netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

21 odpowiedzi4 802 wyświetleniazałożony przez tenniedobry, 05.05.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 ]

1

Temat: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

jestem 5 lat w związku z kobietą, mamy 2 fajnych dzieci
od urodzenia dzieci się zaczęło coś kaszanić, ja odbierałem że on mnie odsunęła bo dzieci, ona nie zauważyła w porę że ja uciekam w alkohol osobne znajomości
brak seksu brak spania wspolnego, wiem rozumie ze to ze dzieci ze kobiety tka maja teraz to wiem
i potoczyło się kłótnie, nerwy, złe decyzje kłopoty finansowe, brak zaufania podejrzenia, osobni znajomi
dodatkiem byla wszystko wiedzaca tesciowa z ktora mieszkamy jeszcze
ja wychowalem sie w domu gdzie alkoholik prowadzil totalna kontrole, nie ze przewalal pieniadze bo pracowal zarabial utrzymywal dom i rodzine, ale toksyczny zwiazek plus agresja , powiecie patologia
od malego chcialem tego uniknac lecz sam doszedlem do tego, obiecywalem sobie z enigdy tego nie powtorze (mowie tak bo zrozumialem ostatnio 2 miesiace temu, idac do psychologa, czytaj w necie)
wczesniej nie widzialem w tym nic zlego po kilku klotniach , po kilku wyprowadzaniach sie moich z domu do domu rodzinnego przy tym z awanturami, po probach wplyniecia n bliskie osoby ze to ja jestem dobry a ona sie czepia,
cos zablysnelo czlowieku co ty robisz
bylem u psychologa od dwoch miesiecy nic alkoholu ( wczesniej alkohol to bylo podpiajnie w domu nigdy nie wychodzilem nigdzie sie nie szlajalem, zony nigdy nie zdradzilem, to jest chyba ostatnia rzecz w ktora mi kobieta wierzy) poza tym chodzac dosc dlugo przed slubem z ta dziewczyna bylo aprobowane spozywanie alkoholu grille i tak dalej i tak dalej
w miedzy czasie ja stracilem checi, stalem sie obojetny, oskarzalem wszystkich ze sa przeciwko mnie ze to mi pech ciagle sie zdarza, praca na szczescie jeszcze jest chodx tez zaniedbalem
teraz gdy ja dojrzalem gdy sklocony jestem ze swoja rodzina ze nie zareagowala czuje zal do zony ze ona tez mi nie dala w przyslowiowy pysk na opamietanie
chce probowac chce tego mocno ,
tylko teraz problemami sa rzeczy jak zle postawione buty, nie domknieta szafka, nie zatatwione cos od razu i te kotre byly a ktorych nie ma

ale zona juz jest na etapie Separacji, ja wiem ze jesli ja i ona poradzimy sobie i bedzie dobrze nam osobno
to juz nigdy nie wroci z chociazby obawy ze sie to powtorzy

nie wiem co mam zrobic doszlo do tego ze przyslowiowe zrobie to pozniej jest powodem klotni ktora po dwoch zdaniach jest masakr slowna, w ogole nie na miejscu dla osob po studiach i w miare z oglada

prosze tylko o porady co moge zrobic, zeby wrocic do tego momentu jak z zona moglem isc za reke jak sie cieszylismy tym i owym pierdolami
nie wiem juz sam im wiecej sie teraz staram tym gorzej wychodzi
wiem ze warto probowac, ale wiem tez ze zona jest psychicznie wykonczona, wiem ze ja teraz tez juz nie wiem co sie dzieje, jak sie zmotywowac, jak zrobic zeby to ze chce przeradzalo sie w to ze tak robie, czy juz po mnnie ??

chodz jest cos miedzy nami jak sie widzimy ze i ona i ja czujemy cos do siebie jakies uczucie ja bym powiedzial ze jest jeszcze chemia miedzy nami


Zakładanym tematom nadawaj tytuły adekwatne do ich treści.
Jako nowa osoba na forum, zapoznaj się z regulaminem forum.
Moderatorka-apoteoza

2

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.
tenniedobry napisał/a:

jestem 5 lat w związku z kobietą, mamy 2 fajnych dzieci
od urodzenia dzieci się zaczęło coś kaszanić, ja odbierałem że on mnie odsunęła bo dzieci, ona nie zauważyła w porę że ja uciekam w alkohol osobne znajomości
brak seksu brak spania wspolnego, wiem rozumie ze to ze dzieci ze kobiety tka maja teraz to wiem
i potoczyło się kłótnie, nerwy, złe decyzje kłopoty finansowe, brak zaufania podejrzenia, osobni znajomi
dodatkiem byla wszystko wiedzaca tesciowa z ktora mieszkamy jeszcze
ja wychowalem sie w domu gdzie alkoholik prowadzil totalna kontrole, nie ze przewalal pieniadze bo pracowal zarabial utrzymywal dom i rodzine, ale toksyczny zwiazek plus agresja , powiecie patologia
od malego chcialem tego uniknac lecz sam doszedlem do tego, obiecywalem sobie z enigdy tego nie powtorze (mowie tak bo zrozumialem ostatnio 2 miesiace temu, idac do psychologa, czytaj w necie)
wczesniej nie widzialem w tym nic zlego po kilku klotniach , po kilku wyprowadzaniach sie moich z domu do domu rodzinnego przy tym z awanturami, po probach wplyniecia n bliskie osoby ze to ja jestem dobry a ona sie czepia,
cos zablysnelo czlowieku co ty robisz
bylem u psychologa od dwoch miesiecy nic alkoholu ( wczesniej alkohol to bylo podpiajnie w domu nigdy nie wychodzilem nigdzie sie nie szlajalem, zony nigdy nie zdradzilem, to jest chyba ostatnia rzecz w ktora mi kobieta wierzy) poza tym chodzac dosc dlugo przed slubem z ta dziewczyna bylo aprobowane spozywanie alkoholu grille i tak dalej i tak dalej
w miedzy czasie ja stracilem checi, stalem sie obojetny, oskarzalem wszystkich ze sa przeciwko mnie ze to mi pech ciagle sie zdarza, praca na szczescie jeszcze jest chodx tez zaniedbalem
teraz gdy ja dojrzalem gdy sklocony jestem ze swoja rodzina ze nie zareagowala czuje zal do zony ze ona tez mi nie dala w przyslowiowy pysk na opamietanie
chce probowac chce tego mocno ,
tylko teraz problemami sa rzeczy jak zle postawione buty, nie domknieta szafka, nie zatatwione cos od razu i te kotre byly a ktorych nie ma

ale zona juz jest na etapie Separacji, ja wiem ze jesli ja i ona poradzimy sobie i bedzie dobrze nam osobno
to juz nigdy nie wroci z chociazby obawy ze sie to powtorzy

nie wiem co mam zrobic doszlo do tego ze przyslowiowe zrobie to pozniej jest powodem klotni ktora po dwoch zdaniach jest masakr slowna, w ogole nie na miejscu dla osob po studiach i w miare z oglada

prosze tylko o porady co moge zrobic, zeby wrocic do tego momentu jak z zona moglem isc za reke jak sie cieszylismy tym i owym pierdolami
nie wiem juz sam im wiecej sie teraz staram tym gorzej wychodzi
wiem ze warto probowac, ale wiem tez ze zona jest psychicznie wykonczona, wiem ze ja teraz tez juz nie wiem co sie dzieje, jak sie zmotywowac, jak zrobic zeby to ze chce przeradzalo sie w to ze tak robie, czy juz po mnnie ??

