Anhedonia napisał/a:"a potem ona zostawia mnie z kontem, z rachunkami z wyżywieniem dzieci, z kredytami wspólnymi zresztą wziętymi, tak zwanym życiem jej i dzieci, gdzie kwota mojej wypłaty jest w sumie pewnie niższa niż kwota tej całości, a gdzie sprawy dla mnie jedzenie , dojazd do pracy, ubranie
tego nie rozumie". JA też nie rozumiem 
Wiele ważnych rzeczy wyjaśniliście, wiele ustaleń poczyniliście 
NIE możesz jej obiecać rzeczy niewykonalnych - bo wszystko szlag trafi. Jeżeli Ty z żoną nie mieszkasz a deklarujesz opłacanie wszelkich kosztów w połowie - to to jest fair 
Nie deklaruj czegoś, czemu nie jesteś w stanie podołać - bo to z góry skazane na porażkę. Ty się sfrustrujesz, wszelkie działania naprawcze legną w gruzach. To nie jest tak, że pstrykniesz palcami i gotowe. Trzeba realizmu.
Renegocjuj jeszcze raz warunki finansowe - powiedz wprost, że sam nie udźwigniesz takiego ciężaru. Żona chyba woli taką opcję, że dajesz parę tysięcy (załóżmy 2 czy 3) niż 600 zł alimentów na dzieci i z głowy?
I nie wszystko na raz - masz rok na pracę nad swoimi rodzicami i rodzeństwem w kwestii stosunków z twoimi najbliższymi. Masz pozwolenie żony na zabieranie dzieci, więc to one będą odwiedzać dziadków na razie. Potem przyjdzie czas na rewizyty.
Sugerowałabym wparcie psychologa w tej akcji naprawczej, bo strasznie dużo naobiecywałeś, żeby się nie okazało, że nie podołałeś bo tego było zbyt wiele na raz. Może żona uczyniłaby krok w twoją stronę i dała się namówić na wspólną terapię?
w ramach dopełnienia
temat finansowy przemilczałem, jestem świadom że chyba nie jest na tyle naiwna że ja nagle tego dokonam, obiecałem jedynie ze moja wypłata będzie dalej na wspólne konto spływać, że ja o siebie sam zawalcze, chciałem sam siebie zmotywować do tego żebym ruszył cztery litery, będąc bez kasy nie burząc dziewczynie bardziej tego co jest, i udowadniając sobie że mnie na coś stać, chodź szukam szczęścia w Lotto dwa razy w miesiącu za 5 pln
co do obiecywania, to wygląda to bardziej na to że ona postawiła warunki, i mówi chcesz być ze mną tak ? to to jest co ja oczekuje, co ci mówię,
nie negocjuje z nią na razie, uważam że za zbyt wcześnie na to, próbuje rozmową taką jak dziś kolejną kilku godzinną, pokazać że tym razem zrozumiałem przekaz
że zauważam jej potrzeby
że nie chce jej zamknąć przy przysłowiowych garach w dwójką dzieci
że też coś dam od życia dla rodziny
że zrozumiałem że wcześniej byłem tylko ja
że została wykorzystana
że błędnie interpretowałem to co do mnie mówiła
że mogę wydaję mi się porozmawiać o bolesnych i trudnych sprawach w spokoju(chodź dalej sobie przerywamy w połowie, dziś już mniej)
ze nie wychodzę z pokoju jak ona chce porozmawiać
że nie mam pilniejszych spraw od tego czy ona czy dziecko się czymś zainteresuje, ze jej nie poganiam
że poznać ją na nowo taką jak dawniej chcę
dziś zadzwoniłem czy mogę wpaść, przyjechałem ona z dziećmi sobie pojechała na basen ja w tym czasie posprzątałem, chodź wcześniej mi się zdarzało, przysłowiowy zlew przetkałem itd itp
wróciła chodź brak jest u niej cały czas entuzjazmu w rozmowie i to mnie męczy ale rozumie, zawaliłem cierp,
dzieci wpadły opowiadały ja posłuchałem, jest lepiej mi zaczynam widzieć ze to cieszy mnie i dzieci się rozkręcają w tempie strasznym w relacjach do mnie
w między czasie doszło do tego że poprosiłem o podanie sobie rąk na dobry początek na dobry start, wyglądało to jak powitanie, ale zawsze to jakiś kroczek na przód chyba
potem żona usnęła wiec zająłem się nimi tak żeby nie chciały do niej iść ja budzić, zaciekawiłem je zabawą rozmową o pierdółkach
i spędziliśmy resztę dnia na rozmowach aż dzieci położyliśmy, po czym powiedziałem do jutra i wróciłem do siebie
Zazdrosc napisał/a:wowow! kolego, ale sie zagalopowales....
skladasz obietnice, ktorych nie rozumiesz i nie akceptujesz. To slepa uliczka.
Jestes niestabilny emocjonalnie, decyczyjnie...
masz mysli samobojcze... jako rozwiazanie Twoich problemow.
Potrzebujesz uporzadkowanego zycia.
Na ten moment nie jestes partnerem...
Zmieniasz sie po to by nie utracic najblizszych... to sa ZAWSZE, krotkotrwale zmiany rodzace tylko zal, poczucie krzywdy, nadmiernego starania sie bez zaplaty...
