Tak się zastanawiam o więziach i stosunkach międzyludzkich? Z taką dbałością, starannością je tworzymy, utrzymujemy, pielęgnujemy i martwimy się, gdy coś nam nie gra. A potem w jednej chwili ?op!? i wszystko znika. Cała życzliwość, ciepłość, chęć spotykania się. Okoliczności się zmieniają i już się nie widzimy w pracy. Nie piszemy do siebie smsów urodzinowych. Nie otrzymujemy miłych mailów i śmiesznych zdjęć. Jak to jest, że ludzie tak szybko od siebie się odzwyczajają i nawet nie walczą o jakieś pozycje w życiu innych? Obojętnie są koledzy, ich nie ma?
Oczywiście stosunki międzyludzkie najmocniej przetrwają tam, gdzie się nad nimi najwięcej pracuje. Inicjatywa musi pochodzić z obydwu stron, taka współpraca ?komunikacja. Czy to rzeczywiście sprawa lenistwa, że tracimy do siebie kontakty i dostęp? Spotykamy osobę po kilku latach i stwierdzamy, że w jej życiu jesteśmy pustym miejscem, że jej już nie znamy. I może ciekawe byłoby spojrzeć na to jak żyje kątem oka, ale przecież tyle czasu minęło. Czy w prawdziwej przyjaźni tak nie jest? Gdy się spotykamy po latach nie ma długich pauz i szukania czegoś oczami po suficie? Wiem, prawdziwa przyjaźń nie przerywa się na kilka lat, ale jeżeli wyjazd, okoliczności? Czy byłyście w takiej sytuacji kiedyś? Więc jak to jest z przyjaźnią, ?nieznanie się? jest wynikiem przyjaźni na odległość, czy niekoniecznie? Czy proza życia to przyjaźni kat
?
Podobne tematy
Stachura " cos co sie konczy znaczy nigdy sie nie zaczelo, cos co prawdziwie sie zaczyna nigdy sie nie konczy " ( staralam sie byc jak najblizej oryginalu
) Jako Koziorozec mam bardzo malo przyjaciol za to bardzo starannie dobranych, nawet po wielu miesiacach milczenia jak mam dola to zawsze mam na kim sie oprzec. Moje przyjaciolki sa prawdziwe.
Ja wyznaję zasadę, że ludzie się zmieniają. I to nie tylko w jakiś kryzysowych momentach (chociaż tak dzieje się najczęściej), ale wciąż i ciągle, każdego dnia. Z tego powodu rozchodzą się przyjaźnie - bo dwoje ludzi przestaje do siebie pasować. Przez pewien czas byli idealnie wręcz dograni, potem jedno - a najczęściej oboje - nieco się zmieniło, i pstryk, już coś zgrzyta. Zwyczajnie przestają się rozumieć. To trudne, może nawet bolesne, ale człowiek jest istotą dynamiczną i płynną.
Z drugiej jednak strony sama się nad tym zastanawiam - mam znajomych (bo przyjaciółmi nie mogę ich raczej nazwać), których widuję rzadko. Raz na dwa, trzy miesiące, raz na pół roku. W tzw. międzyczasie najczęściej nie mamy ze sobą kontaktu w ogóle, albo jakiś sporadyczny smsowo-mailowy. Właściwie nie wiemy o sobie wiele, a często to, co wiemy, przedawniło się kilka lat wcześniej. Ale najdziwniejsze jest to, że keidy już spotkam się z taką osobą, potrafimy przegadać calutki wieczór - o rzeczach błahych, ale też tych bardzo ważnych. Te znajmości nie są w ogóle pielęgnowane, a jednak istnieje jakaś nić porozumienia, i to całkiem silna.
Wiecie dziewczyny, w całości się zgodzę z wami
Macie rację, miałam i tak jak piszesz, xeno, czyli rozstanie z przyjaciółką, zero kontaktu przez więcej niż rok.. a później, coś mi pstryknęło, napisałam do niej, spotkałyśmy się i zdałam sobie sprawę, że nic się nie zmieniło ![]()
Jednocześnie miałam też okazję dojrzeć tej drugiej strony, czyli tego o czym mówi Falka, tylko w bardziej raptowny sposób. Nie wiem, czy koleżanka kogoś naśladowała, czy rzeczywiście to w niej aż tak mocno było, jednak kończąc liceum z mega dobrej uczennicy, w mngnieniu oka się przekształciła w wielką imprezowiczkę. I raptem wszystkie tematy do rozmowy znikły. Pozostało tylko picie i wycieczki do klubów nocnych, kacowe wspomnienia... niektórym to z czasem mija, ale chyba to nie jest ten wypadek
A ja uważam, że związki trzeba pielęgnować. Ale pielęgnować muszą dwie strony. Ja po dłuższych próbach utrzymania czegoś odpuszczam, bo po co skoro ktoś nie chce.
Ale to ma też swój skutek - albo druga strona oleje na zawsze albo zauważy, że coś jest nie tak.
Przed kontaktami na odległość w dzisiejszym świecie nie da się uciec. Ale można je stjuningować ![]()
W moim odczuciu prawdziwa przyjaźń rządzi się własnymi prawami. Nie ma w niej czegoś, co zwykle nazywamy tzw. kłopotliwym milczeniem, bez względu na czas jaki upłynął od poprzedniego spotkania. W towarzystwie osoby, z którą łączą nas takie relacje, zawsze czujemy się dobrze, wręcz komfortowo, a w rozmowach z nią nie ma tematów zbyt trudnych, ani zbyt błahych, a nawet wspólne milczenie jest przyjemnością. Czasem ominiemy jakieś ważne wydarzenia w życiu przyjaciela, ale potrafimy o tym swobodnie porozmawiać, dokładnie tak jakby ta przerwa nigdy nie nastąpiła, słowem szybko nadrabiamy stracony czas. Nie mamy też oporów, żeby zadzwonić po dłuższym okresie ciszy czy zapytać czy możemy wpaść na kawę, bo właśnie jesteśmy w pobliżu.
