadomości, unikał mnie. Ciężko było, ale przestałam pisać. Co do unikania to ktoś mi powiedział, że mu głupio było. W te święta dostałam życzenia, co wywołało mój uśmiech, cieszyłam się jak dziecko.
Stwierdzam jednak, że facet to dziwne stworzenie - rzuci ochłapa, żeby się idiotka cieszyła, po czym przyjeżdża i nic.
Powiedzcie mi jedno czy ja jestem głupia, czy jest możliwe żeby facet wywołał taka burzę w sercu kobiety? Dlaczego sama nie umiem/nie mogę sterować swoimi uczuciami. Owszem, czasem razem zapominaliśmy o jego rodzinie, do niczego jednak nie doszło typu zdrada. Mi było łatwiej nie myśleć o nim jak o żonatym kiedy mnie przytulał, wiadomo. Zastanawia mnie dlaczego on to wszystko robił, po co? lata znajomości, przyjaźni przekreślił w ciągu jednego wieczora. I jak zawsze facetowi łatwiej przychodzi rozstanie, za dwa tygodnie nawet nie pamięta, że taka istniała, zapomina sobie, żyje dalej i ma w dupie uczucia kobiety, którą w sobie rozkochał. Nie przyjdzie, nie pogada, załatwia sprawę pisząc esy, by uniknąć zbędnych pytań. Po pół roku złoży życzenia na święta, bo niby pamięta, bądź odpowie na życzenia od kobiety. I znów zapomina, wracając do codzienności. Pobawił się, pograł na uczuciach i wyrzucił jak niechcianą zabawkę. Tylko to ja nie mogę dojść do siebie. Kiedy go widzę muszę udawać, że tak samo jak on mnie mam go głęboko. Szkoda tylko, że nie potrafię ukryć drżenia rąk oraz przyspieszonego oddechu...