Jesli kolego masz ochote zmienic sie, to zmien sie DLA SIEBIE!
.. po to by miec normalne relacje z ludzmi i by szanowac siebie.
Stan na nogi chlopie.
Zapanuj nad swoim zyciem.
Szczerze polecam Ci grupe terapeutyczna AA i DDA...
Bo Ty kolego potrzebujesz zmian dla siebie by zrozumiec, ze jestes wart swoich staran a nie po to by zyc w ciaglym strachu, ze utracisz zone.
Jesli sam siebie nie szanujesz nie mozesz oczekiwac szacunku od innych. Takie prawo 
a co to jest ten szacunek dla siebie?
... duzo tego.. ale wymienie chocby zdrowie psychiczne i fizyczne.
alkoholizm jest choroba polegajaca (w duzym uproszczeniu) na tym, ze chory nie chce sie wyleczyc. Stosuje wszelkie mozliwe triki emocjonalne, by uzasadnic swoje picie.
W grupie AA bedziesz uczyl sie szacunku do siebie.
Jesli nie potrafisz znalezc grupy AA lub DDA w swojej okolicy to napisz. Pomoge znalezc.
Sa tez terapie wyjazdowe. Goraco polecam.
Masz kawal roboty do odwalenia.
Wierze, ze Ci sie uda.
To, ze zona potrzebuje separacji od Ciebie na rok swiadczy, jak dla mnie, o tym, ze ona stracila zaufanie do Ciebie.
Problem w tym, ze tak jak napisales wyzej Ty sam nie ufasz juz sobie... wiec co sie dziwic kobiecie?
1. Szacunek do siebie
2. Odbudowa zaufania
Madra babka z tej Twojej zony 
Dala Ci szanse na ludzkie zycie, ale dala szanse rowniez sobie...
Podziwiam takie kobiety.
Warto o nia walczyc.
Polecam:
http://alkoholik.blog.pl/
oraz
http://marcin-sobczyk.blogspot.com/2008/04/alkohol.html
i moim zdaniem najlepszy:
http://tenjaras.webpark.pl/motywacja_do_trzezwosci.html (a na samym dole stronki filmiki
Polecam)
z jednej strony przyznaje rację byłem i pewnie jestem nie stabilny dalej
ale przynajmniej zaczynam być spokojny
wiem tak jak pisałem wcześniej
ja nie wiem ja chyba potrzebuje niezłego kopa
żeby tak to zaczynam rozumieć od "mamusi skrzydeł się oderwać"
tylko mam bagaż ze sobą dodatkowy z moją rodziną związany
no niestety life is brutal and full of zasadzkas jak to mówią
tak wiem zero szacunku i poszanowania do siebie i innych tym śmierdziałem z daleka dotychczas
szukam sposobu pokazania żebym uwierzył że ja też mogę to zrobić
i dziś rozmawialiśmy żeby razem pójść do poradni małżeńskiej
ale potem zrozumiałem że to ja mam problem i że to ja muszę ze sobą coś najpierw zrobić, pod tym rozumie że żona dawała mi znak mówiąc załatw swoje sprawy uporządkuj życie
i jeśli ja będę przynajmniej jak dążyć do tej pozytywnej strony medalu to wtedy dopiero będę mógł się zabrać za naprawę tego wszystkiego
bo nie będzie sensu wcześniej jak piszesz, będę obiecywał i podejmował decyzję które wcześniej lub później będą mnie męczyć, i przy najbliższej okazji wróci to co wracało chodź w mniejszym wymiarze
coś się we mnie kotłowało przez dwa miesiące, naprawdę coś co czułem że nie jestem sobą, NIE że nie mogę się napić piwa, czy kolegę odwiedzić patrz napić się piwa
tylko to że czuję że mnie to męczy już że zawalam wszystko, ze wszystko jest mi obojętne, że chce tym wszystkim walnąć i zacząć od nowa,
że stać mnie na to i że się marnuję, mam dużo pomysłów szczerze tylko w głowie , ani jednego nie zrealizowałem, wszystkim opowiadam, i na tym się kończy bo zawsze było ważniejsze się piwka napić, albo co lepiej upić się z kimś i pożalić jak mi to źle
wiecie co to chyba normalnie szlak mnie zaczął trafiać tak naprawdę na samego siebie
rzeczywiście muszę skorzystać na bank z porady ludzi którzy wiedzą jak sobie poradzić
kolejny raz wielkie dzięki,
ja wiem że to troszkę jak prowadzenie za rękę szukanie gotowego przepisu, ale dotychczasowe moje próby okazywały się wychodzić zakalcami
o tego typu przemyśleniach wcześniej uwierzcie mi nie było u mnie ani słychu, ja twardo oskarżałem żonę o praktycznie wszystko
jak bardzo można upaść sam wiem teraz,
mam nadzieję że się podniosę od dwóch dni wreszcie zaczynam znajdować motywację, żona i dzieci
a kurde jestem z ta dziewczyną od 18 roku życia od 5 lat po ślubie, 5 lat w osobnych miastach na studiach, ciągłe wizyty co dwa dni listy, ja nie wiem jak to się stało, że do tego dojść mogło, wciągnąłem ją w takie dziadostwo
aż dziw że mam szanse jeszcze
pozdrawiam