chodz jest cos miedzy nami jak sie widzimy ze i ona i ja czujemy cos do siebie jakies uczucie ja bym powiedzial ze jest jeszcze chemia miedzy nami

dodam tyle ze szlag mnie trafia
ze tego nie widzialem wczesniej ze dostalem od tej kobiety kilka jej lat zycia , dzieci, i tak zmarnowalem
ona chce duzo przynajmniej ostatnio chciala
ja to odbieralem ze ma wygorowane ambicje
glupi bylem

a tka w ogole przepraszam bo nie wiem czy tutaj nawet moge pisac skoro dla kobiet forum

ale tak sobie myslalem nie rozumie mnie nikt z kobiet w rodzinie to spytam kobiet na forum

wiem ze nie jestem w stanie ukrasc ksiezyc dla niej
wiem ze moze ona juz tego nie chce
ale moze sie raz jakis osiol w tym kraju kapnie ze robi zle

pomijam obibokow co nigdy nic nie zrobia ze swoim zyciem tylko beda narzekac, i wspolczuje kobieta ktore nie mialy sily mozliwosci albo wsparcia na zmiany gdy te byly potrzebne

tylko jak tu byc tym best i sie zmienic jak sobie w glowie poukladac zeby nei popelnic bledu

3

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

Doszedłeś do momentu gdy możesz jeszcze wszystko naprawić, i od razu mówię nie będzie to łatwe .

Nie znam twojej żony ale jak sam piszesz przeszła z tobą wiele. Niestety powieliłeś schematy z dzieciństwa, co pocieszę cie działo się jakby podświadomie . Jesteś DDA do tego sam piłeś.

Twoja kobieta ciągle przy wszystkim co jej fundowałeś nadal przy tobie jest , wiec daje to malutka nadzieję że kocha.
Wybaczała pewnie dużo, jest wyczerpana ale tkwi przy tobie i możesz zacząć odbudowywać małymi kroczkami jej zaufanie.

Jak to zrobić?
Nie ma innej rady jak dać się jej wyżalić, jak cierpliwie wysłuchiwać wszystkich płaczów, fochów i całej masy nagromadzonego żalu do ciebie.
Musisz zrozumieć że jej zabiłeś prawdziwe oblicze ciebie, ona widzi teraz tylko tego złego.
Dawny ty kochany fajny przyjaciel jest przykryty masą łez.

Jeśli ją kochasz to nie dawaj gwiazdki z nieba a cierpliwe rozmowy, spokój, oparcie. Zdaj się na jej potrzeby , mów "Powiedz mi jak mam robić byś była zadowolona"

Niech poczuje się potrzebna, pytaj ją o wspólne plany, rozmawiajcie o tym jak się boisz że nie uda wam się dogadać.

Jedno ci mogę powiedzieć twoja zona to jest w tej chwili poranione zwierzątko, zmęczone , nie odraz uwierzy w Cudowna przemianę męża.
Na początku będzie oczywiście euforia , szczęście że chciałeś się zmienić.
Potem będzie próbować czy ta zmianę jest na stałe, czyli będzie możliwe że wyprowadzać cie z równowagi by zobaczyć co zrobisz.
Będzie testować czy ty naprawdę jesteś szczery.

Potem nastąpi faza kary, to taki etap gdzie wyjdą wszystkie żale. To forma oczyszczenia jej , z wszystkich narosłych frustracji.

Np ty powiesz Wiesz czuje się dziś źle, zrozum walczę z sobą i fizycznie jest mi źle. I na to możesz usłyszeć że ją też wszystko boli, że ma serdecznie dość i nad nią nikt nie płacze i nie lituje się.
Zrozum że ona miała tak duży ciężar na plecach że to odcisnęło się w niej głęboko.

Nawet po kilku latach może to czasem nawracać.

Co możesz robić np to-
-zabierz ja gdzieś na piknik na spacer, tylko ją. Pomilczcie  cicho, powiedz że podziwiasz że mimo że byleś podły to wytrzymała dla was dwoje.
-zrób taki rytuał raz na tydzień np ty zajmujesz się wszystkim w domu a ona ma dzień spa.Wygoń ja na długa kąpiel.
_nie naciskaj, nie oczekuj że stanie się to szybko.

-Wypożycz jakieś rodzinne komedie i zróbcie sobie wieczór pełen śmiechu niech zobaczy że nadal tkwi w tobie fajny facet.


Możesz zrobić wiele, ale musisz wiedzieć że proces uzdrawiania to na początku jak przecięcie wrzodu. Bolesny początek, chwilowa ulga, potem długa rekonwalescencja.
Naprawa waszego związku to proces na co najmniej rok, i to Ty musisz wykazać cierpliwość , niestety ty nabroiłeś.

Uda ci się jeśli włożysz w to całego siebie, i pamiętaj nawet jak się na tej drodze potkniesz to nie cofaj się.
Warto dla takiej kobiety znieść teraz wszystko , masz rodzinę .

Powodzenia i nie poddawaj się w walce z nałogiem i w walce o waszą rodzinę.

4

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

WoW

dzięki wielkie, naprawdę

powiem tak tak myślałem trochę gdzieś głęboko że żona test jakby robi, czy się złamie, bo na to że była szcześliwa że sie staram że to widzi, jakbgdyby zbyt blachym powodem przeskoczyla do dosc jak dla mnie stanowczych krokow
bralem pod uwage ze w niej cos peklo, ale nie dalem powodu nie zlamalem tego czego sie zobowiazalem

ja wiem ze to jest za krótki okres żeby o czym kolwiek mówić i skakać sobie do szyi, wiem

wiele zlego narobilem, tylko jestem taki nie typowy model  albo typowy ze wiem, ale nie wiem jak robić żeby nie robić
w kontekscie ze chcialbym przelozyc tą siłe to uparcie na to co ma byc i ta sile tego co ma byc a jakbym nie chcial caly czas nei wychodzi (ze spitole)

moja żona jest madra kobieta teraz wiem
tylko mam problem starszej kobiety (mamy) co zrobic w przypadku jej gdy kobieta juz na emeryturze i tyle przezyla
czytalem na internecie duzo, ale nie wiem sam
w kazdym razie dzieki jeszcze raz za konkret przynajmniej dla mnie podpowiedz

moge sie mylic ale jakims psychologiem mi to pachnie ??

nie omieszkam sie podzielic w temacie jak sprawy ida bo
jak pisalem nie mam mozliwosci porozmawiac z moja rodzina bo oni to widza wlasnie z pozycji nieuswiadomionych ofiar, i ewentualne rozmowy przekonywaly mnie ze robie dobrze

thx jeszcze raz

5

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

Jest tu na forum watek  DDA czyli dorosłe dzieci alkoholików, poczytaj na pewno zobaczysz ile rzeczy wpływa na twoje powielenie schematu ojca.

Jest tam wiele historii, pośród nich i moja. Nie jestem psychologiem, jestem zwyczajna osobą.

Miałam ojca alkoholika, czyli jestem dzieckiem DDA. Ale tez mam wiele przykładów wśród znajomych i rodziny gdzie  występowały problemy rodzinne związane z alkoholem.

Dlatego nie chciałam po tobie jechać, moralizować ci że co ty robiłeś, bo myślę że doskonale wiesz.
Wolałam skupić się na tym by pomóc choćby spojrzeć oczami kobiety.

Zdaj się na swoja żonę, uwierz gdy otworzysz się gdy pokażesz że przeraża cie że wszystko schrzanisz to ona nie zostawi tego. Poda ci wiele pomysłów by pomóc ci wytrwać w tych zmianach.