Ale takich znajomości mamy z reguły nie więcej niż kilka, a wszystkie pozostałe trzeba pielęgnować, w przeciwnym wypadku zwiędną, ustępując miejsca nowym. Jest zresztą zupełnie naturalne, że nowe znajomości pojawiają się wraz ze zmianą miejsca zamieszkania, pracy, środowiska, lecz często idą też w parze z utratą poprzednich. Cóż, nasze życie się toczy, to co było przemija, a tylko to co najcenniejsze pozostaje z nami na zawsze lub przynajmniej dłużej
.
Uważam, że prawdziwa przyjaźń jest na całe życie. Nie mówię o znajomościach, ale o przyjaźni. Znajomych można mieć wielu, pojawiają się w naszym życiu i znikają (wraz z nową pracą, przeprowadzką itp.) natomiast prawdziwych przyjaciół nigdy nie ma się "na pęczki" i ich główną wspólną cechą jest stałość. I wcale nie oznacza to, że widujemy się z nimi codziennie lub nawet raz na tydzień. Można nie widzieć się przez dłuższy czas, ale gdy w końcu się spotkamy, rozmawiamy ze sobą jak gdybyśmy rozstali się dzień wcześniej. Uwielbiam te rozmowy o wszystkim i o niczym, o poważnch problemach czy też o nowym kremie do twarzy, lub fantastycznym przepisie na sernik
Prawdziwy przyjaciel wysłucha, ale nie wyda osądu, nawet gdy nasze postępowanie odbiega dalece od tego, jak on by się zachował w danej sytuacji. Wydaje mi się, że prawdziwa przyjaźń jest trochę jak miłość matki, bezwarunkowa.
Oczywiście gdy przez dłuższy czas nie możemy się widzieć, trzeba dbać o te relacje, choćby jakimś sms-em, rozmową telefoniczną, mailem.
W moim odczuciu prawdziwa przyjaźń rządzi się własnymi prawami. Nawet po długim czasie jaki upłynął od poprzedniego spotkania, nie ma w niej czegoś co zwykle nazywamy tzw. kłopotliwym milczeniem. W towarzystwie takiej osoby zawsze czujemy się dobrze, wręcz komfortowo, a w rozmowach z nią nie ma tematów zbyt trudnych, ani zbyt błahych, a nawet wspólne milczenie jest przyjemnością.
Owszem, ale często te prawdziwe przyjaźnie są spychane na drugi plan - "bo on/ona się nie obrazi". A moim zdaniem to właśnie o tą prawdziwą trzeba dbać ![]()
Owszem, ale często te prawdziwe przyjaźnie są spychane na drugi plan - "bo on/ona się nie obrazi". A moim zdaniem to właśnie o tą prawdziwą trzeba dbać
Nie wyraziłam się chyba zbyt precyzyjnie, albo nie zrozumiałyśmy się. Prawdziwa przyjaźń jest bezwarunkowa i nie trzeba jej specjalnie, ani tym bardziej sztucznie, podsycać, bo ona po prostu trwa- bez względu na okoliczności i chwilowy brak czasu. W przeciwnym razie byłaby po prostu płytka, niepełna, a nawet, nie zawaham się użyć tego stwierdzenia, roszczeniowa.
Nawiązując do tematu chciałabym przy okazji zadać pytanie kim jest dla Was przyjaciel? Zauważyłam, że niektórzy bardzo nadużywają tego słowa. Dla mnie przyjaciel to naprawdę ktoś wyjątkowy, to ktoś kto jest kiedy tego potrzebuję, rozumie mnie w pół słowa, nie potępia, nie ocenia, ktoś kto się sprawdził w trudnych sytuacjach, kto się nie obraża kiedy naprawdę nie mam czasu, z kim po długim okresie niewidzenia rozmawiam jakby ta przerwa nigdy nie miała miejsca, w towarzystwie kogo czuję się swobodnie i wiem, że mogę być sobą, komu nie muszę mówić, że coś o czym wie powinno pozostać między nami, do kogo mogę zadzwonić nawet w środku nocy, a on zechce mi pomóc. Ja w każdym razie często tego słowa nie używam.
Odświeżam bardzo ciekawy wątek i bardzo ciekawe ostatnie pytanie ![]()
To określenie "do kogo mogę zadzwonić nawet w środku nocy, a on zechce mi pomóc". (Olinka) nie jest dla mnie aż tak ważne, bo oznacza to, ze przyjaciel powinien być na wyciągnięcie reki. A co jeśli mieszka zagranicą? Nie jest to możliwe, poza tym ludzie z różnych powodów po prostu nie mogą przyjeżdżać do innych w środku nocy ![]()
Ale O.K., załóżmy, ze była to tylko miara oddania.
Od jakiegoś czasu zadaję sobie pytanie "Kim jest przyjaciel?' i stwierdzam, że ..... to po prostu osoba, z którą można stworzyć intymny świat i jest lojalna, która swoje słabości jak np. podnoszenie swej wartości cudzą porażką, jest w stanie odrzucić na bok.