netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Pokonać siebie...

2 odpowiedzi3 345 wyświetleńzałożony przez beba62, 07.05.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Pokonać siebie...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

1

Temat: Pokonać siebie...

Witajcie smile Równo rok temu, weszłam na te forum, szukając wsparcia i pocieszenia. Moja historia nie rózniła sie od wiekszości historii zdradzonych i porzuconych kobiet. Zyłam w związku malżenskim 15 lat. Mam córkę nastoletnią. Moje malżenstwo może nie było idealne, jednak czułam sie w nim stabilnie, bezpiecznie i co najwazniejsze, czułam się kochana. Mąz pracowity, domator, nie był zbytnio wylewny w słowach i gestach, jednak potrafił zawsze mi udowodnic, ze jestem kimś wyjątkowym w jego zyciu. Były to tylko epizody...większość czasu spędzałam sama.  Mąz, maniak komputera, więcej czasu poswiecał wirtualnej rzeczywistośći. Nie przeszkadzalo mi to,. Akceptowalam jego ,,pasje", starajac sie zapewnic mu życie, pelne luzu, swobody i bez stersu (wiem, typowe zachowanie durnej, zakochanej kobiety,...) Z natury jestem samotnikiem, mimo, ze nie mam problemów w kontaktach z ludzmi. Sytuacja mojego zwiazku, wiec była mi w duzej mierze na rękę. Wszystkim zajmowałam się sama, podawalam pod nos, organizowałam caly grafik wspólnego zycia, uwazajac, że powinnam tak robić, bo eks jest pracowity, spokojny, nie pali, nie pije, siedzi w domu, uczciwie oddaje pieniądze, nie awanturuje, sie, nigdy mi nie ubliżył....chyba kierowała mną wdzieczność, bo jednak w moim otoczeniu, zwiazki nie potrafily przetrwac wiekszych kryzysów. Ja zawsze umialam zazegnac nasze, lub zwyczajnie do nich nie dopuscic. Po 15 latach odszedł, wiec jak widać, jednak potrafiłam zrobic taki bład, ze najwiekszy z kryzysów, mnie nie ominął. Poznał kobiete, przez internet. Zdradzoną przez męża, który w podobny sposób, poznal swoją miłość...równiez przez...smieszne..gg:) Walczyłam o zwiazek trzy miesiące i równo rok temu, przegrałam. Mój swiat legł w gruzach. Wszystko, co do tej pory stanowiło dla mnie jakies wartości, odeszło wraz z nim. Zostałam sama, z nastoletnią córka (obecnie 15 lat) i mialam wrazenie, ze zabrakło mi słonca, tlenu, wody...wszystkiego. tydzien nie rozstawalam sie z butelką i...wyciągałam tabletki, sumując wartosć swojego zycia. Wczesniej moi rodzice sie rozeszli po 35 latach malzenstwa i mama popadła w psychiczny dołek? ..wąwóz bardziej. Z natury bardzo rozpieszczona i histeryczna osoba, teraz w takiej sytuacji, w której sie znalazla, potrafiła moje nerwy doprowadzic do stanu agonii. Próby samobójcze, ucieczki gdzies w nocy, zamykanie sie w szpitalu dla psychicznie chorych. Nocne telefony, ze sie wiesza...to namiastka  jej pomyslow, na wykrzyczenie swiatu, jak jej zle. Rozumialam ja, wiem, ze w takich chwilach jest sie egoista, zapatrzonym w swój ból, jednak sama przy niej czulam, ze się wypalałam. Nastepnie mój zwiazek...wszystko to razem spowodowalo, ze upadlam i nie szukalam sposobu, by wstać. Nagle zostalam sama. Ktoregos razu weszlam jednak na to forum i dostalam pewien film, ,,The Secret". Bez entuzjazmu podeszłam do oglądania. Z natury jestem nieco mieszanka sceptyzmu i ciekawośći. Zbyt wiele zainteresowan, związanych z nauką przeszkadzało mi, by spojrzec na swiat pod tym kątem, jaki stara sie przekazac film, jednak...Cofne sie może nieco w czasie. Jestem dzieckiem, wychowanym na bardzo surowych zasadach i, niestety, molestowanym. W sumie bicie i ...(wole pominąc)...było moja codziennoscia. Nigdy jednak tak do konca sie nie poddawalam. Mialam swój fantastyczny swiat, do którego uciekalam i prawde mówiac, jak sie zastanawiam z perspektywy lat, ten swiat mi ratował psychikę. Ja ciagle czegos szukalam. Buntowalam sie przeciwko religii, upatrując w niej Boga tyrana. Interesowalam sie niemal kazda dziedziną wiedzy, związana z Wszechswiatem, powstaniem życia, ewolucją, genetyką a to mi Boga wykluczało całkowicie. Gdzies w glebi jednak czułam chęc poszukiwan, ale nie wiedzialam czego. Przed trzydziestką ( mam obecnie 36) cos sie zaczelo rozjasniac i zajęlam sie psychologią. Sama zaczęlam przestawiać swoje myslenie, szukałam sposobu, jak wyrzucic z siebie nagromadzone ,,smieci" w postaci przeszłosci i w pewnym momencie, pogodzilam sie z nia, biorąc ja za lekcje, z ktorej zaczęłam powoli wyciągac wnioski. Pomogło. Wiekszosc moich lęków minela. Kiedy rozpadł sie mój zwiazek, moja ideologia tez legla w gruzach. Pukalam