Rozmawiaj z nią ot tak np oglądając sceny w filmie nawiązujące do waszych problemów  co myśli o tym jak facet to załatwił,co sadzi.
Poznasz jej zdanie, pragnienia, marzenia.
Ujawniając swój strach nie tracisz w jej oczach a zyskujesz, bo pokażesz że liczysz się z jej opinią.
Że wierzysz w jej mądre zdanie.

A teraz co do problemów z mamą, ale czyja twoja czy żony. Co konkretnie cie martwi w zachowaniu mamy?
Powiedz coś więcej na pewno znajdzie się i na to spojrzenie.

6 Ostatnio edytowany przez tenniedobry (2011-05-06 02:17:00)

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

tak się skłąda że zrywam nockę żeby nadrobić zaległą pracę sad

ja rozumie to jechanie po kimś po co i dlaczego jest teraz juz rozumie

moja mama niestety
bo ona tłumaczy sobie że napewno wina jest gdzieś po środku(u mnie i zony)
jeszcze jakis czas temu bylem zly na zone ze po mojej matce jezdzi do mnie
teraz zaczailem
chodź jej tłumaczyłem że zachowywałem się tak a nie inaczej

fakt że nie mieszkałem u niej tylko u teściowej
przerabia na to że mógł ktoś od drugiej rodziny dać znać o tym
fakt jest też taki że mogłem sam jej powiedziec ale nie byłem na tyle dojrzały w tym temacie jak teraz, chodz wiem ze dalej przede mna wiele

wiem ze glowa plata figle zwlaszcza po alkoholu wiem
powiem ogolnie tak te dwa miesiace temu przed wizyta u psychologa mieszkajac u swojej matki a mam 5 rodzenstwa

bylem jedynym najmlodszym ktory stawil (po moich 31 latach zycia) opor fizyczny znecaniu sie psychicznemu i fizycznemu przez ojca nad nia
tyle czasu potrzebowalem bo bylem w strachu z mnie krzywda moze spotkac
i jedno co mnie zdziwilo a zarazem utwierdzilo w tym ze z mam jest cos nie tak
ze zaczela bronic oprawce w pewnym momencie, pewnie sie bala konsewkcencji(ktorych potem nie bylo ja ksie okazalo)

nikt z mojego rodzenstwa chodz wyrazali jakas pozytywna energie ze sie tka stalo nie wspomogl mnie psychicznie

ojciec o dziwo nie spozywal rownolegle ze mna chodz nie rozmawiamy od tamtego czasu mnie unika
znaczy moze tak raz bylo widac ze po alkoholu ale spokojnie poszedl spac
psycholog mi powiedzial ze moze nie najlepsza forma
ale przynajmniej mu wyznaczylem bariere
ktorej sie widze trzyma
nie mialem innej mozliwosci niz fizycznej poniewaz przypadke jest taki ze nie da


wiec jakis efekt nawet u 69 letniego faceta tez sie da zrobic
szkoda mi tego wszystkiego bo moja mam przeplakala wiele nocy gdy mialem lat 10 i mniej pewnie pamietam

ale tak sie we mnie to juz kotluje ze nie moge nie wybuchnac
jesli mi nawet nie wyjdzie z zona to cala energie przesune w to zeby ten pan juz wiecej grandy nie zrobil

zeby np kobieta z pracy nie mogla pojechac na wycieczke dwu dniowa bo kolesiowi nie pasi
i czy by pojechala czy nie to granda byla


ja wiem dawniej bylo inaczej mowie o 30 - 40 lat temu
jest i dalej tak ale czesc spoleczenstwa ktora dorosla nabyla wiedzy rozumu
cos zaczyna zmieniac w tym kraju

7

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

witaj Tenniedobry,
Milo sie czyta posty ludzi, ktorzy doszli do jakiegos swojego dna i chca sie odbic. Jest to taki moment zycia czlowieka, ze moze byc tylko lepiej a nic gorzej smile
Mysle, ze to co stalo sie w Twoim malzenstwie wymaga nie tylko Twojego odnalezienia sie w sytuacji. Musisz zauwazyc, ze Twoja zona tez byla uwiklana w caly ten zamet i tez potrzebuje wsparcia kogos z zewnatrz.
Podejrzewam, ze moze byc calkiem zagubiona... i ma prawo byc zagubiona.
Ciekawa jestem czy Ty jestes juz pewny siebie, swoich zachowan i decyzji?
Czy czujesz sie na tyle silny by nie zawiesc siebie samego?

Tak ciezko odbudowywac zwiazek gdy czlowiek jest na etapie odgruzowywania siebie samego...
Mysle jednak ze duza dawka ciepla, troski i zwyklej ludzkiej zyczliwosci ofiarowana zonie na pewno nie zaszkodzi.
Malzenstwa czesto pamietaja o milosci, o seksie a nie wkladaja wysilku w ta zwykla codzienna wzajemna zyczliwosc.
Pomysl moze Ty takze musisz nad tym popracowac....

Mysle tez, ze nie mozesz oczekiwac pozytywnych zmian zaraz za trzy godziny albo juz  jutro..
to wymaga czasu..
Pracuj nad soba a swiat wokol Ciebie sam sie bedzie zmienial.

8 Ostatnio edytowany przez tenniedobry (2011-05-06 02:44:16)

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.
Zazdrosc napisał/a:

Ciekawa jestem czy Ty jestes juz pewny siebie, swoich zachowan i decyzji?
Czy czujesz sie na tyle silny by nie zawiesc siebie samego?

powiem tak
wlasnie czuje to czuje co musze ale mam problem jeszcze
ze boje sie ze jakies niepowodzenie mnie zlamie
nie mowie w tym kierunku ze zona bedzie uparta ze nie wierze ze sie da
ale boje sie mam nie stabilna sytuacje finansowa powiedzialbym kiepsko ktora dodatkowo dowala do wszystkiego

probuje wyjsc z dolka

a czy jestem silny nie wiem jeszcze pod tych 2 miechach wiem jedno ze musze zmienic to co dotychczas
dlatego pisalem wczesniej ze wiem ze nie wiem jak zrobic zeby nie zrobic

no kurde boje sie
najlatwiej by bylo zerwac wszystko spalic mosty
dac kase i tyle miec spokoj w ""
ale wiem ze nie jest we mnie cos ze NIE
ze nie
bo to zobaczylem
ze nie bo poczulem
ze kurde kazdy ma na pewno prawo do poprawy

tylko pozostaje kwestia rozpatrzenia tego
i mam nadzieje ze nie za pozno jest

i wiem ze musze zmienic otoczenie przyjaciol bo zaopatrzylem sie w niezla ekipe ludzi z przejsciami ale bez rozwiazania sad

9 Ostatnio edytowany przez tenniedobry (2011-05-06 14:57:19)

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

rozmawialem z zona ..

nie wiem moze za wczesnie moze to za swieze jeszcze

zona chce zebym przez rok jej udowodnil
ze potrafie byc kims innym osobno nie mieszkajac z nia

zdeklarowalem sie ze dziecmi sie bede zajmowal bez dwoch zdan

mam utrzymywac rodzine calkowicie

mam jej dosc zauczynic

jednak boje sie ze moje jedno potkniecie, bo nie jestem siebie pewien na 100 %

mowie o potknieciu ze bedzie kiepski dzien cos powiem ona pojdzie za ciosem tez
bedzie awantura bez kontroli skonczy sie to co chce zatrzymac(zwiazek)

zalezy mi na niej ale na tym wszsytkim

ale nie wiem jak sie pozbierac, samemu, wbic sobie do glowy motywacje, zmienic odruchowe zachowania odzywki

wiem ze to jest ku dobru


tylko ja nie wiem nie mam wiary chyba

boje sie ze strace zone, bo jesli ona zajmie sie soba jak powiedziala, a ja dziecmi
moge  zrobic sie dla niej nianka gdy ona bedzie odreagowywac i wracac do siebie


poradzcie cos, nie czy gra jest warta swieczki bo towiem

ale czy moze sie poddac i dac dziewczynie spokoj, zeby drugi raz ego nei rpzechodzila,

ja pewnie fizycznie bym nie wydolil

wiem wyzje bylo napisane"Pracuj nad soba a swiat wokol Ciebie sam sie bedzie zmienial."

