Witam wszystkich, nie wiem czy dobrze wybrałam dział ale moja historia jest bardzo wielowątkowa.
Spróbuję ją jednak jakoś skompresować.
Jestem na zakręcie, albo raczej na rozdrożu. Trzy lata jestem w związku z 11 lat starszym facetem, jednak nasza znajomość prowadzi donikąd. Wydaje mi się, że żyję w toksycznym związku. Początkowo myślałam, iż starszy facet będzie chciał stabilizacji, dzieci, domku na przedmieściach, wszystkiego czego ja oczekiwałam od życia. Coraz bardziej jednak dociera do mnie, że to po prostu lekkoduch, któremu odpowiada życie bez zobowiązań.
Poznaliśmy się w Hiszpanii (oboje jesteśmy Polakami). Między nami były różne przeboje, kłótnie, większe mniejsze. Ale nie o to mi chodzi, bo o tym mogłabym napisać wiele innych wątków... Generalnie dociera do mnie, że muszę to zakończyć i zrobię to lada dzień (nie jesteśmy teraz razem, a nie chcę robić tego przez telefon). Ale życie to nie jest bajka i wiem, że będę strasznie cierpieć (nadal Go bardzo kocham). To tyle wstępu.
Mój właściwy problem jest jednak inny. Oboje mamy pracę na dobrych stanowiskach w tej samej firmie. Praca jest w systemie pół na pół, tzn zimę i wiosnę spędzamy w Polsce a lato i jesień w Hiszpanii. O ile w Polsce nie będzie trudno się rozdzielić (mieszkamy w różnych miastach) to Hiszpania stanowi problem. Wyjazd mam planowany na czerwiec. Związek chce skończyć teraz, wiem, że przez miesiąc na pewno mi nie przejdzie. Najprościej by było powiedzieć nie jedź, ale dlaczego miałabym rezygnować z mojej ukochanej pracy? Prawda jest taka, że zawsze z niecierpliwością czekam na te wyjazdy. Kocham ten kraj i moja pozycja w zagranicznej filii jest znacznie lepsza niż tutaj.
Jednak wiem, iż będziemy musieli dzielić miejsce zamieszkania i tu rodzi się problem. Oboje jesteśmy strasznie wybuchowi i boję się myśleć jak bardzo jedno drugiemu robiło by na złość, albo udowadniało jak to dobrze, że już z Tobą nie jestem. Myślałam nawet o tym żeby poszukać coś innego niż zapewnia firma, ale musiałabym zdecydować się na kupno samochodu i parę innych niedogodności (firma usytuowana jest dość daleko od miasta). Podsumowując było by to nieopłacalne i strasznie upierdliwe.
Generalnie nie chcę rezygnować z pracy przez to, że moje życie osobiste się nie układa. Macie dla mnie jakieś rady?
Wiem, że historia pisana nieco chaotycznie, ale o całości to bym mogła książkę napisać. Wszelkie wątpliwości wyjaśnię...
Pozdrawiam