sie glowe, cóz ja matce radziłam, jak ma dalej iść przez życie, skoro to tak boli? Jak ja mogłam jej powiedziec, ze Ojciec to nie cały swiat, skoro teraz, jak odszedł mąz, ja sie duszę i nie wiem, jak złapac oddech? Sama siedzac nad stosem tabletek, smialam sie poprzez łży, ze tak starałam sie ludziom mówic, ze zycie zależy od nas i od naszego myslenia a teraz sama z wlasna teoria siedze i zaraz przejdę w stan samej energii. Wreszcie obejrzalam film, przysłany mi przez jedna z kobiet z tego forum, ,,The secret" i wtedy sie okazało, że wszystko, co przez całe zycie sie uczyłam, wszelkie urywki wiedzy, którą zdobywalam i cale moje podejscie, stalo sie spójne. Elementy sie nalozyły, calosc pasowała. Nagle okazało sie, że słonce nie zgasło, tlen nadal w powietrzu jest, wody nadal mam pod dostatkiem..W ciągu dwóch tygodni stanelam na nogi, biorąc za ,,latarnie" na moim wzburzonym morzu emocji, miłosć do córki smile Ona sama nie moze zostac, Ma mnie a ja jej pokaze, ze życia nie wolno zamykac w stereotypach i zardzewialych poglądach.Pragnelam ją uswiadomić, by nie zamykala go we wzorach i szablonach, bo to są lancuchy, które nie pozwalaja ludziom często dojsć tam, gdzie by chcieli pójść. Potykajac sie, upadajac ale zawsze po tym szybko wstajac, wyrobiłam sobie mój nowy punkt widzenia swiata. Narzuciłam sobie myslenie, tak bardzo inne od tego, ktore mialam wczesniej, a ktore wczaesniej było tylko w fazie teorii, że ,,jestem tym, kim myśle, ze jestem" Zaczełam sie zastanawiac, co mogę z życiem zrobic, nie majac nic więcej, od córki i przeszłośći? - Mam umysł!! ,,Wymyslilam " wiec sobie mój swiat, podobnie, jak za czasów dziecinstwa, tylko dodałam do tego chęc, by stał sie realny i uwierzyłam w to. Tak smile dokładnie, jak sie wymysla opowiadania czy bajki i pozostawiłam to tak, jak zamówienie, na ktore czekam. Robilam to metodą prob i bledów, raz wychodziło, raz nie. jednak od czasu, kiedy wstalam na nogi, ani razu sie nie poddalam, nie załamalam, czasem ponosiła mnie irrytacja,ale szybko mijała. Postanowilam nie walczyc ze swiatem a...ze sobą! Zapisałam sie na rózne , bezplatne kursy, które dostawalam na maila, szukalam kazdego sposobu, by przyblizyc sie do ludzi, ktorzy cos wiedzą wiecej na ten temat. Mialam dosyc mówienia w moim otoczeniu zdan typu: ,,Zycie jest cieżkie, to nieodzowny jego element", ,,Nie znasz jutra, wiec nie bądz pewna siebie", ,,To dobre dla dzieci, wierzyc w cuda i bajki", ,,Tylko wysilek, pot i trud, da Ci to, czego szukasz, bez lez nie ma zycia, cierpienie uczy",..Nie ma rózy bez kolców" ...itp...dosć!!. Zawsze bylam nieco ,,inna", wolalam wypady na rowerze, z muzyką na uszach, w busz, las , knieje, niz siedzenie przy grillach. Wolalam popatrzec na nocne niebo w nocy, niz chodzic na dyskoteki. Oczywiscie moje życie nie polega tylko, na lataniu niczym Tarzan po dziczy i gapieniu się w niebo. Aktywnie spedzam czas z ludzmi, mam wspaniała prace, ucze sie, mam wiele zainteresowan, jednak, nie ukrywam, ze lubie pobyc sama ze soba na odludziu i nigdy sie ze sobą nie nudze. Jak pisalam na poczatku, minął rok. Miesiac temu podsumowalam go...akurat krew mnie zalewala, bo jakas drobna rzecz doprowadzila mnie do ataku rzucania szklankami w ścianę. Nie ukrywam, ze odruchy typowo negatywne, jak złosc, nadal są w moim życiu, jednak mnie mobilizują do dzialania i przemyślen. Okazalo sie, ze mam wszystko, co sobie wlasnie rok temu zażyczylam mam...malo, z nawiazka. Mam miłość,poznalam wspaniała osobę, przy której spelniam marzenia, dom, wspanialych ludzi koło siebie. Rodzina mojego meza stala sie moja rodziną. Z eks mam doskonaly kontakt. (Teraz z tą kobieta mają dzidziusia). Nie odczuwam zadnego żalu czy zlośći. Moje dziecko jest zdrowe. Mam prace, która kocham a w niej, naprawde nie mniej wspanialych ludzi. Robie co lubie, spędzam czas, jak chcę:) to dopiero początki, bo nadal sie uczę, jednak pokonalam siebie smile Nie warto walczyc ze swiatem, ludzmi, sytuacjami, bo często jest to marnowanie energii. Jak juz zaczac walke, to ze swoimi slabosciami, stereotypami, przesądami po to by, wreszcie nauczyc sie nie tylko patrzec, ale WIDZIEC i nie inwestować w ,,jutro" przejmowaniem sie tym, co jeszcze nie nastąiło. Pozdrawiam wszystkich gorąco.

2

Odp: Pokonać siebie...

Bardzo ciekawa historia i tyle w niej optymizmu smile

Pozdrawiam

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Pokonać siebie...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026