wiem ze chcciec to moc

tylko jak dosjc do tego zeby w 100 procnetach byc pewnym tego co sie chce ???
poradnia nie wiem leczenie, momentmai mam mysli ze lepiej sie odsuanc poddac, ewentualnie umyslnie zakonczyc ten dziwny zywot tutaj


wiem ze to tylko ode mnei zalezy, ale jak pisalem nie jestem pewien juz sam siebie

chodz chce tego sad

10

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

Witaj, Tenniedobry...

jak poczytałem Twoje posty to myslalem, ze ktos opisuje moja historie...( no moze poza kilkoma szczegolami) ... tyle ze moja zakonczyla sie fatalnie...do tego jestesmy w podobnym wieku.

Staraj sie chlopie, ja tez probowalem ale na moje nieszczescie dokladnie w tym momencie , w ktorym Ty sie w tej chwili znalazles pojawil sie
"ksiaze z bajki" i jest juz po wszystkim, jak bys mial jakies pytania wal smialo, ja za wszystko obwiniam siebie . jestem co prawde tez facetem, ale jak bede mogl to chetnie pomoge... nie poddawaj sie... walcz...

powodzenia.

11 Ostatnio edytowany przez tenniedobry (2011-05-07 02:44:21)

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

witam ponownie

jestem po ponad 6 godzinnej rozmowie z żoną
szczęśliwy a zarazem załamany

tak żona chce dalej mnie, cieszę się bardzo, położyłem dzieci wykąpałem
o dziwo nie była senna, potem zrobiłem kolację, zaczęliśmy rozmawiać, rozmawiać jak już dawno nie pamiętam kiedy

o nas o mojej rodzinie, wiele do mnie dotarło bardzo wiele
zrozumiałem że matka mnie kryje albo jest na tyle głupia, albo żyje w jakiejś bonanzie
że mi pozwalała na to wszystko
naprawdę pomogły mi Wasze podpowiedzi, chyba do mnie dotarło wreszcie o co tak naprawdę chodzi w związku, czego żona oczekuje, czego jej nie zapewniłem
po rozmowie wróciłem do siebie(dom rodzinny)

słowa że będzie mi ciężko, naprawdę nabrały nowego znaczenia, żona zobaczyła że przejrzałem, że argumentacja moja ze podejście mam wreszcie takie ja ona
ja że mnie to nie drażni wreszcie co ona chce i mówi, to nie jest w ferworze skruchy!!
tylko myślenia, przemyślenia
jednakże obawy moje się pojawiły zaraz po tym, jak żona postawiła dość wydaje mi się tak wygórowane warunki (podstawy) do tego ze czeka na mnie z dziećmi

i tak (rozumie znaczy akceptuję):
że ona teraz będzie wychodzić, jeśli ja ją zaproszę to pójdzie ze mną, że jeśli nie to z koleżanką, że nie szuka nikogo innego - jeszcze wierze rozumie
że to że mogłem dziś z nią i z dziećmi pobyć, to nie tak że co dziennie będę mógł, muszę się umówić, ona zgodzić, będę mógł zabierać dzieci ze sobą- rozumie to(chodź nie do końca, bo jeśli widzi że teraz nie jak wcześniej nie ściemniam że zrozumiałem, że nawet mówię jej językiem, rozmawialiśmy bez stresu nerwów kłótni- dla mnie szok, bomba energetyczna) to dlaczego nie może pozwolić na to żebym udowadniał tym ze do nich będę z każdą wolną chwilą chciał uderzać
że powrót do niej widzi po rocznej próbie na mnie(zadość uczynieniu) - rozumie to
że muszę oczyścić ją z zarzutów jakie sam pozwoliłem żeby powstały - rozumie to
że moją rodzina kryje i popiera za razem alkoholika, i mnie także - rozumie to
że muszę sobie wyjaśnić z rodziną moją co oni tak naprawdę uważają myślą, mówiąc inaczej czy są na tyle nie świadomi że stracą możliwość przebywania z moimi dziećmi i ze mną - to rozumie

ale w sytuacji gdy stajemy finansowo na nogi, gdy dogadujemy się pół kasy ja na dzieci pół ona, plus rachunki na pół jeśli tam nie mieszkam (ja deklaruję ze daje całą wypłatę)
i wobec powyższego jej zmiany na plan B, że przez dwa miesiące jej wyplata będzie mi pomagać, a potem ona zostawia mnie z kontem, z rachunkami z wyżywieniem dzieci, z kredytami wspólnymi zresztą wziętymi, tak zwanym życiem jej i dzieci, gdzie kwota mojej wypłaty jest w sumie pewnie niższa niż kwota tej całości, a gdzie sprawy dla mnie jedzenie , dojazd do pracy, ubranie
tego nie rozumie
chce ode mnie z jednej strony większego zaangażowania w dzieci rodzinę, a z drugiej nie mówię ze jak na moje warunki zarobkowe w tej części polski, praktycznie ponad dwukrotnego zwiększenia i wzięcia wszystkiego na głowę,
w sytuacji ze ja nie mam możliwości dorobienia dodatkowo, jest ciężko w każdym razie (małe miasto), nie mam dwóch lewych rak do pracy, czy psychicznej czy fizycznej
a zona dorabia aktualnie w takich granicach jak pisze o sobie
rekompensata zony ma być to ze ja mam dorabiać co za tym idzie mam nie nie być(pracując dodatkowo), a dodatkowo chce żebym się zajmował dziećmi , to coś jedno wyklucza drugie, tak oczywiście mogę zwiać za granice, przesyłać więcej kasy,
ale gdzie sens gdzie logika, nie będzie mnie będzie tez źle

żona mówi  ze nie chce czekać, ze zbyt długo jej obiecywałem zmiany
wiem rozumie ja

ale nie wiem jak to zrobić
ludzie tyrają w tym kraju na chleb za 1000 miesięcznie
jak wezmą więcej kasy to się cieszą ze maja robotę

a ja pewnie dla nie których z innych regionów polski śmieszną kwotę
ale dla mnie nie 4500, miesięcznie kołować

i jak tu nie walnąć tym wszystkim, poddać się, i wybrać łatwiejsze rozwiązanie ??
poza tym zaczyna to dla mnie przybierać wygląd że zero miłości czy jak to zwał, tylko kasa tym całym interesem rządzić
a rozmowy były i wcześniej problemy, natury psychicznej nie materialnej

jakieś wnioski ??

12

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

... no bracie ciezki masz orzech do zgryzienia, ale poniekad przeciez na wlasne zyczenie ( taka sama historia jak u mnie ) ...
moja zona ( jeszcze wtedy bo juz jestesmy niestety po rozwodzie,a to nie tak dawno bo rok temu ) postawila mi tak jak Tobie
te wszystkie wymagania, ale ponadto jeszcze jedno - a mianowicie , ze ona teraz ma prawo sprobowac z kim innym ...(??? po 4 latach
malzenstwa i 2 dzieci???)...walcz jesli uwazasz to za sluszne , ja walczylem ale to ostatnie ultimatum mnie przeroslo...

zycze duzo wiary, wytrwania i sukcesu...

