Witam
podział majątku... tak zatytułowałam mój post bo .. od tego się zaczęło.. ![]()
kilka lat temu rodzice w czasie rodzinnego spotkania dokonali "podziału majątku".
Siostrze, która wraz z rodziną mieszka razem z nimi przeznaczyli nieruchomość (dom rodzinny z działką)
natomiast pozostałej trójce rodzeństwa odliczyli po 5 tys. zł ( w stosunku do wartości tego co otrzymała siostra to jak 1:10).
Nie ukrywałam, że taki podział, moim zdaniem nie jest sprawiedliwy, czułam się, nie pierwszy zresztą raz gorzej traktowana, tym bardziej, że kilka lat wcześniej to właśnie siostra otrzymała od rodziców samochód. Nie robiłam jednak z tego powodu żadnych awantur, było mi tylko bardzo przykro, i w rozmowie mówiłam raczej o uczuciach niż o pieniądzach.
Zaznaczam, że rodzice mieli swoje emerytury na przyzwoitym poziomie i nie byli zależni finansowo od siostry i szwagra.
Jeżeli można by tu mówić o wzajemnej pomocy, to bardziej rodzice pomagali siostrze (mama wspominała czasem, że siostra nie dokłada się do utrzymania domu, mama gotowała dla wszystkich i też pokrywała koszty zakupów, oboje rodzice opiekowali się wnukami..itp ).
No cóż... zrobiłam sobie wroga na resztę życia.
Nie odzywała się do mnie jakieś 1,5 roku.
Nie zamierzałam i nie zamierzam kłócić się z siostrą o przysłowiowy majątek, dawno schowałam swój żal do kieszeni i pogodziłam się z myślą, że.. widocznie tak ma być.. Starałam się mimo tego zdarzenia by nasze stosunki nadal były "siostrzane". Dzwoniłam, pisałam e-maile, przepraszałam...
Niestety, przy każdej mojej wizycie w domu rodzinnym, siostra daje mi odczuć, że jestem intruzem. Jeżeli jest to spotkanie w większym rodzinnym gronie wówczas "załapię się" nawet na wspólnie wypitą herbatę. Natomiast w sytuacji, gdy jestem tylko ja, siostra nie znajduje nawet paru minut by usiąść przy jednym stole, nie czuje potrzeby zamienienia ze mną choćby paru słów..
Bywam tam coraz rzadziej. Zawsze byłam bardzo mocno związana z rodziną, z siostrą chyba najbardziej i bardzo mnie boli ta sytuacja. Kolejny raz w moim życiu potwierdza się myśl, że "najbardziej ranią Ci, których kochamy", najbliżsi..
Czy Waszym zdaniem zasłużyłam na takie traktowanie?
Może ktoś z Was przeżył podobną sytuację?
Jak sobie poradziliście?
Zaczynam łapać się na tym, że przestaje mi już zależeć na "odzyskaniu" siostry, że zaczynam mieć wątpliwości co do Jej szczerości wcześniej, przed tym zdarzeniem..
Proszę, wypowiedzcie się na temat mojej historii.
Pozdrawiam.