Jeden nieudany związek, później drugi, tragiczne porażki. Może nawet przemoc, załamanie, utracenie własnej wartości. I w miłość się więcej nie wierzy. Może się ma ochotę nadal mieć nadzieję, że coś dobrego na tym świecie istnieje, a jednak już są gotowe przekonania.
Nie wierzyć w miłość to jedno, ale jest jeszcze inna strona historii. Można czuć strach. Strach przed zakochaniem, który się najczęściej rodzi z przyszłych założeń o rozstaniu, zdołowaniu, trudnym wychodzeniu z relacji. Od razu zakładamy, że będzie porażka, niezależnie od partnera. Jeżeli nie jest niepasujący, to jest zbyt piękny, mądry i w ogóle na niego nie zasługujemy. Oczywiście, że z nami nie zostanie. Może po kolejnym nieudanym związku się rodzą pytania: co ze mną nie tak? Czego nie potrafię? Dlaczego to wszystko?
Zamknąć się przed miłością nie jest trudno, otworzyć się na nią po izolacji ? podwójnie niełatwo.
Jak przebrnąć przez tę granicę, zapomnieć o swoich strachach, przestać być malutką przerażoną dziewczynką? Co może zrobić partner, żeby pomóc?
Podobne tematy
Otworzyć się na miłość moim zdaniem nie istnieje coś takiego, jak otwarcie siebie na uczucie. Takie uczucie się rodzi i po prostu jest a kiedy już jest to trzeba je pielęgnować a rola partnera jest taka aby dbać razem ze mną. Kiedy wcześniej nie było łatwo i miłość dała w kość i obleciał strach, który się trzyma trzeba zebrać w sobie siły spróbować jeszcze raz i jewszcze raz i tak długo aż się uda. Miłość nie znam granic nie może być tak, że ktoś się otwiera i zamyka. Trzeba próbować aż do skutku aż poczujesz się szczęśliwa wtedy to złe zniknie, pójdzie w zapomnienie.
3 2012-12-05 16:17:42 Ostatnio edytowany przez dziwnaismutna (2012-12-05 16:18:52)
Wyluzować, otworzyc na ludzi, poznawac nowych, budowac przyjażnie, a miłość przyjdzie sama...nie ta, to inna...z zalozeniem, ze nigdy nic nie dostaje sie na zawsze- nawet uczucia. ale jak jest - to jest cudownie i dopoki jest sie w to brnie.