13 Ostatnio edytowany przez różyczka (2011-05-07 09:30:01)

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

Teraz już wiem pamiętaj że twoja żona mimo iż sytuacje podobne to nie żona  autora wątku.

Ten widzę że udało wam się porozmawiać to już sukces, jeden z pierwszych zobaczysz.

Myślę że chyba przerażają cie daty, twoja zona powiedziała rok osobno. Dla ciebie rok to strasznie długo, okropnie a tak właściwie popatrz nie dawno był sylwester a już maj.

Czas płynie strasznie szybko, a na poukładanie w głowie i dojście do siebie  trzeba czasu.

Myślę że ona podała taki na wszelki wypadek długi czas by zobaczyć jak zareagujesz to raz,a dwa bo ona czuje że potrwa to długo  i na wszelki wypadek dać sobie rok niż powiedzmy 6 miesięcy.
Bo 6 miesięcy to jest myk, co to jest obserwowanie czy ktoś naprawdę się zmienił w 6 miechów.
Dlatego podała dłuższą datę.

Poza tym jak będzie widziała że idzie ku dobremu to możliwe że skróci w trakcie te oczekiwanie.
Zobaczy że starasz się , pomagasz to i powie wracaj do nas .

Podłamałeś się zapominając że sam przecież tez musisz mieć czas by ułożyć własne sprawy, ciągnąć terapię, zerwać z kumplami i towarzystwem.
Może w między czasie poszedł byś na jakiś kurs by poprawić swoje kwalifikacje i zająć myśli?

Nie podłamuj się a negocjuj warunki, to że ty zawiniłeś to nie oznacza że masz przyjąć na głowę cały świat.
Jesli ona stawia warunki ty tez postaw, ze bedzie rozumiała wachania nastroju u ciebie.
Że gdy będziesz miał straszny dzień i się spotkacie to jasno mówicie czemu macie dół i że jedno drugiego nie drażni.

Widzisz takie odpoczęcie od siebie po latach koszmaru jest wam potrzebne i może wiele pomóc. Znów możesz zacząć się o nią starać, adorować, wychodzić gdzieś razem.
Podrywać , kusić i wiele innych.
Możesz w niej ten przygaszony żar rozpalić.

Ona ci mówi ze chce czekać to bardzo dobrze, że nie ma w głowie innych to super. I jestem pewna że nie bedzie miała  jeszcze długo w głowie innych związków , to daje ci szanse by zdobyć ja raz jeszcze. 

Wyjście z alkoholizmu to proces ciężki, i zrób to dla siebie dla rodziny. Przecież gdy piłeś uciekało ci tyle dni, tyle mogłeś przez ten czas zobaczyć , przeżyć.
Jesteś młody facet i masz prawo życ tak byś był szczęśliwy a wódka nie daje szczęścia.

Wódka to zaborcza kochanka, zabierze ci wszystko poczynając od zdrowia, od uśmiechu dzieci, od szczęścia, po wszystkie wigilie, święta....zabierze ci szacunek ludzi , wydrze każde pieniądze, zabierze ci każde wakacje, wszystko jej oddasz.

Spojrzysz na siebie za kilka lat i powiesz dno, no nie mam nic. A przecież masz w sobie tyle fajnych planów, pomysłów. Kurna walka będzie CIĘŻKA, STRASZNA I DŁUUUGA ale walcz o siebie.

Co do twojej mamy to wychowana była w czasach gdzie szczęściem było mieć męża , usługiwać mu , ukrywać jego grzeszki przed wszystkimi.
Jest takie powiedzenie. "Nie ważne czy by zdradzał , bił czy pił, ważne żeby był. "
Ona liczy na to że jakoś to będzie, robi wszystko by z wierzchu rodzina wyglądała dobrze.
Niestety.
Koszt tego taki ze nauczyła się strachu i wmówiła sobie ze jej się nic bez zgody ojca nie należy.
Jest współ uzależniona.

Oj i znów ci rozpisałam wątek , za długo wiem  przepraszam smile

14 Ostatnio edytowany przez tenniedobry (2011-05-07 11:28:28)

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

pospałem przemyślałem
jak zwykle pomocnym dla mnie są Wasze odpowiedzi, za które wielkie dzięki
liczę na dalsze wsparcie

na pewno jest dla mnie problemem fakt że chodź teraz wiem ze żona chce i mówi dobrze i ja zrozumiałem
chce ode mnie zadość uczynienia, oczyszczenia ja z tych wszystkich spraw w które je wplątałem
chce także żebym w pewien sposób odciął się od rodziny, czy to jeszcze mocniej im wygarnął żę jeśli widzieli słyszeli co się dzieje, nie zareagowali
ale jak pisałem wcześniej, mieszkałem z żona u jej rodziny, i to oni byli świadkami tego i też przyzwolenie było poniekąd bo sprzeciwu żadnego mocnego nie widziałem i wykorzystałem to, wpadając w matnie
tylko że pojawią się tu problem że to jest moja matka, i jakby nie było kobieta mnie na świat wydała, do złego mnie nigdy nie namawiała, może ewentualnie tym że pozwalała na to żebym to zobaczył

mam kłopot stoję w miejscu, nie z perspektywy mamusia a rywalka żona, ale obawiam się że po postawieniu tak sytuacji może ktoś nie zrozumieć tego
i dojdzie do chwili że wywalą mnie z domu bo nie zrozumieją, być może będzie im to przeszkadzać ze prawdę mówię w oczy, może nawet dojdzie że będą mnie wkręcać że to też jej wina że ja taki byłem, może powiedzą chłopie jesteś dorosły robisz co chcesz, sam odpowiadasz za siebie

powiem tak znam stanowisko mojej rodziny częściowo poronione, nie odwiedzają moich dzieci, nie dzieci mojej żony, ale dzieci swojego brata, syna
nawet jeśli był czas że mówiłem że się żona czepia do nich, nawet jeśli tak było czy nie a mi przeszkadzało to bo co ona chce, ona z dziećmi w domu a ja piwka się nie mogę napić, uciekając w prace jakieś remontowe, apotem argumentując np że ja się narobiłem co ona chce dla niej to robiłem
chcą i mi wmawiali że czemu ja nie mogę wziąsć dzieci do siebie, że jestem ograniczany przez nią , sam tka myślałem nie dawno jeszcze przecież, i było to argumentem na złość i alkohol
to myślę teraz że już wtedy nikt mi nie pomógł

i ja będąc w sytuacji że nie mam gdzie pójść, coś tam wymyślę będzie to dalej szło, będę walczył
i powiem sobie po co!! w jakimś krytycznym momencie

boje się tego że się złamie, nie pod katem że alkohol powrót, tylko dla czego dla niej to mam robić, mogąc zacząć od nowa, z nowym bagażem doświadczeń
bo nie mam co szukać pomocy u znajomych bo to tylko dalej by mnie trzymało w złym myśleniu wmawianiu mi że żona nie dobra,że wywaliła mnie z domu,że nic się nie działo jak sobie coś wypiłem
czyli wiadomo jaki kierunek

rozumie i dochodzę do momentu że to jej mówiłem TAK i Ona mi
i tka naprawdę chodź wydawało mi się że to co dla niej robiłem to było dużo
nie było tym co powinno być, były czasy dobre wspólne rozmowy, wszystko to gdzieś się przeplatało
zrozumiałem że w tej kwestii chcieć to móc, wreszcie

ale mam problem żeby wziąsć się wgarść
bo to wymaga ode mnie chęci, siły, zaangażowania a cały czas tego unikałem

nie wiem moze jakiś psycholog czy coś, potrzebuje pozytywnego myślenia i pomocy w pracy nad samym sobą, dowartościowania się jako człowiek

jako facet wiem czym już się mogę, nie jak wcześniej że żona nie ma nic do gadania, tak dowartościowanie to było poniekąd ale w błędnym kole, wartośći

oj taki jakiś nie kontrolowany przekaz powstał znowu

ale jest mi lepiej, bardziej odpowiada mi taka forma kontaktu,i że jest pomoc jakieś ukierunkowanie, jakieś pokazanie, ważnych spraw których wczęsniej nie zauważałem
bardzo mi pomaga

ułomny nie jestem mam nadzieje że silny też moge być, żeby nie zostać w tym wszystkim dość że mało wartościowym to zakłamanym

i jeszcze jedno załapałem właśnie że faceci to świnie
trzymają się razem razem się wkręcają jakie to żony złe że im sie nie pozwalają w dół stoczyć , przewalic życie swoje dzieci i ich, i argumentują to tym że jest kiepski czas w związku

jakie to proste sie zarazem zaczyna robić
jak sobie myślałem jak ludzie gdzie jedna osoba pracuje za marne pieniadze sobie radza żyją cieszą się sobą
boże ale skrzywienie w człowieku siedzi

15

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

...Tenniedobry, a czy alkohol , niezrozumienie klotnie i brak porozumienia to byly wszystkie powody zaistnialej sytuacji, czy byly tez jakies inne?

16 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-05-07 13:11:33)

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.
tenniedobry napisał/a:

jestem po ponad 6 godzinnej rozmowie z żoną
szczęśliwy a zarazem załamany

tak żona chce dalej mnie, cieszę się bardzo,
(...)
w sytuacji gdy stajemy finansowo na nogi, gdy dogadujemy się pół kasy ja na dzieci pół ona, plus rachunki na pół jeśli tam nie mieszkam (ja deklaruję ze daje całą wypłatę)
i wobec powyższego jej zmiany na plan B, że przez dwa miesiące jej wyplata będzie mi pomagać, a potem ona zostawia mnie z kontem, z rachunkami z wyżywieniem dzieci, z kredytami wspólnymi zresztą wziętymi, tak zwanym życiem jej i dzieci, gdzie kwota mojej wypłaty jest w sumie pewnie niższa niż kwota tej całości, a gdzie sprawy dla mnie jedzenie , dojazd do pracy, ubranie
tego nie rozumie
chce ode mnie z jednej strony większego zaangażowania w dzieci rodzinę, a z drugiej nie mówię ze jak na moje warunki zarobkowe w tej części polski, praktycznie ponad dwukrotnego zwiększenia i wzięcia wszystkiego na głowę,
(...)
rekompensata zony ma być to ze ja mam dorabiać co za tym idzie mam nie nie być(pracując dodatkowo), a dodatkowo chce żebym się zajmował dziećmi , to coś jedno wyklucza drugie, tak oczywiście mogę zwiać za granice, przesyłać więcej kasy,
ale gdzie sens gdzie logika, nie będzie mnie będzie tez źle

i jak tu nie walnąć tym wszystkim, poddać się, i wybrać łatwiejsze rozwiązanie ??
poza tym zaczyna to dla mnie przybierać wygląd że zero miłości czy jak to zwał, tylko kasa tym całym interesem rządzi...
jakieś wnioski ??

"a potem ona zostawia mnie z kontem, z rachunkami z wyżywieniem dzieci, z kredytami wspólnymi zresztą wziętymi, tak zwanym życiem jej i dzieci, gdzie kwota mojej wypłaty jest w sumie pewnie niższa niż kwota tej całości, a gdzie sprawy dla mnie jedzenie , dojazd do pracy, ubranie
tego nie rozumie".  JA też nie rozumiem smile

Wiele ważnych rzeczy wyjaśniliście, wiele ustaleń poczyniliście smile
NIE możesz jej obiecać rzeczy niewykonalnych - bo wszystko szlag trafi. Jeżeli Ty z żoną nie mieszkasz a deklarujesz opłacanie wszelkich kosztów w połowie - to to jest fair smile
Nie deklaruj czegoś, czemu nie jesteś w stanie podołać - bo to z góry skazane na porażkę. Ty się sfrustrujesz, wszelkie działania naprawcze legną w gruzach. To nie jest tak, że pstrykniesz palcami i gotowe. Trzeba realizmu.
Renegocjuj jeszcze raz warunki finansowe - powiedz wprost, że sam nie udźwigniesz takiego ciężaru. Żona chyba woli taką opcję, że dajesz parę tysięcy (załóżmy 2 czy 3) niż 600 zł alimentów na dzieci i z głowy?

I nie wszystko na raz - masz rok na pracę nad swoimi rodzicami i rodzeństwem w kwestii stosunków z twoimi najbliższymi. Masz pozwolenie żony na zabieranie dzieci, więc to one będą odwiedzać dziadków na razie. Potem przyjdzie czas na rewizyty.

Sugerowałabym wparcie psychologa w tej akcji naprawczej, bo strasznie dużo naobiecywałeś, żeby się nie okazało, że nie podołałeś bo tego było zbyt wiele na raz. Może żona uczyniłaby krok w twoją stronę i dała się namówić na wspólną terapię?

17 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-05-07 17:17:33)

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

wowow! kolego, ale sie zagalopowales....
skladasz obietnice, ktorych nie rozumiesz i nie akceptujesz. To slepa uliczka.

Jestes niestabilny emocjonalnie, decyczyjnie...
masz mysli samobojcze... jako rozwiazanie Twoich problemow.
Potrzebujesz uporzadkowanego zycia.
Na ten moment nie jestes partnerem...
Zmieniasz sie po to by nie utracic najblizszych... to sa ZAWSZE, krotkotrwale zmiany rodzace tylko zal, poczucie krzywdy, nadmiernego starania sie bez zaplaty...
Jesli kolego masz ochote zmienic sie, to zmien sie DLA SIEBIE!
.. po to by miec normalne relacje z ludzmi i by szanowac siebie.

Stan na nogi chlopie.
Zapanuj nad swoim zyciem.
Szczerze polecam Ci grupe terapeutyczna AA i DDA...
Bo Ty kolego potrzebujesz zmian dla siebie by zrozumiec, ze jestes wart swoich staran a nie po to by zyc w ciaglym strachu, ze utracisz zone.
Jesli sam siebie nie szanujesz nie mozesz oczekiwac szacunku od innych. Takie prawo big_smile
a co to jest ten szacunek dla siebie?
... duzo tego.. ale wymienie chocby zdrowie psychiczne i fizyczne.
alkoholizm jest choroba polegajaca (w duzym uproszczeniu) na tym, ze chory nie chce sie wyleczyc. Stosuje wszelkie mozliwe triki emocjonalne, by uzasadnic swoje picie.
W grupie AA bedziesz uczyl sie szacunku do siebie.
Jesli nie potrafisz znalezc grupy AA lub DDA w swojej okolicy to napisz. Pomoge znalezc.
Sa tez terapie wyjazdowe. Goraco polecam.
Masz kawal roboty do odwalenia.
Wierze, ze Ci sie uda.

To, ze zona potrzebuje separacji od Ciebie na rok swiadczy, jak dla mnie, o tym, ze ona stracila zaufanie do Ciebie.
Problem w tym, ze tak jak napisales wyzej Ty sam nie ufasz juz sobie... wiec co sie dziwic kobiecie?
1. Szacunek do siebie
2. Odbudowa zaufania

Madra babka z tej Twojej zony big_smile
Dala Ci szanse na ludzkie zycie, ale dala szanse rowniez sobie...
Podziwiam takie kobiety.
Warto o nia walczyc.

Polecam:
http://alkoholik.blog.pl/
oraz
http://marcin-sobczyk.blogspot.com/2008/04/alkohol.html
i moim zdaniem najlepszy:
http://tenjaras.webpark.pl/motywacja_do_trzezwosci.html (a na samym dole stronki filmiki smile Polecam)

18 Ostatnio edytowany przez tenniedobry (2011-05-08 01:24:38)

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.
Anhedonia napisał/a:

"a potem ona zostawia mnie z kontem, z rachunkami z wyżywieniem dzieci, z kredytami wspólnymi zresztą wziętymi, tak zwanym życiem jej i dzieci, gdzie kwota mojej wypłaty jest w sumie pewnie niższa niż kwota tej całości, a gdzie sprawy dla mnie jedzenie , dojazd do pracy, ubranie
tego nie rozumie".  JA też nie rozumiem smile

Wiele ważnych rzeczy wyjaśniliście, wiele ustaleń poczyniliście smile
NIE możesz jej obiecać rzeczy niewykonalnych - bo wszystko szlag trafi. Jeżeli Ty z żoną nie mieszkasz a deklarujesz opłacanie wszelkich kosztów w połowie - to to jest fair smile
Nie deklaruj czegoś, czemu nie jesteś w stanie podołać - bo to z góry skazane na porażkę. Ty się sfrustrujesz, wszelkie działania naprawcze legną w gruzach. To nie jest tak, że pstrykniesz palcami i gotowe. Trzeba realizmu.
Renegocjuj jeszcze raz warunki finansowe - powiedz wprost, że sam nie udźwigniesz takiego ciężaru. Żona chyba woli taką opcję, że dajesz parę tysięcy (załóżmy 2 czy 3) niż 600 zł alimentów na dzieci i z głowy?

I nie wszystko na raz - masz rok na pracę nad swoimi rodzicami i rodzeństwem w kwestii stosunków z twoimi najbliższymi. Masz pozwolenie żony na zabieranie dzieci, więc to one będą odwiedzać dziadków na razie. Potem przyjdzie czas na rewizyty.

Sugerowałabym wparcie psychologa w tej akcji naprawczej, bo strasznie dużo naobiecywałeś, żeby się nie okazało, że nie podołałeś bo tego było zbyt wiele na raz. Może żona uczyniłaby krok w twoją stronę i dała się namówić na wspólną terapię?

w ramach dopełnienia
temat finansowy przemilczałem, jestem świadom że chyba nie jest na tyle naiwna że ja nagle tego dokonam, obiecałem jedynie ze moja wypłata będzie dalej na wspólne konto spływać, że ja o siebie sam zawalcze, chciałem sam siebie zmotywować do tego żebym ruszył cztery litery, będąc bez kasy nie burząc dziewczynie bardziej tego co jest, i udowadniając sobie że mnie na coś stać, chodź szukam szczęścia w Lotto dwa razy w miesiącu za 5 pln

co do obiecywania, to wygląda to bardziej na to że ona postawiła warunki, i mówi chcesz być ze mną  tak ? to to jest co ja oczekuje, co ci mówię,
nie negocjuje z nią na razie, uważam że za zbyt wcześnie na to, próbuje rozmową taką jak dziś kolejną kilku godzinną, pokazać że tym razem zrozumiałem przekaz
że zauważam jej potrzeby
że nie chce jej zamknąć przy przysłowiowych garach w dwójką dzieci
że też coś dam od życia dla rodziny
że zrozumiałem że wcześniej byłem tylko ja
że została wykorzystana
że błędnie interpretowałem to co do mnie mówiła
że mogę wydaję mi się porozmawiać o bolesnych i trudnych sprawach w spokoju(chodź dalej sobie przerywamy w połowie, dziś już mniej)
ze nie wychodzę z pokoju jak ona chce porozmawiać
że nie mam pilniejszych spraw od tego czy ona czy dziecko się czymś zainteresuje, ze jej nie poganiam
że poznać ją na nowo taką jak dawniej chcę

dziś zadzwoniłem czy mogę wpaść, przyjechałem ona z dziećmi sobie pojechała na basen ja w tym czasie posprzątałem, chodź wcześniej mi się zdarzało, przysłowiowy zlew przetkałem itd itp

wróciła chodź brak jest u niej cały czas entuzjazmu w rozmowie i to mnie męczy ale rozumie, zawaliłem cierp,
dzieci wpadły opowiadały ja posłuchałem, jest lepiej mi zaczynam widzieć ze to cieszy mnie i dzieci się rozkręcają w tempie strasznym w relacjach do mnie

w między czasie doszło do tego że poprosiłem o podanie sobie rąk na dobry początek na dobry start, wyglądało to jak powitanie, ale zawsze to jakiś kroczek na przód chyba
potem żona usnęła wiec zająłem się nimi tak żeby nie chciały do niej iść ja budzić, zaciekawiłem je zabawą rozmową o pierdółkach
i spędziliśmy resztę dnia na rozmowach aż dzieci położyliśmy, po czym powiedziałem do jutra i wróciłem do siebie


Zazdrosc napisał/a:

wowow! kolego, ale sie zagalopowales....
skladasz obietnice, ktorych nie rozumiesz i nie akceptujesz. To slepa uliczka.

Jestes niestabilny emocjonalnie, decyczyjnie...
masz mysli samobojcze... jako rozwiazanie Twoich problemow.
Potrzebujesz uporzadkowanego zycia.
Na ten moment nie jestes partnerem...
Zmieniasz sie po to by nie utracic najblizszych... to sa ZAWSZE, krotkotrwale zmiany rodzace tylko zal, poczucie krzywdy, nadmiernego starania sie bez zaplaty...
Jesli kolego masz ochote zmienic sie, to zmien sie DLA SIEBIE!
.. po to by miec normalne relacje z ludzmi i by szanowac siebie.

Stan na nogi chlopie.
Zapanuj nad swoim zyciem.
Szczerze polecam Ci grupe terapeutyczna AA i DDA...
Bo Ty kolego potrzebujesz zmian dla siebie by zrozumiec, ze jestes wart swoich staran a nie po to by zyc w ciaglym strachu, ze utracisz zone.
Jesli sam siebie nie szanujesz nie mozesz oczekiwac szacunku od innych. Takie prawo big_smile
a co to jest ten szacunek dla siebie?
... duzo tego.. ale wymienie chocby zdrowie psychiczne i fizyczne.
alkoholizm jest choroba polegajaca (w duzym uproszczeniu) na tym, ze chory nie chce sie wyleczyc. Stosuje wszelkie mozliwe triki emocjonalne, by uzasadnic swoje picie.
W grupie AA bedziesz uczyl sie szacunku do siebie.
Jesli nie potrafisz znalezc grupy AA lub DDA w swojej okolicy to napisz. Pomoge znalezc.
Sa tez terapie wyjazdowe. Goraco polecam.
Masz kawal roboty do odwalenia.
Wierze, ze Ci sie uda.

To, ze zona potrzebuje separacji od Ciebie na rok swiadczy, jak dla mnie, o tym, ze ona stracila zaufanie do Ciebie.
Problem w tym, ze tak jak napisales wyzej Ty sam nie ufasz juz sobie... wiec co sie dziwic kobiecie?
1. Szacunek do siebie
2. Odbudowa zaufania

Madra babka z tej Twojej zony big_smile
Dala Ci szanse na ludzkie zycie, ale dala szanse rowniez sobie...
Podziwiam takie kobiety.
Warto o nia walczyc.

Polecam:
http://alkoholik.blog.pl/
oraz
http://marcin-sobczyk.blogspot.com/2008/04/alkohol.html
i moim zdaniem najlepszy:
http://tenjaras.webpark.pl/motywacja_do_trzezwosci.html (a na samym dole stronki filmiki smile Polecam)

z jednej strony przyznaje rację byłem i pewnie jestem nie stabilny dalej
ale przynajmniej zaczynam być spokojny

wiem tak jak pisałem  wcześniej
ja nie wiem ja chyba potrzebuje niezłego kopa
żeby tak to zaczynam rozumieć od "mamusi skrzydeł się oderwać"
tylko mam bagaż ze sobą dodatkowy z moją rodziną związany

no niestety life is brutal and full of zasadzkas jak to mówią

tak wiem zero szacunku i poszanowania do siebie i innych tym śmierdziałem z daleka dotychczas

szukam sposobu pokazania żebym uwierzył że ja też mogę to zrobić
i dziś rozmawialiśmy żeby razem pójść do poradni małżeńskiej
ale potem zrozumiałem że to ja mam problem i że to ja muszę ze sobą coś najpierw zrobić, pod tym rozumie że żona dawała mi znak mówiąc załatw swoje sprawy uporządkuj życie
i jeśli ja będę przynajmniej jak dążyć do tej pozytywnej strony medalu to wtedy dopiero będę mógł się zabrać za naprawę tego wszystkiego
bo nie będzie sensu wcześniej jak piszesz, będę obiecywał i podejmował decyzję które wcześniej lub później będą mnie męczyć, i przy najbliższej okazji wróci to co wracało chodź w mniejszym wymiarze

coś się we mnie kotłowało przez dwa miesiące, naprawdę coś co czułem że nie jestem sobą, NIE że nie mogę się napić piwa, czy kolegę odwiedzić patrz napić się piwa

tylko to że czuję że mnie to męczy już że zawalam wszystko, ze wszystko jest mi obojętne, że chce tym wszystkim walnąć i zacząć od nowa,
że stać mnie na to i że się marnuję, mam dużo pomysłów szczerze tylko w głowie , ani jednego nie zrealizowałem, wszystkim opowiadam, i na tym się kończy bo zawsze było ważniejsze się piwka napić, albo co lepiej upić się z kimś i pożalić jak mi to źle

wiecie co to chyba normalnie szlak mnie zaczął trafiać tak naprawdę na samego siebie

rzeczywiście muszę skorzystać na bank z porady ludzi którzy wiedzą jak sobie poradzić

kolejny raz wielkie dzięki,
ja wiem że to troszkę jak prowadzenie za rękę szukanie gotowego przepisu, ale dotychczasowe moje próby okazywały się wychodzić zakalcami

o tego typu przemyśleniach wcześniej uwierzcie mi nie było u mnie ani słychu, ja twardo oskarżałem żonę o praktycznie wszystko
jak bardzo można upaść sam wiem teraz,
mam nadzieję że się podniosę od dwóch dni wreszcie zaczynam znajdować motywację, żona i dzieci
a kurde jestem z ta dziewczyną od 18 roku życia od 5 lat po ślubie, 5 lat w osobnych miastach na studiach, ciągłe wizyty co dwa dni listy, ja nie wiem jak to się stało, że do tego dojść mogło, wciągnąłem ją w takie dziadostwo
aż dziw że mam szanse jeszcze

pozdrawiam

19 Ostatnio edytowany przez tenniedobry (2011-05-20 11:46:06)

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

i znów kryzys ........ sad

mimo starań , mimo rozmów,
wiem za krótki czas

ale mamy kryzys oboje czy tego chcemy

nie wiem próbuje do poradni jakiejś , specjalisty się umówić

coś dalej nie pozwala, iść do przodu

już był uśmiech na twarzach, już jest to co uzgodniliśmy, i kaplica sad

20

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

napisałbym że od czasu ostatniego postu, kilka kłótni było, ale po co

ważniejszych jest to dla mnie że są spokojniejsze, że atmosfera się ociepliła
dzieci nie mogę od siebie momentami oderwać
staram się chodź czasem nerwy dają górę z życiem w roli głównej

alkoholu dalej nie piję i nie zamierzam, mimo usilnych namów, nawet własnego teścia ...
podjąłem decyzję że jeśli mi się noga podwinie, to idę od razu do specjalisty (nie zakładam że tka będzie to jest plan który awaryjnie jest przygotowany)

próbujemy razem, chodź rozmowy są ciężkie momentami,
widzę że będzie ciężko przyzwyczajenia zmienic, nawet proste reakcje na zachowanie drugiej osoby z pozycji dnia dzisiejszego widzę że chore są
tak jak ja w reagowalem na nia nerwami gdy cos chciala
tak widze ona sie przyzwyczaiła ze na pewne sprawy, sytuacje w pewnych momentach reaguje automatycznie gniewem


no idzie w dobrym kierunku, trochę uciekłem w kierunku dodatkowej pracy żeby jej i sobie dać czas jej na spokój mi na myślenie, próbę odnalezienia siebie

pożyjemy zobaczymy co przyniesie życie big_smile

21 Ostatnio edytowany przez tenniedobry (2011-09-15 12:29:35)

Odp: To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

ludzie czy to takie musi być ciężkie???

od jakiegoś czasu
kłótnie wróciły, mimo tego ze przez palce puszczam cześć powodów zaczepek
że są one naprawdę małej wagi

nie odbieram tego jak test, to już raczej za nami

my się po prostu meczymy ze sobą
śmiem twierdzić ze jest gorzej niż było
i tracę wiarę i nadzieje że warto było,

bynajmniej jeśli nawet to moje uczucie jest chore
albo jeśli nawet wyniosłem z własnego domu złe wychowanie

to nie umiem w taki sposób jak oczekuje ode mnie moja żona pokazać jej że ją kocham

ona chce ale nie może bo w niej tkwi jeszcze to co było
ja chce ale nie mogę bo ona jest apatyczna względem mnie

i robi się koło dziwne jakby człowiek w jakiś wir wpadł

są rozmowy ustalenia próby zrozumienia siebie dogadania
ale jeśli tylko któreś coś chce wnieść więcej jest to traktowane jak atak
ona na to co oczekuje ode mnie że chce się w jakiś sposób wymigiwać
ja że ona neguje mnie takiego jaki jestem
chce żebym był facetem a jej warunki biją w moje ja, to męskie ja
ja wiem nie wszystko jest różowe ale trzeba iść do przodu...

nie wiem naprawdę nie wiem skąd brać siłę,  do dalszej egzystencji we dwoje
czuję się jak przeganiana mucha z jednej strony natrętna, upierdliwa dla kogoś a drugiej strony muchy przeganiana z miejsca na miejsce czyli też niezbyt mile

ja wiem ze każda historia ma swoje prawa, i każda jest inna, ale czytam słucham, i widzę ludzi ktorzy nie takie mają problemy i wychodzą z nich, i żyją cieszą się, ja nie mogę znaleść kierunku złotego środka
poza tym moja rodzina wydaje mi się że odsuneła się ode mnie całkowicie
nawet nie dzwonią, a jeśli dochodzi do przypadkowych spotkań to takie 2-3 minutowe
z jednej strony sam w związku z drugiej sam w życiu, zero znajomości tylko ludzie z pracy, znajomi żony mnie nie akceptują bo zapewne im opowiadała, zwierzała się
moi się wykruszyli bo główny wspólny temat uciekł....

mam chęć się spakować i wyjechac jak najdalej, i nie wracac juz wiecej


poradzcie coś, mam nadzieje pozytywnie sad

Posty [ 22 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » To juz nigdy nie wróci, chociażby z obawy, że to się powtórzy.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026